Do góry

Borisconi

Przemówienie Borisa Johnsona wygłoszone podczas imprezy zorganizowanej przez Centre for Policy Studies to punkt zwrotny w jego karierze. Burmistrz Londynu nie tylko oblał test na inteligencję polityczną, ale także wyraził skrzętnie skrywaną, prawdziwą ideologię Partii Konserwatywnej.

Na zdjęciu: Boris Johnson. Fot. (CC BY-ND 2.0).

W czasach kiedy polityk stał się zakładnikiem 24-godzinnego cyklu informacyjnego, swoboda wypowiedzi podlega surowej autocenzurze. Przynajmniej jeśli chodzi o polityczną pierwszą ligę. Działacze orbitujący gdzieś na obrzeżach głównego nurtu mogą sobie pozwolić na oratorskie szaleństwa, gdyż pełnią ważną, choć niedocenianą, rolę politycznych błaznów. Są wentylem bezpieczeństwa w napuszonym, poważnym politycznym balonie. I czasem dla równowagi psychicznej wyborców udaje się im ten balon przebić. Dać chwilę wytchnienia od typowego technokratycznego bełkotu, a nawet na nowo rozbudzić ekscytację polityką.

Ten czas karnawału nie trwa jednak długo. Prędzej czy później do głosu dochodzą grube polityczne ryby, bo społeczeństwa – z niewielkimi wyjątkami – choć lubią odstępstwa od normy, to ostatecznie władzę oddają w ręce osób przewidywalnych i kompetentnych. A przynajmniej za takie uchodzących. Dlatego też w politycznej pierwszej lidze przemówienia, wywiady, komentarze, nawet tzw. telewizyjne setki są ściśle kontrolowane, monitorowane i poddawane krytycznej analizie przez sztab profesjonalistów od komunikacji. A potem wygładzane do znużenia, tak żeby trafiły w gusta możliwie najszerszego grona ewentualnych wyborców. I chociaż gafy się zdarzają, to jednak ich siła rażenia jest dowodem na to, że zasadniczo są aberracją. Chwilą PR-owskiego zaćmienia politycznego umysłu.

KORWIN I PRZYJACIELE

Prezydent, premier, ministrowie, liderzy partyjni nie mogą powiedzieć niczego, co dramatycznie odbiegałoby od normy. W polityce silnie zsynchronizowanej z działem PR nie ma miejsca na spontaniczność. I kto się tego nie nauczy albo nie zaakceptuje, nigdy nie będzie odgrywał znaczącej politycznej roli. Pozostanie mu zabawa w politycznego błazna, babę z brodą, telewizyjnego celebrytę. Chętnie zapraszanego do studia, barwnego, przykuwającego uwagę, podbijającego oglądalność i napędzającego ruch na internetowym forum, ale w praktyce zupełnie nieistotnego. W Polsce taką rolę pełni wielu polityków, a ich największym symbolem jest Korwin-Mikke. W Wielkiej Brytanii księciem politycznych błaznów jest Nigel Farage. Obaj są barwnymi osobowościami telewizyjno-celebryckimi, obaj wygłaszają teorie, które przykuwają uwagę i obaj nie mają większych szans na władzę.

W podobny sposób swoją karierę polityczną budował Boris Johnson. Barwny, dosadny, nieprzebierający w słowach, kontrowersyjny, dowcipny – jego błazenada (i koneksje z Eton oraz Oksfordem) katapultowała go z nieważnego, choć sowicie opłacanego felietonisty do elity Wielkiej Brytanii. I od razu zajął miejsce na tronie politycznych klaunów. Jednak co przystoi zwykłemu posłowi, który odgrywa rolę zjadliwego komentatora, nie pasuje do przedstawiciela władzy. A zostając burmistrzem Londynu – wielkiej metropolii o globalnym znaczeniu – chcąc nie chcąc, Johnson wszedł do pierwszej politycznej ligi.

O tym, jakie znaczenie ma Londyn na politycznej mapie Wielkiej Brytanii, świadczy chociażby fakt, że Boris Johnson zaczął być poważnie brany pod uwagę jako następca Davida Camerona i przyszły lider Partii Konserwatywnej. Po swoim przemówieniu, które wygłosił dwa tygodnie temu na spotkaniu zorganizowanym przez neoliberalny think tank Centre for Policy Studies, jego akcje drastycznie spadły.

