mysle,ze zycie polega na szukaniu tego sensu,znalezieniu, traceniu go i tak w kołko... żadko kiedy ludzie mają jakis staly sens jak np zalozenie rodziny, wszystko to sie zmienia w zaleznosci od naszych doswiadczen, to co sie w naszym zyciu dzieje, wplywa na to co bedziemy uwazali za sens naszego zycia... Nie spotkalam jeszcze czlowieka ktory wie jaki ma sens jego zycie i co jest tym sensem... gdybysmy odnalezli wszystko zycie nie bylo by takie ciekawe ;) przynajmniej ja wychodze z tego zalozenia i w podobny sposob kieruje moim zyciem. Nie wiem czy to jest dobre, czy zle, wychodzi to raczej samoistnie ;)
szukając właśnie sensu czegoś w czym trwamy latwo zatracić radość jaką powinniśmy czerpać z tego trwania. Zadając sobie takie pytania niektórzy dochodzą do wniosku, że życie jest do niczego, że nie warto żyć, że to jakaś utopia czy grom wie co jeszcze. A życie to poprostu życie i może być na tyle piękne i dobre na ile mu pozwolimy.
Czy można stworzyć definicję sensu życia? Mówi się o tym, często się o nim słyszy... Ale czy każdy go ma?