A gdzie niby miałbyś wpaść z rewizytą, skoro ja sam nie wiem, gdzie będę pojutrze? :p
To raczej my leżeliśmy u stóp Bydgoszczy, liżąc je zapamiętale.
Bydgoszcz jest w pytę, mają kibel za złotówkę. Wróżę nam piękną karierę jako eksponaty w tamtejszym Muzeum Historii Brudu.
To leciało w galerii w Młynach Rothera:
W kubku po prawej grzane wińsko z alko, po lewej - bez.
>Wiem, że odruchowo sięgniesz po ten z prawej, ale może jednak dobrze się zastanów, zanim napijesz się z kubka po Nieznamirze. :/
Wiesz, że wiesz i uprzedzasz na zaś… imponujące! Jesteś pewien, że nigdy wcześniej nie byłeś kobietą? ;)
;list=RDNXfy2Gv-BWQ&start_radio=1Dobry wieczór. :p
Wiosną 1978 roku wydarzyło się w Warszawie coś, co właściwie wydarzyć się nie miało prawa. Henryk Gajewski, kierujący galerią Remont, podobnie jak jazz club przytuloną do klubu studenckiego Riviera Remont u zbiegu Polnej i Waryńskiego, zorganizował międzynarodowy zlot artystów awangardowych. Przyjechało wielu performerów z całego świata.
Bardziej niż goście zwieszający się z sufitu na haczykach wbitych w ciało lub niewiasty przebierające się za banany, interesowały mnie wideoklipy przywiezione przez niderlandzką ekipę działającą pod nazwą Video Heads. Mogłem w końcu zobaczyć na ekranie artystów znanych dotychczas tylko ze słyszenia.
Jednak prawdziwą petardą była wizyta londyńskiego zespołu The Raincoats. The Raincoats powstał niewiele wcześniej i grały w nim prawie same dziewczyny. (…) Jedynym facetem w zespole był Nick Turner, perkusista.
Koncert w sali widowiskowej Riviery był jednym z ich pierwszych występów. Kiedy po przybyciu do Warszawy przyszli pierwszy raz do Remontu, bramkarze nie chcieli ich wpuścić. Zespół wyglądał jak przybysze z innej planety, co w końcu nie było dalekie od prawdy.
To z autobiografii Tomka Lipińskiego.
Pogrzebałem w sieci bez robienia sobie większych nadziei. Szok i niedowierzanie - na Yt jest krótki fragment tego koncertu. W tym filmie, od początku do 3:15:
Film na pewno z Warszawy, bo w 2:06 widać logo Tonpressu. :)
Jest to o tyle historyczne nagranie, że najprawdopodobniej był to pierwszy koncert punkowy w Polsce. Dla The Raincoats był to czwarty lub piąty występ w ogóle.
The Raincoats to ulubiona kapela Kurta Cobaina i bodajże Johnny'ego Rottena.
Moją uwagę zwrócił koleżka w długim prochowcu, wyglądający jak tajniak z Pałacu Mostowskich. Ostrzegłem nawet Piotrka Rypsona, który organizował to wydarzenie wespół z Gajewskim, że mamy na pokładzie szczura. Szybko się okazało, że to nie tajniak,a przebrany za tajniaka Simon, jeden z pierwszych londyńskich punków. (…)
Wraz z moją koleżanką, Izą Wroczyńską, zostaliśmy poproszeni o zaopiekowanie się brytyjskim zespołem. Od tej chwili spędzaliśmy z nimi prawie cały czas i wtedy to moje włosy, dzięki przywiezionej przez Raincoats farbie, przybrały barwę promiennego cyklamenu. (…)
Simon napisał dla mnie piosenkę, a ja szybko wymyśliłem do niej muzykę.
To wydarzenie miało miejsce jeszcze zanim Tomek zmontował pierwszą kapelę.
Do autobiografii dołączona jest nieco inna, moim zdaniem ciekawsza wersja tego utworu, pochodząca z prywatnego archiwum Lipińskiego.
Niewazne czy komp, iPOD, wieza, magnetofon Kasprzak, 'gramofon' Balbinka...
Wazne co kręci sie u Was właśnie TERAZ :D
i tak np. u mnie
płytka
dEUS - Pocket Revolution