Do góry

Co ostatnio przeczytaliście?

Temat zamknięty
Gosia
224
Gosia 224
21.06.2008, 02:04
Opium
2 011
Opium 2 011
#42122.11.2011, 10:02

Imagine a year without Christmas. No crowded malls, no corny office parties, no fruitcakes, no unwanted presents. That’s just what Luther and Nora Krank have in mind when they decide that, just this once, they’ll skip the holiday altogether. Theirs will be the only house on Hemlock Street without a rooftop Frosty; they won’t be hosting their annual Christmas Eve bash; they aren’t even going to have a tree. They won’t need one, because come December 25 they’re setting sail on a Caribbean cruise. But, as this weary couple is about to discover, skipping Christmas brings enormous consequences–and isn’t half as easy as they’d imagined.

A classic tale for modern times, Skipping Christmas offers a hilarious look at the chaos and frenzy that have become part of our holiday tradition.
Show More
Show Less

Opium
2 011
Opium 2 011
#42222.11.2011, 10:03

Amazon jest cudownym miejscem do kupowania ksiazek, za £0.01 kupuje ksiazki uzywane ale w swietnym stanie, plus okolo £1.40 za przesylke, jak dla mnie bomba.

Tak_to_ja
13 135
Tak_to_ja 13 135
#42322.11.2011, 10:48

"Dobry omen" Pratchett&Gaiman.

gerg
6 188
gerg 6 188
#42422.11.2011, 14:20

Upadek Domu Windsorow.

Negocjator
8 099 9
Negocjator 8 099 9
#42522.11.2011, 14:24

"Los jest myśliwym" E. K. Gann

bazancik
5 164
bazancik 5 164
#42623.11.2011, 18:24

*421 Sounds interesting

Opium,to mnie zaskoczylas,nie kupowalam datad uzywanych ksiazek na amazonie,ale chyba zaczne.

Przy okazji ludziska,dajcie jakies ciekawe pozycje do poczytania coby na swieta sobie zapas ksiazek zrobic.Cos co jest do dostania wlasnie na amazonie.Dzieki.

Mysza
57
Mysza 57
#42723.11.2011, 18:39

Gene Kranz - Failure Is Not An Option

Opium
2 011
Opium 2 011
#42924.11.2011, 09:18

bazancik, na amazonie dostaniesz uzywane ksiazki wszystkie, WSZYSTKIE, no, chyba ze jakies nowosci z ostatniej chwili, wtedy tylko nowe.

Opium
2 011
Opium 2 011
#43024.11.2011, 09:20

Dla przykladu, szukam Cieniu Wiatru:

http://www.amazon.co.uk/s/ref=nb_sb...

Pierwszy wynik z gory, 357 pozycji uzywanych, kazda za £0.01 :))

Opium
2 011
Opium 2 011
#43124.11.2011, 09:20

Cienia*, ups :/

Opium
2 011
Opium 2 011
#43227.11.2011, 17:21

'Concise Chinese-English dictionary for lovers', perelka.

jmariusz3
19 014
jmariusz3 19 014
#43327.11.2011, 17:28

Wojciech Kuczok - Gnoj.

Opium
2 011
Opium 2 011
#43428.11.2011, 09:07

Film swietny, widziales?

Profil nieaktywny
srup
#43528.11.2011, 09:31

Little lord Fauntleroy

Profil nieaktywny
srup
#43628.11.2011, 09:32

troche romansidlo ale przed spaniem czemu nie

gerg
6 188
gerg 6 188
#43728.11.2011, 09:43

Cien Wiatru czytałem,przywiozłem z Polski.

Opium
2 011
Opium 2 011
#43828.11.2011, 09:49

Ja obecnie Fannie Flagg 'A redbird christmas', mila lektura przed Swietami.

Opium
2 011
Opium 2 011
#43928.11.2011, 09:54

I po raz ktorys Italo Calvino: 'Baron drzewolaz'.

Profil nieaktywny
srup
#44028.11.2011, 09:57

brzmi ciekawie :)choc uwazam ze wlosi jesli on jest nie potrafia stworzyc przekonujacych fikcji

Opium
2 011
Opium 2 011
#44128.11.2011, 10:07

To nie jest przekonywujaca fikcja :) surrealizm jakich malo, prawdziwy skarb literatury.

