Siedzi sobie tasiemiec w zoladku. Nagle patrzy, a tu biegna bakterie. - Hej, bakterie, gdzie biegniecie? Bakterie na to: - Tasiemiec, ty sie nie pytaj tylko uciekaj stad, bo zaraz tu beda antybiotyki! I pobiegly w dól przewodu pokarmowego. Tasiemiec lekko przestraszony mysli:- Co jest? Tymczasem nadbiega glista ludzka z walizkami. - Ej glista, - pyta tasiemiec - gdzie lecisz? - Tasiemiec, ty nie pytaj, ty stad wiej. Za piec minut beda tu antybiotyki! I pobiegla w dól przewodu pokarmowego. Tasiemiec przestraszyl sie nie na zarty, spakowal plecaki wieje w dól przewodu pokarmowego. Dobiega do ujscia, a tam siedzi glista na walizkach i beczy. Tasiemiec pyta sie: - No co sie stalo, czego beczysz? - A bo mi ostatnia kupa o 14 uciekla...
W jednym domu mieszkaly trzy myszy: francuska, rosyjska i polska. Po zapadnieciu zmroku, kiedy wszyscy poszli juz spac, z dziury wybiega mysz francuska. Po cichu wdrapuje sie na stól, rozglada czy ktos nie idzie, nalewa sobie winka i wraca do dziury. Potem wybiega mysz rosyjska, wdrapuje sie na stól i nalewa sobie sete. Rozglada sie, czy nie ma kota i wraca do dziury. W koncu wychodzi mysz polska. Wchodzi leniwie na stól i nalewa sobie sete. Patrzy - nikogo nie ma. Nalewa sobie a sete. Nadal nikogo nie ma. No to nalewa sobie trzecia sete.- Nie ma kota? - mysli sobie mysz - No to poczekamy!
Pewien pan rezyser namawiany przez przyjaciól do przeprowadzki do Wroclawia sluchal przeróznych argumentów. A ze Wroclaw to miasto ludzi mlodych, preznie rozwijajace sie, a ludnosc jest mieszanka z wschodu i zachodu. A ze Warszawa to teraz stanowi hermetycznie zamknieta aglomeracje i malomiasteczkowa wrecz spolecznosc, do której dotrzec jest coraz trudniej. W koncu jeden z przyjaciól rezysera znajac (jak mu sie zdawalo) jego upodobania odwolal sie do argumentów odmiennych:- Sluchaj Franek. Wroclaw to miasto zieleni. Park Szczytnicki. Park Poludniowy. Mnóstwo przydomowych ogródków i trawników...Na to zdenerwowany rezyser:- A co ja, ku..., mszyca jestem?
Na spacerze z psami spotyka sie dwóch gosci. Jeden ma dobermana, a i ratlerka. Postanowili pójsc do pobliskiego lokalu na kawe. Facet z dobermanem stwierdza:- Ale tam jest napis, ze nie mozna wchodzic z psami.- Zalozymy czarne okulary i bedziemy udawac niewidomych z psami przewodnikami. Tak tez zrobili. Do stolika przy którym usiedli podchodzi do kelner i zwraca sie do wlasciciela dobermana:- Przykro mi prosze pana, ale do naszego lokalu nie wolno wprowadzac psów.- Ale to mój pies przewodnik!- Przeciez dobermany nie sa psami przewodnikami!- Jak to nie? Sa swietnymi przewodnikami! Sa swietnie ulozone i zapewniaja bezpieczenstwo.- Dobrze, przepraszam, nie wiedzialem - wycofuje sie kelner i nagle zauwaza iego psa.- Prosze pana, tu nie wolno wprowadzac psów!- Ale to jest mój pies przewodnik!- O nie. Moge uwierzyc w dobermana jako psa przewodnika, ale w ratlerka nie uwierze!- Co? Dali mi ratlerka?...
Siedzi gosc nad rzeka i lowi rybki. Wtem z tylu nachodzi go straznik.- Dzien dobry, ma pan oczywiscie karte wedkarska?- Nie, a po co?- Jak to po co? A co pan tu robi?- Siedze.- A co pan ma w rece?- Kijek.- A na kijku?- Sznurek.- A na sznurku?- Robak.- No i co pan robi z tym robakiem?- Ucze go plywac.- To placi pan mandacik.- Za co?- Za brak kamizelki ratunkowej!