BIEDNY, BO GŁUPI

Przygotowane wcześniej, co istotne, przemówienie Johnsona, było w głównej mierze wielkim peanem na cześć Margaret Thatcher. Jednak przy okazji pojawiły się kwestie, na których opiera się neoliberalna ideologia, a które nie są specjalnie artykułowane. A przynajmniej nie w głównym nurcie. I tak burmistrz Londynu mówił, że bogaci “powinni być oklaskiwani niczym stachanowcy w stalinowskiej Rosji”, że “trzeba się uporać z unijnymi dyrektywami w sprawie ograniczania czasu pracy” oraz że “chciwość i duch zazdrości są dobre”, “rozwarstwienie społeczne wspomaga ekonomiczną aktywność”, zaś równość nie jest możliwa, gdyż “16 proc. społeczeństwa ma IQ poniżej 85 i tylko 2 proc. powyżej 130”. Jeśli więc państwo powinno komuś pomagać, to tylko tym wybitnie bystrym. Społeczny darwinizm w czystej postaci, ubrany w oratorskie szaty.

Johnson, prawdopodobnie nie ostrzeżony przez doradców od komunikacji, powiedział to, co naprawdę myśli. I to, co w praktyce myśli większość członków Partii Konserwatywnej oraz wyznawców neoliberalizmu. Bogaci są bogaci, bo są mądrzejsi, lepsi, bardziej zdeterminowani i mają większe ambicje. Społeczeństwo powinno więc ich podziwiać, płacąc uczciwie podatki, aby ci, którzy najlepiej zarabiają, nie musieli tego robić. Biedni zaś są biedni, bo są głupi. I jest to kwestia genetyczna, a nie lewicowe fanaberie o słabym kapitale kulturowym, nierównościach pokoleniowych czy zapóźnieniach edukacyjnych.

Jeśli ci się powiodło w życiu, zawdzięczasz to biologii. Jeśli skończyłeś na śmietniku nieudaczników pod Job Center, również miej pretensje do rodziców i genów, jakie ci przekazali. Sukces i porażka zależą od farta w biologicznym kasynie. A tych, którym się nie poszczęściło, powinno się zostawić samym sobie, aby nie psuli zabawy zwycięzcom w ruletce życia, pławiącym się w luksusie i przepychu. To nie jest nic nowego. Tego typu retoryka pojawia się na obrzeżach mainstreamu i na internetowych forach zdominowanych przez thatcherowsko-reaganowskich trolli.

MĄDRY JAK BORIS

Na uwagę zwraca jednak fakt, że te cytaty nie były tylko jakąś retoryką, typowym Johnsonowym słowotokiem mającym uderzyć w lewaków, stymulując przy okazji strefy erogenne prawicy. Te cytaty były kluczowe dla całej argumentacji burmistrza Londynu. Stanowiły istotę jego tezy, że nierówności społeczne są nie tylko nieuniknione, ale wręcz pożądane i konieczne jako motor napędowy ekonomicznego wzrostu. Najgorsze w tym wszystkim jest nie to, że tezy Johnsona są kompletnymi bredniami – w końcu powtarza je cała masa politycznych błaznów spod znaku Korwina – ale to, że jeden z najważniejszych polityków w Wielkiej Brytanii nie rozumie różnicy między udanym, zdrowym i działającym sprawnie kapitalizmem a jego destrukcyjną, wynaturzoną formą, powtarzając komunały i idiotyzmy pasujące raczej do najbardziej intelektualnie zdziczałych miłośników niewidzialnej ręki rynku niż do poważnego polityka marzącego o posadzie premiera.

Same poglądy burmistrza Londynu nie są specjalnym zaskoczeniem. W końcu torysi od początku objęcia władzy tę zdziczałą ideologię z mozołem wprowadzają w życie, maskując prawdziwe zamiary pluszową retoryką. Co dziwi, to czas i okoliczności, w których credo konserwatystów zostało głośno wyartykułowane. Nie wiadomo, jakim IQ może się pochwalić Boris Johnson, a jego niechęć do testowych pytań w telewizyjnym studiu i brak jednej poprawnej odpowiedzi nie mają większego znaczenia. Zresztą jak większość testów na inteligencję, których jakość cyklicznie poddawana jest krytyce. Ale polityczne IQ burmistrza Londynu może budzić poważne wątpliwości. Podobnie jak jego instynkt samozachowawczy. W czasie kiedy zaczęła się kampania wyborcza, tak jasne wykrzyczenie neoliberalnej ideologii to dla opozycji gwiazdka z politycznego nieba. W końcu stratedzy torysów usilnie pracują nad zmianą utrwalonego w społecznym odbiorze obrazu konserwatystów jako partii działającej jedynie dla dobra interesów uprzywilejowanych i bogatych.

