-W kinach polski film "Photon": artysta wprawia naukę w ruch.
Tak fenomenalnych symulacji procesów naturalnych nie widzieliście jeszcze nigdy! Norman Leto, polski artysta sztuk wizualnych zabrał się za zilustrowanie historii Wszechświata. A jest to Wszechświat pomarszczony i zachrypnięty. Polski film popularnonaukowy "Photon" od 6 października w kinach.
Leto zrobił to, na co naukowcy nie mają czasu. Nie mają umiejętności. Nie mają potrzeby. Nie mają odwagi. Wprawił naukę w ruch. Zilustrował genialnymi animacjami historię Wszechświata. Od powstania czasu i przestrzeni po powstanie społeczeństw i sztucznej inteligencji. Jest to wizja artysty, a nie naukowca. Ale ten artysta ma tu naprawdę sporo do powiedzenia. Naukowcy i fani nauki marsz do kin!
W "Photonie" są próby zaprezentowania, co się działo na poziomie kwantowym zaraz po Wielkim Wybuchu i czym są cząstki elementarne. Są też symulacje powstania Ziemi i Księżyca, a także animacje pokazujące, jak wyglądać mogły początki życia i jak to życie ewoluowało. Są wreszcie świetne sekwencje dotyczące tego, co się dzieje wewnątrz komórek - symulacje działania białek, maszyn molekularnych, czy prezentacja tego, jak dzieli się komórka (nienawidziliście uczyć się o mitozie w szkole? Pokochacie to zjawisko, kiedy zobaczycie je w ruchu!). Jest i historia życia opowiedziana z perspektywy DNA. A także fragment o tym, jak powstało społeczeństwo i religie. A na koniec część fantastyczno-naukowa: próba odgadnięcia, jak będzie się rozwijać społeczeństwo w przyszłości.
Nie spodziewajcie się, że to będzie kolejny przecudny film popularnonaukowy, do jakich przyzwyczaiło nas choćby BBC. I że z kina wyjdziecie w skowronkach, ciesząc się, jak piękny jest świat. To zupełnie nie w stylu Normana Leto. Jego Wszechświat jest mroczny. Pełen paprochów, farfocli, zmarszczek. Norman nie zapomina, że ewolucja zależy od przypadku, że w przyrodzie istnieją i mutacje genetyczne, i choroby neurodegeneracyjne. A kiedy my zasypiamy, czasem w naszych głowach powstają koszmary (ostrzeżenie dla wrażliwych: scenę z koszmaru oglądajcie tylko, jeśli sami chcecie mieć koszmary). Leto nie zapomina też pokazać, że płód ludzki nie od początku wygląda jak człowiek, a poród dziecka nie jest wyskoczeniem na świat różowiutkiego bobaska (scena porodu też nie dla wrażliwych).
Głównym bohaterem "Photonu" - a zarazem przewodnikiem widza po tym skomplikowanym Wszechświecie jest dosyć opryskliwy naukowiec - gra go Andrzej Chyra. Ta postać nie budzi sympatii. Ale zna się na fizyce kwantowej, na astronomii, geologii, chemii, biologii molekularnej, socjologii i w ogóle na wszystkim, a do tego jest też futurologiem. Przychodzi więc do niego dziennikarka naukowa przeprowadzić wywiad.
Film - zarówno na etapie tworzenia scenariusza i symulacji - konsultowany był z polskimi naukowcami z różnych dziedzin: fizykami, biologiem, psychologiem. Miejmy nadzieję, że ewentualne błędy i niedoróbki zostały już wyeliminowane.
Jak ja bym chciała, żeby ten film obejrzało jak najwięcej polskich naukowców zamkniętych na co dzień w swoich wąskich dziedzinach. Mogliby z szerszej perspektywy spojrzeć na swoją działkę badań. I przypomnieć sobie, że nauka, którą się zajmują, to nie tylko suche publikacje, statyczne wykresy, nieruchome przekroje, zatrzymane na wieczność w bezruchu zdjęcia... I że pewnie przy wykorzystaniu nowych technologii da się ciekawie przedstawić to, co robią.
Przecież to wszystko wokół nas i w nas się rusza, zmienia, przenika się, oddziałuje na różnych skalach... Może warto popatrzeć, jak duże znaczenie ma ten ruch. I jak te niezwykłe procesy przefiltrował przez swój umysł artysta?
Marcin Zegadło
Mój siedmioletni syn zapytał mnie, czy możemy razem obejrzeć mecz Polska-Czarnogóra. Odrobinę mnie to zdziwiło, ponieważ nasza ostatnia próba oglądania meczu piłkarskiego, a był to mecz podczas ostatnich mistrzostw, skończyła się wspólną drzemką jeszcze przed końcem pierwszej połowy. Żona powiedziała nam wtedy, że „ładnie grali” i to nam z synem w zupełności wystarczyło.
Tak czy inaczej oglądamy i wtedy mój syn pyta:
- Tato, co to jest za gościu, co biega po boisku w takim czarnym ubraniu?
- To jest sędzia, synu – odpowiadam z miną wytrawnego znawcy futbolu.
- Sędzia?
- Tak, sędzia! – potwierdzam.
- „W o l n e sądy! W o l n e sądy! W o l n e sądy! – skanduje syn z przejęciem.
I takie jest mniej więcej, nasze kibicowanie. Dobry wieczór!
;)
Ale to jest lepsze ;)
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114884,22485491,jedziemy-na-mun...
Nie licza sie umiejetnosci, grunt ze jest prezes ;/
To tak jak z pozyczona i jej gadanie, nie liczy sie fizyka, postep, nauka, bo jest palec Bozy ;/ ;)
Wobec wielu wydarzen Emito bezwstydnie milczy - pomoz innym byc na biezaco z istotnymi wydarzeniami dnia/ tygodnia.