Do góry

Wyjeżdżają dla świętego spokoju

W Polsce nadal jeszcze trudno jest w pełni zaakceptować homoseksualistów, ludzi innego wyznania lub koloru skóry. Jest jednak jeszcze inna, powiększająca się grupa ludzi, którzy, mimo iż nie wyróżniają się na pierwszy rzut oka w żaden wyjątkowy sposób, nie są zaliczani do tradycyjnego wzorca Polaka.

To ta grupa ludzi coraz częściej podejmuje decyzję wyjazdu z Polski na Wyspy – niekoniecznie dla pieniędzy, zdecydowanie dla świętego spokoju.

Singiel, czyli kto

Dawniej w Polsce nie szczędzono na nich ostrych słów, znani byli pod powszechnym określeniem "starej panny" i "starego kawalera", obecnie jednak społeczeństwo jest dla nich nieco łaskawsze i zostali napiętnowani wdzięcznym i jak najbardziej międzynarodowym określeniem "singla".

Stereotypowo przedstawiani w mediach single to młodzi ludzie koło trzydziestki lub tuż po, żyjący najczęściej w wielkich miastach i dla których życie w pojedynkę jest wyborem. I faktycznie, w badaniach, szczególnie amerykańskich, ten wybór jest w definicji jak najbardziej uwzględniany.

W Polsce przy definiowaniu tego pojęcia pojawia się szereg problematycznych kwestii, ponieważ jedni przyznają, że taki styl życia jest ich wyborem, a inni, że to raczej konieczność lub los, do którego się przyzwyczaili.

Jak wynika ze statystyk Centrum Badania Opinii Publicznej (CBOS), w Polsce żyje obecnie 3,3 mln ludzi samotnych, o ponad milion więcej niż przed dwudziestoma laty. To nie oznacza jednak, że staje się to akceptowaną normą, ponieważ jak widać z najpopularniejszego portalu naszych czasów, Naszej Klasy, dla większości młodych ludzi powyżej 25. roku życia, kluczem do spełnienia nadal pozostaje wczesne małżeństwo, dzieci, jak najdroższy samochód i koniecznie dziesiątki zdjęć, aby móc publicznie ten wspaniały status dokumentować.

W Wielkiej Brytanii spojrzenie na singli nadal znacznie różni się od tego polskiego – są oni bowiem częścią dużo większej grupy. Na Wyspach bycie singlem oznacza wolność, niezależność, flirt z każdą napotkaną egzotyczną pięknością/przystojniakiem (a tych jest tu pod dostatkiem), zniżki przy płaceniu podatku mieszkaniowego i niekończącą się pomoc od rządu brytyjskiego – szczególnie, jeśli jesteś single mother (matką samotnie wychowującą dzieci).

Szacuje się, iż w 2010 roku aż 40% brytyjskich domów i mieszkań będzie zamieszkiwanych przez tylko jedną osobę. Według psychologów, społeczeństwo brytyjskie zaczyna akceptować samotne jednostki, a dawny stygmatyzm singli powoli odchodzi w zapomnienie.

Pokolenie ludzi wyzwolonych coraz później decyduje się na założenie rodziny, na Wyspach ta myśl nadchodzi nie wcześniej, niż na krótko przed ukończeniem trzydziestu lat, a w wielu przypadkach nawet koło czterdziestki. Wcześniej czas poświęca się na poznawanie siebie, robienie kariery i zapewnianie sobie niezależności finansowej.

W samym Londynie prawie połowa mieszkańców żyje obecnie samotnie, czy zatem stolica Wielkiej Brytanii, oprócz skarbnicy finansowego przepychu, staje się również miejscem, w którym łatwiej być sobą? Czy bycie tutaj pomaga radzić sobie z tak natrętnie nadal jeszcze narzucanymi przez polską kulturę tradycjami, które utrwalają obraz idealnego życia tylko i wyłącznie u boku tej mitycznej "drugiej połówki"?

Czy my Polacy, osiedlając się w Londynie, możemy poczuć sie bardziej wyzwoleni i przystosowani do zachodniego stylu życia? Niekoniecznie żyjąc samemu, ale koniecznie "po swojemu"? Czy Londyn to nowa utopijna kraina dla singli i singielek na emigracji?

Kolektywista czy egoista?

