Mam wrażenie, że nasza fala emigracji zawsze będzie stała jedną nogą a tu drugą tam. Jak dla mnie powinowactwo ojczyźniane czasem słabnie, ale czy wygasa? Nawet jeśli ktoś powrotu nie planuje to kto wie jak będzie wyglądała przyszłość...
A tak na marginesie - broń Boże nie off-topując - nas emigrantów jakoś chyba bardziej kole w oczy brak puryzmu językowego (?). Moja teoria jest taka, że nasz język zatrzymał się w dniu wyjazdu z Polski.
Odwiedzając rodzinę w Polsce często oglądam jakąś reklamę Tele Pizzy w której freelancerzy marketingowi próbują mi sprzedać fastfoodowego cheesburgera z grilla z dipem czosnkowym ze smoothie w zestawie. A ja, siedząc w oldschoolowych trendy joggerach z lycry (second handowych oczywiście) i vintage T-shircie z Big Stara z napisem "Influencer", sprawdzam jaki mam budżet kaloryczny bo w weekend mam fitness i jogging. Sęk w tym, że takich reklam usłanych zapożyczeniami nikt w Polsce nie hejtuje. Oprócz mnie oczywiście, ale ja zatrzymałem się na ułańskim "ojciec prać".
Dzieciaki w Polsce mam. I "coś tam jeszcze". Ze względu na dzieciaki i właśnie na sytuację polityczną, którą Negocjator wolałby tym razem pominąć, uważam, że powinienem głosować, dopóki mam taką możliwość. Nie mebluję chałupy obcym, a najbliższym.
No i ze zwykłej przekory, bo ci, którzy rządzą, życzyliby sobie, żebym nie głosował. :P
Karol, oglądam polską telewizję, ale nie oglądam reklam, chronię swój mocno nadwątlony system nerwowy. Jasne, że coś tam rzuci się w oczy, staram się jednak natychmiast zmienić kanał. Hejtuję poprzez niepaczaizm. ;)
A co do zapożyczeń, to nieźle radzą sobie z nimi Czesi, którzy nie mają nawet komputerów (počítač). Można? :)
I jeszcze jedno, jakkolwiek to zabrzmi, piszę całkiem serio. Bardzo lubię Ukraińców, zwłaszcza tych młodych, którzy kształcą się w Polsce, pracują, ciułają na mieszkania, podróżują, nie mają większych kompleksów emigranta, są bardzo otwarci, ciekawi świata, mają rogale na gębach przez 24 h. Chciałbym dla nich lepszej nowej ojczyzny, i również dlatego powinienem głosować. :P
(Bez jajec, serio tak myślę)
@Delirium #8:
Karol, oglądam polską telewizję, ale nie oglądam reklam, chronię swój mocno nadwątlony system nerwowy.
Wczoraj po Familiadzie było siedem takich fajnych reklam leków właśnie na zwątlony system nerwowy. Zaraz mi się przypomni i dam Ci znać. Po co się męczyć!
A po wczorajszym mam mieszane uczucia odnośnie Czechów. Pogadamy jak tylko wezmę kropelki na syndrom post-footballowy.
Karol: A tak na marginesie - broń Boże nie off-topując - nas emigrantów jakoś chyba bardziej kole w oczy brak puryzmu językowego (?). Moja teoria jest taka, że nasz język zatrzymał się w dniu wyjazdu z Polski.
Bardzo ciekawa teoria i bardzo trafna. Zauważyłem to u siebie, że Polska się zatrzymała na 2005. Zauważyłem to, kiedy odwiedzałem rodzine w „eFie”. Tam się czas zatrzymał na 1977 kiedy wyemigrowali. Na stołach pamiątki z tego okresu (no popielniczka kryształowa), na ścianie „wieczny kalendarz” z logiem FSM.
Co więcej, zauważył to także pan Karol Borchardt w książce „Znaczy Kapitan”:
W domu państwa Wiśniewskich, podobnie jak i w wielu domach Polonii Amerykańskiej, czas, przywieziony z Polski, zatrzymał się na roku 1863. Rozwieszone na ścianach kilimy z Polski przemawiają wyhaftowanymi słowami piosenek z tamtego okresu. Z tamtego okresu zachowały się nie tylko książki, ale i mowa.