W klasztorze nagle otwieraja sie drzwi i z rozpedem do srodka wpada mloda zakonnica. Biegnie prosto do matki przelozonej: - Matko przelozona, matko przelozona, zgwalcili mnie. Co robic? - Zjesc cytryne - odpowiada matka przelozona. - A czy to pomoze??? - Pomoze, nie pomoze... ale przynajmniej ten usmiech zniknie.
Byla zima. Szedl wróbelek i bylo mu bardzo zimno. Nagle nasrala na niego krowa. Cieplo zrobilo sie wróbelkowi i zaczal cwierkac. Uslyszal to jastrzab, przylecial i zjadl wróbelka. Jakie sa z tego 3 moraly?1. Nie kazdy kto na ciebie nasra jest twoim wrogiem.2. Kiedy siedzisz w gównie to nie cwierkaj.3. Nie kazdy kto cie z gówna wyciagnie jest twoim przyjacielem.
Z pamietnika tresera: - Dzien pierwszy.Pies nasikal na dywan. Wsadzilem mu pysk w kaluze i wyrzucilem przez okno.- Dzien drugi.Pies nasikal na dywan. Wsadzilem mu pysk w kaluze i wyrzucilem przez okno.- Dzien trzeci.Pies nasikal na dywan. Wsadzilem mu pysk w kaluze i wyrzucilem przez okno.- Dzien czwarty.Pies nasikal na dywan, wsadzil pysk w kaluze i wyskoczyl przez okno.
Przychodzi zajaczek do lisicy. - Lisico chcesz zarobic 100$? - Chce. - To daj mi calusa. Lisica mysli "lisa nie ma w domu a 100$ piechota nie chodzi". Dala wiec zajacowi calusa. A zajac: - Chcesz zarobic jeszcze 100$? - Chce. - To sie rozbierz. Lisica sie rozebrala. A zajac: - A jeszcze 100$ to chcesz? - Chce. - No to chodz wykrecimy numerek! No i wykrecili taki numer ze az zajac sie spocil. Gdy skonczyli zajac sie ubral i poszedl do domu. Po jakims czasie do domu lisicy wpada jej maz i pyta: - Byl zajac? - No by by by byl - mówi lisica przerazona. - A oddal 300$??
Do domu uciech przychodzi facet w srednim wieku. Poprosil o panne, po czym spedzil z nia fantastyczna noc. Kiedy rano podchodzi do szefowej próbuje uregulowac naleznosc. - Ile sie nalezy? - pyta. - A nic... - odpowiada przelozona - byl pan swietny! Facet sie zdziwil: - Jak to? Taka cudowna noc i nic nie place? - Nic, nic, prosze, jeszcze to dla pana - dodaje szefowa przybytku wreczajac gosciowi 200 zl. Faceta zamurowalo. Nie dosc, ze pouzywal w najlepsze, to jeszcze dostal dwie stówy. Na i dzien pochwalil sie swoja przygoda koledze. Ten zas tez chcial spróbowac. Podobnie jak poprzednik spedzil fantastyczna noc z panna. Rano podchodzi do szefowej: - Ile sie nalezy? - A nic, nic spokojnie... byl pan swietny. Po czym wrecza facetowi 50 zl. Konsternacja... - Super - mówi facet - nie dosc, ze bylo fajnie to jeszcze kasa za to, ale mam pytanie... - kontynuuje. - Dlaczego dostalem 50 zl, kiedy mój kolega wczoraj za to samo 200? - Wie pan, wczoraj szlo na satelite, a dzis tylko na kablówke...
Dentysta schyla sie wlasnie nad pacjentem i ma zamiar rozpoczac borowanie, gdy nagle zastyga w bezruchu i pyta nieufnie: - Czy mi sie to tylko wydaje, czy tez trzyma pan reke pod moimi jadrami ?Pacjent spokojnym glosem: - To tylko taka mala asekuracja. Bo przeciez nie chodzi oto, zebysmy sobie ból zadawali ... Prawda, Panie Doktorze...?
