Do góry

Londyńska makumba

Co oznacza to tajemniczo brzmiące słowo? Czy to afrykańska potrawa? Czy nazwa grupy muzycznej? A może to australijski wąż? Spekulować można by długo, bo wydźwięk tego słowa jest intrygujący. W Londynie słowo to używane jest przez niewielu. Makumba to nic innego jak szpitalny żel do odkażania rąk, który konsumowany jest przez niewielką grupę ludzi bezdomnych, zwykle pochodzenia wschodnioeuropejskiego. Jeśli makumba ma kolor zielony, wówczas nazywana jest zielonką.

Często pacjenci mówią mi, że nie są w stanie panować nad swoim nałogiem. Fot. archer10 (Dennis) (CC BY-SA 2.0)

Makumba to środek zawierający dużą ilość alkoholu, ale przede wszystkim dużą dozę chemikaliów czyszczących i odkażających. Makumba jest środkiem silnie trującym i znanych mi jest wiele przypadków śmierci ludzi bezdomnych, które konsumowały makumbę. Jako że ma postać żelu, można ją też jeść…

Spustoszenie organizmu, jakie powoduje makumba, jest przerażające – poważne kłopoty ze skórą, uszkodzenia sprawności ruchowej, długotrwałe zaniki pamięci, epizody o charakterze psychozy.

Jako psychoterapeuta pracuję między innymi z ludźmi, którzy borykają się z problemem uzależnienia i dzięki swojemu doświadczeniu, ale przede wszystkim dzięki zaufaniu moich klientów, chciałbym przedstawić tu spojrzenie na ten problem z perspektywy innej - zupełnie innej niż medyczna, która tak bardzo dominuje nasze polskie rozumienie tego problemu. Mianowicie z perspektywy, z której człowiek widziany jest dosyć szeroko, holistycznie, ze swoją indywidualną historią, biologicznymi predyspozycjami, wpływem środowiska oraz własnym systemem wierzeń.

Co to oznacza?

Oznacza to, że człowiek rozumiany jest jako całość, nie jako zlepek przypadkowych doświadczeń czy jednorodnego sposobu wychowania, na który był narażony. Oznacza to także, że fakt, iż ktoś pochodzi z rodziny, w której alkohol był dominującym elementem codziennego dnia, nie determinuje jego przyszłego uzależnienia. Na swej drodze z pewnością spotkał inne ważne wpływy, które mogły przyczyniać się do rozwoju uzależnienia.

Jak pewnie zwróciliście już uwagę, celowo nie nazywam uzależnienia chorobą. Moim przekonaniem jest to, iż uzależnienia, zwłaszcza to od substancji chemicznych (alkohol, narkotyki, nikotyna, itp.), mogą prowadzić do chorób, a nawet śmierci, ale jako zachowania same w sobie nie sądzę, aby zasługiwały na uzyskanie miana chorób.

Często pacjenci mówią mi, że nie są w stanie panować nad swoim nałogiem, że gdy np. zaczną pić, to kontynuują, aż tracą przytomność. Mówią wówczas, że są chorzy na alkoholizm. Zgadzam się, że dla wielu osób eksternalizowanie problemu będzie pomocne i być może tylko w ten sposób będą w stanie zapanować nad swoim życiem. Osoby takie mogą świetnie sobie radzić we wszelkich grupach wsparcia, gdzie szuka się oparcia w sile zewnętrznej.

Uogólniając, eksternalizowanie nie jest pomocne, gdyż wstrzymuje nas od brania odpowiedzialności za swoje czyny. Pytaniem na miejscu byłoby, co spowodowało, że “ja” człowieka jest słabe na tyle, że nie jest w stanie ponieść odpowiedzialności za swoje czyny? Oczywiście osłabione ego to poważna sprawa. Mówimy tu o słabym poczuciu własnej wartości i braku wiary w samego siebie, ciągłym poszukiwaniu tego czegoś lub kogoś, kto rozwiąże wszystkie nasze problemy. Uciekanie w stronę duchową, sport, pracę będzie jedną z takich form.

