walbrzych,ah te kochane miasto-krety(prze 7 lat widok z okna autobusu),homo sovieticus,arizona drim,kloszardzi,lenie,walka z bezrobociem po polsku,bilet w 2 stony-jedna za granice-druga na majorke na urlop,emigtracja -tylk odziwne ze wszyscy o takich samych żolądkach co homo zlodziejus-politykus.
ja to widzę tak; przez ostatnie 12 lat rządów sld, w polsce było jak w raju. Bezrobocie było zerowe, tolerancja była, i zarobki rosły niemal z dnia na dzień. I nagle przyszły kaczory i ten raj spieprzyły w 3 miesiące tak że trzeba z kraju uciekać.
Jakby się UK za milera otworzyło, to nikt by nie wyjechał?
hedonista: z niejednego pewnie wyleciałeś za język, zapanuj trochę nad słownictwem. dzięki z góry.a czy tchórzostwo - sprawa indywidualna. jeden ucieka, drugi po prostu chce pożyć trochę w innym kraju, innej kulturze, wśród innych ludzi. nie każdy, kto wyjechał, zrobił to wyłącznie dla pieniędzy. nawet, gdybym zarobił w polsce te 4kzł miesięcznie, nie wrócę. powód prosty - lubię mieszkać z francuzami, na frytki chodzić do znajomego turka i pogadać ze szkotami w pracy, choćby o dupie maryni. lubię też szczery uśmiech w urzędzie, uprzejmych policjantów i edynburskie puby. nie traktujcie każdego jedną miarą, znam ludzi, którzy żyją tu, bo kochali szkocję odkąd sięgają pamięcią i za żadne pieniądze do kraju nie wrócą. czy są tchórzami?popatrzcie na inne kraje - ci ludzie podróżują. najczęściej na australijczyków w trasie wpadam, nie wiem, dlaczego akurat oni. rok, dwa jeżdżą po świecie, popracują kilka miesięcy i dalej przed siebie. ich też tchórzami nazwiecie? heh..
co do usmiechajacych sie policjantow, sprzedawcow w sklepach.. oni maja
powody do radosci, natomiast pani na kasie w markecie w polsce przy
wyplacie rzedu 700 zl ma ich mniej, albo wcale wiec pewnie dlatego
ludzie tam rzadziej sie usmiechają
nie uwazam ze wyjazd do uk to tchorzostwo..masz swoje poglady okey
ale kazdy robi co uwaza, wiec to indywidualna sprawa
co mi po kraju w ktorym nie mozna godnie zyc (przynajmniej dla wiekszosci)
wiec poki co moim krajem jest i bedzie anglia..
a polka jestem i bylam, nie wstydze sie tego. ale w sercu
hedonista: tak swoją drogą - dopiero co szukałeś pracy dla "operatora powlekarki diofanem". rozumiem, że chcesz pracować w Szkocji, skoro na tym forum o pracę pytałeś?jak to się ma to twojego patriotyzmu? jak to się ma do tchórzostwa? wybierasz się jednak do nas? zapowiada się kolejny osobnik, który wyzywa na czym świat stoi na Szkocję, ale wrócić do kraju nie wróci. zapraszamy!
radnor to byl moj pierwszy post,zreszta nawet nie znam angielskiego na tyle aby przetlumaczyc "bobiniarke" :-) Napisalem wczesniej ze dopiero na Waszym forum zrozumialem ze jestem dupkiem,ktory chce opuscic ten piekny kraj! Juz nie chce! Bede tu zyl na przekor Wam latwym ludziom!I nie chcialem wyjezdzac dla pieniedzy,tylko dlatego ze kocham moja dziewczyne i kurewsko za nia tesknie! Jezeli mozesz to zrozumiec to ok,jezeli nie to wez i mnie wypierdol!
