po wczorajszym szarpało mi dziś autem jak diabli, do tego wibracje na kierownicy i generalnie jechał, jakby miał się rozpaść. po nagrzaniu objawy trochę ustąpiły, ale i tak powyżej 20-30mph jechać się nie dało. myślę sobie ładnie kurna, wiskoze przegrzalem, albo jakies inne drogie cholerstwo w napedzie poszlo :/
wszystko naprawione kawałkiem gałęzi - wystarczyło wydłubać bryły zlodowaciałego śniegu z felg. widocznie roztopiło się po drodze do domu, w nocy spadło na dół felg i przymarzło na amen, przez co trzęsło samochodem, jakby doczepić pół kg odważniki na każde koło. :D
kiedy powtórka? przydało by się jakieś pachołki zaiwanić i tor z tego zrobić.
Panowie, ma solidnie sypac i mrozic wieczorem, mozna by sie grupowo poslizgac. Pytanie tylko gdzie?