moja mala miala katar ze nie mogla oddychac,myslalam ze przepisze jakies krople albo sol fizjologiczna,nic z tego.Kazal z lazienki zrobic niby saune i posiedziec z dzieckiem przez 15min.w tych oparach,gdyby nie lekarstwa z Polski pewnie trzymaloby ja do tej pory.Nie zawsze powinno sluchac sie rad tutejszych lekarzy bo mam wrazenie ze traktuja nas jak intruzow.
Faktycznie macie rację.Świetne jest to ,ze mamy tutaj darmowe leki dla dzieciaków,jednak czasem mozna się wybrać do apteki i poprosić o dobry lek.Farmaceuci wsółpracują z lekarzami.Napewno coś doradzą.Nie ma co panikowć to ,ze dziecko ma kaszel,a osłuchowo jest czyste to po co jakieś leki(tylko w polsce serwuja antybiotyki ,bo tak im wygodniej)Na katar dobra jest sól morska -sterimar i olejki eteryczne do inchalacji.Jesli katar sie przeciąga moze istniec ryzyko zapalenie ucha srodkowego,lub zajęcie zatok wtedy nalezy zglosić sie do lekarza.Trudno jest mi uwierzyć ,ze lekarz stwierdził ,ze podawanie syropu ,lub nie ,nie wpłynie pozytywnie na stan zdrowia dziecka.Jesli jest to jednak prawda to zmień lekarza.
Problem polega tylko na jednym, jezeli to jest wirusowy katar to antybiotyki niczemu nie zapobiegna, bo na wirusy nie dzialaja, wiec podawanie antybiotykow, tylko moze ci dziecko oslabic -> latwiej moze zlapac potem swinstwo w postaci zapalenia oskrzeli np.A co do syropow, nie ma badan, potwierdzajacych ich skutecznosc ponad cokolwiek co oblepi gardlo i w ten sposob przyniesie ulge - na ogol glowny efekt jest z konsystencji syropu, ale ssana lyzeczka miodu, czy cukierek slazowy, ma podobny efekt. Podobnie inhalacja, nawilza podraznione blony sluzowe, mozesz prubowac np. z rumiankiem. Sa jeszcze syropy ze srodkami uspokajajacymi, po ktorych ma sie mniej odruchu kaszlowego, ale o ile pamietam dzieciom ich nie wolno podawac.Bardzo to niemile, jak sie maly ktos kolo ciebie meczy, ale nie na wszystko medycyna ma metody. Lepiej miec szczerego lekarza ktory powie, ze to musi przejsc, bo on tu nic nie poradzi, czy takiego, ktory cos przepisze, zeby sie tylko od niego odczepic ??
Mialam podobna sytuacje z moja córeczka. Miala wtedy roczek i bylo to w grudniu. Dostala bardzo wysokiej goraczki, blisko 40 stopni, kaszlala tak ze bylam przekonana ze ma zapalenia oskrzeli albo krtani, miala straszny katar, nie mogla oddychac. Pierwszy raz byla tak bardzo chora. Poszlam z nia do lekarza. Osluchal ja i stwierdzil ze to wirus. Kazal podac paracetamol na zbicie goraczki i ... wyprowadzac ja codziennie nad morze na spacery. Nie moglam uszom uwierzyc gdy to uslyszalam. Podobnie zareagowal mój maz. Na drugi dzien stwierdzil ze moze cos zle zrozumialam albo przekrecilam i wybralismy sie do lekarza po raz drugi. Trafilismy na innego który powiedzial to samo. To wirus i na to nie ma lekarstwa. Spacery nad morzem i paracetamol. Nie wiedzielismy co robic. Dziecku nie bylo lepiej, a moja mama juz chciala przysylac z Polski antybiotyki. Jednak zaufalismy lekarzowi, stwierdzilismy ze jezli dziecko ma tutaj mieszkac to musi byc leczone tak jak lecza tutaj inne dzieci. Przez 3 dni spacerowalam z goraczkujacym dzieckiem po plazy, i o dziwo na 2 dzien bylo juz troche lepiej a na 3 goraczka ustapila i dziecko zaczelo zdrowiec. Od tamtego czasu moja córka nie zachorowala ani raz. Mam wrazenie ze ta choroba wzmocnila jej organizm, gdyz dziecko same musialo sobie poradzic z wirusem. Tutejsi lekarze najpierw badaja czy jest jakies zapalenie i tylko gdy jest podaja leki. Na wirusy stosuja metody takie jak ci opisalam. Ja zaufalam lekarzom i nie zaluje. Ale w pelni cie rozumiem bo ja tez przezywalam chwile grozy gdy moja córka chorowala a nie miala przepisanych zadnych leków.
