Policja podejrzewa Bacę o pędzenie bimbru. Baca się nie przyznaje, więc policjanci przeprowadzili przeszukanie jego chaty i na strychu znaleźli cały potrzebny do pędzenia bimbru sprzęt. - I co, Baco teraz też się nie przyznajecie
- pyta policjant. - To moze posondzicie mnie tyz o gwołt
Sprzynt to tego tyz mom
-odpowiada Baca.
25 oznak, że już jesteś, cholera, dorosły: 1. Rośliny w domu żyją i nie można ich wypalić. 2. Nie wyobrażasz sobie seksu w wąskim łóżku. 3. Masz więcej żarcia niż piwa w lodówce. 4. O 6:00 rano wstajesz, a nie idziesz do łóżka. 5. Twoja ulubiona piosenka leci w windzie. 6. Oglądasz TVN Meteo. 7. Twoi znajomi rozwodzą się i pobierają, zamiast rzucać i chodzić. 8. Ze 130 dni wakacji przechodzi na 14. 9. Jeansy i sweter to nie jest już ubiór wyjściowy. 10. To ty dzwonisz na policję z powodu zbyt głośnej muzyki u sąsiadów. 11. Rodzina swobodnie żartuje przy tobie o seksie. 12. Nie wiesz, o której zamykają McDonalda. 13. Ubezpieczenie za samochód spadło, ale twoje rachunki wzrosły. 14. Dajesz psu specjalne żarcie zamiast resztki z McDonalda. 15. Spanie na wersalce powoduje ból pleców u ciebie. 16. Nie ucinasz sobie drzemek od południa do 18:00. 17. Kolacja i film to już całość zamiast początku randki. 18. Zjedzenie kubełka skrzydełek kurzęcych o 3:00 nad ranem spowoduje potężną niestrawność zamiast ukoić żołądek. 19. Do apteki idziesz po ibuprofen i ranigast, a nie po prezerwatywy i test ciążowy. 20. Butelka wina za 10 zł to nie jest już "całkiem niezły alkoholik". 21. Właściwie to jesz śniadanie w porze śniadania. 22. "Nie umiem już tak pić jak kiedyś" zastępuje "Nigdy już się tak nie nachlam". 23. 90% czasu przed komputerem poświęcasz na pracę. 24. Pijesz w domu, żeby zaoszczędzić kasę przed pójściem do baru. 25. Czytasz tę listę, szukając desperacko jednego punktu, który by ciebie nie dotyczył, ale nic nie uratuje twojego starego dupska.
25 oznak, że już jesteś, cholera, dorosły: 1. Rośliny w domu żyją i nie można ich wypalić. 2. Nie wyobrażasz sobie seksu w wąskim łóżku. 3. Masz więcej żarcia niż piwa w lodówce. 4. O 6:00 rano wstajesz, a nie idziesz do łóżka. 5. Twoja ulubiona piosenka leci w windzie. 6. Oglądasz TVN Meteo. 7. Twoi znajomi rozwodzą się i pobierają, zamiast rzucać i chodzić. 8. Ze 130 dni wakacji przechodzi na 14. 9. Jeansy i sweter to nie jest już ubiór wyjściowy. 10. To ty dzwonisz na policję z powodu zbyt głośnej muzyki u sąsiadów. 11. Rodzina swobodnie żartuje przy tobie o seksie. 12. Nie wiesz, o której zamykają McDonalda. 13. Ubezpieczenie za samochód spadło, ale twoje rachunki wzrosły. 14. Dajesz psu specjalne żarcie zamiast resztki z McDonalda. 15. Spanie na wersalce powoduje ból pleców u ciebie. 16. Nie ucinasz sobie drzemek od południa do 18:00. 17. Kolacja i film to już całość zamiast początku randki. 18. Zjedzenie kubełka skrzydełek kurzęcych o 3:00 nad ranem spowoduje potężną niestrawność zamiast ukoić żołądek. 19. Do apteki idziesz po ibuprofen i ranigast, a nie po prezerwatywy i test ciążowy. 20. Butelka wina za 10 zł to nie jest już "całkiem niezły alkoholik". 21. Właściwie to jesz śniadanie w porze śniadania. 22. "Nie umiem już tak pić jak kiedyś" zastępuje "Nigdy już się tak nie nachlam". 23. 90% czasu przed komputerem poświęcasz na pracę. 24. Pijesz w domu, żeby zaoszczędzić kasę przed pójściem do baru. 25. Czytasz tę listę, szukając desperacko jednego punktu, który by ciebie nie dotyczył, ale nic nie uratuje twojego starego dupska.
Szklanka wódki (250 g) zabija około 1000-2000 komórek nerwowych w naszym mózgu. Komórki nerwowe się nie regenerują. Ludzki mózg składa się z około 3 miliardów komórek nerwowych, z czego używamy na co dzień około 10% z nich. Zatem około 2,7 miliarda komórek jest niepotrzebnych. Szklanka wódki zabija 1000 komórek nerwowych. Człowiek może bez obawy o swoje zdrowie wypić 2 700 000 szklanek wódki. Przeliczamy: 1 butelka (750 g) = 3 szklanki, zatem 2 700 000/3 = 900 000 butelek. Zakładając, ze maksymalny wiek przeciętnego alkoholika wynosi 55 lat, a zaczyna on pić, powiedzmy mając 15 lat, to mamy 40 lat stażu. Przeliczamy lata na dni: 40 * 365 = 14600 dni picia. Jeżeli możemy wypić 900 000 butelek bez obawy o nasze komórki nerwowe to: 900000/14600 = 62 butelki wódki dziennie! Wniosek: Aby umrzeć z braku komórek nerwowych musielibyśmy pić po 20 butelek wódki na śniadanie, 20 - na obiad i 30 - na kolację... KAMIEŃ Z SERCA !!! GORZAŁKA DLA WSZYSTKICH !!! Podaj dalej, żeby ludzie nie żyli w nieświadomości... .