Nasty Party pogardzająca tzw. zwykłym człowiekiem i ignorująca postulaty większości to tradycyjny oręż wyborczy Partii Pracy. Wystąpienie burmistrza Londynu to także prezent dla Liberalnych Demokratów marzących o cudzie, który powstrzyma ich polityczną i sondażową agonię. Dotychczasowa próba przedstawienia siebie jako partii, która blokuje najbardziej krwiożercze pomysły torysów, nie dawała zbyt wielu efektów. Słowa Borisa Johnsona mogą jednak ten przekaz znacząco wzmocnić.

Najważniejsze jednak, że wystąpienie burmistrza Londynu na imprezie zorganizowanej przez Centre for Policy Studies stało się decydującym momentem w jego politycznej karierze. Albo spadnie z hukiem z piedestału, wracając do roli błazna, albo wyjdzie z tego zwycięsko. Ale wówczas oznaczałoby to, że byłby brytyjską wersją Berlusconiego, czyli politycznym klaunem, któremu udało się rządzić krajem. Z wszelkimi – najprawdopodobniej tragicznymi – tego konsekwencjami.

Katalog firm i organizacji Dodaj wpis

Komentarze 20

Infidel
14 242
Infidel 14 242
#119.12.2013, 09:18

Ten czlowiek odkad mowil, ze morderstwo na tym koleszce angielskim bylo nie sprowokowanym aktem nienawisci i nic nie mialo wspolnego z religia....podczas gdy kuntakint krzyczal imie swojego boga.....wzbudza we mnie niesmak przez duze P.

Profil nieaktywny
jaek
#219.12.2013, 11:28

odkad Walesa dostal Nobla takie Borisy sa tylko echem wielkiego pierdniecia

Profil nieaktywny
nick_na_emito
#319.12.2013, 12:09

Może sobie autor szczekać ile chce, ale Borisa już drugą kadencję rządzi...

A to, ze jest nieporadny i czasem walnie jakiegoś babola nie zmienia faktu, że świat już jest tak skonstruowany, że niektórzy zostają profesorami a niektórzy zamiatają ulice... I akurat predyspozycje genetyczne są tu istotne, czy to się komuś podoba, czy nie. I ładowanie ciężkich pieniędzy w to, żeby półanalfabeta został profesorem nie ma sensu i nie przynosi korzysci społeczeństwu, podczas gdy wspieranie najinteligentniejszych jak najbardziej jest z korzyścią dla całego państwa. I o tym mówił (nieporadnie, jak to on) Boris.

Profil nieaktywny
jaek
#419.12.2013, 12:33

on powiedzial zupelnie co innego

cos od czego ludzkosc odeszla juz wiele wiekow temu a mianowicie, ze zycie nalezy sie tylko TYM, ktorym przytrafily sie jakies korzystne zbiegi okolicznosci (wysokie IQ? blekitna krew? pochodzenie robotnicze?)

jest to bzdura totalna bo przydatnosc czlowieka dla spoleczenstwa nie mierzy sie tylko jego zdolnoscia rozwiazywania rebusow (czyli zdolnoscia do tworzenia piramid finansowych)
potrzeba jeszcze wrazliwosci, oddania, duchowosci, zwyczajnego umiaru oraz milosci

tego Borisowi brakuje w jego postrzeganiu swiata bo zwyczajnie w swoim pedzie za kariera nie ma czasu na rozwazanie innych aspektow zycia
i nawet mu do glowy nie przyjdzie, ze ktos moze zyc szczesliwie jako cleaner majac cos czego nie posiada ogromna wiekszosc karierowiczow a mianowicie czas dla rodziny i normalne zwykle jak natura czy tez Bog przykazali zycie...

Profil nieaktywny
nick_na_emito
#519.12.2013, 13:00

Nic takiego nie powiedział. Powiedział że przez skupianie się na zapewnianiu wszystkim równych szans cierpią najbardziej zdolni w wyniku "równania w dół". Zamiast tego proponuje zapomnieć o fikcji, że wszyscy są tak samo utalentowani i że powinniśmy zamiast tego pogodzić się z tym, ze są pewne nierównosci, nazwijmy to genetyczne i "opiekować się słabszymi" jednocześnie "wspierając najzdolniejszych" aby mogli rozwinąć swój pełny potencjał.

