pobrane z gonca:
Polacy pracujący w Wielkiej Brytanii z zaskoczeniem i oburzeniem
dowiadują się, że z zagranicznych zarobków muszą spowiadać się przed
polskim urzędem skarbowym. Zwłaszcza, że po przeliczeniu angielskich
pensji na złotówki okazuje się, że na wyrównanie rachunków z polskim
fiskusem trzeba czasem przeznaczyć małą fortunę. Spać spokojnie mogą
tylko ci, którzy wyemigrowali na dobre. Wyjeżdżający na saksy polscy
podatnicy mają czas do 30 kwietnia, żeby uderzyć się po kieszeni.
Wszystko zgodnie z literą prawa.
Obowiązujące w Polsce prawo mówi, że każda osoba, która na stałe
mieszka w kraju, bez względu na to, czy osiąga dochody na jego terenie,
czy poza jego granicami, podlega opodatkowaniu podatkiem dochodowym od
osób fizycznych. Aby osoby pracujące za granicą uniknęły podwójnego
opodatkowania, Polska zawarła umowy dwustronne z wszystkimi krajami
Unii Europejskiej. Problem w tym, że metoda odliczenia
proporcjonalnego, obowiązująca polskich podatników pracujących w
Wielkiej Brytanii jest dla tych ostatnich wyjątkowo niekorzystna.
Metoda odliczenia proporcjonalnego oznacza, że dochód osiągnięty
za granicą jest opodatkowany w Polsce, a od należnego podatku odlicza
się podatek zapłacony za granicą. Odliczenie to jest możliwe tylko do
wysokości podatku przypadającego proporcjonalnie na dochód uzyskany na
Wyspach. Przy zastosowaniu tej metody, obowiązek wykazania w rocznym
zeznaniu podatkowym dochodów uzyskanych za granicą istnieje zawsze, bez
względu na to czy podatnik uzyskał inne dochody w Polsce, czy nie.
Dodatkowo, jeśli Polak pracuje w Wielkiej Brytanii czasowo, ma
obowiązek wpłacenia zaliczki na podatek w wysokości 19 procent
osiągniętych za granicą dochodów, w terminie do 20 dnia miesiąca
następującego po miesiącu, w którym wrócił do kraju.
Jak to zrobić?
Zaczynamy od pomniejszenia uzyskanego za granicą przychodu o
przysługujące nam z tego tytułu diety. Należy nam się dieta za każdy
dzień wykonanej pracy, ale pomniejszenie przychodu nie może przekroczyć
30 diet rocznie. Uzyskaną kwotę trzeba przeliczyć na złotówki i odjąć
od niej przysługujące nam koszty uzyskania przychodów. W metodzie
odliczenia proporcjonalnego dochody uzyskane za granicą dodaje się do
dochodów uzyskanych w Polsce. Od ich sumy oblicza się podatek dochodowy
i od tego podatku odejmuje się kwotę podatku zapłaconego za granicą.
Jednak odliczenie podatku nie może przekroczyć części podatku, która
proporcjonalnie przypada na dochód uzyskany w Wielkiej Brytanii.
Skomplikowane? Prześledźmy całą procedurę na przykładach.
Jan Kowalski w Polsce był bezrobotnym, bez prawa do zasiłku. W
kwietniu 2005 roku wyjechał do Wielkiej Brytanii i przez pozostałe 9
miesięcy 2005 roku pracował tam, otrzymując wynagrodzenie w wysokości
£1900 miesięcznie (£1350 „na rękę"). Łącznie zarobił £17100. Na koniec
roku Jan Kowalski jest zobowiązany do złożenia zeznania podatkowego na
formularzu PIT 36. Przysługuje mu odliczenie 30 diet w wysokości £960.
Aby obliczyć przychód uzyskany przez Jana Kowalskiego w 2005 roku
należy odliczyć od niego diety i przeliczyć na złotówki comiesięczną
pensję podatnika według kursu średniego funta NBP do złotówki z dnia, w
którym ją otrzymał. Przychód uzyskany przez Jana Kowalskiego w 2005
roku wynosi więc, po odjęciu diet i kosztów uzyskania przychodu w
przeliczeniu na złote 95919,75 zł. Podatek, który Jan Kowalski powinien
zapłacić w Polsce wynosi (trzeci próg podatkowy): 17611,68 zł + 40%
nadwyżki ponad 74048 zł, czyli 26360,38 zł. Ponieważ podatnik nie
pracował w Polsce w 2005 roku, cała ta kwota przypada na dochód
uzyskany za granicą. Jan Kowalski zapłacił już od zagranicznego dochodu
podatek w wysokości 14600 zł. Po odliczeniu tej kwoty od podatku,
okazuje się, że podatnik musi dopłacić fiskusowi 11760 zł.
