Co oznacza to tajemniczo brzmiące słowo? Czy to afrykańska potrawa? Czy nazwa grupy muzycznej? A może to australijski wąż? Spekulować można by długo, bo wydźwięk tego słowa jest intrygujący. W Londynie słowo to używane jest przez niewielu. Makumba to nic innego jak szpitalny żel do odkażania rąk, który konsumowany jest przez niewielką grupę ludzi bezdomnych, zwykle pochodzenia wschodnioeuropejskiego. Jeśli makumba ma kolor zielony, wówczas nazywana jest zielonką.

Makumba to środek zawierający dużą ilość alkoholu, ale przede wszystkim dużą dozę chemikaliów czyszczących i odkażających. Makumba jest środkiem silnie trującym i znanych mi jest wiele przypadków śmierci ludzi bezdomnych, które konsumowały makumbę. Jako że ma postać żelu, można ją też jeść…
Spustoszenie organizmu, jakie powoduje makumba, jest przerażające – poważne kłopoty ze skórą, uszkodzenia sprawności ruchowej, długotrwałe zaniki pamięci, epizody o charakterze psychozy.
Jako psychoterapeuta pracuję między innymi z ludźmi, którzy borykają się z problemem uzależnienia i dzięki swojemu doświadczeniu, ale przede wszystkim dzięki zaufaniu moich klientów, chciałbym przedstawić tu spojrzenie na ten problem z perspektywy innej - zupełnie innej niż medyczna, która tak bardzo dominuje nasze polskie rozumienie tego problemu. Mianowicie z perspektywy, z której człowiek widziany jest dosyć szeroko, holistycznie, ze swoją indywidualną historią, biologicznymi predyspozycjami, wpływem środowiska oraz własnym systemem wierzeń.
Co to oznacza?
Oznacza to, że człowiek rozumiany jest jako całość, nie jako zlepek przypadkowych doświadczeń czy jednorodnego sposobu wychowania, na który był narażony. Oznacza to także, że fakt, iż ktoś pochodzi z rodziny, w której alkohol był dominującym elementem codziennego dnia, nie determinuje jego przyszłego uzależnienia. Na swej drodze z pewnością spotkał inne ważne wpływy, które mogły przyczyniać się do rozwoju uzależnienia.
Jak pewnie zwróciliście już uwagę, celowo nie nazywam uzależnienia chorobą. Moim przekonaniem jest to, iż uzależnienia, zwłaszcza to od substancji chemicznych (alkohol, narkotyki, nikotyna, itp.), mogą prowadzić do chorób, a nawet śmierci, ale jako zachowania same w sobie nie sądzę, aby zasługiwały na uzyskanie miana chorób.
Często pacjenci mówią mi, że nie są w stanie panować nad swoim nałogiem, że gdy np. zaczną pić, to kontynuują, aż tracą przytomność. Mówią wówczas, że są chorzy na alkoholizm. Zgadzam się, że dla wielu osób eksternalizowanie problemu będzie pomocne i być może tylko w ten sposób będą w stanie zapanować nad swoim życiem. Osoby takie mogą świetnie sobie radzić we wszelkich grupach wsparcia, gdzie szuka się oparcia w sile zewnętrznej.
Uogólniając, eksternalizowanie nie jest pomocne, gdyż wstrzymuje nas od brania odpowiedzialności za swoje czyny. Pytaniem na miejscu byłoby, co spowodowało, że “ja” człowieka jest słabe na tyle, że nie jest w stanie ponieść odpowiedzialności za swoje czyny? Oczywiście osłabione ego to poważna sprawa. Mówimy tu o słabym poczuciu własnej wartości i braku wiary w samego siebie, ciągłym poszukiwaniu tego czegoś lub kogoś, kto rozwiąże wszystkie nasze problemy. Uciekanie w stronę duchową, sport, pracę będzie jedną z takich form.