Wielki, ogromny, wielopiętrowy supermarket, w którym kupicie wszystko. Szef przyjmuje do pracy nowego sprzedawcę, dając mu jeden dzień okresu próbnego żeby go przetestować. Po zamknięciu wzywa szef nowego sprzedawcę do biura: - No to ile dziś zrobił pan transakcji? - pyta sprzedawcę. - Jedną, szefie. - Co? Jedną?! Nasi sprzedawcy mają średnio od sześćdziesięciu do siedemdziesięciu transakcji w ciągu dnia! Co pan robił przez cały dzień? A właściwie to ile pan utargował? - Trzysta osiemdziesiąt tysięcy dolarów. Szefa zatkało. - Trzy... sta osiem... dziesiąt tysięcy? Na Boga, co pan sprzedał?! - No, na początku sprzedałem mały haczyk na ryby... - Haczyk na ryby? Za trzysta osiemdziesiąt tysięcy? - Potem przekonałem klienta żeby wziął jeszcze średni i duży haczyk. Następnie przekonałem go, że powinien wziąć jeszcze żyłkę. Sprzedałem mu trzy rodzaje: cienką, średnią i grubą. Wdaliśmy się w rozmowę. Spytałem gdzie będzie łowić. Powiedział, że na Missouri, dwadzieścia mil na północ. W związku z tym sprzedałem mu jeszcze porządną wiatrówkę, nieprzemakalne spodnie i rybackie gumowce, ponieważ tam mocno wieje. Przekonałem go, że na brzegu ryby nie biorą, no i tak poszliśmy wybrać łódź motorową. Spytałem go jakie ma auto i wydusiłem z niego, że dość małe aby odwieźć łódź, w związku z czym sprzedałem mu przyczepę. - I wszystko to sprzedał pan człowiekowi, który przyszedł sobie kupić jeden, jedyny haczyk na ryby?! - Nieee. On przyszedł z zamiarem kupienia podpasek dla swojej żony. Zaproponowałem mu, że skoro w weekend nici z seksu to może pojechałby przynajmniej na ryby...
Analiza piosenki z nurtu Disco Polo Niebieskie oczy miała a potem wyjechała La la la la la la la La la la la la la la la Tak tak tak tak tak tak nie nie nie nie nie nie Zdradziła zdradziła MNIE I nic mi nie zostało zacząłem pić kakao La la la la la la la La la la la la la la la Tak tak tak tak tak tak nie nie nie nie nie nie Zdradziła zdradziła MNIE A kiedy powróciła do domu moja miła La la la la la la la La la la la la la la la Tak tak tak tak tak tak nie nie nie nie nie nie Zdradziła zdradziła MNIE W brzuchu jej coś siedziało cztery odnóża miało La la la la la la la La la la la la la la la Tak tak tak tak tak tak nie nie nie nie nie nie Zdradziła zdradziła MNIE ANALIZA : Podmiot liryczny - dokładnie JA liryczne - jest w stanie załamania nerwowego. Często powtarzające się słowa "la la la...", świadczą o emigracji wewnętrznej, zadumaniu, romantycznym roztargnieniu, co nasze JA liryczne potwierdza brakiem zdecydowanego stosunku do sprawy ("tak tak... nie nie"). Bohater wiersza nie wie, czy ma ów rozdział swojego życia zamknąć za sobą: "zdradziła mnie... tak tak" chcę zapomnieć, zły i buńczuczny, ale nie potrafi zrozumieć. Chce, lecz nie może pogodzić się z tą myślą ("nie nie..."). Bohater niczym rozdarta sosna - widać tu nawiązanie do poezji Młodej Polski, modernistyczno - hedonistyczne podejście do życia. K. Przerwa -Tetmajer jest wyraźną inspiracją. Symbol rozdartej sosny odzwierciedla rozdarcie wewnętrzne naszego JA lirycznego. Nawiązanie do poezji Młodej Polski widać również w drugiej strofie. Bohater wiersza topi swoje żale w używkach. Co prawda nie wspomina o nirwanie czy alkoholu, lecz stara się zapomnieć o ukochanej przez zatopienie się w innej pasji - jest nią picie kakao. Nasz bohater jest nowoczesny, prowadzi ekologiczny tryb życia, dlatego woli zdrowe, pełne energii białka kakao od destruktywnego alkoholu. Ukochana naszego bohatera powróciła, lecz nie zmieniło to nastroju podmiotu lirycznego. Wciąż próbuje pamiętać, co ona mu zrobiła ("zdradziła mnie... tak tak..."), lecz nie może się z tym pogodzić ("nie nie..."). Bohater jednak zaobserwował zmiany w wyglądzie swojej lubej, najwyraźniej nie za bardzo wie, czym jest owa czteroodnogowa nowość w brzuchu lubej. Wie natomiast jedno: że jego luba go zdradziła. Co można natomiast powiedzieć o samym podmiocie lirycznym? Jest na pewno amatorem blondynek, ponieważ w 98% osoby posiadających niebieską barwę tęczówek ("niebieskie oczy miała"), mają również blond włosy. Jest to oczywisty wynik genetycznego dziedziczenia pigmentu. Jego brak decyduje o jasności cery, włosów oraz oczu. Jego ukochana natomiast najwyraźniej jest blondynką, która nie znalazła w ramionach naszego JA lirycznego ujścia dla swojego temperamentu, mimo że żywi do niego ogromne uczucie. Potwierdzenie powyższego znajdujemy w słowach: "a kiedy powróciła do domu moja miła" Wróciła w stanie błogosławionym, co świadczy, że niczym bohaterka "Stu lat samotności" G.G. Marqueza - niezrozumiana, niedopieszczona, spragniona fizycznych czułości - uciekła od naszego bohatera, by znaleźć to właśnie, czego szukała. Jednak nie zapomniała o ogromnych pokładach miłości (myślę, że nie będzie nadinterpretacją, jeśli dodam, że platonicznej) do swego ukochanego i wróciła do niego, wiedząc, że ten dobry człowiek ją zrozumie i wybaczy. O ile oczywiście zrozumie, skąd się wziął jej odmienny stan... Mamy do czynienia z pięknym tekstem, zawierającym głęboko zarysowaną, skomplikowane sylwetki psychologiczne naszych bohaterów. On cierpi, bo został zdradzony - ale nie może się z tym pogodzić. Wciąż kocha swoją lubą. Ona - szukająca czegoś więcej, niż jej nasze JA liryczne może dać. Niczym Jagna z Reymontowskich "Chłopów"... Autor tekstu niezaprzeczalnie musiał długo prowadzić psychoanalizę archetypów dla swoich bohaterów. Wzruszający, pełen nawiązań do klasyki literatury aromatycznej tekst!
