Broń z ostrą amunicją dla dzieci? W USA można wybierać spośród 42 rodzajów broni idealnie pasujących do malutkich rączek. Dla dziewczynek nawet w kolorach różu.

W lipcu w kinie Century 16 Theaters znajdującym się w centrum handlowym w miejscowości Aurora (Kolorado) podczas nocnej premiery najnowszej odsłony Batmana mężczyzna ubrany w maskę i kamizelkę kuloodporną zaczął na ślepo strzelać do ludzi. Zginęło 12 osób, a 58 zostało rannych. Niemal natychmiast po obu stronach Atlantyku rozpoczęła się tradycyjna debata na temat przemocy w filmach, grach komputerowych i komiksach dla dzieci.
Wątpliwości co do amerykańskiego prawa do noszenia broni i łatwości dostępu do niej szybko zostały stłumione przez należącą do Ruperta Murdocha telewizję SKY, która, uprzedzając atak “liberałów” na “amerykańskie wartości”, tłumaczyła, że gdyby w kinie wszyscy byli uzbrojeni, to szaleniec nie mógłby do nich strzelać jak do kaczek, bo oni zastrzeliliby go pierwsi.
Według tradycyjnej konserwatywnej narracji tragedia w Aurorze nie jest dowodem na to, że trzeba ograniczyć swobodę dostępu do broni, lecz przeciwnie. Staje się promocją sprzedaży broni każdemu obywatelowi. To jest w USA tak silny nurt ideowy i tożsamościowy, że każdy polityk, który wystąpiłby z nieśmiałą propozycją debaty na temat dostępności broni palnej, zostałby politycznie zlinczowany.
Światowe media podczas takich spektakularnych, tragicznych wydarzeń swoją uwagę skupiają w szczególności na głównych aktorach dramatu, napastnikach i ofiarach, ignorując złożoność problemu. A jest faktem, że w USA wychowywanie do życia w rodzinie posiadającej i kochającej broń zaczyna się już od kołyski.
Szybcy, wściekli, kilkuletni
Właśnie w Kolorado, na tle Gór Skalistych, potomkowie cowboyów bawią się w pojedynkowanie. Co roku organizuje się tutaj Cowboy Fast Draw Championships. Strzelanie jeden na jednego jak w starych dobrych czasach, gdy było wiadomo, kto jest dobry, a kto czerwonoskóry barbarzyńca, którego trzeba zabić.
Tylko że teraz kule zamiast w Indian ładuje się w tarcze i blaszane puszki. Klimat jednak z epoki: flanelowe koszule, kapelusze i repliki starej broni, takiej jak np. sześciostrzałowiec Colt z 1873 r. o wdzięcznej nazwie “Peacemaker”. Są także zawodnicy z odpowiednimi epokowymi przydomkami. Naprzeciw siebie stają tacy herosi, jak “Spud” i “Texas Marshal”.
Obaj walczą w finale zawodów Billy the Kid w dodatkowym turnieju, w kategorii wiekowej od lat 8 do 12. “Spud” potrafi wyciągnąć broń i trafić w cel w czasie krótszym niż 0,7 sekundy. Taki Tiger Woods rewolweru… Pierwszą broń dostał, gdy miał 7 lat. Dziś jest 9-latkiem i doświadczonym zawodnikiem. 8-letni “Texas Marshal” nie ma żadnych szans.
Za późno zaczął trenować. Ta zabawa bowiem jest jak tenis: najlepiej rozpocząć edukację, zanim jeszcze człowiek porządnie będzie umiał chodzić. “Babalooey”, wieloletnia mistrzyni świata w kategorii dziewcząt, pierwszy raz pociągnęła za cyngiel, gdy ukończyła 5 lat. W swoich miasteczkach i środowiskach kilkulatkowie są gwiazdami. Na południu są bardziej popularni nawet od Hannah Montany i mają ważną rolę do odegrania. Dzieci z południowych stanów to nadzieja na przyszłość. Dla lobby strzeleckiego, amerykańskiego przemysłu i prawicowych polityków.
Mała przyszłość imperium
W ciągu ostatnich 30 lat odsetek amerykańskich gospodarstw domowych, które mają broń w domu, systematycznie spada. W 1977 r. było ich 54 proc., w 2006 już tylko 34,5 proc., co znacząco odbija się na zyskach producentów broni. Dlatego w ostatnim czasie nasiliła się kampania marketingowa skierowana do maluchów i ich konserwatywnych rodziców.
