Parę tygodni temu Ani Mru Mru odwiedziło Wielką Brytanię, by wystąpić przed polską publicznością z najnowszym spektaklem “Nuda, rutyna i odcinanie kuponów”. Jak zapewniali nas przed występem artyści - tytuł jest przewrotny, bo oni sami wcale nie czują ani żadnej nudy, ani rutyny. Nie odcinają też kuponów od swojej sławy - przeciwnie, bardzo się starają, żeby ich publiczność mogła oglądać ciągle świeże gagi i, zrywając boki ze śmiechu, zapomnieć o codziennych troskach. Specjalnie dla czytelników Emito.net opowiedzieli o tym, jak je wymyślają, co lubią w swoim zajęciu i jak im się występuje przed publicznością w UK. Zapraszamy!

Emito.net: Dziękuję, że zgodziliście się na rozmowę.
Marcin: Zawsze się zgadzamy jeżeli możemy za coś dostać 200 funtów (śmiech).
Hm. O tym musicie rozmawiać z menadżerem - od tego są odpowiedni ludzie, tak…? To Wasi ludzie porozmawiają z naszymi ludźmi i… (śmiech)
Marcin: No dobra. Nam też jest bardzo miło, że ktoś chce z nami rozmawiać.
Michał: Pomimo tych dwustu funtów.
Tremujecie się jeszcze przed występami, czy już tylko nuda, rutyna i odcinanie kuponów?
Marcin: Oczywiście, że tak. Gdybyśmy się nie tremowali, to pewnie przestalibyśmy występować - bo trema to jest takie uczucie, które nas pcha na scenę. Ona daje ten dreszczyk emocji, niedowierzanie - “czy ludzie na to przyjdą, czy nie przyjdą?” A jak przyjdą - czy będą się śmiać? Trema to coś, co nas napędza do tej pracy. A “Nuda, rutyna i odcinanie kuponów” to li tylko przewrotny tytuł tego programu. Mam nadzieję. (śmiech)
Jak Wam się występuje w UK? Co sądzicie o swojej publiczności?
Marcin: To może odpowie Pan Śpioszek?
Waldemar: Publiczność w UK jest fantastyczna. Fantastyczna jest. Szczodra, bo obdarza nas fantastyczną reakcją zadowolenia i uśmiechu. Jedynym problemem publiczności w UK jest to, że często wychodzi do toalety. W czasie występu. W Polsce publiczność nie wychodzi sikać w czasie występu, a w UK - wychodzi.
Marcin: Ten akurat zarzut w ustach Waldka brzmi komicznie, bo gdyby publiczność zliczyła, ile razy on wychodzi do toalety w czasie występu, to myślę, że byłoby 1:1.
Waldemar: Ja podejrzewam, że nawet bym wygrał.

Michał: A ja myślę, że byłoby 10:0.
Marcin: Waldek w ogóle większość czasu spędza w toalecie.
Waldemar: Ale publiczność o tym nie wie.
Marcin: Ale teraz już wie. Jest dużo takich numerów, kiedy na scenie jesteśmy tylko ja z Michałem. No i Waldka za kulisami się wtedy nie uświadczy.
Waldemar: Bo jestem w toalecie. Ale w UK jestem częściej w toalecie, niż w Polsce.
Marcin: To takie… ciekawostki.
Ale to ma jakieś uzasadnienie?
Marcin: Tak (tu pada niecenzuralna nazwa przypadłości przewodu pokarmowego). Ale chyba taka mentalna, bo on po prostu chodzi tam posiedzieć.
Waldemar: To znaczy w moim przypadku tak. A jak publiczności, to nie wiem. Trzeba by spytać publiczności. Mam propozycję: stań przy drzwiach przed występem i zapytaj, dlaczego ludzie wychodzą?
A, nie. My mamy wejściówki, chcemy obejrzeć program.
Waldemar: A! Czyli Ci, co kupili bilet mówią: zapłaciliśmy za bilet, możemy wychodzić siku, kiedy chcemy; a ci co mają wejściówki nie chodzą!