Opium
2 011
Opium 2 011
#44228.11.2011, 10:08

Bohaterem książki jest baron Cosimo di Rondo, który jako młode chłopię po kłótni z ojcem pewnego dnia (a dokładniej 15 czerwca 1767 roku) wchodzi na drzewo, by nie zejść na ziemię już do końca swych dni. Koleje jego arborealnego żywota opisuje nam jego młodszy brat Biagio - całkiem ułożony, konwencjonalny i daleki od jakichkolwiek ekstrawagancji. Nie schodząc z drzew, Cosimo przeżywa płomienny romans z impulsywną Violą, walczy z piratami, obserwuje (nie bez pewnego uczestnictwa) przemarsz wojsk napoleońskich przez Włochy, koresponduje z największymi umysłami epoki i tworzy własne traktaty o urządzeniu świata.

Ten zupełnie fantastyczny punkt wyjścia staje się zupełnie oczywisty i naturalny dzięki błyskotliwie zastosowanej przez Calvino konwencji i narracji. Wykorzystuje on z jednej strony strukturę powieści łotrzykowskiej opisując niezwykłe perypetie Cosimo, często oddając głos jemu samemu, aby mógł się on w pełni oddać swojej bufonadzie. Jednocześnie, choćby przez liczne wzmianki o filozofach oświeceniowych, nadaje całości wydźwięk powiastki filozoficznej, co bierze całą fabułę niejako w nawias. O ile jednak np. Calvino "Jeśli zimową nocą podróżny" odebrałem jednak jako dzieło mocno chłodne i intelektualne (co oczywiście nie jest żadnym zarzutem), "Baron drzewołaz" jest dziełem bardzo wzruszającym, opisując Cosima samotność wśród ludzi, którzy trochę go podziwiają, trochę traktują jak wioskowego głupka, a trochę - jak narrator - podejmują ogromny wysiłek aby go zrozumieć.

Opium
2 011
Opium 2 011
#44328.11.2011, 10:10

Fragment książki "Baron drzewołaz"

Pewnego popołudnia Cosimo siedział na gałęzi orzecha i czytał. Od niedawna zaczął tęsknić za książkami: czatowanie całymi dniami, z fuzją gotową do strzału, na byle ptaszka, w końcu może się znudzić.

Czytał właśnie "Gil Blasa" Lesage'a, w je­dnej ręce trzymając książkę, w drugiej strzel­bę. Ottimo Massimo, który nie lubił, jak jego pan czyta, kręcił się w pobliżu, szuka­jąc jakiego bądź pretekstu, żeby go od lektury odciągnąć; zaczynał na przykład ujadać na motyla, spoglądając, czy też pan ruszy strzelbą, czy nie.

Nagle na ścieżce górskiej ukazał się bie­gnący mężczyzna - brodaty, niechlujny, zdyszany, bez broni, a za nim dwóch zbirów z dobytymi szablami, krzycząc:

- Łapać go! To Gian z Puszczy! Wytro­piliśmy go nareszcie!

Rozbójnik odbił się na pewien niewielki dystans od goniących, ale biegł jakoś nie­pewnie, jakby bał się zmylić drogę czy wpaść w jakąś pułapkę; wyglądało na to, że za chwilę prześladowcy będą mu już znowu deptać po piętach. Drzewo, na którym siedział Cosimo, miało pień gładki, bez punk­tów oparcia dla kogoś, kto chciałby się nań wdrapać, ale chłopiec miał przy sobie linę, jedną z tych, które zawsze nosił, żeby sobie nią pomagać przy trudniejszych przejściach. Szybko zrzucił jeden jej koniec na ziemię, drugi uwiązując mocno do gałęzi. Rozbójnik zobaczył sznur spadający mu nagle z góry przed samym nosem, przez krótki moment szarpał niezdecydowanie własne palce, po­tem jednak uchwycił linę rękami i zaczął się szybko wciągać, okazując się człowiekiem z gatunku "niezdecydowanie impulsywnych", którzy, zdawałoby się, nigdy nie potrafią uchwycić właściwego momentu, a w rzeczy­wistości zawsze utrafią jak należy.

