!!!!
Dzis lirycznie i romantycznie
i z dedykacja dla Dolys za przenikliwosc i wrazliwosc
"Jedyne co mam to złudzenia,
Że mogę mieć własne pragnienia.
Jedyne co mam, to złudzenia,
Że mogę je mieć.
Miałam siebie na własność,
Ktoś zabrał mi prywatność.
Co mam zrobić bez siebie, jak żyć
Bez siebie, jak żyć.
Miałam słowa własne,
Ktoś stwierdził, że zbyt ciasne.
Co mam zrobić bez słów, jak żyć
Bez słów, jak żyć.
Jedyne co mam...
Miałam serce dla wszystkich,
Ktoś klucz do niego wymyślił.
Co mam zrobić bez serce, jak żyć
Bez serca, jak żyć.
Miałam myśli spokojne,
Lecz ktoś wywołał w nich wojnę.
Co mam zrobić teraz, jak żyć.
Jak teraz żyć."
Aniołowie jeśli tylko są
Kryją się w metalowych bunkrach
Takie listy szybko drą
Chcą mnie dziś, chcą mnie widzieć jutro
Paru kumpli już tam jest
Mówią, że krzyżyk piecze w usta
Nauczeni nie bać się
Tylko coś nie pozwala usnąć
Zawsze iść - rozkaz, który mam we krwi
Małą wojnę w sobie mieć
Z każdym z was walczyć do utraty tchu
I bez złów...
Mogę zwalić ciebie z nóg
Wrogu mój, co wykrzywiasz usta
Nie przepraszaj, tylko wstań
Nigdy już nie zobaczysz lustra
Ref.:
Ludzie są po to, żeby żyć i tańczyć
Ludzie są po to, żeby mogli walczyć
Ludzie są i nie będą nigdy lepsi
Ludzie są...
Tacy są...
Ktoś zapłacił za twój ból
Za szampana łyk
Od tej chwili będziesz mój
Nie odwracaj się
Patrz mi w oczy, patrz
"W Rzymie na Campo di Fiori
Kosze oliwek i cytryn,
Bruk opryskany winem
i odłamkami kwiatów .
Różowe owoce morza
Sypią na stoły przekupnie,
Naręcza ciemnych winogron
Padają na puch brzoskwini.
Tu na tym właśnie placu
Spalono Giordana Bruna,
Kat plomień stosu zażegnął
W kole ciekawej gawiedzi.
A ledwo plomień przygasnął,
Znów pełne były tawerny,
Kosze oliwek i cytryn
Nieśli przekupnie na głowach.
Wspomniałem Campo di Fiori
W Warszawie przy karuzeli,
W pogodny wieczór wiosenny,
Przy dźwiękach skocznej muzyki.
Salwy za murem getta
Głuszyła skoczna melodia
I wzlatywały pary
Wysoko w pogodne niebo.
Czasem wiatr z domów płonących
Przynosił czarne latawce,
Łapali ptaki w powietrzu
Jadący na karuzeli.
Rozwiewał suknie dziewczynom
Ten wiatr od domów płonących,
śmiały się tłumy wesołe
W czas pięknej warszawskiej niedzieli.
Morał ktoś może wyczyta,
Że lud warszawski czy rzymski
Handluje, bawi się, kocha
Mijając męczeńskie stosy.
Inny ktoś morał wyczyta
O rzeczy ludzkich mijaniu,
O zapomnieniu co rośnie,
Nim jeszcze płomień przygasnął.
Ja jednak wtedy myślałem
O samotności ginących.
O tym że kiedy Giordano
Wstępował na rusztowanie,
Nie znalazł w ludzkim języku
Ani jednego wyrazu,
Aby nim ludzkość pożegnać,
Tę ludzkosc która zostaje.
Już biegli wychylać wino,
Sprzedawać białe rozgwiazdy,
Kosze oliwek i cytryn
Nieśli w wysołym gwarze.
I był już od nich odległy,
Jakby minęły wieki,
A oni chwilę czekali
Na jego odlot w pożarze.
I ci ginący, samotni,
Już zapomniani od świata,
Język nasz stał się im obcy
jak język dawnej planety.
