Pierwsza praca w kilka dni po przylocie-domestic supervisor, do dzis mam plakietke ze swoim imieniem, pisanym przez C.
Murzyn za sciana, ktory jaral gandzie 24/h.
Pralka w kuchni:P(to zanim przenioslam sie tutaj na stale), to byl szok!, no i prad i gaz na karte(rowniez).
Najwiekszy szok przezylam probujac sie porozumiec z zapita gebe zyjaca za sciana.15 lat nauki j.angielskiego poszlo sie je*ac przy tym miSZCZu.
Glasgow smile na gebie kazdego, kogo spotykalam rano w drodze do metra(mieszkalam na Ibrox w Glasgow).Mecz na stadionie Rangersow, i 2 tysiace kibicow pod oknem, oraz zamkniety w pizdu Spar pod domem z tej okazji.
40 godzin drogi z Polski: autobusem do Londynu, autobusem do Edynburga i pociągiem do Kirkclady. Tam fabryka składania pudełek do Whisky, czyli 8 godzin dziennie stania na taśmie (nie wiem czy można głupszą robotę tutaj znaleźć ;). Sprzątanie na 6 rano (wstawanie o 5 - tego roku nie pamiętam ;).
To tyle z narzekania, bo to stare dobre studenckie czasy :)
to 'szok', ktory polubilam:
srednio 56 razy dziennie slyszysz HowAreYou (zakladajac, ze pracujesz z 4 doroslymi i 8 znajomych spotykasz na ulicy) :)
mozliwe odpowiedzi:
1. Fine/OK - mozliwe znaczenia: swietnie, w porzadku, dobrze, jako tako, znosnie :)
2. so so - mozliwe znaczenia: babcia lezy z zawalem w szpitalu, dowiedzialem sie dzis od lekarza o mojej smiertelnej chorobie
pare lat temu mialam bardzo kiepski nastroj i na takiez pytanie z ust znajomej Szkotki polaly sie lzy me (czyste, rzesiste)- malo nie padla na serce na srodku ulicy :) teraz juz tego nie robie ;)
2006 Gdańsk - Londyn - Aberdeen
Przyjechałam na gotowe w sumie...pokój w domu nad jeziorem, 4 wspollokatorow.
Pierwsza praca - uczyłam Polaków podstaw angielskiego.
Bałam sie prowadzić samochód i pójść sama na pocztę, bo miałam wrażenie, ze nie zrozumiem tubylcow.
Do dziś pamietam, ze River Island zrobił na mnie niesamowite wrażenie, a pierwsze zakupy spozywcze w zrobiłam w lidlu i asdzie.
pierwsze zadanie w pracy awaria dekodera sky hd w dzielnicy torry , szkotka pracujaca w zakladzie przetworstwa ryb , rozne juz rzeczy widzialem na ulicy na chodniku ale zeby w domu.... na dywanie : ) okna upierdolone jak swieta ziemia rzepa w zlewie , i z 10 kotow , i no sie usmiechenla.... wyszedlem....ruiny zamkow w szkocji w porownaniu z uzebieniem tej FACETKI to nic , wygladaly jak zbombardowana warszawa , no i kurwa dojrzalem wasa.....wyszedlem...
do dzis mi sie to sni SZOK !!!
Zainspirowal mnie temat z dyskusji ogolnej: 'jechac czy nie jechac?'. Pamietacie Wasze pierwsze dni po przyjezdzie na Wyspy? Jakie bylo to miasto? Jaka robota? Jakie mieszkanie? Jakie wrazenia?