Krajowe Stowarzyszenie Strzeleckie (National Rifle Association – NRA), potężne lobby zrzeszające 2,6 mln właścicieli, producentów i sprzedawców broni, doskonale zdaje sobie sprawę z tego, jak wielkie znaczenie dla przemysłu i tzw. kultury broni mają “młode strzelby”. Magazyn “Handguns” wypalił, że dzieci są zbawieniem w walce o wolność i zachowanie tradycyjnych strzelnic sportowych.
Strategie marketingowe są różnorodne. NRA stworzyło m.in. orła Eddiego, który pojawia się na stronach internetowych skierowanych do dzieci i daje wskazówki dotyczące bezpieczeństwa. W teorii Eddie jest maskotką, która ma robić za narzędzie edukacyjne dla dzieci ze spluwami. W praktyce, o czym przekonują przeciwnicy łatwego dostępu do broni palnej w USA, orzeł NRA to narzędzie marketingowe działające na tej samej zasadzie co informacje dotyczące zdrowia wymyślone przez firmy tytoniowe.
NRA, już bez marketingowego wyrachowania, swoje mądrości przemyca w czasopiśmie skierowanym do młodych miłośników strzelb – “InSights”. Pojawiają się tam artykuły, których autorzy dają rady, jak należy dobrze wybrać broń, która będzie odpowiednia do osobowości, wagi i siły dziecka.
Dla niskich idealne są Remington model Seven oraz Browning A-Bolt Micro Hunter w zmniejszonych, przyjaznych wersjach. Dla tych, którzy lubią czyszczenie i majsterkowanie, polecana jest broń półautomatyczna.
Dla niezdecydowanych magazyn drukuje zdjęcia innych zadowolonych dzieciaków z ich ulubionymi zabawkami – w stylu: “Oto John, lat 4, który kocha swojego Rugera Bearcat 22” albo “Na zdjęciu Alex, który właśnie ustrzelił swojego pierwszego jelenia karabinem szturmowym”. Są także modele dla dziewczynek. Trzy lata temu głośno było o republikańskim senatorze z Georgii Seanie Jergusonie, który na 4. urodziny kupił swojej córce różowy pistolet kaliber 22.
Pascal: Po prostu strzelaj
W internecie można się natknąć na masę filmów, na których kilkuletnie dzieci razem ze swoimi rodzicami pokazują swoje możliwości. 7-latek nawalający z AK-47, kilkulatka na strzelnicy, dzieciak ze strzelbą myśliwską na rybach – wszyscy bledną przy 3-latku, który pierwsze doświadczenia militarne przeżywa w towarzystwie AR-15, karabinku automatycznego. 11-letni Alex na kanale YouTube pokazuje, jak należy przeładowywać broń.
Fachowym językiem, ale i zgrabnymi palcami przebiera po pistolecie niczym Robert Makłowicz po schabie, przystępnie tłumacząc, że posługiwanie się bronią to bułka z masłem. Przebija go tylko 5-letnia Kadence, która demonstruje i instruuje, jak należy przeładować strzelbę. W warunkach bojowych amerykańskie dzieci nie tracą zimnej krwi.
W listopadzie bohatersko zachował się 11-latek z Idaho, który, przebywając jedynie w towarzystwie młodszej siostry, nie mógł krzykami odpędzić niedźwiedzia, wyjął więc pistolet i go zastrzelił. Wziął przykład z 5-letniego Tre Merritta, który podczas polowania z dziadkiem w Arkansas załatwił 180-kilogramowego grizzly.
Zabij mnie, synku
Mimo spadku sprzedaży w rękach Amerykanów jest 200 mln sztuk broni. 40 proc. z nich nie jest sprzedawanych przez licencjonowane sklepy, mimo że wymogi dla chcącego nabyć broń nie są zbyt wyśrubowane. W kwietniu 2007 r., po strzelaninie w szkole w Wirginii, gdzie zginęły 33 osoby, próbowano wprowadzić wymóg dokładniejszej kontroli środowiskowej nabywców broni, ale próby te spaliły na panewce. Konsekwencje braku takich regulacji są katastrofalne.
W ciągu ostatniej dekady zostało zabitych z broni palnej w USA około 29 tys. dzieci poniżej 18. roku życia. Broń to druga najczęstsza przyczyna śmierci w tej kategorii wiekowej, zaraz po wypadkach samochodowych. 1,7 mln amerykańskich dzieciaków mieszka w domach, w których łatwo o dostęp do broni palnej. Połowa z niej jest cały czas nabita. 39 proc. dzieci doskonale wie, gdzie rodzice schowali broń, a 22 proc. bawiło się nią mimo zakazu.
Niemal codziennie pojawiają się wstrząsające doniesienia o tragicznych wypadkach. 2-latek z Tampa Bay zastrzelił się z rewolweru ojca, który znalazł pod kanapą, 4-letni Dylan zastrzelił się podczas przyjęcia urodzinowego znalezioną u kolegi bronią itd.
