'Postanawiaj sobie, co chcesz, ale w sumie to interesujące, jak Ty możesz mnie ukrócać swoim gadaniem. Mam się Ciebie spodziewać z jakimś mieczem, że przyjdziesz mnie skrócić o głowę? :)'
Alez, Xylomeno! Z jakim znowu mieczem!
Po prostu pozartowalam z glupstw, ktore wygadujesz, nic wiecej. Po cichu licze, ze przestaniesz takie bzdury plesc (ze nie ma w UK lekarstw, tylko trucizny, a lekarze kalecza i truja pacjentow). I ze przestaniesz sobie poprawiac samopoczucie, dowodzac, ze Brytyjczycy glupi, a Polacy madrzy.
A jesli nie przestaniesz plesc glupot? To Cie scierpie, jak scierpuje niektore inne postacie na tym forum - na szczescie sa tu tez userzy, ktorych posty czytam z dzika przyjemnoscia!
suzi ,na szczescie jestem zdrowy ,jak narazie nie choruje ,oprocz jednego przypadku ,kiedy to natychmiast lecialem do kraju ,tam juz mialem wizyte umowiona i nie u pierwszego lekarza tylko u znajomego lekarza ,a ten dalej pokierowal tez do swojego znajomego ,oby jak najmniej korszystac ze sluzby zdrowia tutejszej i polskiej ,jepiej byc zdrowym ,do Katowic nie latam jak juz .
'A jak na nich odrobinę powybrzydzam dla odreagowania ich dominacji, to korona im z głowy nie spadnie'
Ale dlaczego mamy uznac, ze lekarze tutejsi nas 'zdominowali' i ratowac sie wybrzydzaniem na GP? To infantylne. Jak sie Polak nie chce leczyc u GP, to niech u licha ciezkiego tam nie lezie. Jeszcze idz, Xylomeno, do toalety publicznej i napisz na scianie 'GP jest gupi', zeby 'odreagowac dominacje' ;)
Aha...taka sytuacja..moj syn jak nie widze karmi psa lyzeczka jogurtem truskawkowym..Pies teraz wpadl w nalog i nie je nic tylko jogurt.Niby jogurt tanszy niz psia karma wiec powinnam byc zadowolona...ale...tu pytanie medyczne do znajacych sie rodakow :czy pies nie dostanie anemii od tak ubogiej diety?Nie pojde do weterynarza bo moj weterynarz zawsze mowi : easy easy don't panic...czuje sie jak histeryczka ale do Polski nie pojade na razie
:D
ad 85 - jak to dlaczego latają? bo terminy w NHSach na niektóre leczenia długie, a w Polsce mozna sobie zrobić duzo taniej i NHS jeszcze dodatkowo to oplaci - ot i cała tajemnica. Jakoś nie słyszałam, żeby latali do Polski po diagnozę, zazwyczaj są to jednak zabiegi.
Wypadki, kiedy brytyjki płakały nad pękniętym cyckiem tez były, więc... na dwoje babka wróżyła.
Taka mnie naszła refleksja, że może własnie to wyluzowanie i zawierzenie lekarzom jakoś jednak podnosi im długość życia, bo nie ryją nocami po forach i książkach sprawdzając, co jeszcze mogą łyknąć, jak przefiltorwać powietrze, żeby było czyste i co jeszcze nas truje, tylko ida w miasto napic się, potańczyć, poplotkować, pośmiac, odstresować i to może równoważy resztę?
Harrier
Lekarze, to nic tu do rzeczy nie mają, jakie leki mam dostępne, a jakie nie (podobie jak i oni sami, chociaż sobie mogą przepisać na ciocię). Skoro narzekamy w Polsce na korupcję pojedyńczych lekarzy, że sprzedają się za to, czym mają leczyć, to bądźmy konsekwentni i piętnujmy cały system - państwo, który to przyjął za normalkę, żeby konkurencja leków nie istniała.
Xylomena, ja sie ogranicze do Twojego pierwszego postu, bo potem pisalas czesto niejasno i z trudnoscia zgadywalam, 'co autor mial przez to na mysli'.
Napisalas, ze polskie 'niezawracanie glowy' lekarzowi skutkuje swiadomoscia pacjenta, a w UK jest inaczej.
Napisalas tez: ' A w ogóle łącznie z tymi co na receptę, to w jego kraju występuje niemal zupełny brak leków – same syntetyki i trutki'
Czyli ze co? Brytyjscy lekarze ( en masse) utrzymuja pacjentow w nieswiadomosci, pozwalajac sobie 'zawracac glowe'. A potem tym durnym pacjentom zapisuja syntetyki i trutki, uzyskujac efekt (ostatni cytat) :'Gwarantowane kalectwo i dożywotni pacjent.'
Jak nazwiesz lekarzy dzialajacych na szkode pacjenta? A jesli po prostu nie wiedza, co czynia - to jak ich nazwiesz?