Jan Nowak w 2005 roku uzyskał dochody zarówno w Polsce, jak i w
Wielkiej Brytanii. Jego ośrodek interesów życiowych pozostaje w Polsce,
gdzie mieszka jego żona i córka. Jego dochód w Polsce wyniósł 5000 zł,
brytyjski dochód, po odliczeniu diet i przeliczeniu na złotówki wyniósł
60000 zł. Podatek od całości dochodu (65000 zł), który Jan Nowak musi
zapłacić polskiemu fiskusowi wynosi 14 897,28 zł. Jan Nowak zapłacił
już w Wielkiej Brytanii podatek w wysokości 4500 zł. Zanim odliczy tę
kwotę od należnego podatku w Polsce, musi sprawdzić czy nie jest to
więcej, niż podatek przysługujący proporcjonalnie na dochód uzyskany w
Wielkiej Brytanii wg polskiej skali podatkowej: (14 897,28 zł x 60 000
zł): 65 000 zł = 13751 zł. Ponieważ w tym przypadku wyliczona kwota
jest większa niż faktycznie zapłacony w Wielkiej Brytanii podatek, Jan
Nowak może odliczyć całą kwotę 4500 zł. Po przeprowadzeniu ostatniego
obliczenia: 14 897,28 zł - 4500 zł = 10397,28 zł okazuje się, że Jan
Nowak musi dopłacić polskiemu fiskusowi ponad 10 tysięcy złotych.
Kto ucieknie fiskusowi?
Kryterium decydującym o tym, gdzie należy rozliczyć się z podatku
jest stałe miejsce zamieszkania (co nie ma nic wspólnego z posiadanym
obywatelstwem czy zameldowaniem). Stałe miejsce zamieszkania jest
rozumiane jako położenie ośrodka interesów życiowych. Z polskim urzędem
skarbowym nie muszą mieć do czynienia osoby, które wyjeżdżając za
granicę przeniosły tam swoje centrum interesów życiowych. Co to oznacza
w praktyce? Ci, którzy mają ściślejsze powiązania osobiste i
gospodarcze z Wielką Brytanią niż z Polską - przeprowadzili się razem z
całą rodziną i dobytkiem - i zamierzają zostać tam na stałe mogą być
spokojni. Co ważne - przeniesienie ośrodka interesów życiowych nie musi
być jednoznaczne ze zmianą obywatelstwa, wymeldowaniem się w Polsce czy
sprzedażą mieszkania. Minusem przepisów mówiących o miejscu rezydencji
podatkowej jest brak precyzji. O ile miejsce zamieszkania podatnika
łatwo ustalić, o tyle „zamiar" pozostania za granicą na stałe trudniej
udowodnić. To, czy urząd skarbowy uzna, że przenieśliśmy swoją
rezydencję na Wyspy zależy od wielu czynników i – co gorsza – od
interpretacji urzędnika.
Osoby, które nie zostawiły w Polsce małżonka, dzieci, nie
prowadzą w kraju żadnych interesów i nie osiągają dochodów nie powinny
mieć problemów z przekonaniem fiskusa o tym, że są rezydentami
brytyjskimi. Ich centrum interesów życiowych zostało przeniesione na
Wyspy. Takie osoby mogą (chociaż nie muszą - jak poinformowano mnie w
Urzędzie Skarbowym Wrocław Krzyki) złożyć w polskim urzędzie skarbowym
deklarację o zmianie rezydencji podatkowej, powołując się na artykuł 4
umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania, którą Polska zawarła z
Wielką Brytanią w 1978 roku. Fiskus może poddać w wątpliwość
przeniesienie ośrodka interesów życiowych osoby, która pracuje poza
granicami kraju, ale w Polsce prowadzi liczne interesy lub jest
właścicielem gospodarstwa rolnego.
- Przepisy Unii Europejskiej mówią, że każdy jej obywatel może
sam sobie wybrać miejsce zamieszkania - mówi Ewa Manno z londyńskiego
biura Financial Republic. - Status rezydenta Wielkiej Brytanii uzyskuje
się po przepracowaniu tu 183 dni w roku. Jeśli osoba, która
przepracowała na Wyspach wymagane 183 dni deklaruje, że chce zostać tu
na stałe, moim zdaniem nie powinna mieć do czynienia z polskim urzędem
skarbowym. Powiem więcej - Jeśli ktoś pracował w Polsce i w środku
brytyjskiego roku podatkowego (który trwa od 5 kwietnia do 5 kwietnia
następnego roku) przyjechał do Wielkiej Brytanii z zamiarem osiedlenia
się tu na stałe, może przychody uzyskane w Polsce rozliczyć tutaj jako
Foreign Income i uzyskać zwrot nadpłaconego w kraju podatku.