![]()
Autentyczne dialogi pilotów Wieża: Żeby uniknąć hałasu, odchylcie kurs o 45 stopni w prawo. Pilot: Jaki hałas możemy zrobić na wys. 35000 stopni? Wieża: Taki kiedy wasz 707 uderzy w tego 727, którego macie przed sobą... Wieża: Jesteście Airbus 320 czy 340? Pilot: Oczywiście, że Airbus 340. Wieża: W takim razie niech pan będzie łaskaw właczyć przed startem pozostałe dwa silniki. Pilot: Mamy mało paliwa. Pilnie prosimy o instrukcje... Wieża: Jaka jest wasza pozycja? Nie ma was na radarze. Pilot: Stoimy na pasie nr 2 i już całą wieczność czekamy na cysternę. Wieża: Wasza wysokosć i pozycja? Pilot: Mam 180 cm wzrostu i siedzę z przodu po lewej...
Dalej w ten deseń, autentyki z klasy w liceum... Reakcja łańcuchowa polega na roztrzepywaniu jąder. Napalm został po raz pierwszy użyty przez Niemców na wojnie koreańskiej w Wietnamie. W młodości dużo studiował ale w końcu się ugiął pod ciężarem wiedzy i umarł na zapalenie opon mózgowych. Baczyński wlał mnóstwo serca w swoje wiersze, jednak nie uchroniło go to od niemieckich kul.
Dla przypomnienia trochę ortografii
Zemsta logopedy
sprawdź jak twoja paszcza chlaszcze BĄK Spadł bąk na strąk, a strąk na pąk. Pękł pąk, pękł strąk, a bąk się zląkł. BYCZKI W trzęsawisku trzeszczą trzciny, trzmiel trze w Trzciance trzy trzmieliny a trzy byczki znad Trzebyczki z trzaskiem trzepią trzy trzewiczki. BZYK Bzyczy bzyk znad Bzury zbzikowane bzdury, bzyczy bzdury, bzdurstwa bzdurzy i nad Bzurą w bzach bajdurzy, bzyczy bzdury, bzdurnie bzyka, bo zbzikował i ma bzika! CHRZĄSZCZ Trzynastego, w Szczebrzeszynie chrząszcz się zaczął tarzać w trzcinie. Wszczęli wrzask Szczebrzeszynianie: - Cóż ma znaczyć to tarzanie?! Wezwać trzeba by lekarza, zamiast brzmieć, ten chrząszcz się tarza! Wszak Szczebrzeszyn z tego słynie, że w nim zawsze chrząszcz BRZMI w trzcinie! A chrząszcz odrzekł niezmieszany: - Przyszedł wreszcie czas na zmiany ! Drzewiej chrząszcze w trzcinie brzmiały, teraz będą się tarzały. CIETRZEW Trzódka piegży drży na wietrze, chrzęszczą w zbożu skrzydła chrząszczy, wrzeszczy w deszczu cietrzew w swetrze drepcząc w kółko pośród gąszczy. CZYŻYK Czesał czyżyk czarny koczek, czyszcząc w koczku każdy loczek, po czym przykrył koczek toczkiem, lecz część loczków wyszła boczkiem. DZIĘCIOŁ Czarny dzięcioł z chęcią pień ciął. GORYL Turlał goryl po Urlach kolorowe korale, rudy góral kartofle tarł na tarce wytrwał gdy spotkali się w Urlach góral tarł, goryl turlał chociaż sensu nie było w tym wcale. HUCZEK Hasał huczek z tłuczkiem wnuczka i niechcący huknął żuczka. ? Ale heca... - wnuczek mruknął i z hurkotem w hełm się stuknął. Leży żuczek, leży wnuczek, a pomiędzy nimi tłuczek. Stąd dla huczka jest nauczka by nie hasać z tłuczkiem wnuczka. JAMNIK W grząskich trzcinach i szuwarach kroczy jamnik w szarawarach, szarpie kłącza oczeretu i przytracza do beretu, ważkom pęki skrzypu wręcza, traszkom suchych trzcin naręcza, a gdy zmierzchać się zaczyna z jaszczurkami sprzeczkę wszczyna, po czym znika w oczerecie w szarawarach i berecie.... KRÓLIK Kurkiem kranu kręci kruk, kroplą tranu brudząc bruk, a przy kranie, robiąc pranie, królik gra na fortepianie. KRUK Za parkanem wśród kur na podwórku kroczył kruk w purpurowym kapturku, raptem strasznie zakrakał i zrobiła się draka, bo mu kura ukradła robaka. MUSZKA Mała muszka spod Łopuszki chciała mieć różowe nóżki - różdżką nóżki czarowała, lecz wciąż nóżki czarne miała. - Po cóż czary, moja muszko? Ruszże móżdżkiem, a nie różdżką ! Wyrzuć wreszcie różdżkę wróżki i unurzaj w różu nóżki! PCHŁA Na peronie w Poroninie pchła pląsała po pianinie. Przytupnęła, podskoczyła i pianino przewróciła. SZCZENIAK W gąszczu szczawiu we Wrzeszczu klaszczą kleszcze na deszczu, szepcze szczygieł w szczelinie, szczeka szczeniak w Szczuczynie, piszczy pszczoła pod Pszczyną, świszcze świerszcz pod leszczyną, a trzy pliszki i liszka taszczą płaszcze w Szypliszkach. TRZNADLE W krzakach rzekł do trznadla trznadel: - Możesz mi pożyczyć szpadel ? Muszę nim przetrzebić chaszcze, bo w nich straszą straszne paszcze. Odrzekł na to drugi trznadel: - Niepotrzebny, trznadlu, szpadel ! Gdy wytrzeszczysz oczy w chaszczach, z krzykiem pierzchnie każda, paszcza! ŻABA Warzy żaba smar, pełen smaru gar, z wnętrza gara bucha para, z pieca bucha żar, smar jest w garze, gar na żarze, wrze na żarze smar. ![]()
Na środku oceanu spotykają się 3 rekiny. 1 rekin mówi: - Psiakrew, zeżarłem jednego Francuza. Był taki wyperfumowany, że eppp... do tej pory czkam wodą kolońską. 2 rekin mówi: - To nic, ja, cholera, zeżarłem jakiegoś Rosjanina, chyba to był generał, do tej pory w brzuchu mi jakieś żelastwo, dzyń dzyń... niby te jego medale... brzęczą i ryby płoszę... A trzeci rekin na to: - To jest wszystko nic, koledzy! Ja zeżarłem tydzień temu jakiegoś polskiego posła, taki miał pusty łeb, że się zanurzyć do tej pory nie mogę...
