Zajaczek spotkal zyrafe i mówi: -Ale ty masz dluga szyje zyrafo... jak to jest z taka szyja? - Wiesz zajaczku to jest narawde fajna sprawa. Z taka dluga szyja moge zrywac z drzew najwyzej polozone i najbardziej naslonecznione listki a potem tak fajnie laskocza mnie w gardlo metr po metrze, a jak pije wode to ona tak fajnie splywa mi po przelyku chlodzac cale gardlo... to naprawde fajna rzecz taka dluga szyja....Zajaczek mysli, mysli i nagle pyta:- A rzygalas kiedys?
No dobra wkleje ale mi sie podoba: W pewnej malej angielskiej miescinie byl sobie ksiadz, który oprócz obowiazków duszpasterskich, lubil hodowle drobiu. Któregos jednak dnia ksiedzu zginal kogut. Poczatkowo ksiadz myslal, Ze kogut po prostu uciekl, jednak minal jakis czas, a koguta nie ma. Ksiadz zmartwil sie doszedl do wniosku, ze mu ukradziono koguta. Po niedzielnej mszy, kiedy wierni zbierali sie juz do wychodzenia, ksiadz ich powstrzymal: -Mam jeszcze jedna, bardzo wstydliwa sprawe do zalatwienia. (W tym miejscu nalezy wyjasnic, ze po angielsku slowo cock znaczy kogut, ale moze tez oznaczac meskiego czlonka). - Chcialbym spytac, kto z tu obecnych ma koguta? (Wszyscy mezczyzni wstali) - Nie, nie - to nieporozumienie. Moze spytam inaczej, kto ostatnio widzial koguta? (wszystkie kobiety wstaly)- Oj, nie, to tez nie o to chodzi, moze wyraze sie jeszcze jasniej, kto ostatnio widzial koguta, który do niego nie nalezy? (polowa kobiet wstala)- Parafianie - nie rozumiemy sie, spytam, wprost - kto widzial ostatnio mojego koguta? (Wstal chórek chlopiecy, ministranci i organista)
Dwaj Rosjanie jada pociagiem transsyberyjskim. Wyszli na korytarz zapalic. Jeden mowi:- Zdrastwuj, kuda jedjosz? Drugi: - O ja jedu iz Maskwy w NowysybirskPierwszy na to:- Charaszo, a ja jedu iz Nowowosybirska w Maskwu...Pala dalej patrzac sie w zamysleniu w okno i po pewnej chwili jeden z nichmowi na to z zachwytem w glosie: - Wot kurwa tiechnika!
SEX LOKOMOTYWASluchaj dziewczynko! - Ona nie slucha.Przesunal wiec reke od piersi do brzucha...Buch! Jak goraco!Uf! Jak goraco!Tyzes to w nocy? Tyzes Jasienku?Jam twa najdrozsza! Wiec wchodz pomalenku!...I wszedl w nia powoli, jak zólw ciezaleRuszyl - dwa razy - wolniutko, ospale.Szarpnela sie troche, przyciagnal z mozolem,Nogami sie zaparl o krzeslo za stolem,I teraz przyspieszyl, i gna coraz predzej,I dudni i stuka, lomoce i pedzi.A dokad? A dokad? A dokad? Na wprost!(kleczala wygieta w pozycji \"na most\")A on w te szpare, w ten tunel, w ten las,I spieszy sie, spieszy by zdazyc na czas.Az lózko turkocze, i krzeslo tez puka,A Jasiu ja puka, puka i puka.Tak gladko, tak lekko, tak calem za cal,Wyjmowal i wkladal ten narzad jak stal.A ona spocona, zziajana, zdyszana,Legla na plecach, uniosla kolana,Zdziwiona tym wszystkm, co sie z nia dziejePyta sie Jaska, pyta i smieje;A skadze, a jakze, a czemu tak gnasz!?A co to to, co to to mi pchasz!?Ze wali, ze pedzi, ze bucha buch buch!!Ach jakze, ach jakze ja lubie ten ruch!I gna ja, i pcha ja i akcje swa toczy,I tloczy ja Jasiu uroczy, tloczy.Nagle - swist!Nagle - gwizd!Buchnelo - Buch!I stanal juz ruch.Oj gdzie mi zniknales!Chce jeszcze Jasienku!Próbuje go znalezc reka po ciemku.A on juz bez ducha, maly, skulony,spi nieboraczek, choc akt nie skonczony.Wiec strzela biedna wokolo oczyma,Dziwi sie temu, co w rece swej trzyma.I placze, narzeka na los swój niewiesci,I w koncu sie sama ze soba piesci.A Jasiu? Znal prawdy nieznane dla ludu.Przeczytal Wislocka, chcial teraz cudu.Sadzil, ze starczy ta szybkosc, ten ruch,Technika, pozycja i owo \"buch buch\".By zone rozpalic do ognia bialosci.A ona pragnela tez innej milosci.Milosci zawartej w spojrzenia iskierce,Wiec Jasiu - prócz kuski - miej takze serce!
