szlachetnie to było dopiero za drugim razem, kiedy zapytałeś czy ktoś chciałby z Tobą jechać. Twoje pierwsze pytanie, czy kogoś podwieźć za niewielką opłatą, było według mnie próbą obniżenia kosztów tego przejazdu i ze szlachetnością nie miało nic wspólnego. Czy to szlachetny odruch kiedy ktoś jedzie do Polski samochodem i daje ogłoszenie: mogę kogoś zabrać, koszt 50 funtów?, Czy to szlachetny odruch kiedy ktoś przywozi Ci papierosy za 3 funty/op.? Nie, to są interesy. Zapytam: Co jest z tymi Polakami, że nawet wracając z lotniska do miasta i żądając za podwiezienie pieniędzy uważają że mają k...a ludzkie odruchy a motłoch tego nie rozumie? Czy już wszystko się Wam pomieszało?
Dzozef - bardzo latwo - tylko musisz spelnic odpowiednie warunki klimatyczne w terrarium - czyli tropikalne cieplo z czestym nawilzaniem , a jada tylko warzywa typu duuuuzo calaty , kapusty pekinskiej , owoce egzotyczne trzeba tez pamietac o witaminie D - jest bardzo wazna - czesto kapac lub bardzo dobrze zraszac wrecz zlewac , bo iguana zrzuca skore i wilgoc jej w tym pomaga.Aha i w nocy lampa UV.
elastyczny.jozef: nie, to jest nie dużo, jest taniej niż bus, i nie mówię, że to nie fair, ale.... ja nie nazywam tego pomocą. To mniejszy koszt dla multigada o £2 na tej trasie.multigad: OK, to niewiele i opłacałoby się jechać, ale... sam przyznajesz, że chciałeś pomniejszyć koszty przejazdu. To nie pomoc, tylko interes. Skoro i tak jechałeś i chciałeś komuś pomóc to ta Twoja druga propozycja była rzeczywiście szlachetna. Ta bardzo mi się podoba, ale masz rację, że to tak niespotykane, że aż dziwne i mimo wszystko i tak nikt nie chciał jechać. Ponieważ powszechna jest ta pierwsza postawa, więc nikt pewnie Ci nie uwierzył, że tak po prostu chcesz za darmo coś dla kogoś zrobić. Sami do tego doprowadziliśmy tutaj i niestety w Polsce też.
a ja kiedys zapytalam po przelocie do Prestwick czy kogos zabrac do Ediego, bo mialam samochod na parkingu i dwoje ludzi skorzystalo (sami zaproponowali pare zlotych za podwozke, ale juz na miejscu), moze faktycznie ktos mial obawy?? ja jechalam z dzieckiem, no i baba jestem, to nie wygladalo groznie:-)
1971 - zgoda, chciałem zmniejszyć koszty przejazdu, bo to nie male autko, ale limuzyna z klimą i te 12 literków sobie siorbnie, ale tak jak mówiłem dowiózł bym ludzi z bagażami na miejsce, tak pojechali autobusem na buchanan, a stamtąd pewnie objuczeni podreptali na postój taksówek.Tak czy siak dołożyłem do tego 3 funty i nikt nie skorzystał.Pewnie bym tego nie próbował, gdyby nie to że kiedyś sami do mnie podeszli młodzi ludzie i spytali czy jadę przez glasgow i czy nie mógłbym ich zabrać, ale nie mają kasy. Podwiozłem ich pod hałupę, no bo na autostradzie ich nie wysadzę przecież.Podziękowali ładnie i ok. Ale oni nie mieli kasy to była młoda para co prawie w ciemno zaryzykowała wyjazd do Szkocji, nawet jakby chcieli mi dać , to bym nie wziął. A Ci mieli kasę, tylko nie chcieli żeby ktoś inny zaoszczędził, typowa polska zawiść i tyle.
Podobna historia, końcówka zeszłego roku, mały kościół Glasgow, zainspirowany kazaniem (o solidaryzacji i wzajemnej pomocy). Po mszy pełno ludzi tłoczy się przy wejściu ,pogoda nie nastraja na spacer nawet na przystanek, więc pytam się głośno. „Przepraszam, mogę kogoś podwieźć jadę przez centrum, dennisoun, parkhead, jest ktoś, chętny ?” zapadła chwila ciszy, kilka spojrzeń typu akwizytor, ktoś tam z tyłu zaczął się śmiać, zerowy odzew. Teraz już nie zadaje głupich pytań.
Miałem wczoraj zadziwiającą przygodę;
Odwoziłem syna na lotnisko, leciał do katowic o 14.15, Pożegnałem się z nim gdzieś tak o 13. 40, i przypadkiem spojrzałem na rozkład lotów, o 14,00 miał lądować samolot z Polski, pomyślałem wracam pustym autem, zabiorę kogoś po drodze. Napisałem sobie kartkę, no długopisem bo nic innego przy sobie nie miałem, że jadę w takim kierunku, przez Glasgow i mogę podwieżć. Nie było zainteresowanych, podszedłem na przystanek kolejki i autobusu jadącego do Glasgow i nawe głośno pytam czy ktoś się chce zabrać,
Ktoś burknął;
- za ile?
Mówię;
dorzucicie się coś do paliwa i załatwione, i tak wracam pusty.
W końcu dwu się zdecydowało, umówiliśmy się że pójdę na parking po samochód a oni poczekają na przystanku bo po co mają się wracać z bagażami.
Zapłaciłem za parking 4,50 (a mogłem pojechać od razu i zapłaciłbym funta), podjeżdżam na przystanek, a tam już podjechał autobus, i goście wsiedli już do autobusu.
Pytam czy ktoś inny chce jechać?
I znowu słyszę burknięcie - Nie autobusem mamy taniej.
Już miałem na końcu języka coś brzydkiego,ale myślę ludzie biedni dopiero co przyjechali może, więc pytam grzecznie;
zabiorę za darmo i tak jadę w tę stronę.
I słyszę - Nie nie trzeba.
I pomagaj tu rodakom.
Mam to gdzieś, następnym razem pakuję się w samochód i wracam do domu.