Nadbiegli tamci dwaj. Lina była już wcią­gnięta na górę, a Gian z Puszczy siedział skulony obok Cosima, kryjąc się w gałęziach orzecha. Ścieżka rozdwajała się w tym miej­scu, jeden ze zbirów ruszył w prawo, drugi w lewo, potem spotkali się znowu i nie wiedzieli, co dalej. W tej niepewności na­tknęli się na jamnika, który myszkował po ziemi, wesoło merdając ogonkiem.

- Ejże - odezwał się jeden ze zbirów do drugiego - czy to nie będzie psiak młodego barona, tego, co to mieszka na drzewach? Jeżeli chłopak jest tu gdzieś w po­bliżu, może się czegoś dowiemy od niego.

- Tu jestem! - zawołał Cosimo. Ale wołał już nie z orzecha, na którym dopiero co siedział i gdzie dał schronienie rozbójni­kowi; zdążył już przenieść się cichaczem na kasztan po drugiej stronie ścieżki, tak że zbiry zadarłszy głowy w jego kierunku nie spojrzeli na inne drzewa.

- Dzień dobry, Wasza Wielmożność - odezwali się - nie widział tu panicz przy­padkiem bandyty, Giana z Puszczy?

- Kto to był, nie wiem - odparł Cosi­mo - ale jeżeli szukacie człowieczka, który tędy dopiero co przebiegał, to skręcił tam, w stronę strumienia...

- Człowieczka? To kawał chłopa, taki, że strach popatrzeć...

- Cóż, stąd, z góry, wszyscy wydajecie się mali...

- Dziękujemy, Wasza Wielmożność! - i popędzili w dół, ku wodzie.

Cosimo wrócił na orzech i zabrał się znowu do czytania "Gil Blasa". Gian z Puszczy wciąż jeszcze siedział przyciśnięty do pnia, blady, o ile można to było dostrzec poprzez rudą szczecinę włosów i brody, pełną ster­czących suchych liści, kolczastych łupin kasztanowych i sosnowych igieł. Wpatrywał się w Cosima niepewnym spojrzeniem zie­lonych, okrągłych oczu. Brzydki był, bardzo brzydki.

- Poszli? - zdecydował się wreszcie zapytać.

- Tak, tak - odrzekł Cosimo uprzej­mie. - Pan jest rozbójnikiem, Gianem z Puszczy?

- Skąd mnie panicz zna?

- Tak sobie, ze słyszenia.

- A panicz to ten, co nigdy nie schodzi z drzew?

- Tak. Skąd pan wie?

- Cóż, także ze słyszenia.

Popatrzeli na siebie uprzejmie, jak dwie znaczne osobistości, które spotkały się przy­padkiem i miło im, że wiedzą o sobie na­wzajem.

Cosimo nie wiedział, co by tu więcej rzec, powrócił więc do swojej lektury.

- Co panicz ładnego czyta?

- To "Gil Blas" Lesage'a.

- Ładne?

- Owszem.

- Dużo paniczowi zostało do skończenia?

- Dlaczego? No, ze dwadzieścia stron.

- Bo jak już panicz skończy, to prosiłbym, żeby mi panicz tę książkę pożyczył - rzekł tamten uśmiechając się trochę zmieszany. - Widzi panicz, całe dni siedzę w ukryciu, nic nie mam do roboty. Dobrze byłoby mieć czasem choć książkę. Raz za­trzymałem karetę, niewiele się tam obłowi­łem, ale była książka, to ją zabrałem. Zabra­łem do siebie, schowaną pod kapotą; całą resztę łupu byłbym chętnie oddał, byle tylko zatrzymać tę książkę. Wieczorem zaświecam latarnię, zabieram się do czytania... a to było po łacinie! Nie rozumiałem ani słów­ka... - potrząsnął głową bezradnie. - Widzi panicz, ja nie umiem po łacinie...

- No, cóż, łacina nie jest łatwa - rzekł Cosimo czując, że mimowolnie przybiera ton wyższości. - Ta książka jest po francusku...

- Francuski, toskański, prowansalski czy hiszpański, to wszystko znam - powiedział Gian z Puszczy. - Umiem trochę i po katalońsku: Bon dia! Bona nit! Esta la mar mólt alborotada *.

W pół godziny Cosimo skończył książkę i pożyczył ją Gianowi.

