“Cymbały, błazny i ryczące osły” – takimi epitetami obdarzono posłów Izby Gmin. Wglądu w to, co wyborcy rzeczywiście myślą o brytyjskiej politycznej elicie, dostarczył “Daily Mail”, cytując skargi na PMQ – cotygodniową słowną utarczkę rządu i opozycji, uchodzącą za ucieleśnienie wolnej debaty. “Upiorny relikt XIX-wiecznej pozy wyższych warstw społecznych z rykami w tle” – napisano w jednej z nich.

Najbardziej druzgocąca krytyka stwierdzała, że parlamentarzyści zamieszkują inny świat, który ze światem wyborców ma niewiele – jeśli cokolwiek – wspólnego. Żyją w samonadmuchującej się bańce, w której ich nadprzyrodzone prawo do przywilejów jest oczywiste.
Podczas gdy średnia płac obniża się realnie od pięciu lat, a rząd obcina wydatki na świadczenia, niezależna komisja przyklepała podwyżkę poselskich płac o 11 proc. – z 66,4 tys. funtów do 74 tys. funtów rocznie.
Oburzają się liderzy wszystkich trzech głównych partii politycznych, ale o odebraniu komisji niezależności nikt nie myśli. Kiedyś najbardziej szokujące decyzje uzasadniano kaprysem władcy, później partyjną ideologią, a dziś decyzjami niezależnych komisji.
Dodatkowy koszt utrzymania klasy politycznej, bo do tego podwyżka się sprowadza – 4,6 mln funtów – ma być zrównoważony m.in. surowszą kontrolą systemu poselskich refundacji. Nadal będzie można występować o zwrot jednego pensa za kilkusekundową rozmowę telefoniczną z własnym poselskim biurem, choć rachunku za ogrzewanie końskiej stajni podatnik już nie przełknie.
Więc jednak postęp.
Parlamentarzyści powinni być dobrze opłacani. Ale czy musi ich być 650 (i dodatkowo 785 członków Izby Lordów z nominacji partyjnych). Czy muszą mieć po kilka posad, wywodzić się z zamożnej klasy średniej i być absolwentami szkół prywatnych?
Ta sama wąska klasa społeczna dominuje we wszystkich sferach życia publicznego, co wypunktował były premier John Major. Ideologią tej elity jest socjalistyczne rozdawnictwo dla niej samej.
Komik Russell Brand stwierdził, że udział w wyborach nie ma sensu. Nie są żadnym wyborem – politycy zbyt się do siebie upodobnili. Rację przyznał mu Jeremy Paxman, pisząc o “pantominie na zielonych ławach, której uczestnicy wsłuchują się w echo własnych słów i mają wybujałe poczucie własnej wartości”.
Wydawać by się mogło, że Bruksela nieco Westminster odciążyła, a technologie IT powinny obniżyć jego koszty operacyjne. Ale od czego jest niezależna komisja, jeśli nie od tego, by wyprostować takie błędne mniemanie.



Komentarze
Zgłoś do moderacji