Korzystając z okazji, odpowiem jeszcze na pytanie, które bardzo często
pojawia się w telefonach do mojego biura. Brytyjski urząd skarbowy nie
wysyła sam danych dotyczących podatnika do Polski, robi to dopiero na
prośbę ze strony polskiego urzędu. Rejestrując się w Inland Revenue nie
podajemy ani obywatelstwa, ani miejsca zamieszkania w Polsce (o ile
takie mamy). Skąd więc urząd miałby wiedzieć, dokąd wysłać nasze
dokumenty? Nie rozumiem, dlaczego z problemem podwójnego opodatkowania
borykają się tylko przedstawiciele nowej emigracji. Umowa między Polską
a Wielką Brytanią nie zmieniła się od prawie 30 lat, a dopiero po
wejściu Polski do Unii problem ujrzał światło dzienne. Co z tymi,
którzy wyemigrowali za chlebem 10 lat temu, zostawiając w Polsce
rodziny - czy ich problem nie dotyczy? Takich pytań pojawia się i
będzie pojawiać coraz więcej - dopóki polski rząd nie znowelizuje
niejasnej i krzywdzącej Polaków umowy.
Równi i równiejsi?
Według danych Ministerstwa Finansów, obecnie w Polsce obowiązuje 75
umów dwustronnych o unikaniu podwójnego opodatkowania, a szereg
kolejnych znajduje się w różnych fazach procesu ratyfikacyjnego.
Większość z nich nakazuje zastosowanie metody zwolnienia do rozliczeń z
polskim urzędem skarbowym. Metoda ta zakłada zwolnienie dochodów
uzyskanych za granicą z opodatkowania w Polsce.
Niestety, Wielka Brytania znajduje się, razem z Belgią, Danią,
Finlandią, Holandią, Szwecją, USA i Australią na krótkiej liście
krajów, z którymi umowy zakładają stosowanie metody proporcjonalnego
odliczenia. Umowa o unikaniu podwójnego opodatkowania została podpisana
w 1978 roku. Od tamtych czasów wiele się zmieniło – co najważniejsze,
Polacy mogą legalnie pracować w krajach Unii Europejskiej i bez
problemów przemieszczać się w jej granicach. Rozwiązaniem sytuacji
krzywdzącej ciężko pracujących na swoje funty Polaków byłaby zmiana
umowy. Zanim to nastąpi, Minister Finansów mógłby przyjąć rozwiązanie
tymczasowe. Na mocy art. 22 Ordynacji Podatkowej ma on możliwość
wydania rozporządzenia, w którym może zwolnić z podatku, jeżeli
przemawia za tym „uzasadniony interes publiczny lub ważny interes
podatników". Niewątpliwie takie działanie byłoby uzasadnione w
przypadku Polaków pracujących w Wielkiej Brytanii, którzy wyjechali, by
wspomóc swoje rodziny.
Taka regulacja obowiązywała już dwa lata temu, kiedy podstawę
opodatkowania w Polsce można było pomniejszyć o diety za wszystkie
przepracowane dni (a nie tylko 30) oraz o koszty zakwaterowania. Tylko
że dwa lata temu Polaków pracujących legalnie poza granicami kraju było
kilkakrotnie mniej. Wyjeżdżających do pracy po 1 maja 2004 roku
polskich obywateli nikt nie ostrzegł, że będą musieli dopłacać do
podatku. Rząd potraktował umożliwienie Polakom pracy w Wielkiej
Brytanii jako swój osobisty sukces, a jednocześnie najwyraźniej
zacierał ręce na myśl o większych wpływach z podatków do budżetu. Czy
nowy rząd i minister finansów Zyta Gilowska dostrzegą problem? Na razie
solidarnie opowiadają się za reformą systemu podatkowego i obniżeniem
podatków. W żadnej ze swoich wypowiedzi nowa minister finansów nie
porusza tematu opodatkowania Polaków mieszkających za granicą. Miejmy
jednak nadzieję, że rozliczne apele podatników tym razem odniosą
skutek. W końcu, jak mawiała Margaret Thatcher: „Jeśli chcesz, żeby coś
zostało powiedziane, idź do mężczyzny. Jeśli chcesz, by coś zostało
zrobione, idź do kobiety”.