Pani w szkole podstawowej pyta malego Kulczyka:- Jasiu, kim chcesz zostac jak dorosniesz?- Biznesmenem!- Jasiu, u nas nie ma biznesmenów. A Ty, Olku? - pyta pani Kwasniewskiego.- Prezydentem!- Alez Olku, u nas nie ma prezydentów! A Ty Wolodia? - pyta pani Alganowa.- A ja to wszystko kolegom zalatwie!
Kobieta dzwoni do radia:- Dzien dobry, chcia3am powiedziea, ?e znalaz3am dzi? rano portfel. W ?rodku by3o trzy tysi1ce z3otych w gotówce, oraz czek na okaziciela opiewaj1cy na sume 10.000 euro. By3o te? prawo jazdy na nazwisko Stanis3aw Kowalski, zamieszka3y przy ulicy Koszarowej 15 m 6 w Warszawie. I mam w zwi1zku z tym gor1c1 pro?be:- Prosze panu Stasiowi pu?cia jaki? fajny kawa3ek z dedykacja ode mnie
Samochod. Jedzie facet z zona. Dopuszczalna predkosc 100 km/h. Facet jedzie mniej wiecej z ta predkoscia. Zona rozpoczyna monolog:- Juz cie nie kocham. Po dwunastu latach po slubie chce rozwodu.Samochod przyspiesza do 110 km/h. - Kocham Kazia, twego najlepszego przyjaciela. 120 km/h.- Chce rozwodu!130 km/h.- Zabiore dzieci!140 km/h.- Chce dom i samochod!150 km/h.- Chce, zeby wszystkie karty kredytowe i akcje byly na moje nazwisko. A czego ty chcesz? Odezwij sie wreszcie.- Ja juz mam wszystko, czego potrzebuje!200km/h.- Tak? A co ty takiego masz?!Maz, zjezdzajac na przeciwny pas jezdni, cedzi przez zeby:- Poduszke powietrzna...
a w nocy - do drzwi Leppera puka narabany jak bela gosc. Endrju otwiera:- (piiiiiiiip) , czego pan chce o tak poznej porze?!- Chccee wstapic do Samoobrony i to od zaraz - chwiejnym glosem zakomunikowal...- Panie, jest a w nocy, przyjdz pan jutro rano do biura poselskiego to sie pan zapiszesz, przynies pan zdjecie i nie bedzie problemu, ale nie o iej w nocy- Nie ma mowy, ja chce teraz i juz, od zaraz - zdjecie mam przy sobie...- Nie no, ale panie daj pan spokoj - tlumaczy sie przewodniczacy nie mam w domu drukow, pieczatek itd. (zapomnial wspomniec o klopotach z pisaniem) - przyjdz pan do biura.- Nie rusze sie stad, do rana bede stal, a zostane czlonkiem Samoobrony...Przekomarzal sie tak bita godzine - Endrju zmiekl, wyciagnal z szafki wszystkie niezbedne dokumenty - gosc je wypelnil, otrzymal legitymacje i zadowolony jak dziecko juz mial isc do domu - przewodniczacy jednak zatrzymal go i pyta goscia, dlaczego mu tak zalezalo na wstapieniu w szeregi Samoobrony...- A bo panie to bylo tak:Wrocilem wczesniej z delegacji, wchodze do domu, patrze, a tu zona na srodku pokoju bzyka sie z sasiadem, wchodze do pokoju corki, a ta ostro zabawia sie z dwoma facetami na raz, wpadam do pokoju syna, a ten w najlepsze ze swoim kolega z lawki... Stanalem na srodku pokoju i wrzasnalem na cale gardlo:- TACY JESTESCIE, TAK? TO JA WAM KU*** TERAZ WSTYDU NAROBIE!
ewne malzenstwo wskutek wypadku znalazlo sie na bezludnej wyspie.Przebywali tam juz kilka lat, az pewnego dnia fale wyrzucily na brzeg mlodego mezczyzne. Nowy rozbitek i zona od razy wpadli sobie w oko, jednak nie bylo mowy o zadnym intymniejszym kontakcie, gdyz w poblizu zawsze byl maz kobiety, dlatego tez musieli opracowac sprytny plan. Maz ów, swoja droga, tez byl zadowolony z nowego towarzysza niedoli, w swej bystrosci obliczyl bowiem, ze zamiast dwóch 12-godzinnych zmian na wybudowanej przez rozbitków wiezy, mozna bedzie ustanowic trzy zmiany 8-godzinne. Do pierwszej zmiany zglosil sie na ochotnika "nowy". Tymczasem malzenstwo wzielo sie do rozpalania ogniska. Najpierw zaczeli ukladac krag z kamieni. W tym momencie z góry dobiegl glos: "Ej, bez seksu tam prosze!". Na to para z dolu: "Alez my nic nie robimy!".Po chwili para zaczela ukladac w kamiennym kregu kawalki drewna. I znowu z góry dobieglo glosne: "Ej, bez seksu tam prosze!". A para znowu: "Alez my nic nie robimy!".Pózniej malzenstwo zabralo sie do ukladania na drewnie lisci palmowych. "Nowy" z góry na to: "Ej, mówilem BEZ SEKSU". A malzenstwo jeszcze raz: "Alez my nic nie robimy".Po osmiu godzinach na wieze udal sie maz. Ledwie doszedl na góre, spojrzal w dól i pomyslal: "Kurcze, stad faktycznie wyglada, jakby sie bzykali"..