Problem uzależnień jest bardzo złożony

Oprócz przyzwyczajenia fizycznego, które następuje na komórkowym poziomie wymiany energii i informacji, wszelkiego typu uzależnienia mogą również dać uczucie przyjemności, błogości, bezpieczeństwa czy też status przynależności. Sprawę później komplikuje uzależnienie fizyczne, które nie pozwala na nagłe przerwanie przyjmowania używek. Bardziej trudne do przezwyciężenie jest jednak uzależnienie emocjonalne.

Wszyscy pewnie już słyszeliśmy o słynnych polskich londyńskich bezdomnych, którzy znani są co najmniej z tego, że nie stronią od picia alkoholu w różnych postaciach, włącznie z tytułową makumbą.

Co dzieje się w ludzkiej psychice, że człowiek decyduje się na życie na ulicy i powolne niszczenie swojego organizmu, pijąc tę trującą makumbę?

Proces stawania się bezdomnym jest skomplikowany, choć nie do końca powolny, czasem porównywany do procesu rozwoju uzależnienia.

Przyjrzyjmy się symbolicznemu Jankowi z płd. Polski

Janek ma 45 lat i od pięciu lat mieszka w Londynie. Jest żonaty od prawie dwudziestu lat i w Polsce ma żonę i dwoje nastoletnich dzieci. Żona nie pracuje, bo od zawsze zajmowała się dziećmi i domem. Janek przyjechał do Londynu, by poprawić sytuację finansową w domu. Nigdy nie było biednie, ale koledzy mówili, że w Anglii można zarobić, więc się zdecydował. Janek, mieszkając w Polsce, pił jak wszyscy – co jakiś czas, czasem po pracy, więcej, kiedy był w wojsku.

Kiedy przyjechał do Londynu, obiecana praca nie czekała na niego. Spotkał innych, podobnych losem sobie i szybko zaprzyjaźnili się. Pieniądze przywiezione z Polski rozeszły się w parę dni po przyjeździe. Zresztą i tak nie starczyłoby na wynajem pokoju, bo Janek nie znał dokładnie realiów tej wielkiej metropolii. Stał się londyńskim bezdomnym.

Po początkowym okresie szoku, buntu, ogromnego smutku i żalu zaczął odnajdywać się w swojej nowej sytuacji. Alkohol pomagał. Pomagał w poznawaniu nowych ludzi na ulicy, w spaniu w chłodzie i hałasie, w próbach zagłuszenia tęsknoty za rodziną. Nie trwało długo, zanim Janek uzależnił się fizycznie od alkoholu. Teraz już musiał pić codziennie, bo gdy próbował przestawać, łapała go padaczka alkoholowa. Bał się tego, bo nieraz już obudził się w szpitalu z ranami głowy po tym, jak upadł.

Będąc w szpitalu, miał okazję spróbować toksycznej makumby, którą później pił z kolegami, gdy nie było niczego innego pod ręką. Dwoje jego bezdomnych kolegów zmarło niedawno. Janek podejrzewa, że to przez makumbę, choć nie mówi o tym głośno, bo boi się, że gdyby przyjął to do swojej świadomości, musiałby przestać ją pić. A o inny alkohol przecież tak trudno.

Dlaczego Janek został bezdomnym? Dlaczego pomimo bezproblemowego radzenia sobie bez alkoholu w Polsce tutaj zredukował swoje życie do codziennego poszukiwania makumby? Dlaczego nie wrócił do Polski, aby dalej być z rodziną?

Oczywiście trudno będzie znaleźć jedną, pasującą do wszystkich scenariuszy odpowiedź…

mgr Mirosław Polanowski - Psychoterapeuta, pedagog. Prowadzi prywatną praktykę psychoterapii w Londynie.

Katalog firm i organizacji Dodaj wpis

Komentarze 34

Profil nieaktywny
weeges
#105.04.2013, 10:08

artykul godny nagrody lewatywy umyslowej.....

kaplicowy
1 179
kaplicowy 1 179
#205.04.2013, 10:22

Najwyraźniej sam potrzebuje pomocy psychiatrycznej.
Art. cienki jak stringi w kroku.

Profil nieaktywny
abadon
#305.04.2013, 10:26

wodka tesco value na bank tansza od makumby- artykul z dupy!

iwand
1 942
iwand 1 942
#405.04.2013, 10:30

Ten artykuł nie ma sensu...