Czy warto być optymistą? Czy znasz kogoś, kto jest optymistycznie nastawiony do świata? A czy spotkałeś kogoś, kto jest pesymistą i cały czas narzeka? Z kim wolałbyś pracować i bawić się? Czy zastanawiałeś się kiedys dlaczego dla niektórych ludzi trudności stanowią wyzwanie - wezwanie do działania i zwyciężania, podczas, gdy innych całkowicie pogrążają w chaosie i apatii? Najnowsze badania wykazują, że optymiści lepiej sie uczą, są zdrowsi, więcej zarabiają, zakładają długotrwałe i szczęśliwe małżeństwa, utrzymują więź ze swymi dziećmi, a nawet dłużej żyją. Do której grupy ludzi chcesz należeć? Motto: Największym odkryciem mojego pokolenia było zrozumienie faktu, że ludzie mogą zmieniać swoje życie poprzez zmianę stanu swego ducha. Czy chcesz byc bardziej optymistyczny? Jeśli tak - mam dobrą wiadomość - możesz to zrobić. Istnieje wiele metod zmiany. Jeśli głębiej interesuje Cię ten temat, koniecznie przeczytaj książkę "Potęga optymizmu" autor Alan Loy McGinnis - gorąco polecam. Poniżej zaś podaję sposób na to, żeby zostać optymistą: Trudności będą na pewno opracuj wiec plan jak je pokonać. Uważaj siebie za kogoś, kto potrafi znaleźć wyjście z trudnej sytuacji Szukaj wielu możliwych rozwiązań Mów otwarcie o negatywnych uczuciach Szukaj dobrych stron każdej sytuacji W jaki spośób można zjeść słonia? Po kawałku! Każde zadanie, bez względu na to jak wielkie, zawsze da się rozwiązać, jeśli rozbije się je na wystarczająco małe części. Trzeba tylko zaplanować sobie to i wziąć się za robotę. Uwierz, że sam decydujesz o swojej przyszłości. Wydarzenia dzielą się na dwie grupy: Te, na które nie mamy wpływu Te, na które mamy wpływ Więc daj sobie spokój z martwieniem się o rzeczy, na które nie masz wpływu, a rób to, na co masz wpływ - jak tylko potrafisz najlepiej. Jeżeli coś Ci nie wyszło, zacznij wszystko od nowa! A poza tym : Przebywaj z optymistami ! To co widzisz, lub słyszysz wpływa, na Twój umysł czy tego chcesz, czy nie, więc ogranicz czytanie, słuchanie i oglądanie smutnych, lub złych rzeczy, a czytaj słuchaj rzeczy pozytywnych, książek i nagrań motywacyjnych. Pomyśl o duchowym odnowieniu, polecam książkę N. V. Peale "Uwierz i zwyciężaj" Zaplanuj czas na odpoczynek. "Nie ma w życiu beznadziejnych sytuacji, są tylko ludzie, którzy stali się bezradni wobec nich" Zmień swój sposób myślenia. Nie dopuszczaj do siebie czarnych myśli. Mów tylko dobre rzeczy - wkrótce zaczniesz tak myśleć. Poznaj ważną zasadę "masz to, co mówisz" Bądź wdzięczny, za to, co już otrzymałeś. Wyobraź sobie swój sukces Bądź pogodny, entuzjastyczny - po prostu zacznij tak się zachowywać, a tak się poczujeszMoże to nie jest miejsce na te rekolekcje;-) ale moze komus pomoze.
Alkohol nie rozwiąże twoich problemów... A z drugiej strony, mleko w sumie też nie.. Jeżeli spotkałeś kobietę swoich marzeń, to o pozostałych marzeniach możesz śmiało zapomnieć. Życie jest piękne... Jeśli prawidłowo dobierze się środki antydepresyjne. W Związku Sowieckim wypowiedziano wojnę alkoholizmowi. Na początek zlikwidowano zakąskę. - Kto to jest psychiatra? - Jest to człowiek, który zadaje ci dziesiątki pytań za pieniądze. Te same pytania żona zadaje ci za darmo. Wszystkie kobiety marzą o przystojnych, czułych kochankach. Niestety, wszyscy przystojni, czuli faceci mają już kochanków. - Tato, a ile trwa okres? - Widzisz, synu - to zależy od kobiety. U kochanki 2 do 3 dni, a u żony prawie cały miesiąc. Szczyt bezczelności: zadzwonić do Constaru i spytać, dlaczego na ich stronie www nie działa klawisz "odśwież". Badania wykazały, że 40% mężczyzn miało pierwszy kontakt seksualny pod prysznicem. Pozostałych 60% w wojsku nie służyło. Jeśli masz przepiękną żonę, odlotową kochankę, super brykę, nie masz kłopotów z urzędem podatkowym i prokuratorem, a gdy wychodzisz na ulicę świeci słońce i wszyscy się do ciebie uśmiechają - narkotykom powiedz NIE! Pewne francuskie pismo dla mężczyzn ogłosiło konkurs na najlepszy opis poranka. Pierwsze miejsce zajął autor takiej wypowiedzi: "Wstaję, jem śniadanie, biorę prysznic, ubieram się i jadę do domu".
