Wielki pożar w kompleksie fabrycznym Rana Plaza, w Bangladeszu. 400 osób zginęło, wiele zostało rannych. Podobnych fabryk w tamtych rejonach, tradycyjnie słynących z taniej siły roboczej i produkcji tysięcy ton ubrań, które nosi potem cały świat, często pod metkami modnych marek, są setki.

The New Yorker opisuje historię Kalpony Akter, popularyzującej wśród konsumentów w USA wiedzę na temat strasznych warunków pracy w bangladeskich i hinduskich fabrykach odzieży.
Budynki w takich miejscach często stają w płomieniach lub zawalają się, gdyż są byle jak skonstruowane, niebezpieczne, nietrwałe. Ludzie często nie mogą się wydostać z labiryntu, w który przemienia się płonący lub walący się wielopiętrowy barak. Uwięzieni w płomieniach, dymie, potem - gruzach, bezskutecznie czekają na pomoc, umierając wreszcie w męczarniach.
Tak było w też Rana Plaza. Ogromna fabryka, a właściwie ośmiopiętrowy (!) kompleks kilku fabryk zaczął płonąć, a potem walić się, grzebiąc tych, którzy nie zdołali się wydostać. Co najmniej 400 osób zginęło na miejscu.
Wypadek wywołał znowu falę oburzenia i współczucia wobec losu pracujących w takich fabrykach robotników, informowały o nim największe światowe media.
Jeżeli zatem można mówić o jakiejkolwiek jaśniejszej stronie takich tragedii, to jest nią budzenie sumień i w rezultacie - stopniowe poprawiania standardów bezpieczeństwa w miejscach takich, jak Rana Plaza, przez korzystające z ich usług marki. Świadome konieczności troski o własny wizerunek muszą bowiem ulegać presji ze strony opinii publicznej.
Jak przypomina The Economist - ponad 100 lat temu podobna tragedia - wielki pożar w fabryce Triangle Shirtwaist w Nowym Jorku, który pochłonął życie 146 robotników - stała się punktem zwrotnym w zakresie poprawy bezpieczeństwa pracowników na Zachodzie.
Także i teraz nawet najbardziej cyniczne firmy muszą coraz bardziej dbać o prawa i bezpieczeństwo robotników, tym razem - pracujących w krajach Bliskiego Wschodu - w trosce chociażby o własny wizerunek i … dochody. Nikt bowiem zbyt chętnie nie założy ubrań “splamionych krwią”.
Dlatego Kalpona Akter rozdaje amerykańskim konsumentom zdjęcia z tragedii takich jak ta, w Rana Plaza. Niechaj przemówią do ich sumień. To konsumenci bowiem mają najwięcej do powiedzenia w tej sprawie.
Źródło: Sarah Stillman, Death Traps: The Bangladesh Garment-Factory Disaster, newyorker.com oraz Avoiding the fire next time, economist.com.


Komentarze 6
Mój t-shirt wart jest każdej z tych ofiar.
#1
Niepoprawny prowokator
Sumienie?
Juz to wdze. Placzacy tlum w sklepie z okazji promocyjnych cen.
Toć przecież napisałem dokladnie to samo.
Swoją drogą myślę, że bengalski t-shirt z wizerunkiem zawalonej fabryki i hasłem z #1 sprzedawałby się wyśmienicie.
---
Kilkanaście dni temu kupiłem w H&M spodnie "made in Bangladesh" za 7F.
Czerwone, krwi nie widać.