W swoim artykule "Singiel i singielka – o życiu w pojedynkę" socjolog Julita Czernecka wyjaśnia, że życie w pojedynkę nie jest zjawiskiem nowym, ponieważ obecne było od zawsze, w każdym społeczeństwie, epoce i kulturze. Dwie wojny światowe zaburzyły demograficzne proporcje ludności i w owym czasie jednym z głównych powodów samotnego życia stało się wdowieństwo, szczególnie u kobiet.

Pionierskie badania nad innymi przyczynami życia w pojedynkę, prowadzone w latach 50. XX wieku wskazywały, że ludzie nie wstępowali w związki małżeńskie tylko dlatego, że byli w trudnej sytuacji życiowej, co było związane m.in ze złym stanem zdrowia, brakiem atrakcyjności, kalectwem, zaburzeniami psychicznymi, homoseksualizmem, brakiem edukacji czy geograficzną izolacją. A jakie są powody, dla których młodzi ludzie zwlekają z zawiązaniem węzła małżeńskiego w naszych czasach?

"Bardzo często singiel utożsamiany jest z osobą, która jest egoistyczna i egocentryczna. Bywa, że sami single nie lubią się tak określać i nie identyfikują się z tym pojęciem. Myślę, że to wynika z tego, że w życiu Polaków konkurują dwa systemy wartości: kolektywistyczny, w którym centralną rolę nadal odgrywa rodzina i tradycyjne wartości oraz indywidualistyczny, w którym najważniejsze jest to przysłowiowe "nastawienie na siebie".

Często podkreśla się, że indywidualizm preferuje uwzględnianie kalkulacji zysków i kosztów zarówno przy planowaniu osobistego życia i kariery zawodowej jak i stosunków międzyludzkich w ogóle. Zatem ten skrajny indywidualizm, którego ucieleśnieniem stał się singiel, kojarzony jest z bardzo egoistycznym podejściem do życia, którego Polacy do końca nie akceptują – podkreśla Czernecka.

Nogi za pas

W Stanach Zjednoczonych, jak również w Wielkiej Brytanii, takie podejście do życia jest szeroko akceptowane i uznawane za jak najbardziej rozsądne przez większość społeczeństwa. Brytyjczycy hołdują zasadzie "Carpe Diem", czyli życiu tu i teraz, dbają o siebie samych wierząc, że mają jeszcze mnóstwo czasu na rodzinę i prawdziwe, życiowe zobowiązania. Nazywają to procesem samoudoskonalania i odkrywania samych siebie i głeboko wierzą, że to najlepszy, jeśli nie jedyny, sposób na udane życie.

W Polsce ten właśnie rodzaj egocentryzmu może być powodem, dla którego wielu ludzi, którzy niekoniecznie gotowi są na zawarcie małżeństwa, ucieka tam, gdzie nikt nie będzie mówił im, co powinni robić i jak powinni żyć. Dawniej było to uciekanie ze wsi i małych miasteczek do większych metropolii, teraz to już nie wystarcza, szczególnie, że Londyn jest na wyciągnięcie ręki.

"Wielkie miasta, czy to będzie Warszawa, Nowy Jork, czy Londyn wspierają wartości nowoczesne, indywidualizację i autonomię, wolność wyboru. Polska leży na granicy dwóch kultur: jednej, która promuje indywidualizm, niezależność, robienie kariery zawodowej i drugiej – związanej z wartościami tradycyjnymi" – tłumaczy Czernecka.

28-letnia Paulina Szczygielska przyjechała do Londynu 6 miesięcy temu. We Wrocławiu była grafikiem dla znanego magazynu i uwielbiała swoją pracę. Była z Pawłem prawie 8 lat, kiedy poprosił ją o rękę. Mimo że bardzo go kochała, na dźwięk słowa "małżeństwo" przechodziły ją dreszcze. Paweł nalegał, rodzina również. Paulina czuła się pod coraz większą presją i nie była szczęśliwa.

"Rodzice pytali o ślub i kiedy doczekają się wnuków. Nie naciskali, ale ja doskonale wiem, że taka jest kolej rzeczy; jestem z jednym mężczyzną od 8 lat, zbliżam się do trzydziestki, on prosi o rękę – pobierzmy się więc! Nie mam im za złe, że tego wymagają, ale wiedziałam, że tego nie wytrzymam i że nie jestem gotowa. Kocham Pawła, ale musiałam być szczera i wyznać mu prawdę. On niestety nie potrafił zrozumieć, dlaczego nie godzę się na ślub. Ja wiedziałam, że nie potrafię oszukiwać samej siebie, podjęłam więc dosyć drastyczną decyzję i wyjechałam do Londynu, rozpocząć wszystko od nowa" – opowiada Paulina.

