Dwoje włoskich "naukowców" Alberto Giubilini i Francesca Minerva ogłosiło, że prawo powinno zezwalać na zabijanie niechcianych i chorych noworodków. Swój odkrywczy pomysł opublikowali na łamach "Journal of Medical Ethic".
Jest wolność słowa. Każdy ma prawo wyrażać swoje poglądy. Nawet bezdennie głupie, aby nie rzec nieludzkie. Problem jest w czym innym. W tym, że broni się takich poglądów przed atakami, jako zagrożenia "naukowych dyskusji".
"Wychowanie niechcianego dziecka może być zbyt dużym brzemieniem dla rodziny i społeczeństwa. Nie możemy zakazać aborcji, tylko dlatego, że płód, a potem urodzone dziecko, mają jedynie potencjał, by stać się osobą" - argumentują "naukowcy", podobno posiadający tytuły doktorskie z filozofii i etyki (sic!) medycznej.
Co ciekawe prawa do takich dyskusji bronią środowiska, która same zakazują, pod groźbą więzienia, dyskusji na temat liczby ofiar holokaustu.
Ta naukowa dyskusja przypomniała mi opowiadanie "Przedludzie" Philipa Dicka. Oto w przyszłości w USA uchwalono prawo do aborcji (bo przecież nie do zabijania) dzieci, które mają mniej niż 12 lat. „Kongres wprowadził prosty test określający przybliżony wiek, kiedy dusza wstępuje w ciało. Wyznaczała to zdolność rozwiązywania zadań algebraicznych. Do tego czasu były tylko ciała, zwierzęce instynkty i ciała, zwierzęce odruchy i reakcje na bodźce” - pisał Dick. Dzieci, które nie mają dokumentów, że są chciane przez rodziców, a mają mniej niż 12 są przewożone do specjalnych obozów, w których trzyma się je 30 dni zanim się je zabije, pardon, dokona aborcji. Jeżeli takiego "przedczłowieka" zdecyduje się zaadaptować jakaś rodzina, to znaczy, że będzie on żył.
To co dla Dicka było przejskrawieniem (hiperbolą) konsekwencji wyroku Sądu Najwyższego USA z 1973 r., który uznał wówczas aborcję za fundamentalne prawo kobiety, dziś stało się już tematem naukowych dyskusji.
Yawn, spóźniłeś się z tym jakieś dwa dni :) ... nie mówiąc o tym, ze źródła się podaje przy wiadomościach i że nic takiego ci panowie nie ogłosili, to tylko medialna "interpretacja", no ale po co sprawdzać u źródła.
Dwoje włoskich "naukowców" Alberto Giubilini i Francesca Minerva ogłosiło, że prawo powinno zezwalać na zabijanie niechcianych i chorych noworodków. Swój odkrywczy pomysł opublikowali na łamach "Journal of Medical Ethic".
Jest wolność słowa. Każdy ma prawo wyrażać swoje poglądy. Nawet bezdennie głupie, aby nie rzec nieludzkie. Problem jest w czym innym. W tym, że broni się takich poglądów przed atakami, jako zagrożenia "naukowych dyskusji".
"Wychowanie niechcianego dziecka może być zbyt dużym brzemieniem dla rodziny i społeczeństwa. Nie możemy zakazać aborcji, tylko dlatego, że płód, a potem urodzone dziecko, mają jedynie potencjał, by stać się osobą" - argumentują "naukowcy", podobno posiadający tytuły doktorskie z filozofii i etyki (sic!) medycznej.
Co ciekawe prawa do takich dyskusji bronią środowiska, która same zakazują, pod groźbą więzienia, dyskusji na temat liczby ofiar holokaustu.
Ta naukowa dyskusja przypomniała mi opowiadanie "Przedludzie" Philipa Dicka. Oto w przyszłości w USA uchwalono prawo do aborcji (bo przecież nie do zabijania) dzieci, które mają mniej niż 12 lat. „Kongres wprowadził prosty test określający przybliżony wiek, kiedy dusza wstępuje w ciało. Wyznaczała to zdolność rozwiązywania zadań algebraicznych. Do tego czasu były tylko ciała, zwierzęce instynkty i ciała, zwierzęce odruchy i reakcje na bodźce” - pisał Dick. Dzieci, które nie mają dokumentów, że są chciane przez rodziców, a mają mniej niż 12 są przewożone do specjalnych obozów, w których trzyma się je 30 dni zanim się je zabije, pardon, dokona aborcji. Jeżeli takiego "przedczłowieka" zdecyduje się zaadaptować jakaś rodzina, to znaczy, że będzie on żył.
To co dla Dicka było przejskrawieniem (hiperbolą) konsekwencji wyroku Sądu Najwyższego USA z 1973 r., który uznał wówczas aborcję za fundamentalne prawo kobiety, dziś stało się już tematem naukowych dyskusji.