MartaB: już kiedyś pisałem o ciekawym zjawisku, specjalnie powtórzę. :)otóż żyjemy tu sobie szczęśliwie. nie mamy pretensji do nikogo w kraju, nie nazywamy go tchórzem, czy nieudacznikiem dlatego, że nie wyjechał. a co i rusz pojawia się jakiś hedonista ze swoją teorią odnośnie nas - emigrantów. żyj i daj żyć innym, nikt Tobie nie każe wyjeżdżać, to i ty nie truj nam o powrocie. szczególnie, że jeszcze w Szkocji nie byłeś, więc raczej niewiele o życiu tutaj wiesz.
sluchaj hedonista..troche kultury by ci sie przydalo
po co od razu te ostre slowa? nie potrafisz inaczej sie porozumiec? przeciez to dyskusja, po co te nerwy
rob co uwazasz, twoja sprawa jak najbardziej, my nie mowimy o tym ze to
zly czy dobry wybor, kazdy ma prawo robic co mu sie podoba nie?
chcesz to zostan w polsce...
co do rozlaki, to rozumiem ze tesknicie bo ja tez jestem w podobnej sytuacji i to juz 6 miesiac, ale uwierz da sie z tym zyc
rozlaka kiedys sie konczy i w koncu jest sie razem
a przynajmniej masz wieksze perspektywy poza granicami kraju
rob jak uwazasz..twoje zycie ale nie naskakuj na innych tylko dlatego ze maja odmienny punkt widzenia..
przypomniała mi się pewna audycja w RM, słuchałem tego kiedyś sporo w pracy, z ciekawości ludzkich obyczajów.tradycyjna już katolicko-patriotyczna pogadanka. do radia zadzwonił staruszek, dobre 10 minut opowiadał o swojej miłości do ojczyzny. nawyzywał na 'tę dzisiejszą młodzież', która za grosz szacunku do Matki Polski nie ma i temu podobne wyświechtane frazesy. Po czym zapytany skąd jest odpowiedział, że mieszka w Kanadzie. uśmialiśmy się z szefem do łez. :-)ot, obraz polskiego Patriotyzmu. przez wielkie P.
hedonista..
a co do pieniedzy to poznasz ich prawdziwa wartosc jak kiedys zalozysz rodzine..
bo prawda jest taka ze poki jakis problem cie bezposrednio nie dotyczy to nie wiesz jak to jest..
powiedzmy ze sie ozenisz ze swoja dziewczyną, bedziecie miec dziecko i
bedzie wam brakowac kasy? ciekawa jestem jak dlugo bedziecie zyc tylko
dzieki milosci?uwierz mi mam kilkoro znajomych ktorym na codzien
brakuje do pierwszego. i nawet najlepszy zwiazek szwankuje w takich
sytuacjach, to naturalne
i co dalej powiesz ze dla pieniedzy bys nie wyjechal ?
bo my wlasnie dlatego zdecydowalismy sie wyemigrowac...tez nam nie bylo latwo, maz pojechal jak nasza mala miala niecaly roczek?
i co? cos sie zmienilo?
jasne..za dwa miesiace jedziemy do niego.. ma dobra prace..kupil sobie
samochod, mamy pieniadze na koncie..bardzo ladne i komfortowe
mieszkanie i poczucie bezpieczenstwa..
bylo ciezko na poczatku..ale teraz sa jakies perspektywy
za rok mozemy wyjechac na wczasy na majorke, jak wiekszosc emigrantow
a w polsce?
dorobilabym sie mieszkania za nascie lat i patrzyla na zmeczone twarze ludzi itp..
takze nie mow mi o tchorzostwie, pomysl o swojej przyszlosci..
hehe, MartaB: ja zawsze mówiłem że "pieniądze szczęścia nie dają" wymyślił jakiś przećpany hipis.guzik prawda. ja nie mam zamiaru patrzeć w oczy swojego dzieciaka, kiedy będę mu tłumaczyć, dlaczego nie dostał roweru na gwiazdkę, albo w tym roku nie pojedziemy razem latem na wakacje, bo tatuś musi wziąć nadgodziny, żeby kredyt za M3 spłacić.we wszystkim trzeba mieć umiar, ale stracić życia na liczenie rachunków przy kuchennym stole zamiaru nie mam. kto chce, droga wolna.
http://wiadomosci.onet.pl/1340981,2677,1,1,kioskart.html