W taki sposób nawiązały się stosunki między moim bratem a słynnym rozbójni­kiem. Zaledwie Gian z Puszczy skończył książkę, przybiegał zwrócić ją Cosimowi i pożyczyć inną, po czym zaszywał się na powrót w swojej kryjówce i pogrążał się w czytaniu.

Książek dostarczałem Cosimowi ja, czer­piąc je z biblioteki domowej, a po przeczy­taniu zaraz mi je oddawał. Ale teraz zaczął przetrzymywać książki dłużej, gdyż najpierw czytał je sam, a potem dawał Gianowi, tak że wracały nieraz w wytartych okładkach, z plamami pleśni i smugami ślimaczego ślu­zu - Bóg wie, gdzie je rozbójnik przecho­wywał.

W pewne dni Cosimo i Gian z Puszczy spotykali się na umówionym drzewie, wy­mieniali książkę i każdy szedł w swoją stronę, gdyż las był wciąż przetrząsany przez zbirów. Ta transakcja, tak przecież prosta, była dla obu stron bardzo niebezpieczna: bo i memu bratu niełatwo byłoby się wytłuma­czyć z tej zażyłości ze znanym przestępcą! Ale Giana z Puszczy ogarnęła taka pasja do lektury, że połykał powieść za powieścią i spędzając całe dni na czytaniu w swojej kryjówce, potrafił w jeden dzień pochłonąć książkę, na którą mój brat zużył tydzień albo i więcej. A skoro przeczytał, nie było rady, domagał się nowej, a jeśli nie był to właśnie dzień umówiony, wyruszał i prze­trząsał całą okolicę w poszukiwaniu Cosima, siejąc postrach wśród wieśniaków i stawia­jąc na nogi całą żandarmerię Ombrosy.

Teraz więc Cosimowi, nieustannie naga­bywanemu przez rozbójnika, nie wystarczały już książki, które ja mogłem dla niego zdobyć - musiał rozejrzeć się za innym jeszcze dostawcą. Zawarł znajomość z pewnym ży­dowskim księgarzem, niejakim Orbecche, który dostarczał mu nawet wielotomowe dzieła. Cosimo pukał do jego okna siedząc na gałęzi drzewa świętojańskiego i wręczał mu świeżo upolowane zające, drozdy i kuro­patwy w zamian za książki.

Ale Gian z Puszczy miał swoje wyraźne gusty, nie można mu było dawać książek jakich bądź - wracał wtedy nazajutrz do Cosima i żądał czegoś innego. Mój brat był w wieku, kiedy zaczyna się nabierać upo­dobania do poważniejszej lektury, ale mu­siał być ostrożny, od czasu kiedy Gian odniósł mu "Przygody Telemaka" ostrzegając, że jeśli jeszcze raz Cosimo da mu książkę tak nudną, on podpiłuje pod nim drzewo.

Cosimo byłby najchętniej oddzielił zupeł­nie te książki, które chciał sobie sam spo­kojnie przeczytać, od takich, które zdobywał wyłącznie dla Giana; ale cóż, musiał każdą z nich i tak chociaż pobieżnie przejrzeć, gdyż rozbójnik stawał się coraz bardziej wymagający i nieufny; zanim wziął książkę, chciał, żeby mu pokrótce opowiedzieć treść, i biada Cosimowi, jeśli się zdradził ze swą nieświadomością. Mój brat próbował dawać mu lekkie romanse, ale rozbójnik wracał wściekły, pytając, dla jakiej to kobietki prze­znaczona była ta lektura. Nie sposób było odgadnąć, co mu się spodoba.

Wkrótce, wobec natarczywych wymagań rozbójnika, czytanie stało się dla Cosima już nic rozrywką na pół godzinki, lecz głów­nym zajęciem, najważniejszym i wypełnia­jącym całe niemal dni. I w miarę jak wer­tował coraz więcej i więcej książek, jak wydawał o nich sądy i porównywał, jak od­krywał coraz nowe, w rozterce między ko­niecznością dobierania lektury dla Giana i wzrastającą wciąż potrzebą lektur wła­snych, Cosima ogarniała coraz potężniejsza namiętność do słowa pisanego i do całej dostępnej ludziom wiedzy; nie wystarczał mu już czas od wschodu do zachodu słońca i czytał jeszcze po zapadnięciu ciemności, przy świetle latarki.

