Centralwings "opozniony" o 24 godziny. Pokoj wynajety od slynnego niegdys w Edynburgu pana Piotra, w mieszkaniu prad podlaczony na lewo drucikiem z korytarza - pewnego dnia wpadly panie z councilu z policja, bo ktos naskarzyl. Radosc z pierwszej wyplaty w wysokosci £100. Poznawanie miasta z pokladu autobusu Lothiana. Pizza z Lidla co drugi dzien, bo tania i smaczna (cale szczescie, ze w miedzyczasie nauczylam sie gotowac ;)
Az trudno uwierzyc, ze to juz 7 lat temu...
Zainspirowal mnie temat z dyskusji ogolnej: 'jechac czy nie jechac?'. Pamietacie Wasze pierwsze dni po przyjezdzie na Wyspy? Jakie bylo to miasto? Jaka robota? Jakie mieszkanie? Jakie wrazenia?