"Oczywiście, jest mi trudno i bardzo tęsknię, szczególnie, że to dopiero początek, ale nie żałuję swojego wyboru. Pracę w zawodzie dostałam od razu, dzięki koleżance, z którą dzielę teraz mieszkanie. Myślę, że w głębi duszy planowałam ten wyjazd od dawna, potrzebowałam tylko jakiegoś napędu. Powoli się tu odnajduję, ale odetchnęłam z ulgą, widząc jak żyją Brytyjczycy – żadnej presji, całkowita wolność dokonywania wyborów" – tłumaczy Paulina.

Kompleks Naszej Klasy i Facebookowe szaleństwa

Odzwierciedlenie różnic w postawie do małżeństw i singlowania pomiędzy Polską i Wielką Brytanią można zaobserwować doskonale, powołując się na dwa najpopularniejsze, dla Polaków, portale internetowe naszych czasów, czyli polską Naszą Klasę i światowy fenomen Facebook.

Nasza Klasa jest idealnym przykładem kontrolowanego eksibicjonizmu, gdzie wszystkim wydaje się, że nie tylko zobowiązani są jak najszybciej wyjść za mąż lub chociaż znaleźć "drugą połówkę", ale przede wszystkim uwidocznić to na pretensjonalnych fotkach, bardzo rzadko mających jakikolwiek związek ze spontanicznością i prawdziwym szczęściem.

"Uważam, że obnoszenie się ze swoimi mężami, żonami, pierścionkami, cyniarskimi samochodami czy nawet nowo narodzonymi dziećmi ma bardzo mało wspólnego z prawdziwym szczęściem" – twierdzi 22-letnia Magdalena Jarzyna, studentka stosunków międzynarodowych na londyńskim uniwersytecie.

"Polacy żyją w dziwnym przekonaniu, że jeśli z kimś są, muszą koniecznie planować wspólną przyszłość, mieszkanie, samochód, dziecko, jednym słowem muszą zapewnić sobie bezpieczne życie. Myślę też, że u Polaków nadal jeszcze zakorzeniony jest ten zwyczaj, że jeśli już coś mamy, musimy się z tym obnosić. Może ma to coś wspólnego z dawnym komunizmem i tym, że kiedyś nie mieliśmy nic. Uważam, że ludzie nadal jeszcze bardziej skupiają się na imponowaniu innym i zapominają o swoim życiu i czerpaniu przyjemności z prostych rzeczy" – tłumaczy Magda.

Całkowicie inne zjawisko obserwujemy na Facebooku. Podczas gdy Nasza Klasa ukazuje śluby, pulchne bobasy i jeszcze pulchniejsze młode matki, Facebook pełen jest zdjęć z imprez przepełnionych alkoholem, egzotycznych podróży, studenckich imprez, szalonych nocy w klubie i spotkań biznesowych. Dużo zabawnych ujęć i jak najmniej powagi.

Podczas gdy podpisy na Naszej Klasie to "Ja i mój misiaczek na wakacjach w Tunezji", Facebookowe slogany to zazwyczaj "Crazy nite out, clubbing in London town" (Szalona noc w klubach w Londynie – tłum. aut.).

Zostać żoną angielskiego biznesmena

Mimo hołdowania wolności i niezależności singli na emigracji wśród wyzwolonej brytyjskiej społeczności, nie każdemu łatwo jest do końca przystosować się do nowych zasad i tradycji, a raczej ich całkowitego braku. Dokonanie wyboru, aby związać się z Brytyjczykiem lub Brytyjką łączy się często z wielkimi poświęceniami i zerwaniem z resztkami jakichkolwiek polskich więzi. Wybierając na partnera dobrze usytuowanego Brytyjczyka, zyskujemy co prawda bezpieczeństwo finansowe, ale musimy się jednak godzić na ten właściwy dla niego czas na małżeństwo.

26-letnia Kinga pracuje w marketingu i od ponad roku związana jest z Brytyjczykiem Paulem, pracującym jako headhunter w londyńskim City. Kinga ma dobrze płatną pracę, którą uwielbia i czuje się niezależna finansowo. Para mieszka razem już od 6 miesięcy i dla Kingi to oznaka przyszłości razem.

"Jestem osobą, która dba o swoją karierę zawodową i uważam, że miałam szczęście, że znalazłam dobrze płatną pracę w Londynie. Nie zamierzam jednak poświęcać całego życia na karierę, ponieważ dla mnie bardzo ważne jest również posiadanie rodziny. Oczywiście jeszcze nie teraz, ale na pewno za 2-3 lata" – tłumaczy Kinga.