Problem uzależnień jest bardzo złożony
Oprócz przyzwyczajenia fizycznego, które następuje na komórkowym poziomie wymiany energii i informacji, wszelkiego typu uzależnienia mogą również dać uczucie przyjemności, błogości, bezpieczeństwa czy też status przynależności. Sprawę później komplikuje uzależnienie fizyczne, które nie pozwala na nagłe przerwanie przyjmowania używek. Bardziej trudne do przezwyciężenie jest jednak uzależnienie emocjonalne.
Wszyscy pewnie już słyszeliśmy o słynnych polskich londyńskich bezdomnych, którzy znani są co najmniej z tego, że nie stronią od picia alkoholu w różnych postaciach, włącznie z tytułową makumbą.
Co dzieje się w ludzkiej psychice, że człowiek decyduje się na życie na ulicy i powolne niszczenie swojego organizmu, pijąc tę trującą makumbę?
Proces stawania się bezdomnym jest skomplikowany, choć nie do końca powolny, czasem porównywany do procesu rozwoju uzależnienia.
Przyjrzyjmy się symbolicznemu Jankowi z płd. Polski
Janek ma 45 lat i od pięciu lat mieszka w Londynie. Jest żonaty od prawie dwudziestu lat i w Polsce ma żonę i dwoje nastoletnich dzieci. Żona nie pracuje, bo od zawsze zajmowała się dziećmi i domem. Janek przyjechał do Londynu, by poprawić sytuację finansową w domu. Nigdy nie było biednie, ale koledzy mówili, że w Anglii można zarobić, więc się zdecydował. Janek, mieszkając w Polsce, pił jak wszyscy – co jakiś czas, czasem po pracy, więcej, kiedy był w wojsku.
Kiedy przyjechał do Londynu, obiecana praca nie czekała na niego. Spotkał innych, podobnych losem sobie i szybko zaprzyjaźnili się. Pieniądze przywiezione z Polski rozeszły się w parę dni po przyjeździe. Zresztą i tak nie starczyłoby na wynajem pokoju, bo Janek nie znał dokładnie realiów tej wielkiej metropolii. Stał się londyńskim bezdomnym.
Po początkowym okresie szoku, buntu, ogromnego smutku i żalu zaczął odnajdywać się w swojej nowej sytuacji. Alkohol pomagał. Pomagał w poznawaniu nowych ludzi na ulicy, w spaniu w chłodzie i hałasie, w próbach zagłuszenia tęsknoty za rodziną. Nie trwało długo, zanim Janek uzależnił się fizycznie od alkoholu. Teraz już musiał pić codziennie, bo gdy próbował przestawać, łapała go padaczka alkoholowa. Bał się tego, bo nieraz już obudził się w szpitalu z ranami głowy po tym, jak upadł.
Będąc w szpitalu, miał okazję spróbować toksycznej makumby, którą później pił z kolegami, gdy nie było niczego innego pod ręką. Dwoje jego bezdomnych kolegów zmarło niedawno. Janek podejrzewa, że to przez makumbę, choć nie mówi o tym głośno, bo boi się, że gdyby przyjął to do swojej świadomości, musiałby przestać ją pić. A o inny alkohol przecież tak trudno.
Dlaczego Janek został bezdomnym? Dlaczego pomimo bezproblemowego radzenia sobie bez alkoholu w Polsce tutaj zredukował swoje życie do codziennego poszukiwania makumby? Dlaczego nie wrócił do Polski, aby dalej być z rodziną?
Oczywiście trudno będzie znaleźć jedną, pasującą do wszystkich scenariuszy odpowiedź…
mgr Mirosław Polanowski - Psychoterapeuta, pedagog. Prowadzi prywatną praktykę psychoterapii w Londynie.



Komentarze 34
artykul godny nagrody lewatywy umyslowej.....
Najwyraźniej sam potrzebuje pomocy psychiatrycznej.
Art. cienki jak stringi w kroku.
wodka tesco value na bank tansza od makumby- artykul z dupy!
Ten artykuł nie ma sensu...
zrobmy najebke- wypijmy mydlo z szaletu miejskiego :D