Profil nieaktywny
weeges
#505.04.2013, 10:33

zrobmy najebke- wypijmy mydlo z szaletu miejskiego :D

Profil nieaktywny
abadon
#605.04.2013, 10:35

#5 mydlo nie paca ,ale bialy zOMbek i owszem ;)

Kataryna
4 739
Kataryna 4 739
#705.04.2013, 12:21

Przeca ciderek w 2.5 czy tam 3 litrowych plastikowych butelkach tani jak barszcz! A nie dosc ze upodli to jeszcze liczy sie jako 1 z 5ciu porcji owocow dzienne :)

Profil nieaktywny
maciej1980
#805.04.2013, 12:53

kuzwa co to za temat wogole,nie mata tam innych tematow tylko jak sie menele zelem upajaja?

Profil nieaktywny
abadon
#905.04.2013, 13:00

proponuje temat: "zycie z perspektywy dywanu-Esha true story" albo "wplyyw beansow na sztywnosc stolca-Esha true story" albo " jak spedzic imprezke z pusta puszka po piwie w reku- Esha true story" :D

papIa
146
papIa 146
#1005.04.2013, 13:03

Ludzi na swiecie nie jest za duzo, jest ich za malo... Jak ktos chce sie zapic na smierc, to niech sie zapija, nalezy mu na to pozwolic.
Nie pomagac, nie upijac go na sile, ale pozwolic sie zapic.
Podobnie z Eutanazja i z narkotykami. Nalezy zalegalizowac wszystkie narkotyki, Cena ich spadnie na leb na szune, zamiast sto zlotych za gram zielska bedzie zlotowka. A zamiast 200 zl za gram koksu bedzie piec zlotych...
Narkotyki nie sa wcale grozniejsze niz skok z mostu czy z wiezowca na beton... Dlaczego w takim razie ludzia pozwala sie wchodzic na mosty czy buduje sie bloki wyzsze niz 4 pietra a nie pozwala sie przyjmowac narkotykow, i upijac do nieprzytomnosci...
Kurde co dekade przybywa okolo 500-900 mln ludzi(nie sprawdzalem dokladnie) a oni sie spuszczaja nad Jankiem. Dac mu namiar gdzie jest makumba kupic zagryche i niech imprezuje:)

Profil nieaktywny
maciej1980
#1105.04.2013, 13:04

a co ma do tego Esha? idz z tymi plotami stad trolu , o stolcu to babce swojej czytaj bajki

Profil nieaktywny
abadon
#1205.04.2013, 13:08

a co ma do tego "Janek"?

papIa
146
papIa 146
#1305.04.2013, 13:08

'zle mi sie napisalo ludzi na swiecie nie jest za malo, jest ich za duzo....-mialo byc

elastycznyjozef
21 092 15
elastycznyjozef 21 092 15
#1505.04.2013, 13:33

Toż to znakomity poradnik jest.

Esha_
42 985
Esha_ 42 985
#1605.04.2013, 13:37

abadon
#9 | Dziś - 13:00
proponuje temat: "zycie z perspektywy dywanu-Esha true story" albo "wplyyw beansow na sztywnosc stolca-Esha true story" albo " jak spedzic imprezke z pusta puszka po piwie w reku- Esha true story" :D
___________________________

Widzisz, stary, nie piję alkoholu ani nie dźwigam przed sobą takiego bębna jak twój.
A teraz potup sobie nóżką, gniotąc przy okazji aluminiowe puszki po 5 groszy, aby nie marnować bezcennej energii, jakże ci potrzebnej podczas dźwigania brzęczącego worka w drodze do skupu. W drodze powrotnej nie zapomnij zahaczyć o "szembeka" w celu uzupełnienia zapasów ruskiego spirytusu- o ile jeszcze będziesz widział wtedy cokolwiek.

A tak od serca:
zajrzyj do ośrodka na Marywilskiej- wiem, że z Gocławia trochę daleko, jednak potraktuj tę wyprawę jak inwestycję w siebie i własną przyszłość. Specjaliści z tamtejszego ośrodka pomogą ci w rozwiązaniu większości twoich problemów związanych z pogarszającym się z każdym dniem stanem twojego zdrowia psychicznego.
Otyłość również można leczyć... wierzę, ze dasz radę.