Michał: Teraz to ci w ogóle będzie głupio wyjść, nie?
Teraz już tak. Macie taką publiczność, przed którą balibyście się wystąpić?
Waldemar: Laslo Kovacs!
Marcin: Nie, chyba nie. Mamy oczywiście świadomość tego, że nasz humor nie dociera do wszystkich i pewnie jest parę takich osób, które się by gorzej bawiły, ale powiedzmy, że niespecjalnie się tym stresujemy. Jeżeli ktoś przychodzi na nasz występ, to raczej wie, po co przychodzi. A jeżeli zdarzy nam się występować dla bardziej “przypadkowej” publiczności, no to po prostu trudno.
Michał: To mamy tę świadomość, że to jest przypadkowa publiczność!
Marcin: Ale konkretnej osoby wskazać bym się chyba nie odważył.
Waldemar: A ja się upieram, że Laszlo Kovacs. Bo wiem, że nie mówi po polsku i nie rozumie.

Marcin: No to by ci chyba niczym nie zagroził. Chyba żeby ci zajął toaletę.
Waldemar: No, ale jakoś jednak nie chciałbym. Niefajnie by mi się grało dla niego.
Marcin: Te odpowiedzi nie są jakieś może za bardzo błyskotliwe.
Waldemar: Ale się wywiad zapełnia!
Marcin: I są długie!
Z czego Wam się najłatwiej śmieje?
Marcin: Z podniesienia stop procentowych - to dla ambitnych czytelników.
Chyba z siebie samych. Mamy mnóstwo takich momentów w programie, kiedy sobie trochę dogryzamy i to nam najlepiej wychodzi.
A tak naprawdę - trudno tak generalnie powiedzieć. Ze wszystkiego. Czasami z księdza, czasami z dzieci, czasami ze starszych. Ale staramy się to robić w jakiś w miarę delikatny, kulturalny sposób. I żeby to było inteligentnie podane. A łatwość? To wszystko zależy od pomysłu. Nie ma na to wzoru: że łatwiej śmiać się, załóżmy, z lata, niż z zimy.
Michał: Tym bardziej tutaj. Bo tutaj to trudno określić, czy to lato, czy zima.
Marcin: Tutaj jest fajnie, bo tutaj codziennie jest lato i zima.
Z przewagą zimy.
Marcin: No, ale są takie momenty, że są takie smyrnięcia słońca po twarzy.
A z czego Wam się najłatwiej żartuje? Z czego najłatwiej zrobić dowcip?
Marcin: Najłatwiej robi się skecze z “gotowych” pomysłów: dobry pomysł i jest skecz.
Waldemar: Są też pewne utarte schematy: łatwo jest rozbawić publiczność, gdy ktoś przebierze za babę, rozbierze do naga.
Michał: No przy tobie to gotowy żart!
Waldemar: Albo powie brzydkie słowo. Udaje pijanego.
Michał: To wszystko jest w naszym programie.
Waldemar: Poszliśmy schematami.
Michał: Będą pijani, bluzgi, golizna, przebieranie za babę - wszystko!
Wszystkie ulubione numery.
Marcin: Tak, najłatwiejsze chwyty. To jest ta nasza rutyna, którą wykorzystujemy.
Co jest najfajniejsze w byciu kabareciarzem?
Waldek: Najfajniejsza jest…
Michał: …możność późnego jedzenia.
Waldemar: Na przykład.
Oprócz podróżowania - bo ogląda się miejsca, w które normalnie by się nie pojechało, bo byłoby nie po drodze albo nie byłoby czasu - najfajniejsza jest ta satysfakcja, kiedy po występie przychodzi publiczność i mówi, że świetnie się bawili, że brakowało im tego. To jest bezcenne.
Marcin: Ja bym powiedział, że dwie rzeczy - spotykamy się z ludźmi, którzy mają poczucie humoru, to raz. Po drugie ta świadomość, że ludzie w większości przypadków odbierają nas, jako osoby sympatyczne. I tak się do nas odnoszą i podchodzą, bo znają nas z uosobienia, które gdzieś tam, w dużej części, na scenie pokazujemy. To jest miłe, bo spotykamy miłe osoby, które się do nas mile odnoszą. To bardzo ułatwia życie.
