Być może już wiesz, jak to jest mieć w domu przedszkolaka (takiego, który uczęszcza do brytyjskiej “nursery”). Być może dopiero szykujecie się do oddania malucha do placówki. Tak czy siak, może ci się przydać garść informacji na temat tego, co może spotkać ciebie - drogo rodzicu - gdy twój maluch zacznie przygodę z miejscowym przedszkolem.

Portal Mums from London wylicza kilka możliwości, przypominając jednak, że nie muszą to być jedyne niespodzianki, które mogą spotkać tak twe dziecko, jak i ciebie. A do tych, które opisuje w pierwszej kolejności zaliczają się m.in. zwierzątka we włosach malca, czyli… wszy (tak!) oraz… egzotyczne bakterie.
Oto osobiste wspomnienia autorki artykułu:
”(…) moje dziecko złapało wszy pierwszego dnia w przedszkolu - prawdopodobnie, bo zauważyłam dopiero około czwartku. Na szczęście (…) łatwo było pozbyć się insektów. Pomocne były specjalne środki chemiczne z apteki, grzebyk do wyczesywania i książka ‘Topsy and Tim Have Itchy Heads’ (…)”.
Inne ciekawostki z przedszkola to np. zróżnicowana flora bakteryjna, dostępna tak dzieciom, jak i ich rodzicom, gdy maluchy chodzą do brytyjskiej placówki. Winna jest “multi-kulti” - zróżnicowanie wyspiarskiego społeczeństwa, w tym liczne podróże mieszkańców mogą sprawić, że dzięki “nursery” zapoznamy nasz organizm (dziecko bowiem przyniesie wszystko do domu na ubranku i we własnym ciele) z całą gamą egzotycznych przypadłości. Jak pisze autorka:
”(…) Dziecko chodzące do przedszkola trzeba baczniej obserwować. Nas spotkała niespodzianka z bakterią, która skończyła się szpitalem (…)”.
Ale to nie wszystko. Jeśli temat cię zaciekawił, droga mamo/drogi tato, czytajcie dalej na Mums from London.
Źródło: Czym może zaskoczyć przedszkole w Wielkiej Brytanii, za: Magda Maślanka, myninjaboy.blogspot.co.uk


Komentarze 11
W koncu mam XXI-WSZY wiek.
Dżisas Olmajty! Się zestrachałem! Dzieci są straszne! Jeżdżą w tych swoich brykach pchanych przez mamusie i są ciche jedynie wtedy, gdy robią kupę. Plz: pogadajmy lepiej o kotach.
Moja corka tez sie zarazila w nursery od innego dziecka na ospe.Ale to jej wyszlo na zdrowie,przemarudzila to pare dni i bedzie miala juz z glowy.
Oczywiscie,wszystkiemu winna multikulturowosc.W etnicznie niezroznicowanej Polsce dzieci w przedszkolach nigdy nie choruja,a wszy to problem marsjanski....
Rozumiem ze wszy byly nascie lat temu powszechne,ale teraz,jak jest tyle srodkow czysosci i higieny.Dla mnie to by byl wstyd jak by moje dziecko w tych czasach mialo wszy.