"Wiem jednak, że Paul, który jest w tym samym wieku co ja, ma jeszcze mnóstwo planów, które nie mają nic wspólnego z małżeństwem, przynajmniej przez najbliższe 5-10 lat. Pracuje do późnych godzin i zawsze powtarza, że tak musi, bo jeśli teraz odniesie sukces, będzie ustawiony do końca życia i zapewni i sobie, i mnie bezpieczną przyszłość."

"Co mnie jednak martwi, to fakt, że on ma zamiar wyprowadzić się z Anglii na parę lat, popracować w Dubaju lub Singapurze, zasmakować innego świata, bo jeszcze nigdy nie mieszkał za granicą. Ja już raz wyjechałam z własnego kraju, więc niekoniecznie widzi mi się dalsze podróżowanie. Jak wiele kobiet, chciałabym również urodzić dziecko przed 35. rokiem życia."

Myślę więc, że kochając i związując się z Brytyjczykiem, często trzeba godzić się na wiele kompromisów, które nie do końca były w naszych planach. Wierzę jednak, że to nie poświecenia związane z różnicami kultur, ale kompromis w imię miłości" – tak sobie to przynajmniej tłumaczę – dodaje Kinga.

28-letni Brytyjczyk Edward, student medycyny, związany jest z Polką od dwóch lat. Jego dziewczyna jest tradycjonalistką i bardzo chciałaby wyjść za mąż i urodzić dziecko, ale Edward ma jeszcze dużo do zrobienia, szczególnie, że jego kariera medyczna dopiero ma się rozpocząć i w planach ma wyjechać na półroczne praktyki w wybrane przez siebie miejsce na świecie. Edward jednak nie widzi powodu, dla którego warto byłoby się śpieszyć do ołtarza. Nie zgadza się z presją, jaką na Polakach wywiera ich kultura i tradycje. Uważa, że ma to wiele wspólnego z przeważającą w Polsce religią katolicką.

Razem czy osobno

Pomimo pozornej beztroski, Londyn to również miejsce, gdzie nadal często słyszy się o przypadkach tzw. honour killings, czyli zabójstw z honoru, dokonywanych przede wszystkich na kobietach, muzułmankach, które nie godzą się na przymusowe małżeństwa lub związują z nieodpowiednimi, według ich rodzin, partnerami. Wielka Brytania to nadal kraj, w którym starsi, bogaci Brytyjczycy żenią się z Azjatkami i kobietami z południowej Ameryki; po części dla pieniędzy, po części z poczucia samotności, lecz rzadko z miłości.

Małżeństwo jako instytucja jest na Wyspach na całkowitym wymarciu, a według najnowszych statystyk, więcej ludzi rozwodzi się tutaj niż pobiera. Również w Polsce, według danych podawanych przez Główny Urząd Statystyczny w 2006 współczynnik rozwodów wyniósł 1,9 proc. Związki partnerskie pojmowane są odmiennie, zarówno w Polsce, jak i na Wyspach. Czy istnieje więc miejsce, do którego można uciec od natrętnych pytań, dyskryminacji społecznej i osądzania?

Wydaje się, że w czasach, w których nic nikogo już nie zdziwi, problem nie tkwi w kulturze, tradycjach czy miejscu zamieszkania, ale w nas samych; może nie potrafimy zaakceptować swojego losu lub nie mamy determinacji, aby na niego wpłynąć? Może tak ostro reagujemy na ciągłe pytania rodziców, dziadków i ciotek o nasze życie partnerskie, bo sami w głębi duszy pragniemy zmian? Miejsce i kraj, w którym żyjemy może mieć z tym najmniej wspólnego. Jedno jest pewne: stosunek zarówno polskiej jak i brytyjskiej społeczności do singli oraz instytucji małżeństwa pozostawia wiele do życzenia.

Czy Polacy powinni nauczyć się choć odrobiny egocentryzmu, tak bardzo zakorzenionego w umysłach Brytyjczyków? Czy Brytyjczycy powinni otworzyć się bardziej na świat tradycji, które choć czasem trudne do zrozumienia, potrafią być tak bardzo inspirujące? Ucieczka – zarówno z kraju lub od jakichkolwiek obowiązków – nigdy nie rozwiąże problemów do końca. Stosunki międzynarodowe powinny polegać więc na wzajemnej nauce, ale pamiętajmy, że cokolwiek z nich wyniknie, lepiej nie obnosić się z tym na Naszej Klasie.