Rok spędzony w Polsce sprawił, że znowu polubiłem Polaków, ludzie mniej wkur... rzeni niż kiedyś, bardziej pozytywni i otwarci niż raptem kilkanaście lat temu (przynajmniej do czasu, gdy nie dotyka się polityki), szukający kontaktu, uśmiechnięci i rozmowni, może to za sprawą ocieplenia klimatu, znaczy bardziej doświetleni i naszprycowani witaminą D. ;)
Natomiast nie mogę zgodzić się z tym, że czas stanął dla nas w miejscu w momencie naszego wyjazdu - do Polski mamy bliżej niż Polacy żyjący w USA, mamy nawet bliżej, niż stara, PRL-owska emigracja do Niemiec - za sprawą internetu, komunikatorów, samolotów kursujących częściej niż pociąg Wrocław-Hel ;) (komplikacji okołocovidowych nie biorę pod uwagę, traktując jako przejściowe). Świat mocno się skurczył, a sama Europa kojarzona z mitycznym Zachodem, który przed laty można było zobaczyć liżąc wystawę Pewexu i poczuć na języku wciągając batonik mars z darów, skurczyła się tak, że z można ją nakryć czapką. ;)
A puryzm językowy to element tożsamości. Ok, my mieszkamy we flatach i odwiedzamy gym, ale w Polsce urządza się jednak mieszkanie i chodzi na siłownię. ;)
Delirium: Natomiast nie mogę zgodzić się z tym, że czas stanął dla nas w miejscu w momencie naszego wyjazdu - do Polski mamy bliżej niż Polacy żyjący w USA, mamy nawet bliżej, niż stara, PRL-owska emigracja do Niemiec - za sprawą internetu, komunikatorów, samolotów kursujących częściej niż pociąg Wrocław-Hel ;)
Oczywiście, że nie dotyka to nas w takim stopniu jak w dawniejszych czasach. Wtedy to była emigracja z tym, co masz w walizce, w dużej mierze nielegalna (Niemcy), czy kosztowna (USA).
Ale cały czas dotyka. W Polsce zniewala mnie kawa po 12 zł (na stacji benzynowej) i inne ceny w sklepach. Pozytywnie zaskakuje czyściutki cichy pociąg zamiast cykającego kibelka (EN57). A już zupełnie mnie powaliło, gdy dwa lata temu pojechałem pociągiem z Warszawy do Berlina. Gdy wysiadłem na Berlin HBF to szczęka mi opadła gdy na czele pociągu zauważyłem lokomotywę malowaną w biało-czerwono z napisem „Niepodległość 1918-2018”. Smaczku dodawał napis SIEMENS na lokomotywie :-)
@Negocjator #20:
Oczywiście, że nie dotyka to nas w takim stopniu jak w dawniejszych czasach. Wtedy to była emigracja z tym, co masz w walizce, w dużej mierze nielegalna (Niemcy), czy kosztowna (USA).
Negocjator, chodziło mi tylko o nasze skamieliny językowe btw. Nie mam głębszych przemyśleń odnośnie reszty, choć z chęcią posłucham innych. Ale coś w tym jest, że im bardziej wstecz tym polskie domostwa odporniejsze na wpływy.
W sprawie głosowania mam podobną perspektywę jak Antek… choć miewam wątpliwości przez wzgląd na fakt, że nie płacę podatków w Polsce, i pomimo nadania numeru NIP, nigdy w Polsce nie pracowałam.
Rozumiem fakt rozżalenia mieszkańców Polski, kiedy partia, której nie popierają wygrywa za sprawą głosów Polonii, którzy nie są w stanie ocenić bieżącej sytuacji w kraju.
Rok spędzony w Polsce sprawił, że znowu polubiłem Polaków, ludzie mniej wkur... rzeni niż kiedyś, bardziej pozytywni i otwarci niż raptem kilkanaście lat temu
Moje odczucia są wprost proporcjonalnie przeciwne :/
Co do języka- kłuje w oczy i uszy. Ostatnio widząc na jakimś portalu hasło „coś tam coś tam z makiem” zastanawiałam się jaki wpływ na jedznie ma posypka z maku… dopiero po chwili do mnie dotarło, że chodzi o fastfood ;P
Czyżby język polski nadrabiał braki z czasów PRL-u, kiedy zapożyczenia językowe z „zachodu” były nieakceptowane?
Wielu z nas jest tutaj tak długo, że zapomnieli po polsku i wpisy na forum przepuszczają przez google translator. Czy nie uważacie, że należy przestać brać udział w wyborach organizowanych przez RP? Nie chodzi mi o sytuację polityczną w Polsce, ale po prostu stawiam pytanie - czy mam jeszcze moralne prawo do decydowania w wyborach.