Profil nieaktywny
abadon
#1705.04.2013, 13:40

"Miszczowie blefu -Esha true story"....:D

Ej , przeciez nie mowilem ,ze pijesz! Jasno jest napisane ,ze przy pustej puszce, placzesz sie w zeznaniach :*

Profil nieaktywny
abadon
#1805.04.2013, 13:43

#15 o! I to jest prawidlowe nadanie sensu dla tego artykulu! Brawo Jozek!

Spragniony wilk morski ogołocił z alkoholu pięć
kutrów! Całe życie pływał na kutrach tak, jak jego ojciec i
brat. Morze i łodzie znał od podszewki. Wiedział,
gdzie szukać tego, czego mu potrzeba. Gdy
wypływał z portu, były to ryby. Gdy do niego
zawijał, był to dobry trunek. Im mocniejszy, tym
lepszy. Pił, gdy miał pieniądze. A gdy ich nie miał? I na to znalazł sposób. Mariusz A. (41 l.) jak każdy rybak jest twardy, ale na nałóg nie ma mocnych. To przez niego stracił żonę, dom i w końcu zamieszkał na jednym z kutrów
rybackich zacumowanych w usteckim porcie. – To porządnym człowiek. Miał kochającą rodzinę,
ale zrujnował sobie życie – opowiada jeden z
rybaków.
Mariusz A. pił, kiedy miał pieniądze, ale kilka dni temu ujrzał dno portfela. To koniec! - pomyślał
spanikowany, gdy nagle olśniła go jak błyskawica
myśl: w kompasie na każdym z rybackich kutrów
jest... spirytus! W każdym od 0,5 do nawet 2 litrów
trunku o mocy 98 proc! Oświecony tym odkryciem
rybak chwycił łom i ruszył po napitek wypełniający kompasy na sąsiednich kutrach. Spragniony i
rozgorączkowany włamał się do pięciu. – Zostaliśmy zawiadomieni o włamaniu na kuter
rybacki. Na miejscu, w sterówce funkcjonariusze
zobaczyli mężczyznę, który w pozycji półzgiętej
wysysał płyn z kompasu. Został zatrzymany.
Konieczna była hospitalizacja, bo badanie
alkotestem wykazało, że ma ponad 4,5 promila alkoholu w organizmie – chłodno relacjonuje całe zajście mł. asp. Robert Czerwiński ze słupskiej policji.
jak się okazało, Mariusz A. miał dużo szczęścia.
Wypijał płyn tylko ze starych modeli kompasów, w
których był spirytus. Do nowych modeli wlewany
jest glikol. Mógłby tego nie przeżyć.

Profil nieaktywny
maciej1980
#1905.04.2013, 13:52

sa lepsi: kobita-11 promili...

http://www.se.pl/wydarzenia/kronika...

Profil nieaktywny
jaek
#2005.04.2013, 15:49

Temat jest wazny i wyjatkowo obecny w spoleczenstwie
mysle tu o uzaleznieniu, niestety artykul slaby i niespojny.

Jesli to jest spojrzenie psychoterapeuty to podejzewam raczej jakies skroty myslowe "redaktora" spowodowaly, ze wiele spraw zawartych w artykule nie przystaje do siebie.

Nie ma co polemizowac z bledami sztuki redaktorskiej
chcialbym jednak odniesc sie do jednego spojrzenia psychoterapeuty (mam nadzieje blednie opisanego).
Otoz pojawia sie jakas teza, ze nazywanie uzaleznienia choroba w jakis tam czarodziejski sposob mogloby zaszkodzic zdrowieniu:

"Jak pewnie zwróciliście już uwagę, celowo nie nazywam uzależnienia chorobą. Moim przekonaniem jest to, iż uzależnienia, zwłaszcza to od substancji chemicznych (alkohol, narkotyki, nikotyna, itp.), mogą prowadzić do chorób, a nawet śmierci, ale jako zachowania same w sobie nie sądzę, aby zasługiwały na uzyskanie miana chorób.

Często pacjenci mówią mi, że nie są w stanie panować nad swoim nałogiem, że gdy np. zaczną pić, to kontynuują, aż tracą przytomność. Mówią wówczas, że są chorzy na alkoholizm. Zgadzam się, że dla wielu osób eksternalizowanie problemu będzie pomocne i być może tylko w ten sposób będą w stanie zapanować nad swoim życiem. Osoby takie mogą świetnie sobie radzić we wszelkich grupach wsparcia, gdzie szuka się oparcia w sile zewnętrznej.

