a niektórzy nawet wracają, bo firmy w Polsce zaczynają rozumieć, że za 1000 złotych nikt nie będzie jeździć. I niektórzy sobie kalkulują, że jak nie będą utrzymywać dwóch domów - jednego tu, drugiego tam - i odliczą koszta wyjazdów do Polski to im wyjdzie na to samo, a łatwiej w Polsce. Niektórzy oczywiscie mają pecha - kumpel rzucił robotę w Carntyne i miał zamiar zatrudnić się w Ricö...
Czasem odnosze wrazenie, ze w Polsce nie zostal ani jeden kierowca autobusów, kto jezdzi tymi naszymi polskimi zlomami po tych dziurawych drogach ?