Na koniec odkrył powieści Richardsona. Gianowi spodobały się na szczęście. Ledwie skończył jedną, domagał się następnej. Or­becche dostarczył cały stos tomów. Rozbój­nik miał co czytać co najmniej przez mie­siąc. Cosimo odetchnął i rzucił się chciwie na "Żywoty" Plutarcha.

Tymczasem Gian z Puszczy, leżąc na swym barłogu, ze szczeciną rudych włosów pełną suchych liści, z czołem zmarszczonym i zie­lonymi oczyma czerwieniejącymi z wysiłku, czytał i czytał, zawzięcie poruszając szczę­ką, z poślinionym palcem przygotowanym zawczasu do obrócenia kartki. Przy czytaniu Richardsona wydobywało się na jaw z da­wna ukryte na dnie duszy pragnienie, coraz bardziej uporczywe: pragnienie spokojnego, domowego życia, rodzinnej bliskości i przy­jaźni, zwykłych ludzkich cnót i odraza do występku. Wszystko, co go otaczało prze­stało go obchodzić, a nawet napełniało nie­chęcią. Nie opuszczał już wcale swojej kry­jówki, chyba że biegł do Cosima po nową książkę, zwłaszcza jeżeli czytał powieść w kilku tomach i musiał przerwać czytanie w toku akcji. Żył tak w całkowitym odoso­bnieniu, nic nie wiedząc, że tymczasem nad jego głową zbiera się burza; bo nawet najbardziej zaufani spośród jego dawnych leś­nych kompanów dość już mieli takiego roz­bójnika, który nic nie robił, a ściągał im na karki całą okoliczną żandarmerię.

Dawniej skupiali się wokół niego w oko­licy wszyscy, którzy mieli jakieś porachunki ze sprawiedliwością, od drobnych kradzieży, popełnianych przez wędrownych naprawiaczy rondli poczynając, a kończąc na poważ­nych przestępstwach i bandyckich napadach. Przy każdej kradzieży czy rabunku ludzie ci korzystali z autorytetu i doświadczenia swego herszta, a nawet posługiwali się jak tar­czą jego imieniem, które krążąc z ust do ust pozostawiało ich imiona w dyskretnym cieniu. A i ci, co w rabunkach i wyprawach złodziejskich nie brali udziału, czerpali z nich pośrednio korzyści, gdyż leśne kryjówki napełniały się łupami i wszelkiego rodzaju towarami z przemytu; niejedno trzeba było przetopić, inne znów rzeczy odprzedać, i wszyscy, którzy z tym mieli do czynienia, mogli coś niecoś zarobić. A nawet ci, co uprawiali rozbój na własną rękę, bez wiedzy Giana z Puszczy, posługiwali się tym bu­dzącym trwogę imieniem, by sterroryzować napadniętych i jak najwięcej od nich wy­dobyć: ludzie żyli w wiecznym strachu, w każdym podejrzanym włóczędze widzieli Giana z Puszczy albo kogoś z jego bandy, i skwapliwie, bez oporu, rozsupływali sa­kiewki.

Te piękne czasy długo trwały; Gian z Pusz­czy doszedł do przekonania, że może już sobie pozwolić na życie z procentów i sto­pniowo niedołężniał, rozleniwiał się. Zda­wało mu się, że wszystko będzie samo szło dawnym trybem, a tymczasem wiele się zmieniło i jego imię nie budziło już ani grozy, ani szacunku.

Komuż i na co mógł się jeszcze przydać Gian z Puszczy? Siedział przecież w swojej jamie, załzawionymi oczyma czytając bez końca powieści, wypraw zbójeckich nie po­dejmował, łupów nie dostarczał, w lesie nikt już nie mógł zajmować się spokojnie swoimi sprawami, dzień w dzień myszkowali żan­darmi szukając słynnego herszta i ktokol­wiek wydał im się podejrzany, zabierali go ź sobą i pakowali do aresztu. A jeśli jeszcze dodać pokusę owej ceny wyznaczonej na głowę Giana z Puszczy - jasne jest, że jego dni były policzone.