Uogólniając, eksternalizowanie nie jest pomocne, gdyż wstrzymuje nas od brania odpowiedzialności za swoje czyny. Pytaniem na miejscu byłoby, co spowodowało, że "ja" człowieka jest słabe na tyle, że nie jest w stanie ponieść odpowiedzialności za swoje czyny? Oczywiście osłabione ego to poważna sprawa. Mówimy tu o słabym poczuciu własnej wartości i braku wiary w samego siebie, ciągłym poszukiwaniu tego czegoś lub kogoś, kto rozwiąże wszystkie nasze problemy. Uciekanie w stronę duchową, sport, pracę będzie jedną z takich form."

W pierwszej czesci cytatu psychoterapeuta zaprzecza jakoby uzaleznienie byloby choroba.
Wlasnie to stwierdzenie wprowadzilo mnie w stan konfuzji.
Od razu nalezy wspomniec, ze w historii ludzkosci juz bywalo, ze raz uzaleznienia byly choroba, nastepnie nimi nie byly by po jakims czasie znowu znowu byc.

Wlascie dla oblicza tej paskudnej przypadlosci nie ma to zadnego znaczenia czy jest umieszczona na liscie chorob czy nie.

Natomiast wazne (dla mnie) jest dla jakich celow psychoterapeuta wnieca rebelie w sposobie myslenia o uzaleznionych.

Chcialbym mu tez powiedziec, ze wlasnie to "ja" czlowieka jest splotem nastepstw zaszlych na drodze do uzaleznienia wiec pytanie o slabosc "ja" chyba jest pytaniem niezasadnym.
Otoz to "ja" jest na tyle silne u uzaleznionych, ze oplata uzaleznionego gesta siatka mechanizmow uzaleznienia w taki sposob wlasnie sobie "radzac" z zagrozeniem jakim jest spoleczny odbior stanu dyskomfortu w jakim znalazl sie zualezniony.
Nie trzeba tu tlumaczyc, ze uzaleznienia dotycza calego przekroju spoleczenstwa z roznych szczebli drabiny spolecznej.
Dlatego nawet czesto nie spodziewamy sie, ze nasz ulubiony mechanik tak szybko naprawiajacy nam samochod lub nasz dyrektor w innych sprawach tak zasadniczy sa "nosicielami" uzaleznienia (od alkoholu, hazardu czy sexu).
Chociaz na pozor wydaja sie normalni, zdrowi.

Oczywiscie Janek z opowiesci psychoterapety przeze mnie komentowanej (czyzby ten Janek byl nawiazaniem do znakomitej serii wykladow pana Mellibrudy? ktore przy okazji polecam) jest splotem braku umiejetnosci radzenia sobie w zyciu, oraz wczesniejszej sklonnosci do alkoholu, ktore to braki i sklonnosci wytyczaja mu jedyna droge w jaka mozeii umie skrecic - droge degeneracji (ale to taki uproszczony model)
Drogi realnych uzaleznionych sa duzo bardziej zlozone i skomplikowane co slusznie zauwazyl psychoterapeuta.

Wracamy do pytania: "co spowodowało, że "ja" człowieka jest słabe na tyle, że nie jest w stanie ponieść odpowiedzialności za swoje czyny?"

Odpowiedz na to pytanie nosza w sobie wszyscy, bo wielokrotnie w zyciu przychodzi nam podejmowac trudne, nieoczekiwane decyzje, do ktorych nie bylismy przygotowani aby rozwiazac problem wobec ktorych czulismy sie bezradni.

Nie czarodziejska rozdzka (choc czasem to tak moze wygladalo) ale nabyte i wrodzone umiejetnosci radzenia sobie w zyciu plus zbieg okolicznosci determinowaly jak toczyly sie dalsze nasze losy i jak ow nasz istotny problem zostal przez nas rozwiazany.

Niestety "ja" uzaleznionego to jest "ja" wyuczone reagowac na okreslone bodzce (najczesciej emocjonalne) tylko w jeden sposob (czesto nawet kompulsywnie). Bo tylko tak nasz pozniejszy uzalezniony umial reagowac (takie posiadal umiejetnosci). Ja przyrownalbym bym to nawet swoistym wchodzeniem w pewien rodzaj transu (bo do zludzenia go przypomina) gdzie okreslone sytuacje sa znakiem do wejscia w ow trans.

