koniec listopada 2004, wroclaw-krakow, krakow-londyn stansted (linie skyeurope, spalam jak zabita) jakis ciul sie przyczepil na lotnisku
potem do Birmingham autokarem ( z ciulem)...w autokarze napotkana laska zaproponowala nam pokoje w B.:)
duzy dom, mnostwo Polakow, mocne impry co noc...
praca na drugi dzien, we francuskiej knajpie, musialam nosic bardzo obcisla koszule i spodnice...ba, nawet krawat
po dwoch miesiach wypad do Huddersfield, przystan na rok...."miesiac" mNiodowy:D
i tak mialo byc coraz wyzej...az do Islandii
ze tak powiem...z leTka utknelam w Glasgow;p
rozwalily mnie dwa krany , sznurki zwisajace z sufitu sluzace jako przelaczniki do swiatla, elektryczne prysznice i wiele innych:)
Haha,
Koniec Grudnia 2005, Centralwings z Warszawy. Bylem juz umowiony na rozmowe do Lothiana, ktora oblalem :) Pierwsza praca chyba przez Kelly Services w Simmers(ciastkarnia taka jak sie jedzie na Niddrie), swiezo po powrocie z juesej, gadalem na nockach z murzynami o dupie marynie. Kilka miesiecy pozniej Lothian Buses. Pierwszy flat na Pilton, ogladany po ciemku u szemranego chinczyka. Ale wlasny, tzn z kilkoma znajomymi na spole. Przynajmniej nie bylo chinczykow w pokoju obok i zapachu gotowanego psa jak u innyh co mieli mniej szczescia. Szemrane polskie towarzystwo z bog wie gdzie w polsce, duzo wodki, fajek, lasek przyprowadzajacych pakistani boyfriends na imprezy...boze ze to nie trwalo dlugo :)
Zainspirowal mnie temat z dyskusji ogolnej: 'jechac czy nie jechac?'. Pamietacie Wasze pierwsze dni po przyjezdzie na Wyspy? Jakie bylo to miasto? Jaka robota? Jakie mieszkanie? Jakie wrazenia?