Straszne jest to, że katolicy (typ najbardziej zaangażowany i lubiący to zarazem eksponować) tak cholernie wiedzą lepiej niż reszta społeczeństwa, że mają takie wdrukowane poczucie bycia lepszym, godniejszym, mądrzejszym i bardziej uprawnionym do decydowania. Słabo mi się robi, kiedy widzę młodych ludzi, kiedyś całkiem normalnych, teraz kompletnie pochłoniętych "krzewieniem" ich, czyli jedynej dobrej wizji.
A'propos szatana:
Jedenaście przykazań satanizmu (satanizm laveyański):
1.Nie wyrażaj swoich opinii lub rad, jeżeli nie jesteś o to proszony.
2.Nie zwierzaj się ze swoich problemów innym, chyba że jesteś pewien, że chcą o nich słuchać.
3.Kiedy jesteś w cudzym domu (na cudzym terenie) okaż mu respekt lub, jeżeli nie potrafisz, nie chodź tam.
4.Jeżeli gość w twoim domu (na twoim terenie) dręczy cię, traktuj go okrutnie i bez miłosierdzia.
5.Nie czyń seksualnych awansów, dopóki nie dostaniesz wyraźnej propozycji współżycia.
6.Nie bierz tego co nie należy do ciebie, chyba że jest ta rzecz dla kogoś brzemieniem i osoba ta "płacze", by być uwolniona.
7.Potwierdź moc magii, jeśli udało ci się przy jej pomocy zaspokoić swoje pragnienia. Jeżeli zaprzeczysz mocy magii po jej wykorzystaniu, utracisz wszystko, co w ten sposób uzyskałeś.
8.Nie narzekaj na coś, czemu nie musisz się poddawać.
9.Nie krzywdź małych dzieci.
10.Nie zabijaj zwierząt (nie-ludzi), chyba że zostaniesz zaatakowany lub będziesz potrzebował pożywienia.
11.Kiedy chodzisz w "otwartym" terenie nie zaczepiaj nikogo. Jeżeli ktoś cię zaczepia, poproś go by przestał. Jeżeli nie przestanie, zniszcz go.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Satani...
Z wyj. pkt 7 jestem za.
Czy to czyni ze mnie satanistę?
Tomek_L
#232 | Dziś - 22:09
#230
co ciekawe, jak spojrzy się bezstronnie na te 10 przykazań (7 też pomijam), nie wydają się wcale gorsze od tych zydowskich, a ludzie którzy ich przestrzegają też nie wydają się wcale godni potępienia czy tym bardziej prześladowań
-----
Nie wydają się gorsze???
Ależ są o (nomen-omen) niebo bardziej humanitarne niż klasyczny dekalog.
Katolicki akt apostazji przypomina średniowieczne praktyki wykluczenia ze społeczności ludzkiej - opisuje historyk religii prof. Zbigniew Mikołejko. - W tym akcie jest pewien paradoks. Gdybym go dokonał, to w jakiejś mierze uznałbym prawo Kościoła do decydowania o moim losie - mówi. Dodaje, że jednocześnie rzeka wiernych odpływa z Kościoła dyskretnie.
Nie zawsze zdajemy sobie sprawę, ale przez wiele wieków w historii wspólnota ludzka nie była wspólnotą narodu czy państwa, ale wspólnotą wiary. Jeśli ktoś się tej wiary wyrzekał, stawiał się poza społeczeństwem - wyjaśnia prof. Mikołejko.
Na ziemiach polskich w czasach średniowiecznych za odejście od katolicyzmu groziła śmierć. Rzadko tę karę wymierzano, głównie dlatego, że szlachta chroniła się wzajemnie przed odwetem władz. Ale takie przypadki miały miejsce. W dodatku odszczepieniec nierzadko okryty był infamią, więc chowano go w nieoznaczonym grobie, twarzą w dół, poza cmentarzem. Symbolicznym miejscem grzebania infamisów były rozstaje dróg.
Słowo "apostata" stało się określeniem pejoratywnym, stygmatyzującym. Przydomek ten nadano cesarzowi rzymskiemu Julianowi, który próbował połączyć chrześcijaństwo z dawnymi kultami rzymskiego panteonu. Imię to miało piętnować władcę jako odstępcę od prawdziwej wiary.