Poszedl maly Jasio do cyrku i tak sie zlozylo, ze musial usiasc w pierwszym rzedzie. Rozpoczal sie wystep i na arene wychodzi Klaun Szyderca.Podchodzi do Jasia i pyta: - Jak masz na imie?- Jasiu. - A wiec Jasiu, czy ty jestes glowa krowy? - Nie. - A czy ty jestes tulowiem krowy? - Nie. - A wiec Jasiu, ty jestes dupa wolowa!! HAHAHA!!! (zasmial sie szyderczo Klaun Szyderca).Smutny Jasio wrocil do domu, opowiedzial wszystko tacie, na co ten mu mowi: - Jasiu, jutro tez pojdziesz do cyrku. - Ale jak to? Do cyrku? A Klaun Szyderca? Znowu bedzie sie smial. - Nie martw sie Jasiu, tym razem pojdzie z toba Wujek Staszek Mistrz Cietej Riposty. No i tak sie stalo. Nastepnego dnia poszli Jas i Wujek Staszek Mistrz Cietej Riposty do cyrku, usiedli w pierwszym rzedziei czekaja na wystep Klauna Szydercy.Wychodzi wiec Klaun Szyderca na arene i zaczyna swoj znany wystep. Podchodzi do Jasia pyta:- Jasiu, czy ty jestes glowa krowy? Na co Wujek Staszek Mistrz Cietej Riposty: - Spierdalaj !
Plemniki przygotowuja sie do startu. W pewnym momencie tato-plemnik mowi do swojego syna-plemnika:-Sluchaj synu, ja jestem juz stary, niedolezny, moge nie nadazyc za wszystkimi, a ty jestes mlody wiec na pewno dotrzesz pierwszy, pamietaj wiec zeby sie ladnie zachowywac, masz powiedziec dzien dobry i przedstawic sie.Na to syn-plemnik mowi:-Tato, a skad bede wiedzial, ze to juz koniec wyscigu.-Synku, zobaczysz olbrzymia kule, przedstawisz sie i ta kula juz ci powie co masz dalej robic.-Dobrze tato.Nagle zabujalo, huknelo i rozpoczal sie wyscig. Stary plemnik, tak jak mowil, zostal z tylu, a mlody biegl przed wszystkimi jako pierwszy.Biegl tak i biegl, az w koncu dotarl do mety, z tymze stoi troche zdezorientowany, bo zamiast jednej kuli, sa dwie troche mniejsze.Ale nie traci opanowania, i tak jak mu tato kazal, mowi:-Dzien dobry, jetem plemnik.Na to kule:-Dzien dobry, jestesmy migdalki.
Wielki, ogromny, wielopietrowy supermarket, w ktorym kupicie wszystko.Szef przyjmuje do pracy nowego sprzedawce, dajac mu jeden dzien okresu probnego zeby go przetestowac. Po zamknieciu wzywa szef nowego sprzedawce do biura: - No to ile dzis zrobil pan transakcji? - pyta sprzedawce. - Jedna, szefie. - Co? Jedna?! Nasi sprzedawcy maja srednio od szescdziesieciu do siedemdziesieciu transakcji w ciagu dnia! Co pan robil przez caly dzien? A wlasciwie to ile pan utargowal? - Trzysta osiemdziesiat tysiecy dolarow. Szefa zatkalo. - Trzy... sta osiem... dziesiat tysiecy? Na Boga, co pan sprzedal?! - No, na poczatku sprzedalem maly haczyk na ryby... - Haczyk na ryby? Za trzysta osiemdziesiat tysiecy? - Potem przekonalem klienta zeby wzial jeszcze sredni i duzy haczyk. Nastepnie przekonalem go, ze powinien wziac jeszcze zylke. Sprzedalem mu trzy rodzaje: cienka, srednia i gruba. Wdalismy sie w rozmowe. Spytalem gdzie bedzie lowic. Powiedzial, ze na Missouri, dwadziescia mil na polnoc. W zwiazku z tym sprzedalem mu jeszcze porzadna wiatrowke, nieprzemakalne spodnie i rybackie gumowce, poniewaz tam mocno wieje. Przekonalem go, ze na brzegu ryby nie biora, no i tak poszlismy wybrac lodz motorowa. Spytalem go jakie ma auto i wydusilem z niego, ze dosc male, aby dowiezc lodz, w zwiazku z czym sprzedalem mu przyczepe. - I wszystko to sprzedal pan czlowiekowi, ktory przyszedl sobie kupic jeden, jedyny haczyk na ryby?! - Nieee. On przyszedl z zamiarem kupienia podpasek dla swojej zony. Zaproponowalem mu, ze skoro w weekend nici z seksu, to moze pojechalby przynajmniej na ryby...