I nie napisalas o jednym, trzech, pieciu zlych lekarzach... napisalas sobie ot, tak - o wszystkich. O lekach - wszystkich. O jedzeniu - w calosci ( poza baranami).
A wystarczylo powiedziec: OK, ponioslo mnie, zla jestem, ze ja, co sie znam na zachodniej kinematografii, co socjologie zglebialam na uniwerku, teraz po nocy pampersy obcym staruszkom zmieniam. Ponarzekalam wiec na wszystko, jak leci i juz mi lepiej ;)
Suzi123
To co opisałaś w przypadku swojego psa, to uzależnienie od cukru. Prędzej, niż anemii dostanie próchnicy i kwasicy, bo dużo szybciej, niż ludzie. Poznasz po tym, że będzie wył całymi dniami i nocami z bólu zębów i stawów, zacznie chodzić jak paralityk. A weterynarz go uśpi, bo nie będzie wiedział, co się dzieje ;).
Rayto
Dobry tekst dla statystyków i tych którzy ukuli powiedzienie "jesteś tym, co jesz", bez odpowiedzi, czy człowiekiem można być tylko podczas postu, czy raczej chodzi im o bycie niczym bez jedzenia.
Ale generalnie nie tylko o jaskiniowcach można rozmyślać, dlaczego żyli, ile żyli, albo czy to w ogóle najważniejsze, żeby żyć nie wiadomo ile, nie znajdując dobrego powodu do umierania, jakby nic od własnego życia nie było ważniejsze, a dokładnie - jakby życie nie potrafiło zamieniać się w najgorszy koszmar z powodu pojawiających się braków. Bo nie tylko pokarm traktuje się jako istniejący w sposób oczywisty - w pakiecie z życiem. To, że człowiek umie z kimś pogadać i ma z kim - też. To, że go życie nie boli bez ustanku lub może chodzić - podobnie. To, że każdą myśl nie paraliżuje starach przez nierozumieniem czegokolwiek z tego co jest i się dzieje - podobnie itd.
Dlatego mądrze mówił, kto powiedział "Nie samych chlebem człowiek żyje, ale każdym słowem, które pochodzi z ust... ". Kto był aż tak pewien, że świat jest stwarzany słowami, a człowiek bez nich istnieć nie może?
harrier
Znam wielu ludzi, którzy w każdych słowach szukają wymowy/intencji, co z nich wynika, bo sama się do nich zaliczam. Nie mam prawa nikomu tego odbierać, w tym Tobie. Szczególnie, że to jak je zobaczyłaś, nie wpędza mnie w żadnene poczucie winy, ani potrzebę bronienia się, że chodziło mi o coś diametralnie innego. A zasadniczo zawszę martwię się bardziej o tych, którzy niczego nie krytykują, jakby wszystko im wisiało i przenosili się do jakiegoś imaginowanego świata Ponad, ponieważ w rzeczywistości kreowanej przez ludzi niczego doskonałego nie zauważam. Kto się troszczy o to, żeby było lepiej wszystkim, to krytykuje. W Polsce nie robiłam tego mniej, tylko więcej znając więcej realiów.
Do Twojej wiadomości - ignorancja nie jest stanem omijającym kogoś z powodu wykonywanego zawodu, wykształecenia, czy pełnienia funkcji, bo nawet jeśli dogmatycznie uznać nieomylność papieża z racji piastowanego stanowiska, to ten schemat w postaci rozlanej, że co stanowisko, to skończona mądrość na jego miarę jest tylko do wierzenia.
Ty idź na socjologię dla wyluzowania, skoro sama z siebie/doświadczeń życiowych tego nie wiesz, bo tam z zasady, każda teoria ma swoich krytyków i antagonistów w innych teoretykach i nikt się nie peszy żałosnością nauki i ludzkiej myśli (a co dopiero organizacji społecznej), a raczej cieszy, że jest ona w nieustającym rozwoju, że sam może jeszcze coś do tego dołożyć, jeśli się wysili.
Ze jak? Ze na socjologii 'nikt się nie peszy żałosnością nauki i ludzkiej myśli'?
Nie rozumiem, co zalosnego w nauce, ale co do ludzkiej mysli, to mysl emigrantki, ze na obczyznie lekarstwa to trucizny, a lekarze szkodza pacjentom... taaa, taka mysl wydaje mi sie zalosna. I faktycznie mnie to peszy. I niech tak zostanie :)
Harrier
Nie Harrier - tylko tyle, że nie masz poczucia humoru. A co do nauki, że to proces, a nie stan, więc całkiem o to w niej chodzi, żeby się zmieniała/udoskonalała, a nie żeby czcić dany etap. Tylko ten się uczy, kto się uczyć nie przestaje, a nie kto się pyszni, że coś wie. Wiedza się zmienia ustawicznie.
'Harrier
Nie Harrier - tylko tyle, że nie masz poczucia humoru'
No to ktora w koncu nie ma poczucia humoru, harrier czy nieharrier?