W zupełności nie stoi to w sprzeczności z tym, co mówisz Ty: że wcale nie trzeba robić kariery, żeby być szczęśliwym :)

Profil nieaktywny
nick_na_emito
#619.12.2013, 13:02

... a co do Nobla dla Wałęsy, śmiem twierdzić że dostał go o wiele bardziej zasłużenie niż np. Obama :)

radnor
26 173 16
radnor 26 173 16
#719.12.2013, 14:12

Zamiast tego proponuje zapomnieć o fikcji, że wszyscy są tak samo utalentowani i że powinniśmy zamiast tego pogodzić się z tym, ze są pewne nierównosci, nazwijmy to genetyczne i "opiekować się słabszymi" jednocześnie "wspierając najzdolniejszych" aby mogli rozwinąć swój pełny potencjał.

Co ty, za przeproszeniem, pierdolisz? Bieda genetyczna? Wychodzi na to, że Polscy są genetycznie mocno upośledzeni, skoro pół kraju klepie biedę za 1500zł. A teraz kłaniaj się wpas rasie panów na zachodzie, ty genetyczny odpadzie i nawet nie śnij o dobrobycie w swoim kraju, takie geny i nic nie poradzisz.

Potem popatrz na kraje skandynawskie, które każdemu starają się dać równą szansę. Poziom życia w światowej czołówce - wyjaśnisz jakoś ten dysonans z Twoimi teoriami?

Profil nieaktywny
nick_na_emito
#819.12.2013, 14:29

Nie bieda a intelekt. Nawet w krajach skandynawskich są ludzie którzy są profesorami neurochirurgii i ludzie, którzy zamiatają ulice. Nawet kraje skandynawskie nie dają radę wyrównać naturalnych predyspozycji poszczególnych swoich obywateli.

Jednak kraje skandynawskie mają najlepszy na świecie system edukacji. Jego istotą jest nie to, że pomagają KAŻDEMU ZOSTAĆ PROFESOREM tylko to, że pomagają KAŻDEMU OSIĄGNĄĆ NAJWIĘCEJ NA CO GO STAĆ. I to jest różnica z tym, jak (według Borysa, nie mnie, ja się na tym nie znam, ale widzę, że jako jeden z niewielu tutaj potrafię czytać ze zrozumieniem) wygląda system edukacyjny Wielkiej Brytanii, gdzie dzięki dominacji politycznej poprawności pokutuje przekonianie, że każdy może zostać profesorem. W rezultacie (według tego, jeszcze raz przypominam, co mówi Borys) zamiast pomagać najmądrzejszym zostać profesorami a najgłupszym szczęśliwymi zamiataczami ulic, próbuje się najgłupszym zostać profesorami a najlepszym sie wcale nie pomaga, bo i tak sobie dadzą radę.

Mi to przypomina trochę polskie szkolnictwo, gdzie po 1989 zrobiła się taka rewolucja, że każdy może zostać magistrem i teraz przodujemy w statystykach najlepiej wykształconych narodów, ale jak się przyjrzeć bliżej to widac, że taki magister jest gówno warty i w żaden sposób na korzyści dla społeczeństwa się nie przekłada.

Znacznie lepiej byłoby zadbać o to, aby szkolnictwo oferowało pełne spektrum możliwosci edukacyjnych na miarę możliwosci każdego - i żeby można było się krztałcić w dobrej zawodówce i zostać dobrym fachowcem, w dobrym technikum i zostać dobrym technikiem i na dobrych uczelniach i zostać dobrym magistrem.

* * *

Kwestią całkowicie oddzielną od genetycznych uwarunkowań inteligencji (bo o tym, jak rozumiem mówi Borys, a nie o genetycznej biedzie, jak Ty mi próbujesz wmawiać że ja mówię) jest kwestia uwarunkowań społeczno politycznych.

I tu już nie wiem, co sądzi na ten temat Borys, bo z tego co ja rozumiem, wyrażał on jedynie swoją opinię na temat naturalnych (tzw. przeze mnie genetycznych) uwarunkowań danej jednostki a nie społecznych czy finansowych. Natomiast od siebie mogę dodać, że wbrew tej całej akcji "bić prawaka" jaka wylewa się chociażby z artykułu który komentujemy, jedno nie stoi w sprzecznosci z drugim.