U lekarza zjawia sie mezczyzna po trzydziestce i mówi: - Panie doktorze, mam problem z seksem - W takim razie niech pan mi opowie o swoim zwyklym dniu - zacheca lekarz- Wszystko zaczyna sie jeszcze w srodku nocy. Zona budzi mnie o trzeciej nad ranem na maly numerek, a potem jeszcze raz o piatej, zebysmy mogli kochac sie przed pójsciem do pracy. - Aha... wszystko jasne - odpowiada lekarz - Nie... sekunde - tlumaczy mezczyzna - bo widzi pan, zawsze kiedy jade pociagiem do pracy spotykam te slicznotke, znajdujemy wolny przedzial i kochamy sie cala droge. - Aha... teraz juz wszystko jasne - przytakuje doktor - Nie... sekunde - kontynuuje pacjent - kiedy przyjezdzam do pracy nie moge oprzec sie urokom mojej sekretarki i kochamy sie na zapleczu. - Aha... teraz juz wszystko jasne - ocenia specjalista. - Nie, nie, nie - ripostuje facet ? Podczas obiadu widze sie z bardzo atrakcyjna kelnerka, a ze bardzo mi sie podoba, kochamy sie w restauracyjnej kuchni. - Aha... wszystko jasne - informuje doktor. - Nie... jest ciag dalszy - dodaje pacjent ? kiedy wracam do pracy musze zaspokoic moja wymagajaca szefowa, bo inaczej wylalaby mnie z pracy. - Aha... - mówi lekarz - teraz wszystko jasne. - Na co mezczyzna odzywa sie:- Nie, to jeszcze nie wszystko. Bo kiedy wracam do domu moja zona tak cieszy sie z mojego powrotu, ze chce ulzyc mi jak tylko ujrzy mnie w drzwiach. - Wiec w czym problem? - pyta doktor - No cóz - odpowiada trzydziestolatek - strasznie mnie boli gdy sie onanizuje.
Szkot wsiada do taksówki i pyta:- Ile zaplace za przejazd na dworzec?- Dwa funty.- A za walizke?- Walizke zawioze za darmo.- To prosze zawiezc ja na dworzec, a ja pójde piechota! ******************************************************Szkot wsiada z duzym workiem do autobusu. Podchodzi do niego konduktor i mówi:- Bedzie pan musial zaplacic równiez za bagaz.Szkot rozwiazuje worek i mówi:- Wychodz, synku. Tak, czy owak trzeba zaplacic!
Szedł facet ulicą i zobaczyl nowy sklep. Mysli sobie - wpadne. Wita go mily, usmiechniety sprzedawca: - Dzien dobry, w czym mozemy panu pomóc, co chcialby pan kupic? Facet sie zastanowil i mówi: - Rekawiczki. - To prosze podejsc do tamtego dzialu. Facet idzie do wskazanego dzialu i mówi: - Potrzebuje rekawiczki. - Zimowe czy letnie? - Zimowe. - To prosze przejsc do nastepnego dzialu. Facet poszedl: - Dzien dobry, potrzebuje zimowe rekawiczki. - Skórzane czy nie? - Skórzane. - To prosze podejsc do dzialu nastepnego. Facet poddenerwowany podchodzi do wskazanego stoiska: - Chce kupic zimowe, skórzane rekawiczki. - Z klamerka czy bez? - Z klamerka. - Prosze podejsc do nastepnego stoiska. Facet juz wkurzony, ale idzie nic nie mówiac: - Potrzebuje rekawiczki, zimowe, skórzane, z klamerka. - Klamerka na zatrzask czy na rzepy? - Na rzepy. - Zapraszam do dzialu naprzeciwko. Facet nie wytrzymuje i wrzeszczy: - Prosze przestac nade mna sie znecac, dajcie mi rekawiczki i pójde sobie! - Prosze pana, prosze nabrac cierpliwosci, chcemy panu sprzedac dokladnie takie, jakie pan potrzebuje. Facet idzie dalej: - Prosze o rekawiczki zimowe, skórzane, z klamerka na rzepy. - A jaki kolor? Az tu nagle otwieraja sie drzwi do sklepu, wchodzi klient z sedesem swiezo wyrwanym z podlogi, od którego odstaja kawalki glazury, niesie go na wyciagnietych rekach, podchodzi do lady i krzyczy: - Taki mam sedes, taka glazure, dupe wam wczoraj pokazalem, dajcie mi papier toaletowy!