Na biurku Saddama H. odzywa sie telefon.- Slucham - mówi Saddam.- Saddam? - odzywa sie belkotliwy glos z silnym akcentem - sluchaj, jestem Paddy, czyli rozumiesz, Irlandczyk. Strasznie mnie wkurwiasz dlatego wypowiadam ci wojne.- Tak? - zamyslil sie Saddam - a ile ty masz zolnierzy?- Nooo.. jestem ja, mój szwagier i nasi koledzy od rzutek z pubu - w sumie osiem osób!- Ale ja mam 1 600 000 wojska!- Tak? To ja jeszcze zadzwonie, tylko sie naradze.Za tydzien na biurku Saddama znów dzwoni telefon- Saddam? Znowu mówi Paddy, pamietasz. Ja w sprawie tej wojny, cosmy ci wypowiedzieli. Poczynilismy pewne przygotowania i mamy sprzet.- Tak? A jaki mozna wiedziec?- Kosiarke do trawy, traktor ogrodowy i dwa kije do bejsbola!- No... ale ja mam 20 tys. czolgów i 30 tys. transporterów opancerzonych, a od ostatniej naszej rozmowy zmobilizowalem dodatkowe pól miliona zolnierzy.- To wiesz co? Ja jeszcze musze pare rzeczy sprawdzic i ci oddzwonie.Za kolejny tydzien Paddy dzwoni znów:- Saddam? Wiesz ja jeszcze raz w sprawie tej wojny, cosmy ci ja wypowiedzieli. Wiesz co, zapomnij o tym.- O! A dlaczegóz to?- Bo wiesz, poczytalismy ze szwagrem konwencje genewska i doszlismy do wniosku, ze ni chu**a - nie wyzywimy dwóch milionów jenców...
Stoi zakonnica na szosie i zatrzymuje samochody. Nikt nie chce sie zatrzymac i podwiezc siostry. Deszcz, chlód, burza straszliwa. W koncu zatrzymuje sie piekna blondyna w czerwonym Ferrari i zabiera zakonnice. Ta szczesliwa stara sie nawiazac rozmowe:- Piekne auto, pewnie ma pani wspaniala posade, skoro stac pania na taki wóz.- A nie, nie, to mój kochanek mi je kupil.- Jak to, nie ma pani meza?- Nie, zyje w wolnych zwiazkach, lepiej na tym wychodze, np. to futro na tylnym siedzeniu dostalam od innego kochanka.A ta piekna bizuteria?- Ta jest od jeszcze innego.W koncu dojezdzaja do klasztoru, zakonnica wysiada smutna, ze jej zycie jest takie szare...Okolo 22 zakonnica zmówila wieczorny pacierz i kladzie sie do lózka, nagle ktos cichutko puka: puk, puk.- Kto tam?Zza drzwi dobiega szept:- To ja, ksiadz Antoni.A zakonnica na to:- A w dupe sobie wsadz te swoje bombonierki!
Szedł facet ulicą i zobaczyl nowy sklep. Mysli sobie - wpadne. Wita go mily, usmiechniety sprzedawca: - Dzien dobry, w czym mozemy panu pomóc, co chcialby pan kupic? Facet sie zastanowil i mówi: - Rekawiczki. - To prosze podejsc do tamtego dzialu. Facet idzie do wskazanego dzialu i mówi: - Potrzebuje rekawiczki. - Zimowe czy letnie? - Zimowe. - To prosze przejsc do nastepnego dzialu. Facet poszedl: - Dzien dobry, potrzebuje zimowe rekawiczki. - Skórzane czy nie? - Skórzane. - To prosze podejsc do dzialu nastepnego. Facet poddenerwowany podchodzi do wskazanego stoiska: - Chce kupic zimowe, skórzane rekawiczki. - Z klamerka czy bez? - Z klamerka. - Prosze podejsc do nastepnego stoiska. Facet juz wkurzony, ale idzie nic nie mówiac: - Potrzebuje rekawiczki, zimowe, skórzane, z klamerka. - Klamerka na zatrzask czy na rzepy? - Na rzepy. - Zapraszam do dzialu naprzeciwko. Facet nie wytrzymuje i wrzeszczy: - Prosze przestac nade mna sie znecac, dajcie mi rekawiczki i pójde sobie! - Prosze pana, prosze nabrac cierpliwosci, chcemy panu sprzedac dokladnie takie, jakie pan potrzebuje. Facet idzie dalej: - Prosze o rekawiczki zimowe, skórzane, z klamerka na rzepy. - A jaki kolor? Az tu nagle otwieraja sie drzwi do sklepu, wchodzi klient z sedesem swiezo wyrwanym z podlogi, od którego odstaja kawalki glazury, niesie go na wyciagnietych rekach, podchodzi do lady i krzyczy: - Taki mam sedes, taka glazure, dupe wam wczoraj pokazalem, dajcie mi papier toaletowy!