Komentarze 12

Polka
1 400
Polka 1 400
#113.06.2009, 09:47

Mala poprawka. Zycie na kocia lape, zwlaszcza jezeli sie ma dzieci, rozni sie sie od malzenstwa wylacznie brakiem ochrony prawnej. Brudne skarpetki 'partnera' smierdza tak samo, jak meza - zycie bez slubu nie oznacza juz dzis, ze ktos jest ''do przodu' I prowadzi bardziej nowoczesne, wyzwolone zycie. A co ma wspolnego umeczona samotna matka z rozhulanymi singlami??

Profil nieaktywny
weeges
#213.06.2009, 09:54

"W Polsce nadal jeszcze trudno jest w pełni zaakceptować homoseksualistów"
-------
dlaczeog w wolnym i demokratycznym kraju zmusza sie spoleczenstwo do akceptacji zboczen i dewiacji ?? moze jeszcze mam paradowac z wibratorem w dupie aby byc bardziej nowoczesny ??

"Singiel i singielka – o życiu w pojedynkę" -
---------

czy ta pierdolona nowomowa wrescie sie konczy??? czy nie mozna napisac- kawaler, panna ??

Polka
1 400
Polka 1 400
#313.06.2009, 10:04

Zawsze mi sie zdawalo, ze singlem jest sie po prostu miedzy jednym zwiazkiem a drugim, a tu jest to opisane jak jakas subkultura. trafne uwagi nt zdjec z n-k!!!

envi
656
envi 656
#413.06.2009, 10:43

hehe, Fajnie byc singlem:)przynajmniej narazie, dopiero po 30 zaczyne myslec o jakiejs stabilizacji. W PL ludzie tego nie chca zrozumiec, dla nich ktos kto skonczyl 25 lat to stara baba/ dziad, ktory o ile nie ma zony/meza to na bank jakis nieudzacznik. Tez mi sie wydaje ze to wplyw religi katolickiej.
hmm...mieszkam teraz z takim mixem ludzi w wieku 26 - 28 lat, australijsko-amerykanski- brytyjskim, wszyscy sa singlami, nikt nie ma partnera i nikt nie jeczy z tego powodu...ciekawe jakby to wygladalo na polskim mieszkaniu????

Polka
1 400
Polka 1 400
#513.06.2009, 10:59

Hehe w kazdym pokoju lacznie z living roomem mieszkalaby 22-letnia para w ciazy\z dzieckiem, ktora po ang zna tylko zwrot 'kansil flat' ;-)

kijevna
18 938
kijevna 18 938
#613.06.2009, 12:38

a co to są "cyniarskie samochody"?

Karola
48
Karola 48
#713.06.2009, 13:18

''i niekończącą się pomoc od rządu brytyjskiego – szczególnie, jeśli jesteś single mother (matką samotnie wychowującą dzieci)'' a jaka to pomoc jest niby? bo jak jestes samotna matka to tak ale nie slyszalem o finansowej pomocy na singli heh

Alternatywa_PL
491
#813.06.2009, 19:14

Ale pierdu pierdu ten caly artykul. Walenie kotka za pomoca mlotka.
To chyba tematy sie juz koncza...

JoanAberdeen
4 140
JoanAberdeen 4 140
#913.06.2009, 21:38

mloda mamusia nie musi byc pulchna. stereotyp w dodatku zabarwiony negatywnie. jak to sie ma do polemicznego (w zamierzeniu) charakteru artykulu?
uwaga byla durna. dywagacje na wakacje prosto z Pani Domu.

radnor
26 173 16
radnor 26 173 16
#1014.06.2009, 00:55

Nie wiem, czy opieranie takich tez na madrosciach 22-letniej studentki to dobry pomysl..

kuba1977
20
#1114.06.2009, 08:56

Polka Szkocka
#5 | Wczoraj - 10:59

Hehe w kazdym pokoju lacznie z living roomem mieszkalaby 22-letnia para w ciazy\z dzieckiem, ktora po ang zna tylko zwrot 'kansil flat' ;-)
Para w ciazy??To zupelna nowosc.Do tej pory myslalem ze tylko baby puchna.Ale swiat tak szybko sie zmienia...

Polka
1 400
Polka 1 400
#1214.06.2009, 12:46

hmm kalka jezykowa mi sie nasunela..(we are pregnant)