Waldemar: Zwłaszcza, że to wcale nie zawsze się zgadza, że jesteśmy mili i sympatyczni.
Marcin: Ale zdarza się też tak, że osoby płci przeciwnej nie traktują nas poważnie i to jest ten minus. Cały czas myślą, że sobie żartujemy. Na przykład, jak Waldek proponuje dziewczynie…
Waldemar: …seks dla sportu, bez zobowiązań, to ona cały czas myśli, że ja sobie robię jaja. A ja bardzo poważnie ją o to pytam. Dlaczego nigdy nie udaje mi się żadnej namówić do czegoś takiego.
Marcin: To znaczy raz się zgodziła, ale Waldek wtedy stchórzył.
Michał: A może to dlatego, że w Twoich ustach “sport” naprawdę brzmi dziwnie?
Waldemar: Słyszałeś kiedyś o szachach?
Michał: Słyszałem. Ale nie wyobrażam sobie seksu przy szachach?
Marcin: Poza tym swój strój laufra zgubiłeś.
Waldemar: Ale został mi strój gońca.
Marcin: Nie brnijmy w ten temat dalej.
Bycie kabareciarzem to jest pomysł na życie? Czy dla Was jest to już tylko praca?
Marcin: Jest to pomysł na życie, ale nikt z nas tego pomysłu na życie nigdy wcześniej nie miał - że akurat tym będziemy się zajmować. Tak po prostu wyszło, samo z siebie. Oczywiście, traktujemy swoje zajęcie jako pracę i mamy świadomość, że ono nią jest, natomiast nie przywiązujemy się do niej specjalnie.
Jesteśmy uzależnieni od widzów i to oni zdecydują, kiedy ta nasza praca się skończy. My, póki co, robimy wszystko, żeby ją wykonywać jak najlepiej i jak najdłużej - bo nas to bawi i jest to także nasza pasja - ale z drugiej strony w każdej chwili może się skończyć i trzeba mieć tego świadomość
Gdybyście mieli zacząć życie jeszcze raz od nowa to…?
Waldek: Ja bym się zdecydowanie wcześniej zdecydował na dziecko.
Michał (przytulając się do brzucha Waldemara): A kiedy rozwiązanie?
Waldemar: Ależ ty jesteś durny!
Michał: Ja bym chciał robić to samo, co robię.
Marcin: A ja chciałem powiedzieć, że jakbym miał zacząć swoje życie od nowa, to chciałbym, żeby Michał potoczył swoje zupełnie inaczej.
To wszystko, co by się zmieniło?
Marcin: Tak!
Michał, jesteś najbardziej znanym w Polsce człowiekiem - gumą, jesteś takim wiercipiętą. Od dziecka byłeś taki ruchliwy?
Marcin: Nie, nigdy w życiu. To zostało we mnie dopiero odkryte. W dzieciństwie byłem chudy, z odstającymi uszami, bity w klasie. Zaszczuty. Zaszczekany. Jedna koleżanka z klasy zawsze broniła mnie przed kolegami. Kawał kobity zresztą był!
Waldemar: Zasłaniała własną piersią.
Michał: Żebyś wiedział.
Waldemar: A ty się jej musiałeś odwdzięczać i stąd ta trauma do kobiet teraz.
Michał: E, tam. Gary, podłoga, szuranie, takie tam.
Marcin: Dlatego jesteś klasycznym mizoginem!

Najgorsze wspomnienie z dzieciństwa?
Marcin: Ja to chyba nie miałem jakichś specjalnych traum. Raz sobie złamałem palec u ręki. Spadłem z dachu. To znaczy właściwie to skakałem z dachu. I nie wyhamowałem przed schodami. A, no i parę razy od ojca dostałem pasem. Ale to akurat wspominam jako jedno z lepszych doświadczeń, bo taka metoda wychowawcza na mnie się sprawdziła (czego nie proponuję teraz innym rodzicom!). Nie pamiętam szczególnie traumatycznych przeżyć z dzieciństwa. Natomiast Michał pewnie ma ich dużo.