Aż wszystko będzie legendą
i wtedy po wielu latach
Na nowym Campo di Fiori
Bunt wznieci słowo poety"
Jezu jak się cieszę
Z tych króciutkich wskrzeszeń
Kiedy pełną kieszeń znowu mam
Znowu mogę myśleć
Trochę jakby ściślej
I wymyślać śmiało nowy plan
I pięknie jest
Nieskromnie bardzo jest
Kiedy mija, tak jak wszystko
Ta euforia kilkudniowa
Wstawać i pracować i mieć
Nie bardzo mogę
Nie bardzo mogę
Nie bardzo chcę
Jezu jak ja lubię
Jak ja bardzo lubię
Chyba tak nie umie lubić nikt
Lubię się zaszywać
Lubię nadużywać
Szukam wciąż okazji
I je mam
I pięknie jest
Nieskromnie bardzo jest
o i lovely. sami swoi.
Stoi dom bez drzwi i ja w nim mieszkam.
Nocami staje się zimny, a dni wewnątrz są trudne do zniesienia.
Stoi dom bez dachu, więc do środka wkrada się deszcz.
Pada na moją głowę, kiedy staram się myśleć poza czasem.
Nie znam cię, ty mówisz, że mnie znasz,
Może to prawda.
Jest wiele rzeczy, których nie jestem pewny...
Nawołujesz mnie po imieniu, ale to brzmi nierealnie.
Zapominam, jak się czuję.
Moje ciało odmawia leku...
Stoi dom bez dzwonka, więc nikt nie dzwoni.
Czasem trudno jest mi stwierdzić, czy na zewnątrz ktokolwiek żyje.
Stoi dom bez dźwięków; tak, panuje tu cisza.
Słowa nie mają sensu, jeśli nie ma nikogo by je wymienić w czasie.
Nauczyłem się swoich linijek, znam je doskonale,
Jestem gotowy je powiedzieć
Komukolwiek, kto wejdzie do środka.
A linia w mojej głowie jest zimna jak noc.
Nie jest w porządku,
Gdy ta mała ciemna postać ma władzę...
Stoi dom bez drzwi i nie ma w nim żadnego życia.
Pewnego dnia zamienił się w mur... Cóż, nie obchodziło mnie to o czasie.
Stoi dom bez światła, wszystkie okna są zasłonięte, wyczerpane i napięte.
TERAZ WSZYSTKO JEST NIEWIDOCZNE OPRÓCZ CZASU
Nie znam cię, ty mówisz, że mnie znasz,
Może to prawda.
Jest wiele rzeczy, których nie jestem pewny...
Nawołujesz mnie po imieniu, ale to brzmi nierealnie.
Zapominam, jak się czuję.
Moje ciało odmawia leku.
Nikt mi nie pomoże...?
tlumaczenie jest zdziebko szemrane.
I. Przemiana Kochanków
Przechodzę przez środkowy pokój i wyłączam telewizor
Zaglądam w twoje oczy, usiadłszy obok ciebie
Jest noc i podczas gdy za oknem warkot aut już cichnie
Twoja twarz, mógłbym przysiąc, dziwnie się zaczyna zmieniać
...Mała, hej, ty, której oczu błękit to strażnica tkliwa
Skarbie, czy nie widzisz? Nasza miłość jest prawdziwa…
Z każdym zetknięciem naszych spojrzeń, ginie dystans naszych ciał
I księżyc nad ogrodem lśni jakby jeszcze żywiej
Przez trawnik wolno idzie sześciu święcie przyodzianych mężów
Siódmy im przewodzi, z wysoko uniesionym krzyżem
… „Skarbie, hej, to czas twojej wieczerzy
Skarbie, zobacz, jak prawdziwie miłość nasza świeci…
Tak daleko byłem stąd
Daleko tak, od twego ciepła
Jak dobrze poczuć ciebie znów
Zda się, minęła wieczność,
Czyż nie?
II. Człowiek Pewnego Wiecznego
Schronienia
Jest taki farmer, dbający o farmę
Co zebrał – rosło, w czystej
wodzie
Jest taki strażak, dbający o ogień
Czy wy nie widzicie, że on was zwodzi
Tak, znów tutaj przyszedł i znów was mami
Sprzeda wam prawdę
Na dogodne raty
Ma mózg naukowy i odlotowy
To człowiek Pewnego Wiecznego Schronienia
Przekonajcie się do mnie - krzyczy
Dzieci, błądzicie, na waszych ścieżkach...
