
„Drodzy sąsiedzi, jeśli zginęło Wam pranie ze sznurka lub przedmioty domowego użytku, prosimy o kontakt.”
Tak zaczyna się list, który napisało pewne małżeństwo mieszkające w Bristolu. Adresatem byli sąsiedzi. Richard i Sophie Windsor mają w domu kolekcję rzeczy skradzionych w najbliższej okolicy. Na razie i złodzieje i poszkodowani zanoszą się od śmiechu, bo znają sprawcę. To 2-letni Norris, kot państwa Windsorów. Zwierzęciu nudziło się w domu, więc regularnie zaczęło odwiedzać okoliczne posesje w poszukiwaniu łupu.
Nigdy nie wiadomo, co w danej chwili wpadnie mu w oko, a raczej w łapy. Interesuje go wszystko, bez względu na wartość, funkcjonalność czy termin ważności. Kradnie pranie ze sznurka, grzebie w śmieciach, szwenda się po ogrodzie. Kiedy coś upatrzy, chwyta i taszczy do domu. Drobne przedmioty wciąga sam przez “kocie wejście” w drzwiach. Większe kładzie na wycieraczce i zaczyna miauczeć. Woła swoją panią lub pana, aby wyszli i pomogli wnieść “zakupy”.
Norris jest niezwykle ambitny i pracowity. Nie wystarcza mu leżenie na kanapie i spanie. Chce polować i zdobywać, a że dookoła nic się nie dzieje, sam zorganizował sobie zajęcie. - Nie można mu wytłumaczyć, żeby tego nie robił. Zresztą jak mielibyśmy to zrobić? - pyta zakłopotany Richard. - Gdy po raz pierwszy zobaczyłem w domu rozciągnięte na podłodze majtki sąsiada, starą kiełbasę i nie nasz dywanik z łazienki, nie wiedziałem, co myśleć. Nie sądziłem, że kot może sobie poradzić z tak sporych rozmiarów rzeczami. Chwilę zajęło nam dojście do tego, że nasz Norris to złodziej - dodaje.
- Oczywiście na początku reagowaliśmy śmiechem. Jednak teraz, kiedy sterta rzeczy leżących koło posłania Norrisa robi się coraz większa, wpadamy w zakłopotanie. Jego kryminalne usposobienie jest kłopotem dla sąsiadów. To trwa mniej więcej od roku i nie bardzo wiemy, co z tym robić. Możliwe, że przynosi zdobycze dla nas i powinniśmy je odbierać jako przejaw troskliwości. Wyczytuję tę wiadomość z jego pyska, gdy z oddaniem patrzy mi oczy, stojąc obok skarpety sąsiada, kawałka starej pizzy czy dziecięcych śpioszków. Problem w tym, że ja tego nie potrzebuję, ale sąsiad jak najbardziej. W dodatku nie wiadomo który, bo przedmioty nie są przecież podpisane - mówi Sophie.
Pewnego dnia zdecydowali się więc z żoną napisać list, którego fragment zamieściliśmy powyżej.



Komentarze 2
No to sie zdarza
Dawno dawno temu nasz pupil przytaszczyl wor zabawek od sasiadow
Sprawa sie wyjasnila dostali je z powrotem
Z wedzonka od innego sasiada bylo juz gorzej jeszcze kilka dni pozniej
Zakopywal i odkopywal ja po podworku
Sasiadl juz jej nie chcial wiec mial zabawe
Moj kotek tez podobno jest niesamowicie uzdolniony
Potrafii lapkami odgiac kratke w kominku
Wyciagnac dlugi metalowy bar ze sprezynka ze srodka
No I na koniec ladnie ulozyc go opartego o metalowe krzeselko zaslaniajace
w/w kominek
Tylko wlacznika pradu nie naumial sie jeszcze
Eee juz sie nie naumie zreszta bo kominek zabrali :-(
Zgłoś do moderacji