To specyficzny zawód. Wbrew pozorom nietypowe osoby - z wyglądu czy z charakteru - też mogą zrobić w nim karierę. O wszystkim decydują projektanci, klienci i dyrektorzy castingów. - Z Kamilą Tutak, współwłaścicielką londyńskiej agencji modelek Swan Model Management, rozmawia Piotr Gulbicki.

Brytyjski rynek mody jest specyficzny…
Na pewno jest jednym z największych na świecie, konkurencja jest ogromna. Wystarczy powiedzieć, że w samym Londynie działa ponad 100 agencji związanych z modelingiem. Ciężko się przebić w tym gąszczu, dlatego zajmujemy się różnymi projektami. Nasi modele uczestniczą w nagrywaniu filmów, seriali telewizyjnych, reklam. Z naszych usług korzystają też firmy odzieżowe, wiodący styliści fryzur, fundacje wspierające młode talenty…
Największym problemem jest zdobycie klientów?
Nie nazwałabym tego problemem, raczej wyzwaniem. To system naczyń połączonych, dlatego klientów poznajemy na różnych imprezach, spotkaniach biznesowych, pokazach mody. A także przez znajomych i naszą stronę internetową. Natomiast bodaj najbardziej irytującą kwestią są opóźnienia w płatnościach. Czasami zdarza się też brak zrozumienia ze strony modeli. Bo każdy chciałby dobrze zarabiać, szybko się wybić, występować na dużych imprezach. A do tego długa droga.
Jak długa?
Wszystko zależy od konkretnej osoby, to specyficzna profesja. Poza wyglądem liczy się osobowość, łut szczęścia i, co najważniejsze, odpowiednie podejście do wykonywanych zadań. Czas pracy jest bowiem nielimitowany, bywa, że sesja zdjęciowa trwa wiele godzin. Trzeba dostosować się do obowiązujących zasad. Wiele projektów jest realizowanych w ostatniej chwili, zdarza się, że dzwonimy do kogoś wieczorem, informując, żeby rano stawił się na sesji czy na wybiegu. Bywa też tak, że przez długi okres nie ma ciekawych zleceń, a nagle pojawia się ich aż nadto.
Słowem, ruletka…
Tak można powiedzieć. Modele i modelki cały czas muszą być w gotowości, a podczas sesji prezentować dobrą kondycję – zarówno fizyczną, jak i psychiczną. O formę dbają we własnym zakresie - chodzą na fitness, siłownię, odpowiednio się odżywiają, stosują dobrej jakości kosmetyki. Oczywiście służymy im radą i pomocą, tłumaczymy, w jaki sposób mają poruszać się na wybiegu, co mówić podczas castingu, jak się na niego ubrać itp. Natomiast reszta należy do nich.
Największe szanse w tym zawodzie mają długonogie, szczupłe dziewczyny?
Niekoniecznie. Wbrew pozorom nietypowe osoby - z wyglądu czy z charakteru - mogą zrobić karierę. O wszystkim decydują projektanci, klienci i dyrektorzy castingów. Liczy się różnorodność, dlatego w naszej agencji zatrudniamy ludzi z różnych krajów - Wielkiej Brytanii, Irlandii, Francji, Włoch, Hiszpanii, USA, Nigerii. No i oczywiście Polaków. Obecnie mamy około 40 modelek i 20 modeli. Ale rynek jest bardzo chłonny, dlatego cały czas szukamy nowych twarzy. Potrzeba np. osób do reklam w wieku 55 - 60 lat, a nawet starszych - do odgrywania ról babć i dziadków.
Są problemy ze znalezieniem takich kandydatów?
Czasami tak, bo muszą oni spełniać określone wymogi - swobodnie czuć się przed kamerą, odpowiednio wyglądać, mieszkać w Londynie bądź okolicach. Ostatnio zgłosiła się do nas para grubo po sześćdziesiątce, odpowiadająca wszystkim kryteriom poza tym ostatnim. Na stałe mieszkają w Holandii, dlatego niestety musieliśmy im podziękować.