Michał: Nie, no ja mam dużo. Niektóre to tak mi weszły w krew, że bez niektórych zdarzeń sobie już nie radzę, dlatego czasami wracam pod szkołę i namawiam dzieci, żeby we czymś rzucały.
Ogryzkami od jabłek?
Michał: Nie, to nie, bo to by było za fajnie. Bo jeszcze możesz coś tam skubnąć. O, np. uwielbiałem żuć dżdżownice z piachem! Pod przymusem oczywiście, bo tak samemu z siebie to żadna frajda.
Marcin: Jak chcesz to możesz codziennie żuć dżdżownice pod przymusem. Możesz wozić ze sobą słoik z dżdżownicami.
Co robicie poza byciem kabareciarzami? Jakie macie zainteresowania i pasje?
Marcin: Moją pasją jest teraz rodzina, golf i ogródek. Chyba się starzeję, bo mam hopla na punkcie ogródka. Uprawiam ogródek, pielęgnuję ogródek, rozbudowuję ogródek, przebudowuję ogródek - i dobrze się z tym czuję i to jest moja życiowa pasja. Oprócz tego golf. W golfa idzie mi nie najlepiej, dużo lepiej wychodzi mi w ogródku, jak się okazuje.
Michał: Zwłaszcza kopanie dołków.
Ale przecież jesteś podobno najlepszym golfistą wśród kabareciarzy i najlepszym kabareciarzem wśród golfistów?
Marcin: No, tak, bo jest nas z Michałem dwóch golfistów wśród kabareciarzy, więc ja czasami jestem lepszy. W Polsce, jak podejrzewam, zajmuję jakieś 1057 miejsce, co nie jest powodem do chwały i dumy.
Lubię też podróżować. Niekoniecznie przy okazji występów, ale podróżowanie podczas występów też jest fajne. Towarzystwo średnie, ale…
Czyli zgadasz się z Waldkiem, że to jest to, co jest fajne w pracy kabareciarza: podróżowanie?
Michał: O ile o Waldemarze można powiedzieć, że on coś z podróży pamięta, bo większość przesypia.
Marcin: Jakbyście zobaczyli Waldka za każdym razem, jak się zbliża jakaś podróż - jest… pełen energii, radosny, bardzo się cieszy. Waldek ogóle się zawsze strasznie cieszy na podróż.
Michał: Macha tą swoją siateczką i biegnie do samochodu.
Waldemar: Cieszy się, że będzie jechał z facetem, który żuje dżdżownicę.
Moje pasje są bardzo podobne do pasji Marcina. Największą jest w tej chwili mój syn, a drugą największą jest ogródek Marcina. Zawsze jak jestem u niego pod domem, to zaglądam do ogródka i myślę sobie: jejku, jaki on ma fajny ogródek. Jak ja się cieszę, że nie muszę mieć takiego ogródka!
Michał: Masa! Motocykle, nurkowanie, golf, rzutki, kręgle. Balowanie. Rozrabianie. Tylko, że mam na to wszystko bardzo mało czasu.
Waldemar: Rzutki?! A jaki jest twój najlepszy wynik?
Michał: Nie pamiętam, bo dawno nie rzucałem.
Marcin: A w kręgle?
Michał: W kręgle? 186 punktów.
Marcin: To lipa. Ja nie jestem pasjonatem, a miałem 221 ostatnio.
Waldemar: Ja to, jeśli chodzi o kręgle jestem pasjonatem. Na drugie mam “Kręgiel”.
Marcin: Tylko musisz spróbować grać wzdłuż tych ścianek.
Michał: Lubię robić, próbować wszystkiego, co tylko można i chętnie bym wszystkiego spróbował, ale mam na to bardzo bardzo mało czasu. A interesujecie się polskim kinem?
Marcin: Ja generalnie nie jestem kinomanem, tak naprawdę raczej zawsze nadrabiam i oglądam wszystkie filmy gdzieś pół roku później.