Turysta przychodzi do knajpy w Zakopanem, siada przy barze i pyta: - Barman, co polecisz do picia? - Ano, panocku, drink Góra Cy. - Jak to Góra Cy? dopytuje się turysta. - Widzi pan, bierzemy sklanecke wina. No dwie. Góra cy! I wlewamy do garnka. Później bierzemy sklanecke piwa. No dwie... Góra cy! I wlewamy do tego samego garnka. Następnie sklanecke wódecki... dwie, no góra cy...! I wlewamy do tegoż samego garnecka. Na koniec bierzemy sklanecke koniacku. No dwie. Góra cy...! I wlewamy do garnka. Garnek stawiam na ogniu i miesając gzejemy cas jakiś. Później nalewamy i pijemy sklaneckę, dwie, no góra cy! Po wypiciu wstajemy, robimy krocek, dwa, no góra cy...
4 zakonnice postanowily sie wyspowiadac,Ksiadz pyta;czy dotykalyscie kiedys czlonka?pierwsz: no,ja tak paluszkiemK: to zamocz paluszka w wodzie swiecobnej i grzech zostanie ci odpuszczony,druga:bvja to tak cala raczkaK:to zamocz raczke w wodzie swieconej i grzech zostanie ci odpuszczonytrzecia:hmm...ja to.....czwarta:jak ona w tej wodzie d...zamoczy to ja tej wody nie wypije.
| ||
Do lekarza przychodzi kobieta. W poczekalni zastaje mężczyznę. - Czy pan jest ostatni? - Zagaduje. - Nie proszę pani, taki ostatni to ja nie jestem! Widziałem gorszych. - Ale czeka pan w kolejce? - Nie, proszę pani, w poczekalni. - Pytam, czy stoi pan na końcu. - Skąd pani to przyszło do głowy? Stoję na nogach. - Cham! - Woła zdenerwowana kobieta. - Niech mnie pan w d....ę pocałuje! - Proszę pani... - Wzdycha mężczyzna. Ja tu przyszedłem po receptę dla żony, a nie żeby się z panią pieścić Wspomnienia kolesia: - Jak byłem kawalerem, zawsze gdy spotykały mnie jakieś zgrzybiałe ciotki na weselach, to poklepywały mnie po ramieniu i mówiły: - Będziesz następny. - Przestały, kiedy na pogrzebach zacząłem robić im tak samo.
Turysta przychodzi do knajpy w Zakopanem, siada przy barze i pyta: - Barman, co polecisz do picia? - Ano, panocku, drink Góra Cy. - Jak to Góra Cy? dopytuje się turysta. - Widzi pan, bierzemy sklanecke wina. No dwie. Góra cy! I wlewamy do garnka. Później bierzemy sklanecke piwa. No dwie... Góra cy! I wlewamy do tego samego garnka. Następnie sklanecke wódecki... dwie, no góra cy...! I wlewamy do tegoż samego garnecka. Na koniec bierzemy sklanecke koniacku. No dwie. Góra cy...! I wlewamy do garnka. Garnek stawiam na ogniu i miesając gzejemy cas jakiś. Później nalewamy i pijemy sklaneckę, dwie, no góra cy! Po wypiciu wstajemy, robimy krocek, dwa, no góra cy...
Hej Mufka dowCIPY specjalnie dla ciebie :):)************Marynarz opowiada w knajpie wrażenia z ostatniego rejsu:- Wypłynęliśmy, kurwa, z portu. Sztorm, kurwa, jak diabli! Ale nasz kapitan, kurwa, to dzielny chłop! Wkrótce zawinęliśmy, kurwa, do portu, to ja, kurwa, myślę: trzeba się, kurwa, napić i zabawić. Idę, kurwa, do knajpy, siadam, kurwa, przy barze, a tu, kurwa, przysiada się do mnie ta... no... kobieta lekkich obyczajów.***********************- Słuchaj stary, wczoraj, gdy akurat nie było mojej ślubnej, bzykam sobie elegancko lalę, któą poderwałem na ulicy, i nagle wchodzi moja teściowa!- I co? I co?- I, słuchaj, bardzo pozytywnie mnie kobita zaskoczyła. Bardzo pozytywnie.- Co zrobiła? No co?- A, no kulturalnie wzięła i zeszła.- Na dwór?- Nie, na wylew.*****************Jak wkurzyć barmana- poproszę whisky- z lodem czy bez??- bez loda***********************W czasie wizyty u dentysty dzwoni komórka pacjentki, która nie może rozmawiać. Kobitka bezradna. Dentysta w końcu sie zlitowal. Bierze komórkę:- Halo... Kto mówi?- Jak kto, kto mówi?! MĄŻ!- Aaaa... Mąż... OK., zaraz kończymy.... Żona tylko wypluje i natychmiast oddzwoni.*******************Pewna kobieta, spowiadając się mówi do księdza:- Proszę księdza, siedem razy zdradziłam swego męża- Oj, piekło, córko, piekło!- odpowiada ksiądz.- Nie piekło, ino swędziało******************- Mamo jak to jest? Ty jesteś biała, tatuś jezst biały a ja jestem czarny. - Synu była taka impreza że ciesz się, że nie szczekaszA teraz czy ktoś mi powie że te dowcipy są chujowe?????