Można wprowadzić zmiany w szkolnictwie które postuluje Borys i zadbać o to, żeby dzieci z biednych rodzin, albo z Polskich, jak Ci to tak bardzo leży na sercu, także były wspierane w tym, aby osiągnęły najwięcej na co je (genetycznie) stać. Czyli żeby inteligentnym dzieciom z biednych rodzin pomagać zostawać profesorami a mniej lotnym dzieciom z biednych rodzin pomagać zostać szczęśliwymi sprzątaczami ulic.

* * *

Bardzo podoba mi się, że moderator forum rozpoczyna swój post od "co ty pierdolisz" :)

Profil nieaktywny
nick_na_emito
#919.12.2013, 14:33

Może inaczej, bo niezbyt przejrzyście to napisałem.

Jeżeli Borys postuluje to, co ja rozumiem z tego co on mówi, czyli żeby zamiast "równać w dół" pomagać każdemu wycisnąć maksimum (obojętnie, czy jest to bycie profesorem, księgowym czy zamiataczem) ze swojego "genetycznego potencjału" (piszę to w cudzysłowie, bo to jest uproszczenie), to tak długo, jak każdy będzie miał równe szanse w "wyciśnieciu maksimum ze swojego potencjału" niezaleznie od grupy społecznej z której pochodzi i sytuacji finansowej rodziców, ja podpisuję się pod tym obiema rękami.

radnor
26 173 16
radnor 26 173 16
#1019.12.2013, 14:35

Problem w twojej dziurawej teorii jest taki, że intelekt wcale nie idzie w parze z bogactwem.

Duncan Bannatyne - biedna, wielodzietna rodzina, ojciec to typowy przedstawiciel klasy robotniczej, skończył szkołę w wieku 16 lat. Efekt - od zera zbudował sieć hoteli, siłowni, angażuje się w działalność charytatywną.

Paris Hilton - bogaty ojdziec, dostęp do prywatnej edukacji i czego jeszcze zapragnie. Efekt - naćpana wylewa się z limuzyny bez majtek dla rozgłosu.

To jak, pomagać takim Duncanom, czy spisać ich na straty bo przecież to genetycznie upośledzona bieda i ładować pieniądze w dzieci z bogatych rodzin?

Profil nieaktywny
nick_na_emito
#1119.12.2013, 15:01

Problem z Twoim rozumowaniem jest taki, ze ja NIGDZIE (ani, z tego co rozumiem Borys) nie pisałem, że intelekt idzie w parze z bogactwem. Niezależnie od stanu Twojego konta masz wyraźne problemy z czytaniem ze zrozumieniem, ponieważ wyraźnie oddzielam predyspozycje genetyczne od sytuacji społeczno-polityczno-finansowych danych jednostek.

Dlatego cała Twoja argumentacja jest całkowicie bezproduktywna bo jest nie na temat a demagogiczny przykład z Paris i Duncanem naciągany. Ale możemy go troszkę urealnić, bo w Twoim przykładzie na przeszkodzie stoi to, że Paris Hilton, jak sam zauważyłeś, uczyła się prywatnie.

Weźmy takiego Duncana i słynną Oksanę z internetu, co to ją interesują chłopaki dyskoteki i ogólnie takie takie.

Co jest lepszym rozwiązaniem:
Dbanie żeby i Duncan, i Oksana osiągnęli TYLE SAMO?
Czy dbanie o to, żeby Duncan osiągnął najwięcej, na ile go stać i Oksana najwięcej, na ile ją stać? Nawet jeśli okae się, że Duncan zostanie biznesmenem odnoszącym sukcesy na światowym rynku a Oksana fryzjerką w Pcimiu dolnym?

Pójdę jeszcze krok dalej: jeżeli Oksanie się bedzie wmawiać w szkole, że nalezy jej się od życia tyle samo ile sie należy Duncanowi, to nigdy nie będzie szczęśliwa. Ale jeżeli pogodzimy się z tym, że ludzie są różni i mają różne potencjały, to Oksana będzie mogła być bardzo szczęśliwą właścicielką fryzjerskiego salonu i realizować się w tym.

radnor
26 173 16
radnor 26 173 16
#1219.12.2013, 15:34

Niczego nie oddzielasz, przeczytaj jeszcze raz swoje posty i nie odwracaj kota ogonem.