Cóż jestem pewien, że dołączycie
Ręka w rękę
Gruczoł w gruczoł
Z odrobiną wiary w cud
On jest tym Pewnym Wiecznym Schronieniem
Lulaj że, nam lulaj, wężu mały
Ciepło i bezpiecznie będzie tobie z nami
III. Echnaton i Humbug oraz ich Banda Facetów w Rajtuzach
Prawdziwsze twarze swe pokazując, w czas gdy zdrzemnęły się nasze oblicza
Wędrowaliśmy poprzez lądy, ażeby spotkać dzieci Zachodu
Zaś ujrzeliśmy tłum ciemnoskórych wojowników
Nieruchomo stojących, w głębi parowu
Czekała ich bitwa
Gdy nastała walka, wyzbyci oporów
Zabijali wrogów dla dobra pokoju…trach, trach, trach, trach
A teraz napój mi dają cudowny
Bo ja, no cóż, nie trzymam emocji
I chociaż, w sumie dobrze się czuję
To coś aktywować mi każe modlitewną moją kapsułę
Wroga – dopadło przeznaczenie, dzień tryumfu należy uczcić
Cieszono się więc i tańczono na rozkaz naszego przywódcy
IV Jak Śmiem Być Tak Piękny?
Wśród zniszczeń bitewnych pokonując drogę
Poprzez wysoką górę ludzkich ciał
Doszliśmy na zielony płaskowyż rozkwitających drzew i traw
Nad wodą siedzi tu młodzieniec
„Ludzki Bekon” – taki na ciele wypalony ma znak
( To jesteś Ty)
Już trafił w ręce Opieki Społecznej
A my patrzymy się z nabożeństwem, jak narcyz przemienia się w kwiat
W kwiat?
V. Wierzbowa Farma
Jeśli się wybierasz na Wierzbową Farmę
W poszukiwaniu motyli, motylów,
motylic
Miej oczy otwarte, bo możesz się zdziwić,
Każdy tu kłamie
Jak lis na używkach
I katarynka
Och, jest tatuś i mamuś, jest cacy i be
I każdy się cieszy, że tu jest
Jest Winston Churchill, dziś w damskich łaszkach, wprzódy
Angielską był flagą, torbą na zakupy...nudy i porażka
Żaba była księciem, książę był cegłą, cegła była jajkiem
A jajko ptakiem
( Uciekaj ptaszyno, oni już ci na ogonie siedzą )
Czyżbyś nie słyszała?
(Chcą zamienić cię w człowieka)
Hurra! Jesteśmy tu wszyscy -
szczęśliwi jak leszcz, okazali, jak gęś
I cudownie, o poranku, czyści
Mamy tutaj wszystko, uprawiamy wszystko
Trochę nas przybywa
Trochę nas ubywa
Trochę spraw, czy istnień się panoszy dziko
I każdego, każdego zmieniamy
Wymień tylko kogoś -
Na pewno go mamy
Choć prawdziwe gwiazdy, to wciąż jeszcze przyszłość…
WSZYSTKO SiĘ ZMIENIA
Poczuj, jak twe ciało się zaczyna zmieniać
Z mamy - w marę - w matę - w tatę
Tata cholerną ma tu pracę
Ale zabawy przy tym nie brak
Z taty, w tamę - w manię - w mamę
Mama cholerne robi pranie
Ale zabawy przy tym nie brak|
A jeszcze każdy tutaj kłamie
Że już się nie da żyć tak dalej
Mamo, jesteś mi potrzebna
I choć wam mówię żeby szukać
Ukrytych drzwi, czystych przestrzeni, większego uznania
Wy - jak przykuci – wciąż jesteście tutaj
Cóż, chcecie, czy nie…to się lubi, co się ma
Wrośliście w tę glebę ( w glebę, w glebę)
Głęboko wrośliście ( w glebę, w glebę)
Ze świstem stąd odejdziemy i z hukiem wielkim, że ech
I wtedy już wszyscy będziemy pasować do swoich miejsc
VI. Apokalipsa na 9/8 (z wybornym współudziałem Krzyku Dzikich Gęsi)
Na wieść o nadejściu zbrojnych straży Magoga
Kobziarz i jego dzieci chronią się w podziemiach
Z głębin wyłania się gadzina smocza
Srebrna Głowa Mądrości, patrzy na mnie, jaśniejąc
I za Jej przyczyną, z nieba spada deszcz ognia
Rzekłbyś – ma rację, zważywszy, jak ludziom z oczu patrzy
I lepiej się z nim nie targować
Bywa uparty…
666 już nie jest samotny
Wychodzi na zewnątrz ze szpiku twoich kości
I siedem wielkich trąb – grających rock and roll’a
Dąć będzie w samym środku twojej duszy
Pitagoras, za pomocą lustra, odbija światło księżyca
Całkiem nowych przebojów, krwią, pisząc słowa
...Mała, hej, ty, której oczu błękit to strażnica tkliwa
Skarbie, czy nie widzisz? Nasza miłość jest prawdziwa...