Waldemar: Jak wyjdą z gazetą.
Marcin: Kupuję płyty DVD. Nie śledzę ani premier, ani nie oglądam powtórek w telewizji, ale nadrabiam polskie kino. A ostatnio zdarzyło się parę fajnych polskich filmów
A polskie komedie? Ulubione? Klasyka?
Michał: Mam dużo, ale naj - Alternatywy 4.
Waldemar: Dla mnie kultowy jest “Miś”.
Michał: Ciężko nawet powiedzieć o “jednej”, bo jest ich mnóstwo: “Jak rozpętałem drugą wojnę światową”, “Miś”, “Rozmowy kontrolowane” Dużo tego jest.
Marcin: “Seksmisja”.
To podobno w ogóle ulubiona polska komedia
Michał: Uznana za najlepszą polską komedię w ogóle.
Marcin: “Nic śmiesznego”, “Dzień świra”. W ogóle filmy Koterskiego - baaardzo fajne!
Liczyliście kiedyś, ile razy już stawaliście na scenie?
Waldemar: Uhm. 1176.
Marcin: Myślę, że trochę więcej, bo rocznie dajemy ponad 200 spektakli, więc przez 13 lat to było już podejrzewam ponad 2,5 tys. razy. To teraz policzyliśmy! Gdybym mógł mieć magiczną moc?
Michał: Ja bym chciał być niewidzialny.
Waldemar: Z ust mi to, za przeproszeniem, wyjąłeś.
Marcin: A ja bym chciał móc się teleportować.

Co, jako ojcowie córek, sądzicie o tym powiedzeniu, że mężczyzna staje się konserwatystą, kiedy jego córka zaczyna dorastać?
Marcin: Zgadzam się. Ale ja od urodzenia jestem konserwatystą.
Waldek: Ale to nawet nie tylko, jak córka. Syn też. Ja się zgadzam, w stu procentach.
Ale najpierw ustalmy: też byłeś wcześniej konserwatystą, jak Marcin, czy nie?
Waldemar: Nigdy nie byłem konserwatystą, natomiast teraz zdaję sobie sprawę, dlaczego, kiedy byłem młodym człowiekiem, moi rodzice mieli odmienne zdanie, niż ja. Trzeba przeżyć trochę, żeby zrozumieć, że rodzice mieli rację i wiedzieli, o co im chodzi i w co mogę się wpakować. Oczywiście ja robiłem wtedy to, co wydawało mi się wtedy słuszne - wbrew ich zaleceniom - i były to błędy. A teraz już wiem, za parę lat czeka mnie ciężka przeprawa z moim synem.
Marcin: ja jeszcze na zakończenie chciałem dodać, że od urodzenia jestem konserwatystą, ale jeśli komuś się to nie podoba, to mogę to zmienić.


Komentarze 6
Jak sie spojrzy na ich pierwsze skecze i ostatnia tworczosc to trudno sie oprzec wrazeniu, ze grubo doluja i sie wypalili. Jesli ten nowy spektakl jest tez taki jak te ich nowsze to tytul jest niezla autoironia.
Otóż to NEDD.
Wypalili się i to zdrowo, tak samo jak KMN, Stużyńska to już nie Pakosińska, to już nie ten kabaret.
Już w 2009 roku na polskiej wiośnie w Perth odwalili kichę , gwiazdorzyli przed koncertem, a na scenie lipa , najgorszy z kabaretów.
ciekawe jaki kolejny skecz skopiuja po pobycie w uk...
bo przeciez >ich< wykonanie skeczu pt. >otwarcie supermaketu< jest kopia, jesli nie ordynarnym plagiatem skeczu mowiacego o >boxing day<... nawet kolejnosc opisywanych przez amm zdarzen jest niemal identyczna...
szkoda jedynie ze nie pamietam nazwiska komika ktory z tym numerem wystapil bodajze na festiwalu komediowym w edim...
ale jak znam Szanownych Kolegow i nie mniej Szanowne Kolezanki to znajdzie sie osoba ktora odnajdzie wie o kim pisze...