Zdarzają się także zabójstwa z premedytacją. 8-latek z Arizony na przykład wpakował w ojca 5 kul, bo dzień wcześniej zabroniono mu oglądania telewizji. Korelacje są oczywiste. Do największej liczby zgonów spowodowanych przez broń dochodzi w tych częściach USA, gdzie jest jej najwięcej. Konserwatywna Ameryka tego jednak nie dostrzega. Rewolwer wciąż tkwi w południowej psyche.
Pokracznie wiąże się to z filozofią wolności, świętym prawem do samoobrony i mitami Dzikiego Zachodu. Michael Moore w filmie “Zabawy z bronią” zauważył jeszcze jedno. Ameryka to kraj owładnięty strachem pobudzanym przez tabloidalne media. Strachem przed klęskami żywiołowymi, napadami i przed Afroamerykanami.
W Polsce i w UK mimo stopniowo i nieustannie coraz bardziej amerykanizujących się mediów oraz elit na szczęście tego problemu jeszcze nie ma. I dobrze, gdyż często amerykańskie pomysły są jak nosorożce. Z daleka wielkie i interesujące, a z bliska niebezpieczne i głupie.



Komentarze 124
Bandyta/szaleniec zawsze znajdzie dostęp do broni, a budowa bomb, produkcja trucizn z ogólno dostępnych materiałow, jest dużo tańsza i efektywniejsza w użyciu od broni palnej. Im szybciej człowieka nauczy się posługiwania bronią, nauczy zasad bezpieczenstwa, poszanowania prawa, tym bezpieczniej będzie w kraju, przykładem może być choćby nasza rodzima Liga Obrony Kraju, gdzie już nastolatkowie mieli treningi strzeleckie.
Skarzona lewacką ideologią UE, zapomina dodać, że USA, to jedyny kraj, który dopuszcza użycie siły przez społeczeństwo przeciw rządowi, jeśli ten, będzie działał na jego niekorzyść (gwarantowane w konstytucji), być może dlatego, tak bardzo się obawiają uzbrojonego społeczeństwa nasi włodarze i mają monopol na posadanie zastępów udzi uzbrojonych po zęby.
#1 Dokładnie - przestępcy nigdy nie będą mieli problemu z dostępem do broni. Szurnięci, lądujący na pierwszych stronach gazet wraz z komentarzem "ekspertów od blahblah" dot. przemocy w grach komputerowych również. W w/w przykładzie o tacie zastrzelonym przez syna tatuś najwidoczniej chciał zaoszczędzić na zabezpieczonej szafie - cóż, parę baksów zostało w kieszeni.

Tak, wiem, trochę redneckowo ;)
#1 dokladnie to nie wina broni, tylko szaleńców tez jestem za wprowadzeniem broni dla kazdego i wczesną edukacją z tematem. I tak jak mówisz lewacka ideologia UE. sra pod siebie na mysl ze można by było przeciw nim zbrojnie wystąpic.Jednym slowem: CHCIAŁBYM MIEĆ RÓWNIEZ MOZLIWOSC STRZELANIA DO BANDYTY ,KTÓRY BEDZIE DO MNIE STRZELAŁ ALBO STRZELAŁ DO KOGOŚ W MOIM OTOCZENIU. ( W POLSCE DO LEGALIZACJI BRONI PRZYDAŁOBY SIE ODRAZU W PAKIECIE ZALEGALIZOWAC MARIHUANĘ I ZDELEGALIZOWAĆ LUB UTRUDNIC SPRZEDAZ ALKOHOLU ):)
ps. kto bedąc dzieckiem też musiał sie męczyc z patykowymi, struganymi karabinami i krzyczeniem:"ta ta ta ta"?
ja tam strzelalam z luku raczej, tez z patyka oczywiscie ;) Robin Hood w tv lecial wtedy. Maya i Wernica sie czytalo, to z tymi "rewolwerami" tez sie zdarzlo. Ogolnie przemocy w zabawie jednak za duzo nie bylo, czasem trzeba bylo walczyc ze starszym bratem i to tyle.
Rodzice teraz mysla,ze posadza dziecko przed kompa, to beda miec spokoj, a nawet nie patrza, w co to dziecko gra. kiedys w Superniani byl ojciec, ktory gral ze swoim osmiolatkiem w gre dla doroslych, gdzie nie dosc,ze bylo duzo przemocy, to jeszcze dziwki w burdelu byly. Taki dzieciak nawet nie widzi roznicy miedzy gra a swiatem rzeczywistym, wychodzi z pokoju i strzela do rodzicow.