********************
Rozmowa z Tomaszem Czuczosem, doradcą podatkowym z firmy Eurotax we Wrocławiu
- Czy Polacy pracujący za granicą mogą spodziewać się kontroli urzędu skarbowego?
- Polski fiskus jest tak słabo zorganizowany, zarówno pod względem
informatycznym jak i osobowym, że dowiedzieć się o naszej pracy za
granicą może właściwie tylko w przypadku donosu. Kontroli możemy więc
spodziewać się, jeśli uczynny sąsiad, kuzyn lub przyjaciel złoży na nas
doniesienie w urzędzie skarbowym. Takie sytuacje nie są wcale rzadkie -
co roku kilkaset tysięcy osób donosi na kogoś do aparatu skarbowego.
Problemy mogą zacząć się również wtedy, gdy sam podatnik uda się do
urzędu z prośbą o wyjaśnienia, czy powinien płacić podatek w Polsce.
Takie działanie może sprawić, że urząd weźmie go pod lupę. Sytuacja, w
której postępowanie w sprawie niedopełnienia obowiązku podatkowego w
Polsce rozpocznie się z powodu przesłania do Polski informacji o
zarobkach przez brytyjski urząd skarbowy jest na stan obecny, moim
zdaniem, niemożliwa. Mimo, że umowa między naszymi krajami zakłada
wymianę takich informacji, polski system nie ma fizycznej możliwości
odbioru takich danych. Może za kilka lat to się zmieni, ale prędzej
Sejm zmieni przepisy na korzyść pracujących za granicami rodaków.
Obecnie dopiero na wyraźne zapytanie polskiego urzędu skarbowego o
konkretną osobę, Inland Revenue może przesłać informacje, które zostaną
wykorzystane do skontrolowania podatnika.
- Jak uniknąć dopłacania do podatku w Polsce?
- Uniknąć zupełnego rozliczania się przed polskim fiskusem mogą
tylko te osoby, które wyjechały do Wielkiej Brytanii na stałe.
Problematyczna, bo zależąca od interpretacji urzędników urzędów
skarbowych jest kwestia rezydencji. Umowa o unikaniu podwójnego
opodatkowania mówi, że z obowiązku rozliczania zagranicznych dochodów w
Polsce zwolnione są osoby, które przeniosły za granicę centrum swoich
interesów życiowych. W praktyce wygląda to często tak, że jeśli
podatnik sam poinformuje urząd skarbowy, że zmienił miejsce
zamieszkania na Anglię, ten zaczyna szukać dowodów, że wcale tak się
nie stało. Najlepszą więc praktyką wydaje się być nieafiszowanie się,
choć oczywiście wyjeżdżając powinniśmy złożyć we właściwym urzędzie
skarbowym formularz NIP-3 z aktualizacją naszego miejsca zamieszkania.
- Z jakimi problemami najczęściej borykają się polscy podatnicy pracujący w Wielkiej Brytanii?
- Odkąd Polska weszła do Unii Europejskiej, do Wielkiej Brytanii
wyjeżdża coraz więcej Polaków. Codziennie mamy mnóstwo telefonów od
przerażonych podatników i coraz więcej klientów, których rozliczamy z
zagranicznych zarobków (taka usługa kosztuje 100 zł). Częsta jest
sytuacja, kiedy ktoś przepracował w Polsce kilka miesięcy, a pozostałą
część roku w Wielkiej Brytanii, gdzie zamierza osiąść na stałe. W takim
przypadku należy rozliczyć polskie przychody w Polsce, a brytyjskie za
granicą. Zgłaszają się do nas też osoby, które pracowały za granicą
jedynie sezonowo. Warto tu zaznaczyć, że polski podatnik, który
przepracował na Wyspach dwa, trzy miesięcy niekoniecznie musi dopłacić
do podatku. Jeśli rozliczy się zgodnie z przepisami, odliczając 30
przysługujących mu diet, koszty uzyskania przychodu i zapłacone już w
Anglii podatki, prawdopodobnie nic nie będzie dopłacał.
No i o co chodzi z tymi podatkami?? Wszyscy mnie strasza?
Czy ktos z Was orientuje sie dobrze w tej kwestii? Tzn. tego czy bedac tutaj mam naszemu rzadowi placic podatek????
Szlak mnie trafia, bo jesli to prawda to niby z jakiej racji. Moj kraj pracy mi nie dal, to za co mam placic, za ' polskosc'???