Dwóch innych rozbójników, młodych chło­paków, przez niego zaprawionych do bandyckiego rzemiosła, nie mogąc się pogodzić z utratą tak znakomitego przywódcy, umyś­liło dać mu okazję do rehabilitacji. Zwali się oni Ugasso i Bel-Lore i w swoim czasie na­leżeli do bandy złodziejaszków grasującej po sadach owocowych. Teraz, już młodzień­cy, byli bandytami w całym tego słowa zna­czeniu.

Odszukali Giana z Puszczy w jego jaskini. Leżał tam na legowisku ze słomy. No, co tam? - mruknął nie podnosząc oczu znad książki.

- Chcemy ci coś zaproponować, Gianie z Puszczy.

- Mmm... Co takiego? - i czytał dalej.

- Wiesz, gdzie jest dom Costanza, poborcy?

- Tak, tak... Hę? Co? Co za poborca?

Bel-Lore i Ugasso wymienili spojrzenia pełne troski. Dopóki nie zabierze mu się tej przeklętej książki sprzed oczu, nie zrozumie ani słowa z tego, co się do niego mówi. - Zamknij no na chwilę książkę, Gianie z Pusz­czy, i wysłuchaj nas.

Gian z Puszczy chwycił oburącz książkę, dźwignął się na kolana przyciskając ją otwartą do piersi, ale pragnienie czytania było w nim silniejsze ponad wszystko: nie wypuszczając książki z mocnego uchwytu rąk uniósł ją w górę na tyle, by móc z po­wrotem wetknąć w nią nos.

Bel-Loremu błysnęła świetna myśl. Była tam pajęczyna z wielkim pająkiem pośrodku. Bel-Lore ostrożnym ruchem zdjął pajęczynę razem z pająkiem i wrzucił ją pomiędzy nos Giana a jego książkę. A ten nieszczęśnik Gian z Puszczy tak już skapcaniał, że zląkł się nawet pająka! Poczuł na nosie gmeranie małych łapek, na twarzy łaskotanie paję­czyny i, nim jeszcze zrozumiał, co się dzieje, wydał okrzyk wstrętu i przestrachu, wypu­ścił książkę z rąk i jął machać nimi koło twarzy, plując i przewracając oczyma.

Ugasso błyskawicznie rzucił się na ziemię i chwycił książkę, zanim Gian z Puszczy zdążył postawić na niej nogę.

- Oddaj mi książkę! - krzyknął Gian usiłując jedną ręką uwolnić się od pajęczyny, a drugą wydrzeć swój skarb z rąk Ugassa.

- Nie, najpierw musisz nas wysłuchać! - rzekł Ugasso chowając książkę za plecy.

- Czytałem właśnie "Klaryssę". Oddaj­cie mi! Najciekawsze miejsce...

- Posłuchaj! Dziś wieczór nosimy drwa do domu poborcy. W jednym z worków zamiast drew będziesz ty. Kiedy się ściemni, wyj­dziesz z worka...

- Chcę dokończyć "Klaryssę"! - Zdołał już uwolnić się od resztek pajęczyny i próbował walczyć z dwoma na raz.

- Słuchajże... Kiedy się ściemni, wyjdziesz z worka z dwoma pistoletami, każesz poborcy oddać sobie wpływ z ubiegłego tygodnia, trzyma pieniądze w szkatule w głowach łóżka...

- Dajcie mi chociaż dokończyć rozdziału... bądźcie ludźmi...

Obaj młodzi bandyci wspomnieli czasy, kiedy to pierwszemu, który ośmielił mu się sprzeciwić, Gian z Puszczy przytykał dwa pistolety do brzucha. Zalała ich gorycz.

- Weźmiesz woreczki z pieniędzmi, słyszysz? - nalegali wbrew nadziei. - Przyniesiesz nam, a my ci oddamy twoją książkę i będziesz sobie mógł czytać ile wlezie. No, zgoda? Pójdziesz?

- Nie. Nie ma zgody. Nie pójdę.

- Aa, nie pójdziesz... aa, więc nie pójdziesz... no, to patrz! - i Ugasso ujął w pal­ce jedną z końcowych kart książki ("Nie!" - wrzasnął Gian z Puszczy); wydarł ją ("Nie! Stój!"), zmiął ją w kulkę i cisnął w ogień.