| uł | następny artykuł » |

A tak maska od wewnątrz:
A tak wyglądał piękny lakier metalik na masce:
Samochodem jedziemyBojownicze prawo jazdyQbek | Śr 29-06-2005 05:00 | 26766 x czytane
Prawo jazdy każdy może zrobić. Ale nie każdy przeżywa podczas kursu tak atrakcyjne przygody i zdobywa tak specyficzną wiedzę, jak Bojownicy JM. Zaczynamy skromnie, od ulubionych powiedzonek Panów Instruktorów:Mój instruktor, ponad 100 kg wagi, za bardzo za mną nie przepadał. Jak nie wykonywałem poleceń, mawiał: "Jak wół pierdzi, to obora słucha!" Czasem dodawał: "Ty trollu! (czyżby bywalec JM?)... No i niezapomniane "Orientuj się na leflektor!"*****Mój instruktor, jak ktoś przechodził przed maską (z dala od przejścia dla pieszych)lubił krzyczeć: "PO PIĘTACH IM!!!"*****Ulubionym zawołaniem mojego INJ było: "K***A, PIOTREK!!! Żeby ci wszystkie kochanki w ciążę zaszły!!!"Klątwa, dzięki Bogu, się nie spełniła.*****Przede wszystkim credo całej szkoły jazdy było powiedzenie: "Ciągła linia nie murzyn, nie wolno po niej jeździć!"Zadziwiające, że jak trochę się pojeździło, to zaraz przed egzaminem obowiązywało inne: "Ciągła linia nie ściana..."*****A mój małżonek na kursie usłyszał od instruktora, gdy stał na podporządkowanej i czekał na dogodny moment, żeby skręcić w prawo na główną: "No jedź wreszcie, bo nam tu czynsz zaczną naliczać."Przyjrzyjmy się też mniej i bardziej konwencjonalnym metodom dydaktycznym:Na jeździe Lechu stawiał kubek z kawą w uchwycie i mówił: "Jak się wyleje, to w******ol."*****Moja mama miała z kolei instruktora, który, jak się przegapiło jakiś znak, to kilkaset metrów dalej kazał się zatrzymać, dawał szmatę i kazał biec polerować ten znak, żeby był bardziej widoczny. *****To i ja dorzucę opowieść z ostatniej jazdy na kursie - w dniu egzaminu - było to 27 grudnia w ubiegłym stuleciu... Odwilż na całego, ulice pokryte tzw. błotem pośniegowym... Jadę sobie spokojnie przez jedną z dzielnic Katowic, nagle instruktor mówi: - Odbij lekko w lewo...Nie bardzo wiedziałem po co, więc nie posłuchałem (do dzisiaj, zanim zrobię to, co mi "każe" żona, najpierw zastanawiam się po co... i też nie słucham... czasem...)Następne zdanie jakie usłyszałem od instruktora brzmiało:- A teraz zobacz w lusterku, jak ci ochlapani faceci cię chu.ami obrzucają... I nie zrób tego po południu na egzaminie!!*****Po opanowaniu ruszania bez gaszenia silnika, przeszłam płynnie do ruszania z piskiem opon, co bardzo spodobało się mojemu instruktorowi, więc jak była sposobność, to na światłach rzucał czasami:-Ruszaj, ale tak z piskiem opon, poooostraszymy mercedesa (BMW, żuka, co tam się akurat nawinęło).*****Wiosna, jeździmy po mieście, a jak to na wiosnę płeć piękna na chodnikach odwraca uwagę kierowców od kółka.Mój instruktor, poirytowany już przypominaniem mi, że powinienem patrzeć przede wszystkim do przodu, a nie na boki, krzyczy:- Jedź na targ!!!- Po co????????????- Kupimy p*zde cielęcą, przykleję ją na masce, to będziesz się do przodu patrzył.Jeśli komuś się wydaje, że praca INJ jest łatwa, lekka i przyjemna, to jest w ogromnym błędzie. Nie dość, że stanowisko pracy mało komfortowe i grozi uszczerbek na zdrowiu, to jeszcze te złowieszcze przejazdy kolejowe: Ja trafiałem czasami instruktora, którego większość energii i uwagi koncentrowała się na wygodnym ułożeniu na siedzeniu: rozkładał siedzenie, układał się na jeden bok, zaklął, zmiana na drugi bok i tak godzinę...*****Prawko robiłam dawno temu na maluszku. Wczesniej owszem siedziałam za kółkiem jakieś dwie minuty jeżdżąc po piaszczystym polu, "na jedynce".Pierwsza jazda, instruktor pyta:-Jeździła pani kiedyś??-Oczywiscie!-No to jedziemy.Pojechaliśmy bocznymi ulicami Olsztyna. Na jednej z nich są tory. Nie wiem, jakim cudem zamiast dwójki wrzuciłam czwórkę i z impetem przejechałam przez tory.Efekt? Instruktor wygiął dach malucha i dwa tygodnie chodził w kołnierzu ortopedycznym.Ale "oddał" mnie innemu instruktorowi do nauki.*****Ja z kolei na moich pierwszych zajęciach praktycznych miałem za zadanie zajechać na McDrive, gdzie instruktor kupił sobie jakiegoś shake’a i kazał mi ruszyć dalej. Pokrążyliśmy po mieście, a następnie wracaliśmy przez dość ruchliwy przejazd kolejowy (trasa Katowice-Częstochowa), do tego położony w lesie. Dojeżdżając do tegoż przejazdu usłyszałem tylko z ust instruktora: "Nie lubię tego miejsca". Ja przerażony, czarne myśli chodzą po głowie, rozglądam się za pociągiem, w końcu nie wytrzymałem i zapytałem, dlaczego? Na to instruktor z kamienną miną: "Bo tu mi się ZAWSZE shake kończy". I wywalił przez okno kubek z McDonald’sa, a ja myślałem, że też go zaraz wyrzucę. Ale poczciwy z niego chłop był i zawsze było z nim zabawnie.
