Nie wiem jak to z nim Tonaszu jest, probowalem zagadac, nawet pare tygodni temu zapytalem czy dostrzega roznice pomiedzy dolarem, funtem i zlotowka. Dlaczego dolary mozna (prawie) dowolnie drukowac, a zlotowke nie. Dalczego oprocentowanie obligacji amerykanskich, brytyjskich lub szwajcarskich jest na prawie zerowym poziomie, a polskich na nieporownywalnie wyzszym poziomie.
Dzis w koncu wkleil, lecz niestety bez zrozumienia:
wpis 119
http://www.emito.net/spolecznosc/fo...
''Harrier
Jak dojdę do wniosku, że Ty tu o coś wojujesz poza gwiazdorzeniem i przekonywaniem do swoich wdzięków, to spróbuję poklepywania Cię po pleckach, żeby Ci było lżej dźwigać ciężar mojej obecności. A tak to tylko wbijasz mnie w poczucie tracenia czasu na rozmowy z Tobą, bo co by nie powiedzieć nie odróżniasz własnego podwórka od miejsca publicznego z równymi prawami dla każdego''
Zle ze mna. Gwiazdorze na emito i nie mam poczucia humoru. Lekarza! Niech mnie otruje fachowo! Nazarlam sie juz tych jajec bez jodu i kur bez trawy, ale nic nie pomoglo :/
'nie przejmuj sie za mocno Xylomena
zawsze tak jest ze jak ktos najladniejszy to wszystko na niego'
No wlasnie, wlasnie, Xylomena. Ja nie mam lekko z tymi moimi wdziekami. Wszystko na mnie! Chlopy mi po ulicy chodzic nie daja. Znajome, nieznajome i onieznajome. Mowie Ci, nie masz czego zazdraszczac.
A dziekuje, pozostane przy starych zakonnicach i starych Chinczykach :)
Moge ewentualnie sprobowac powolac sie na Ciebie w gp lub szpitalu...
- Szanowna pani asbo, przyszla pani nereczka do przeszczepu...
- Nazryjcie sie ta nereczka! Xylomena powiedziala, ze hufno wiecie i zadnych dyskusji wiecej w tym temacie!
Ci tutaj też byli świadomi.
Toddler Dies after Anti-Vaxx Parents Treat His Meningitis with Maple Syrup Instead of Medicine.
http://savage.news/news/anti-vaxx-p...
Rayto
Myślę, czy powinnam zazdrościć. Bo ewidentnie jestem z innego gatunku, który na tym świecie żadnych benefitów nie dostaje, gdyż takiej jest natury, żeby mógł dawać odpocznienie swemu rozumowi dopiero przy napotkaniu kogoś, kto nie wyłącza swego bez gotowości umierania, a tacy najwyraźniej się nie rodzą, tylko powstają z ducha i dla ducha żyją - są poza moim zasięgiem.
Co kraj, to inna kultura medyczna, a czasem cała filozofia leczenia (ach, żeby wszędzie były pensje tylko za wyleczonych pacjentów). I o dziwo nawet w obrębie Europy, gdzie działają podobne koncerny medyczne, te same czapy nad przemysłem farmaceutycznym i ujednolicony pomiar skuteczności służby zdrowia, taka kultura się różnicuje.
To jak leczy się Brytyjczyk, a Polak, to ogromna różnica. Jeden nie kontroluje, co z nim robią w celu „wyleczenia”, a drugi bardzo, bo na ogół sam umie to robić sprawnie. A z całą pewnością umie zdiagnozować lekarzy umiejących leczyć, a - nie.
Taki efekt powstaje czasem z przyczyn nie zamierzonych, jak np. łatwy (bezpłatny) a trudny dostęp do leków, przez który trzeba się interesować zamiennikami, składem i sposobem działania. Czasem przez celową edukację – Polak ma wpajaną biologię człowieka od podstawówki, z działaniem poszczególnych narządów i witamin na organizm, niektórymi chorobami, robaczycami, profilaktyką zdrowotną; Brytyjczyk - nie jest tego uczony i musi wskoczyć na najniższy szczebel kierunkowy, żeby w ogóle zetknąć się z pojęciem fizjologii, enzymów, hormonów, czy choćby komórki. No, a zasadniczo przez inny standard leczenia, w którym Polak ma samoleczenie zadawane przez pierwsze trzy dni choroby, swojej, czy dziecka, bo przyjście do lekarza wcześniej jest jak nadużycie. Nie ważne jak bardzo gorączkujesz – skoro od dzisiaj, to nie zawracaj głowy, tylko się lecz człowieku, albo powiedz, co na tą gorączkę dawałeś dziecku, bo chyba nie czekasz z założonymi rękoma, aby ci wykitowało.
I chociaż nawet polscy lekarze nie przepadają za swoim własnym dziełem, czyli pacjentami świadomymi, to z całą pewnością mają ich dzięki temu mniej na sumieniu. Nie przez pomiar śmiertelności, ale tej wolności wyboru, czym i jak się leczyć.
Brytyjczyk, choćby chciał być samowystarczalny medycznie jak Polak, to nie ma takiej możliwości. Nie ma takiego dostępu do leków bez recepty jaki jest w Polsce. A w ogóle łącznie z tymi co na receptę, to w jego kraju występuje niemal zupełny brak leków – same syntetyki i trutki. Bazują na likwidacji objawów, otumanianiu zmysłów i znieczulaniu bólu, pozbawiwszy się wszelkich wyciągów ziołowych i tego co leczy. Myślisz, że kupujesz czopek na żylaki odbytu, żeby ci obkurczyło i wsiąkło jak w Polsce, a to tylko sama gliceryna z nowokainą do znieczulenia odbytu i wywołania ewentualnego zawału, choć z nazwy na hemoroidy. Próbujesz pokonać stan zapalny dróg moczowych, które przeziębiłeś, to według nich ma ci na to pomóc konserwant żywności E331 sprzedawany jako środek medyczny do tego celu. Itd. Z ich leków nie masz wyboru jak zrobić sobie więcej szkody, niż pożytku. Gwarantowane kalectwo i dożywotni pacjent.
Albo jakim cudem w tym kraju nie wkopać się w problemy z tarczycą po kilku latach mieszkania (z chorą w ogóle nie radzę ryzykować przyjazdu), jak mleko wyjaławiają, że nic w nim nie ma poza białkiem, w jajach jodu nie ma, bo nie karmią kur trawą, a soli nie jodują, bo są mądrzejsi od światowej organizacji zdrowia i pewni, że mają ten pierwiastek pod dostatkiem w nadmorskiej ziemi. Tyle, że jedzenie sprzedają wykarmione syntetycznie lub importowane, z wyjątkiem baraniny. To weź się teraz przestaw Polaku na barany…