- Ach psie! Co robisz! Nie będę wie­dział, jak się skończyło! - i Gian rzucił się za Ugassem chcąc mu wyrwać książkę.

- Pójdziesz do poborcy?

- Nie, nie pójdę! .
Ugasso wydarł dwie dalsze kartki.

- Czekaj! Jeszcze dotąd nie doczytałem! Nie możesz tego spalić!

Ugasso rzucił kartki w ogień.

- Psie! "Klaryssa"! Nie!

- Więc pójdziesz?

Ugasso wydarł znowu trzy kartki i rzucił w ogień. .

Gian z Puszczy opadł ciężko na siedzenie, zasłaniając twarz rękami.

- Pójdę - powiedział. - Ale musicie przyrzec, że będziecie na mnie czekali z książką koło domu poborcy.

Bandyta został umieszczony w worku z warstwą drewek na głowie. Bel-Lore niósł worek na plecach, za nim kroczył Ugasso z książką. Raz po raz, ilekroć Gian z Pusz­czy jakimś ruchem czy pomrukiem wewnątrz worka okazywał, że bliski jest pożałowa­nia swej uległości, Ugasso szeleścił roz­dzieraną kartką i Gian uspokajał się natych­miast.

W ten sposób zanieśli go, przebrani za drwali, do domu poborcy i zostawili go we­wnątrz. Sami schowali się niedaleko, za roz­łożystą oliwką, czekając, aż wykona zadanie i do nich przyjdzie.

Ale Gian z Puszczy zanadto się pospieszył, wyszedł przed zapadnięciem nocy, kiedy jeszcze po domu kręcili się ludzie. "Ręce do góry!" Nie był jednak tym co dawniej czło­wiekiem, sam na siebie patrzył jak gdyby z zewnątrz i wydawał się sobie trochę śmieszny. ,,Ręce do góry, powiedziałem... Wszyscy, którzy tu są, odwrócić się twarzą do ściany..." Ale cóż? Sam nie wierzył w to, co mówi, udawał po prostu. "Wszyscy tu jesteście?" Nie zauważył nawet, że wy­mknęła się mała dziewczynka.

Była to robota, którą należało zrobić szyb­ko, nie tracąc ani chwili. On jednak maru­dził, poborca robił głupiego, długo nie mógł znaleźć klucza, Gian z Puszczy rozumiał, że już nie traktują go poważnie, i w głębi duszy był nawet z tego rad.

Wyszedł nareszcie z domu, obładowany woreczkami pełnymi skudów. Pobiegł, nie kryjąc się, pod umówioną oliwkę. "Oto wszystko, co było! Oddajcie mi teraz «Klaryssę»!"

Cztery, siedem, dziesięć rąk pochwyciło go jednocześnie, unieruchomiło trzymając za ramiona i nogi. Żandarmi unieśli go w gó­rę i obwiązali sznurem jak kiełbasę.

- "Klaryssę" zobaczysz przez kraty - i powiedli go do więzienia.

Więzienie mieściło się w wieżyczce na brzegu morza. Dokoła rosły wielkie rozło­żyste pinie. Jedna z nich sięgała prawie okienka celi, w której zamknięto Giana.

Z wierzchołka drzewa Cosimo widział jego twarz za kratą.

Rozbójnik nic sobie nie robił ze śledztwa i procesu; wiedział, że tak czy inaczej powieszą go. Jego jedyną troską było, że ma oto przed sobą puste, więzienne dni bez moż­ności czytania, z myśli ani na chwilę nie schodziła powieść przerwana w połowie. Cosimo wystarał się o inny egzemplarz "Klaryssy" i przyniósł go na pinię.

- Dokąd doczytałeś?

- Jak Klaryssa ucieka z domu złej sławy.

Cosimo przerzucał przez chwilę kartki książki.

- Aha, to tu. No więc - i zaczął czytać głośno, zwrócony w stronę kraty, na której widział zaciśnięte ręce Giana.