Wobec tak obowiązków tak ciężkich i stresujących jasne jest, że trzeba znaleźć sposób na odprężenie. A jaki jest najlepszy? Tak, tak, dokładnie to, co myślicie:Pojeździłem sobie po mieście, podjechałem pod dom następnego kursanta, ustąpiłem mu miejsca, a sam siadłem z tyłu. Przy rondzie De Gaulle’a musieliśmy się zatrzymać kilkadziesiąt metrów przed światłami, akurat na wysokości przystanku. Stoimy, czekamy na zmianę świateł i nagle słyszę głos instruktora:- Aaaale sztuka. Ja i kierowca natychmiast podążamy za jego wzrokiem i dostrzegamy na prawo od nas, na przystanku, bardzo ładną blondynkę. W tym samym momencie instruktor odzywa się po raz kolejny, tym razem spokojnym, beznamiętnym głosem.- Kierowca powinien się patrzeć przed siebie.Po czym sam spokojnie kontynuował oglądanie pani na przystanku.*****Spokojniutko, pełen koncentracji toczyłem się po zakręcie w lewo na dość dużym skrzyżowaniu. Nagle przeraźliwy wrzask, który wydał mój instruktor, spowodował podskoczenie mojego serca do przełyku i wielką chęć zrobienia siusiu. - Widziałeś? - krzyczał - widziałeś to? Powiedz, że widziałeś.Oczywiście ja nic nie widziałem. To znaczy ja myślałem, że wiem co się dzieje na ulicy i ogólnie miałem oczy dookoła głowy, ale po tym gwałtownie wykrzyczanym pytaniu nie byłem pewien rzeczywistości, która mnie otacza. Gdyby ktoś zapytał mnie wtedy, czy to ja prowadzę samochód, wyparłbym się szczerze.- Co? Co? Co się dzieje? - pytałem rozpaczliwie spodziewając się uderzenia rozpędzonego tira nadjeżdżającego z innego kierunku niż ja patrzę...- Widziałeś, jaka zaaaajjjjjjjeeeeeee*iiista dupa szła? Krzysiu, zawracaj! *****Jeden z moich znajomych opowiadał mi, jak raz na mieście instruktor zaczął ryczeć na niego: "TRĄB!". Ten nie wiedział po co, a instruktor dalej się drze. W końcu przerażony zapytał (kursant): "Ale... dlaczego?". "Nie widziałeś jaka d*pa szła?!"*****(...) Za to ten, co mi go dali później na pożarcie, to był młody ziutek, podjeżdżaliśmy powolutku do krawężnika, i rozlegało się:- Może panią podwieźć? (Wystarczył rzut oka na rozklekotanego fiata 126p i rozdygotanego kierowcę bombowca z nosem przy szybie... żadna nie wsiadła.)Dodatkową rekompensatą dla INJ bywa nobilitacja płynąca z pełnionych przez niego obowiązków:Ja wieki temu kończyłem technikum samochodowe, więc prawo jazdy to był u nas "normalny" przedmiot jak matma czy polski. W związku, z czym do instruktorów zwracaliśmy się vel. "panie profesorze" a na jazdy zabieraliśmy ze sobą dziennik, w którym wystawiali nam normalne stopnie. Miało to pewien mankament, jak się nie zdało prawka, to się kiblowało. Kiedyś podjechaliśmy na stacje benzynową. Kartki na paliwo, gościu nalewający, coby klient sobie przypadkiem pół litra więcej nie nalał, takie klimaty aż się łezka w oku kręci, ale płaciło się normalnie, znaczy się w okienku. Instruktor wysiadł, coby uiścić, a przysłuchujący się naszym rozmowom "benzyniarz" (bo jazdy mieliśmy Warszawą, więc poza "profesorem" ładowało się nas czterech - miał kto gadać), zapytał: "A ten naukowiec, co poszedł płacić, to też z wami zdaje, czy to sponsor jakiś?"Jakże się zdziwił, kiedy w sekundę zapluliśmy prawie wszystkie szyby.I wreszcie przychodzi dzień egzaminu...Pewna kursantka na egzaminie na hasło egzaminatora "na światłach w lewo" włączyła światła i wjechała na trawnik. (Oblała.)*****Na egzaminie chłopaczyna powiedział, że nie pojedzie, póki pan egzaminator nie zapnie pasów. (Oblał.)*****Za to sam egzamin miałem "z wrażeniami". Jadę sobie spokojnie, już objechałem pół miasta, dojeżdżam już prawie z powrotem do ośrodka, aż tu gościu mi mówi, żeby zjechać na pobocze i się zatrzymać. No pięknie, se myślę, coś sknociłem i jest po zabawie... A gościu do mnie mówi:- Chcesz zdać ten egzamin?- No... chcę...- TO PATRZ SIĘ K****WA W BOCZNE LUSTERKO!- No przecież patrzę....- G***WNO SIĘ PATRZYSZ! JAKBYŚ SIĘ K***WA PATRZYŁ W TO P*****ONE LUSTERKO, TO BYM TO K****WA WIDZIAŁ! NO WIĘC PATRZ SIE K****WA W TO P*****ONE LUSTERKO!!!!! JEDZIEMY!Pozostałą część trasy patrzyłem w boczne lusterko tak intensywnie, że prawie głowę przez okno wystawiałem...*****Oj, dawno było, ale gdy egzaminator za drugim razem musiał wyhamować (fiacika 126), powiedział: "CO TY H**U ODPIE**ALASZ, SKĄD TY K**WA MIESZKASZ?"No to ja mu powiedziałem, że z takiej małej wioski. Na koniec powiedział tylko "h*j ci w d**ę" i w ten oto sposób mam prawko (A B C E).Wykorzystano teksty następujących Bojowników: bluepig, beddragon, Blackout, bluepig, Codiac, E2A, Inga, jasql, kami_kadze, mog, Moosehead, no_nick, nyggus, outtextxy, ROJ, sebek2303, Trupojad, uta_t, yapol.A pomysł został zaczerpnięty z tego wątku na forum Kawałki Mięsne.A Ty jak wspominasz swoją naukę jazdy?