Pierwsza selekcja odbywa się na podstawie przesyłanych do was zdjęć?
Tak jest. A później dopinamy konkrety. Przy czym zdarza się, że otrzymujemy bardzo specyficzne fotki - na przykład osób pozujących na plaży, z piwem w ręku, a nawet całkiem nago.
Mają szanse?
Jeśli mają odpowiednie warunki, to czemu nie? (śmiech). Wszystko sprowadza się do tego, czym dana osoba ma się zajmować. Inne wymagania są w stosunku do kandydatów mających występować na wybiegu, inne do tych, którzy mają grać w reklamach, a jeszcze inne do osób przewidywanych do udziału w sesjach zdjęciowych… W naszej agencji mamy ludzi w różnym wieku, z różnym wykształceniem, którzy wcześniej często parali się innymi profesjami.
Pani jest psychologiem?
Tak, ale nigdy nie pracowałam w tym zawodzie. W Polsce przez kilka lat byłam modelką, a nabyte wówczas doświadczenie zaprocentowało po przyjeździe do Londynu, gdzie znalazłam zatrudnienie w agencji modelek. Zaczynałam jako model booker, czyli osoba zajmująca się umawianiem na castingi, negocjacjami kontraktów z klientami, promocją firmy. Po kilku miesiącach, w październiku 2011 r., odkupiłam agencję od poprzedniego właściciela, zmieniałam nazwę i prowadzę ją pod własnym szyldem – wspólnie z moim biznesowym wspólnikiem Maciejem Ruszkiewiczem. Maciek wcześniej pracował w mediach i marketingu, a poznaliśmy się, kiedy przyszedł do nas jako potencjalny model i prezenter. Szybko znaleźliśmy wspólny język i postanowiliśmy działać razem. W Swan Model Management jest dyrektorem do spraw marketingu.
Niedawno wasze modelki brały udział w Fashion Culture…
Modelki i modele. To było ciekawe doświadczenie, kolejny krok w budowaniu marki. Wcześniej uczestniczyliśmy m.in. w TellUsFashion Show, Fashion Culture - sesji zdjęciowej w Tate Modern, a także przy powstawaniu reklamy obudowy do iPhone’a - body Popper. Mamy kilka bardzo interesujących modelek. Emily Hill uczestniczyła w wyborach Miss Universe. Ma 21 lat, pochodzi z Londynu, gdzie studiuje projektowanie strojów w London College of Fashion. Ze względu na osobowość oraz wygląd typowej English rose jest bardzo popularna, angażując się w wiele ciekawych projektów. Na brak ofert nie narzeka również 20-letnia Stephanie Crick. Nasza cynamonowa piękność, mulatka, pochodzi spod Londynu, a studiuje prawo i biznes na uniwersytecie w Northampton. Pracuje nie tylko w Londynie, ale również w Nowym Jorku i Paryżu, a dzięki Fashion Culture trafiła na okładkę magazynu “Laissez Faire”.
Polki też się wyróżniają?
Są dobre, wszystko przed nimi. Zwróciłabym uwagę szczególnie na Natalię Szczepanik, która jest coraz bardziej rozpoznawalna na rynku. Na pewno będziemy wspierać rodaków, tym bardziej że - według naszych informacji - jesteśmy jedyną agencją w Londynie zajmującą się modelingiem, prowadzoną przez Polaków.
Pozostałe są domeną Brytyjczyków?
W zdecydowanej większości, chociaż często zatrudniają w nich ludzi z różnych części świata, gdyż wielojęzyczność i wielokulturowość jest tu dużym atutem. Działa też trochę agencji hinduskich i azjatyckich, jednak one nastawione są głównie na modeli z tamtych zakątków globu.
Jak na co dzień wygląda prowadzenie agencji?
Rekrutacja nowych modeli, rezerwacja wybranych osób na castingi, ustalanie umów i kontraktów z klientami, uaktualnianie kart modeli i strony internetowej. Plus dużo pracy biurowej.
W Polsce jest inaczej?
Sam schemat jest podobny, tyle że skala nieporównywalna. W Polsce funkcjonuje kilka liczących się agencji, rynek jest stosunkowo niewielki, natomiast Londyn to światowa stolica mody, wyznaczająca – wspólnie z Nowym Jorkiem, Mediolanem i Paryżem – trendy w tej branży. A jednocześnie Londyn jest bardziej awangardowy niż pozostałe miasta, odgrywając wiodącą rolę w lansowaniu nowych projektantów. Dwa razy w roku prezentowane są kolekcje: jesień – zima i wiosna – lato, podczas których promuje się style, kolory i materiały, które będą obowiązywać w świecie mody przez najbliższe miesiące.

Jakie jest miejsce Swan Model Management w tej hierarchii?
Cały czas się rozwijamy, zdobywamy doświadczenie i kontakty. Dużo pomógł nam np. znany mecenas sztuki Olivier Rotschild, którego spotkałam podczas jednej z imprez. Olivier prowadzi firmę konsultingową, jego porady i sugestie są bardzo przydatne. Takich ludzi jest więcej, dzięki nim posuwamy się naprzód. Mam nadzieję, że za dwa, trzy lata będziemy jedną z bardziej rozpoznawalnych agencji na londyńskim rynku.



Komentarze
Zgłoś do moderacji