Pal szesc poczucie humoru, gorzej, ze juz mi sil brakuje do Xylomeny. W szkole ladnych kolegow dziabalam dlugopisem, zamiast uwazac, to tera nie kumam, co Xylomena prawi :/
Ale co do chlopow, to nie zgadzam sie! Oni glownie baczyli na cycki i posag, a juz czy tam jestem gupia czy przemadrzala, czy jakas inna opcja, to ich jakby mniej interesowalo :)))
Harrier
Jak dojdę do wniosku, że Ty tu o coś wojujesz poza gwiazdorzeniem i przekonywaniem do swoich wdzięków, to spróbuję poklepywania Cię po pleckach, żeby Ci było lżej dźwigać ciężar mojej obecności. A tak to tylko wbijasz mnie w poczucie tracenia czasu na rozmowy z Tobą, bo co by nie powiedzieć nie odróżniasz własnego podwórka od miejsca publicznego z równymi prawami dla każdego.
Co kraj, to inna kultura medyczna, a czasem cała filozofia leczenia (ach, żeby wszędzie były pensje tylko za wyleczonych pacjentów). I o dziwo nawet w obrębie Europy, gdzie działają podobne koncerny medyczne, te same czapy nad przemysłem farmaceutycznym i ujednolicony pomiar skuteczności służby zdrowia, taka kultura się różnicuje.
To jak leczy się Brytyjczyk, a Polak, to ogromna różnica. Jeden nie kontroluje, co z nim robią w celu „wyleczenia”, a drugi bardzo, bo na ogół sam umie to robić sprawnie. A z całą pewnością umie zdiagnozować lekarzy umiejących leczyć, a - nie.
Taki efekt powstaje czasem z przyczyn nie zamierzonych, jak np. łatwy (bezpłatny) a trudny dostęp do leków, przez który trzeba się interesować zamiennikami, składem i sposobem działania. Czasem przez celową edukację – Polak ma wpajaną biologię człowieka od podstawówki, z działaniem poszczególnych narządów i witamin na organizm, niektórymi chorobami, robaczycami, profilaktyką zdrowotną; Brytyjczyk - nie jest tego uczony i musi wskoczyć na najniższy szczebel kierunkowy, żeby w ogóle zetknąć się z pojęciem fizjologii, enzymów, hormonów, czy choćby komórki. No, a zasadniczo przez inny standard leczenia, w którym Polak ma samoleczenie zadawane przez pierwsze trzy dni choroby, swojej, czy dziecka, bo przyjście do lekarza wcześniej jest jak nadużycie. Nie ważne jak bardzo gorączkujesz – skoro od dzisiaj, to nie zawracaj głowy, tylko się lecz człowieku, albo powiedz, co na tą gorączkę dawałeś dziecku, bo chyba nie czekasz z założonymi rękoma, aby ci wykitowało.
I chociaż nawet polscy lekarze nie przepadają za swoim własnym dziełem, czyli pacjentami świadomymi, to z całą pewnością mają ich dzięki temu mniej na sumieniu. Nie przez pomiar śmiertelności, ale tej wolności wyboru, czym i jak się leczyć.
Brytyjczyk, choćby chciał być samowystarczalny medycznie jak Polak, to nie ma takiej możliwości. Nie ma takiego dostępu do leków bez recepty jaki jest w Polsce. A w ogóle łącznie z tymi co na receptę, to w jego kraju występuje niemal zupełny brak leków – same syntetyki i trutki. Bazują na likwidacji objawów, otumanianiu zmysłów i znieczulaniu bólu, pozbawiwszy się wszelkich wyciągów ziołowych i tego co leczy. Myślisz, że kupujesz czopek na żylaki odbytu, żeby ci obkurczyło i wsiąkło jak w Polsce, a to tylko sama gliceryna z nowokainą do znieczulenia odbytu i wywołania ewentualnego zawału, choć z nazwy na hemoroidy. Próbujesz pokonać stan zapalny dróg moczowych, które przeziębiłeś, to według nich ma ci na to pomóc konserwant żywności E331 sprzedawany jako środek medyczny do tego celu. Itd. Z ich leków nie masz wyboru jak zrobić sobie więcej szkody, niż pożytku. Gwarantowane kalectwo i dożywotni pacjent.
Albo jakim cudem w tym kraju nie wkopać się w problemy z tarczycą po kilku latach mieszkania (z chorą w ogóle nie radzę ryzykować przyjazdu), jak mleko wyjaławiają, że nic w nim nie ma poza białkiem, w jajach jodu nie ma, bo nie karmią kur trawą, a soli nie jodują, bo są mądrzejsi od światowej organizacji zdrowia i pewni, że mają ten pierwiastek pod dostatkiem w nadmorskiej ziemi. Tyle, że jedzenie sprzedają wykarmione syntetycznie lub importowane, z wyjątkiem baraniny. To weź się teraz przestaw Polaku na barany…