Ja nie uwazam ,ze jestes w jakis sposób przewrazliwiona.Gdy moje dziecko miało 6 tyg.zachorowało na zapalenie płuc.Wbrew pozorom mała nie miała ,prawie zadnychobjawów ,zadnej gorączki,pare razy pokaszlała na dzień i na tym koniec.Chodziłam z nia do lekarza 2 razy w tyg na wazenie i przyokazji badał ją lekarz,ale nic nie stwierdził(diagnoza sapka).Jednak cosik nie dawało mi spokoju i drązyłam temat.Sama zabrałam ja na badanie krwi.W szpitalu lekarze rozkładali ręce,przezyłam horror.Jeśli ktoś miał chore dziecko na zapalenie płuc to wie jak wygląda rentgen,itp.Nie naley tez bezkrytycznie podchodzić do opini lekarza.Ja przez jakis czas miałam wyrzuty sumienia,ze nie zareagowałam wcześniej.O polakach istnieje opinia ,ze sami sa sobie lekarzami.Uwazam,ze kazda matka jest na tyle czujna,aby w porę wykryc problem.To jest ten nasz szósty zmysł.Pozdrawiam i zyczę zdrowia waszym pociechom.
jakis miesiac temu bylam u lekarza bo bol gardla nie pozwalal mi mowic, lekarz stwierdzil jak (zwykle tu) ze samo przejdzie - przeszlo, ale na zatoki! antybiotyki przyslala mi mama i jest ok. po 2 tygodniach moje dziecko dostalo kaszlu az dusilo sie w nocy, oczywiscie poszlam do lekarza- co uslyszalam?:) no wlasnie! :) bylam zla jak nie wiem, po 3 dniach nie moglam juz patrzec na cierpiace dziecko wiec poszlam ponownie z postanowieniem ze nie pozbedzie sie mnie tak latwo:) pan doktor zbadal osluchal i stwierdzil znow to samo, moja cierpliwosc sie skonczyla i zaczelam swoj monolog: ze my nie mamy takiej odpornosci jak oni bo niestety w zime w sandalach nie chodzimy, ze jestesmy wychowani w innym klimacie i ze od dziecka faszeruja nas antybiotykami przez co ich na wszystko dobry paracetamol na nas nie dziala i ze wystarczy ze mnie zalatwili. pan doktor pobujal sie na swoim fotelu w zadumie az stwierdzl: "wiesz to wszystko wina jezyka, nie umiecie nam wytlumaczyc dlaczego tak upieracie sie przy lekarstwach. czy ona jest uczulona na amoxycyline?" :) po trzech dniach dziecko bylo zdrowe
wiec moral z tego taki: tlumaczcie im, rozmawiajcie, bo niby skad oni maja wiedziec ze my bylismy inaczej leczeni, moze wtedy uda sie zdobyc jakis kompromis przynajmniej
jakis czas temu (bedac w ciazy) zachorowalam, mialam goraczke, kaszel i dusznosci przez ktore nie moglam w nocy spac, najpierw leczylam sie domowymi sposobami kiedy stan byl lagodniejszy ale pozniej jak doszlo do dusznosci poszlam do lekarza z ta sama obawa co chyba Wy wszystkie ze powie ze to nic i odesle do domu, bo jeszcze powie ze ciaza i nic nie moze zaradzic, ale o dziwo kiedy powiedzialam mu (a moj angielski nie jest perfekcyjny) co mi jest i ze podobne objawy mialam w polsce kilka lat temu i ze bralam takie a takie leki, poszperal cos w komputerze i przepisal mi tutejsze odpowiedniki, po 2 dniach bylo o niebo lepiej
przylaczam sie do moralu nikaa trzeba im powiedziec ze sie jesli w polsce sie chorowalo na ta chore to jakie leki byly brane a wtedy lekarz bedzie mial mozliwosci przepisania tutejszego odpowiednika
Pewnie dziewczyny macie duzo racji, jednak ja uwazam ze jezeli dziecko jest jeszcze male i nigy wczesniej nie bylo chore w Polsce a tym samym nie bylo tam faszerowane antybiotykami to nie nalezy tego zaczynac tutaj. Moja córka nigdy od urodzenia nie brala antybiotyków wiec ja tez nie bylam jej chetna ich podawac mimo nacisków mojej mamy. Ale jezeli dzecko jest starsze i przyzwyczajone do polskiej szkoly leczenia to moze warto przynajmniej na poczatku ja kontynuowac tutaj. Decyzja zalezy do rodziców, czy zgodza sie z metodami tutejszych lekarzy czy beda obstawac przy swoich.