Na chwilke wrocilam-1)
> > Kiedyś pracowałem z babeczką, której podmieniłem wygaszacz na czarny
> > ekran.
> > Nie było widać nic - po prostu czarny monitor. Ona oczywiście nie
> > wiedziała,
> > że to wygaszacz i przyszła kiedyś do mnie z prośbą, żebym włączył jej
> > komputer. Podszedłem do sprawy fachowo. Zamyśliłem się, chrząknąłem,
> > znowu
> > zamyśliłem, a potem poinformowałem ją, że jeden z kabli w komputerze
> > jest
> > luźny. I trzeba mocno huknąć dłonią w biurko, żeby zaczął stykać. I dla
> > przykładu uderzyłem mocno w biurko, co okazało się nad wyraz skuteczne.
> > Oczywiście chodziło o to, żeby poruszyć myszkę i wyłączyć wygaszacz. Tak
> > mi
> > się ta zabawa spodobała, że byłem ciekaw kiedy kobitka się zorientuje...
> > Po
> > dwóch miesiącach, kiedy widziałem jak szkoli nową osobę, i uczy ją
> > umiejętnie uderzać w biurko "...bo kabelek jest luźny" nie wytrzymałem.
> > Podszedłem i wyjawiłem całą prawdę... Wiem, mięczak ze mnie...
> >
> > 2)
> > Kiedyś stworzyłem efekt graficzny, który wyglądał jak przesuwające się
> > światło w kserokopiarce. Oczywiście nie mogłem się oprzeć i wbudowałem
> > go w
> > program w biurze. Pracownikom zaś powiedziałem, że mamy teraz
> > zawansowany
> > program i oprócz logowania muszą jeszcze przykładać rękę do ekranu -
> > wtedy
> > ekran skanuje ich odciski palców. Przez prawie miesiąc miałem ubaw,
> > patrząc
> > jak pięcioro głąbów przed każdym załogowaniem przykłada rękę do ekranu i
> > czeka aż ekran zeskanuje ich odciski. Oczywiście bawiłbym się dłużej,
> > gdyby
> > nie szef, który wszedł do biura z rozdziawioną szczęką, wziął mnie na
> > bok i
> > kazał mi to natychmiast odinstalować...
> >
> > 3)
> > Siedzę sobie w kanciapie z kumplem i nagle wpada zaaferowana kobieta.
> > Wymachuje dyskietką w ręku i mówi, że stacja jej padła. Pouczyłem ją, że
> > trzeba było zadzwonić (akurat bym się ruszył), ale w końcu mnie namówiła
> > i
> > razem z kumplem poszliśmy obadać sprawę. Dochodzimy do jej biurka, ja
> > patrzę, a ona wkłada dyskietkę do góry nogami i krzyczy, że "Stacja nie
> > działa, a ona MUSI zgrać co trzeba!". Patrzę na kumpla, on na mnie,
> > widzę że
> > kumpel już ma powiedzieć Pani w czym rzecz, więc gestem ręki go uciszam
> > i
> > mówię:
> > - Bo widzi Pani. Ktoś sfuszerował sprawę! Ma Pani komputer postawiony do
> > góry nogami... - po czym przekręciłem jednostkę i wyszedłem z pokoju z
> > kumplem, żeby się wyśmiać.
> >
> > 4)
> > Zadzwoniła do nas kobitka i stwierdziła, że jakiś idiota odłączył jej
> > LAN. W
> > życiu babki nie widziałem, ani jej komputera, ale idę do niej. Akurat
> > nie
> > było jej w boksie, ale już widzę, co jest grane. Panienka przesunęła
> > sobie
> > komputer z prawej strony boksu na lewą. A że kabel z sieci był za
> > krótki, to
> > go odłączyła. Przesunąłem komputer z powrotem na prawą stronę, wpiąłem
> > dyndającą wtyczkę i napisałem kartkę: "DZIAŁA TYLKO PO TEJ STRONIE
> > BOKSU!"
> >
> > 5)
> > Szef firmy pojawił się w biurze w laptopem. Miał ważną pracę do
> > zrobienia
> > więc rozłożył się w swoim gabinecie ze sprzętem. Nagle słyszę jak mnie
> > wzywa
> > do siebie. Szef: Mam z tym problem. Jak się włącza Windows, to po kilku
> > sekundach wszystko gaśnie... Ja: Czy bateria jest naładowana? Szef:
> > (tonem
> > nie znoszącym sprzeciwu) Oczywiście, że jest! Ja idę, a Ty to napraw. Po
> > czym szef wyszedł z gabinetu. No więc zasiadłem do sprzętu, włączam i
> > faktycznie, Winda się ładuje i wszystko znika. Miałem naprawdę ciężki
> > dzień,
> > ale nic, próbuję dalej. Wciąż z tym samym rezultatem... Już miałem
> > zapłakać,
> > gdy zauważyłem, że kabel zasilający jest odłączony. Podłączyłem do sieci
> > i
> > laptop śmigał jak nowiutki, a więc bateria nie była naładowana, ha!.
> > Zadzwoniłem, powiedziałem, że to potrwa jeszcze z 3 godziny i zabrałem
> > się
> > za układanie pasjansa (przecież, to był ciężki dzień), aż w końcu zjawił
> > się
> > szef. Zaskoczony, że tak szybko się uporałem spytał jak to zrobiłem.
> > Uśmiechnąłem się i powiedziałem: - Musiałem shakować Pana rejestr,
> > ponieważ
> > wirus spowodował konflikt między portem myszy, a UART w CONFIG.SYS. To
> > był
> > ciężki kawałek roboty, ale udało mi się skonwertować Pański kernel z
> > binarnego na hexagonalny i wejść przez furtkę w IRQ do BIOSU... A on to
> > kupił...