Prawda jest taka, że kraje gdzie różnice stara się zniwelować i pomagać tym najmniej zdolnym, są jednocześnie krajami najlepiej rozwiniętymi gospodarczo, kulturalnie i obywatele są najbardziej zadowoleni ze swojego życia. I wciąż nie widać milionów emigrantów ze szwecji uciekających do polskiego piekiełka, gdzie pupilek nauczyciela żyje jak pączek w maśle, podczas gdy ucznia zostającego w tyle olewa się i zostawia na następny rok.

Profil nieaktywny
nick_na_emito
#1319.12.2013, 16:02

Oczywiście, że oddzielam. Ponieważ staram się wspierać każdego w ramach jego możliwosci intelektualnej, dla takich jak Ty, którzy nie umieją czytać ze zrozumieniem, umieściłem nawet graficzny separator w postaci trzech gwiazdek :)

Po raz kolejny: nigdzie nie mówię (ani Borys) żeby nie pomagać najmniej zdolnym. Mówię natomiast, aby pomagać KAŻDEMU osiągnąć to, co dla niego jest osiągalne. a nie o takim pomaganiu, żeby wszyscy wyszli tacy sami jak od linijki.

Zanim zaczniesz powoływać się na Skandynawię, poczytaj troszkę choćby o fińskim systemie edukacji, który jest bardzo elastyczny i w którym nauczyciel ma znacznie większą swobodę niż polski jeśli chodzi o dostosowywanie programu do potrzeb i możliwości konkretnego dziecka.

Już jesteś nudny z tymi swoimi próbami imputowania mi rzeczy, których nie mówię. Szkoła w której pupilek nauczyciela ma jak pączek w maśle a klasowy głupek jest traktowany per noga i zostawiany na drugi rok nie jest dobrym rozwiązaniem. Jednak, jak zauważył Borys szkoła w której najzdolniejszy uczeń w klasie jest zaniedbany, bo nauczyciel nie ma na niego czasu bo musi pomóc nagłupszemu uczniowi w klasie też nie jest dobbrym rozwiązaniem.

Najlepsza jest szkoła taka, jaką mają np. w Finlandii (w tej prawdziwej, a nie w tej którą sobie wymyśliłeś) w której nauczyciel pomaga w równym stopniu obu uczniom aby maksymalnie rozwinęli swój potencjał, choć wie, że wyniki będą różne.

MakasUK
78 455
MakasUK 78 455
#1419.12.2013, 17:22

No prosze, to jednak RM potrafi napisac cos z sensem

MakasUK
78 455
MakasUK 78 455
#1519.12.2013, 17:24
Profil nieaktywny
nick_na_emito
#1619.12.2013, 17:59

Potrafi? To daj linka, chętnie przeczytam :)

kijevna
18 941
kijevna 18 941
#1719.12.2013, 19:23

na czuja to trzeba by sięgnąć po oryginał wypowiedzi, ale mi się nie chce... tezy są do obalenia w 5 minut, jako, że nie ma prostego przełożenia tej 'wybitnej bystrości' czy tam IQ na sukces, nawet dodając determinację, pracowitość i inne takie naiwne bajeczki. Czasem to wystarczy, przeważnie trzeba duzo więcej, mam lenia i nie będę szukac linków do prawników szantażystów, Wall Martu, który płaci głodowe pensje pracownikom szeregowym, a tworzy komórkę doradzającą im jak się załapac na pomoc od państwa, bakierom, którzy (prawdopodobnie) doprowadzili do bankructwa małe firemki, zeby je odkupić za bezcen i rozkręcić.... Ci z mniejszym IQ mają płacić za promowanie takich bogacących się? i jeszcze klaskac? i co jeszcze?

Infidel
14 242
Infidel 14 242
#1819.12.2013, 19:58

Polacy, wodka sie ociepla, szkoda gadac.

Arthur_L
1 298 3
Arthur_L 1 298 3
#1920.12.2013, 06:01

Ta lewacka szuja jest w partii konserwatywnej?

Profil nieaktywny
nick_na_emito
#2020.12.2013, 15:32

kijevna: no właśnie mi się chciało... ;-) Tezy randora i autora artykułu są do obalenia w 20 sekund, bo wystarczy posłuchać co sam Borys miał na myśli...

Natomiast to wcale nie znaczy, że ja się z Borysem we wszystkim zgadzam, natomiast nie podoba mi się próba przyprawiania mu gęby i wmawiania mu rzeczy których nie mówił.