Nie ma nic z zyciu bez przyczyny, a wiec kazde uzaleznienie ma swoje obiektywnie wytlumaczone uzasadnienie, aczkolwiek mogace byc mocno ukryte przed swiadomoscia uzaleznionego. Ale zawsze wsrod tych przyczyn sa bledne decyzje podejmowane w obliczu proby, emocjonalnej, finansowej, etycznej, czy moralnej. Niestety decyzje JEDYNE jakie umiemy w tym czasie podjac.
Po prostu robimy w pewnym momencie krok, ktory jest krokiem w przepasc uzaleznienia, jeden drugi moze trzeci po ktorym juz tylko lecimy.

Wroce na chwile do artykulu.
Ja jestem zwolennikiem nazywania uzaleznienia choroba (choroba "woli") bez wzgledu na to czy swiadomie czy nieswiadomie pozwolilismy naszej "woli" zachorowac.

I nie przekonuja mnie holistyczne proby robienia z uzaleznienia czegos wiecej niz chorobliwego oddawania sie czynnosciom, rujnujacym zycie.

kaplicowy
1 179
kaplicowy 1 179
#2105.04.2013, 16:06

Nie dość, że bełkot w artykule, to jeszcze idiota komentuje i wprowadza własną interpretację.
Obu powinno się leczyć.

kaplicowy
1 179
kaplicowy 1 179
#2205.04.2013, 16:07

Obaj powinni się leczyć nawzajem.

Profil nieaktywny
maciej1980
#2305.04.2013, 16:21

zelem niech sie nasmaruja..jeden drugiemu nie powiem co

Profil nieaktywny
jaek
#2405.04.2013, 16:23

#23

wymknely ci sie ukryte pragnienia?

kaplicowy
1 179
kaplicowy 1 179
#2505.04.2013, 18:24

Powąchaj a zobaczysz, że to nie pragnienia.
Przesyłka spec 4U.

Profil nieaktywny
srup
#2605.04.2013, 19:04

w niektorych motelach sa tez te dozowniki z odkazaczem do rak na korytarzach, musi byc silne bo czuc jak paruje z reki

pablorico83
331
#2705.04.2013, 19:30

ale shit.przecież wszyscy smakosze zioła znają "makumbę" a to wcale nie jest jakiś domestos czy inne hooyostwo.

makumba z tego co wiem to przecież "wywar" z liści i łodyg dobrych odmian konopii indyjskich.robi się go przez podgrzanie do prawie wrzenia(bez zagotowania) półproduktów wymienionyc wyżej z połową kostki masła i litra mleka.po pół h odcedzamy i jest odjazd.nie polecam więcej niż 1/3 do połowy szkalnki na pierwszy raz.kto pił ten wie.

BD.K
20 493 1
BD.K 20 493 1
#2805.04.2013, 21:29

moze to artykul sponsorowany jest?

Profil nieaktywny
maciej1980
#2905.04.2013, 21:32

jak nie ogloszenie typu polskiego karpia kupie to nastepny pulicer z cyklu - myj rece w kiblu i sie zaciagaj...co za kibel

Profil nieaktywny
maciej1980
#3005.04.2013, 21:32

ale nie wycieraj tylko obliz

Profil nieaktywny
jaek
#3105.04.2013, 21:36

"Spustoszenie organizmu, jakie powoduje makumba, jest przerażające – poważne kłopoty ze skórą, uszkodzenia sprawności ruchowej, długotrwałe zaniki pamięci, epizody o charakterze psychozy."

wnioskujac z niektorych wpisow sporo ma makumba wielbicieli

Profil nieaktywny
maciej1980
#3205.04.2013, 21:43

ty nie wnioskuj tylko przypomnij sobie jak na victori zel z kibli zes kradl hahahaa

Profil nieaktywny
jaek
#3305.04.2013, 21:48

#32

no zajebisty dowcip
hahahaa
bede sie smial az do poniedzialku
a ty nie przestawaj tylko dawaj wiecej

renta czeka

Profil nieaktywny
maciej1980
#3405.04.2013, 21:54

nie mam czasu teraz-wlasnie nazelowalem dlonie...