Darianna zgadzam sie z Toba ze nie nalezy dziecka od razu faszerowac antybiotykami i nie wiadomo jeszcze czym, ze moze sprobowac zaczac od domowych sposobow, tych babcinych a dopiero pozniej jak nie ma wyjscia to podac antybiotyk, bo predzej czy pozniej organizm uodporni sie na silne leki, a widzialam tutaj juz Matki ktore jak tylko dziecko chrzaknelo podawaly antybiotyk bo tak robily w polsce, ale to juz niestety wybor rodzica....
annan, nie jestes wariatka! Kazdy sie denerwuje, to normalne, ale tutejsie lekarze pomimo roznic nie sa nastawieni na wykanczanie pacjentow. Poprostu na dluzsza mete pomaga im troche wierzyc. Mam nadzieje, ze malej przejdzie to chrumkanie dosc szybko.Statystyki pokazuja , ze Brytyjczycy sa generalnie zdrowsi od Polakow, dluzej zyja i dozywaja starosci w lepszym zdrowiu, wiec nie moze byc tak zle. Wyjawszy czesc Glasgow niestety, ale to nie problem leczenia - lekarzy w calym UK przygotowuje sie tak samo.
darianna dokladnie tak jak mowisz, bo przeciez to dziecko bedzie tu mieszkac i chodzic do szkoly gdzie dzieciaki na przerwe nawet w zimie wychodza w sweterkach bo nikt im nie powie ze trzeba wlozyc kurtki, wiec hartujmy nasze dzieci. tylko sa tez sytuacje takie ze w ktorych nie obejdzie sie bez lekarstwa, tak jak u mojego dziecka, jesli nie dostalo by antyboityku i chodzilo z tym kaszlem on przerodzil by sie w silny karar( wiem to napewno bo juz to przerabialam) a katar u mojego dziecka to wielkie zagrozenie niestety bo ma duze problemy z uszkami rok temu w ostatniej chwili trafilismy do szpitala (w polsce tez sa konowaly) jeszcze pare dni i dziecko bylo by nieslyszace przez zle prowadzone bylo leczenie. mysle ze madra mama znajdzie kompromis i z kazdym kaszlnieciem nie bedzie latac do lekarza, ale tez gdy sytuacja nie wyglada juz rozowo bedzie domagac sie prawidlowego leczenia.
kiedys gdzies wyczytalam bardzo madre wytlumaczenie dlaczego musimy czasem brac antybiotyk (od razu mowie ze nie jest to moja teoria:) i ze pisze to z pamieci wiec orginalna pisownia niestety nie jest zachowana):
wraz z rozwojem medycyny zmniejsza sie selekcja naturalna przez co osobniki slabe przezywaja a nie jak to bywalo dawniej "odpadaja z gry" zaczynaja sie rozmnazac przez co spoleczenstwo jest coraz bardzie herlawe z mniejsza odpornoscia a co za tym idzie trzeba ich wspomagac w razie choroby i teraz mozemy przyrownac nasz chory organizm do polski w okresie wojennym: zero wojska, slaba partyzantka a tu nadciagaja nemcy (wirusy) partyzantka (organizm) walczy ile wlezie i moze dala by sobie rade ale z drugiej strony nadciaja ruski (bakterie) partyzantka w takiej sytuacji wysiada - polska w tym momecie potrzebuje pomocy z zewnatrz, pomocy innych krajow (antybiotyki), ktore robiac spustoszenie cos tam pomagaja
No włąsnie.Kaszel dziecku nie pzrechodzi,meczy sie a kiedy poszłam do lekarza,powiedział,ze czy bede dawała syrop czy nie to kaszel sam przejdzie.I nic nie przepisał:(