Śledztwo ciągnęło się długo, bandyta zno­sił uderzenia powrozem w milczeniu. Wiele dni upłynęło, zanim zdołano po trochu wy­dobyć z niego przyznanie się do niezliczo­nych przestępstw. I co dzień, przed pójściem na badanie i po powrocie, słuchał głośnego czytania Cosima. Kiedy po skończeniu "Kla­ryssy" Gian najwyraźniej posmutniał, Cosimowi przyszło na myśl, że w tych warun­kach, w zamknięciu, Richardson stanowić może trochę przygnębiającą lekturę. Zaczął więc czytać powieść Fieldinga, która swoją żywą fabułą mogła, jak sądził, zastąpić po części Gianowi utraconą wolność. Nadszedł termin procesu, a Gian z Puszczy myślał tylko o kolejach życia Jonathana Wilda.

Nim doczytali powieść do końca, przy­szedł dzień wyznaczony na egzekucję. Na wózku skazańców, w towarzystwie zakon­nika, Gian z Puszczy wyruszył w swoją ostatnią drogę na tej ziemi. W Ombrosie wieszano skazańców na wysokim dębie po­środku rynku. Dokoła gromadził się tłum widzów.

Mając już pętlę na szyi Gian z Puszczy usłyszał w gałęziach dębu ciche gwizdnię­cie. Podniósł głowę i zobaczył Cosima z za­mkniętą książką w ręku.

- Powiedz mi, jak się skończyło - rzekł skazaniec.

- Przykro mi ci to powiedzieć, Gian - odparł Cosimo - ale Jonathan skończył na szubienicy.

- Dziękuję. To tak jak ja. Żegnaj!

Sam odtrącił nogą drabinę i zawisł martwy.

Kiedy ciało przestało drgać, tłum gapiów rozszedł się do domów. Cosimo pozostał aż do zapadnięcia nocy na dębie, siedząc okra­kiem na konarze, z którego zwiały zwłoki rozbójnika. A ilekroć nadleciał kruk zęby dziobać oczy lub nos trupa, Cosimo odpędzał go machając czapką.

Opium
2 011
Opium 2 011
#44428.11.2011, 10:10

Naprawde goraco polecam.

Profil nieaktywny
srup
#44528.11.2011, 10:12

po takiej zapowiedzi na pewno przeczytam :)

Opium
2 011
Opium 2 011
#44628.11.2011, 12:06

Czeka juz na mnie w nastepnej kolejnosci 'We Need To Talk About Kevin' by Lionela Shrivera.

Szkocja2005
68
#44713.12.2011, 15:07

''Kard. Stanislaw Dziwisz Swiadectwo w rozmowie z Gian Franco Svidercoschim''. Polecam

tygrys7879
876
#44814.12.2011, 23:56

Boleslaw Prus " Placowka "
Po wysluchaniu pewnej audycji prof.Jaroszynskiego , w ktorej mowil o Slimaku ( nazwisko chlopa z powyzszej ksiazki ) zrozumialem dlaczego powiesc te stracono w najglebsze czelusci zapomnienia . Moim zdaniem " Placowka " powinna byc w pierwszej 10 obowiazkowych lektur .
Udanej nocy :-)

cumbera
17
cumbera 17
#44915.12.2011, 17:23

Niedawno skończyłam trylogię Corinne Hofmann czyli ''Biała Masjka'',''Żegnaj Afryko'' i ,,Moja afrykańska miłość''.Książki czyta się jednym tchem.Polecam-przede wszystkim kobitkom:)
Tuż przed tym przeczytałam trylogię ''Millenium', Stiega Larssona-jak dla mnie bomba.Skusiłam się też na obejrzenie filmu ale jak to zazwyczaj bywa film nie umywa sie do książki.
Teraz jestem na etapie czytania księgi drugiej ''Wampiry z Morganville''Rachel Caine.Książka w tematyce podobna do ''Zmierzchu''S.Meyer.Szubko sie czyta.Odkupiłam te książki okazjonalnie bo pochłaniam wszystko,byle po polsku.Bardzo żałuję że nie znam angielskiego na tyle aby czytać w tym języku ale może kiedys to się zmieni...

#45031.12.2011, 21:32

Ja obecnie czytam "11.22.63" Kinga - dobre czytadło przed zaśnięciem. Amazona uwielbiam, teraz czekam na "Gulag: A History of the Soviet Camps" A.Applebaum, którą kupiłam za 0.01 GBP plus koszty przesyłki :-)

Katalog firm i organizacji Dodaj wpis