Tak daleko byłem stąd
Daleko tak, od miłosnych twoich spojrzeń
Ale już wróciłem i zobaczysz skarbie, że wszystko będzie dobrze
VII Pewne jak to, ze X to X (… Stopy Cierpiętników)
Czy czujecie? Nasze dusze zaczynają płonąć
Wszystkimi się kładąc barwami, na noc ustępującą
I jak rzeka trafia do oceanu i siew dorasta do plonu
Tak - w końcu wyzwoleni – z powrotem jesteśmy w domu
W blasku słońca - anioł stoi i wielkim krzyczy głosem
To jest Wieczerza tego, który wszystko może
Władca Władców
I Król nad Królami
Wrócił by dzieci swoje, do domu poprowadzić
Do nowego, je zabrać Jeruzalem…..
Gary Numan - Prayer for the Unborn
So, I prayed
But you weren't listening.
Making miracles?
So, I begged
But you were far away.
Saving souls perhaps?
So, I screamed
But she was very small
And you have worlds to mend.
So, she died
And you were glorious.
But you were somewhere else.
If you are my shepherd
Then I'm lost and no one can find me.
If you are my saviour
Then I'm dead and no one can help me.
If you are my glory
Then I'm sick and no one can cure me.
If you light my darkness
Then I'm blind and no one can see me.
If you are my father
Then love lies abandoned and bleeding.
If you are my comfort
Then nightmares are real and deceiving.
If you are my answer
Then I must have asked the wrong question.
I'd spit on your heaven
If I could find one to believe in.
Jan Pietrzak "Nadzieja"
W brudnym świcie smutnych miast,
pełnych wiatrów bezlitosnych,
mignie czasem twoja twarz,
jak niepewne mgnienie wiosny.
W przystankowy zmięty tłum,
jakby cisną ktoś dla żartu
bzu białego bukiet lub
same najszczęśliwsze karty.
Ref.Matką głupich cię nazwali,nadziejo,
ludzie podli,ludzie mali,nadziejo.
Coć się z Ciebie natrząsają,
głośno śmieją ty nas jedna nie opuszczaj,nadziejo.
Prowadż nas nadziejo,
w ciemny czas nadziejo.
W mrocznej mgle wyczaruj iskrę wiary.
Gdy fałszywych fanfar dżwięk
zgaśnie w dali tak jak żagiel
i wypełni głuchy lęk
zakamarki duszy nagiej.
Gdy już tylko walić w mur
z dzika pasją pozostanie,
nie przesadzaj odłuż sznur
ona istnieć nie przestanie.
...................................
Chciałbym się jeszcze powłóczyć z Tobą, póki żyjemy i mam Cię obok.
Zjechać z Tobą w dół po poręczy,
wspólnie się wyczołgać z nędzy.
Schować szczęście tu pod podłogą,
zanim przyjadą i nas wywiozą.
Zobaczyć razem niebo po burzy,
skoczyć w kałuże, żyć jak najdłużej... jak najdłużej
Chciałbym się jeszcze powłóczyć z Tobą, póki żyjemy i mam Cię obok.
Zjechać z Tobą w dół po poręczy,
wspólnie się wyczołgać z nędzy.
Schować szczęście tu pod podłogą,
zanim przyjadą i nas wywiozą.
Zobaczyć razem niebo po burzy,
skoczyć w kałuże, żyć jak najdłużej...
Siedzę na ławce patrzę na słońce,
chyba już dzisiaj nigdzie nie zdążę.
Chyba już nigdy nie będzie lepiej,
nie będzie dobrze wiec się nie spieszę.
Siedzę na ławce patrzę na słońce,
chyba już dzisiaj nigdzie nie zdążę.
Chyba już nigdy nie będzie lepiej,
nie będzie dobrze wiec się nie spieszę.
Więc… się… nie spieszę…
Chciałbym się jeszcze powłóczyć z Tobą, póki żyjemy i mam Cię obok.
Poznać wszystkie diabły, anioły,
elfy, strzygi i upiory.
Błąkać się w obrazach świętych,
spędzić dwie noce u wiedźm przeklętych.
Spotkać tego, co się boją - Boga ze zrudziałą brodą
Chciałbym się jeszcze powłóczyć z Tobą, póki żyjemy i mam Cię obok.
Poznać wszystkie diabły, anioły,
elfy, strzygi i upiory.
Błąkać się w obrazach świętych,
spędzić dwie noce u wiedźm przeklętych.
Spotkać tego, co się boją - Boga ze zrudziałą brodą.
Siedzę na ławce patrzę na słońce,
chyba już dzisiaj nigdzie nie zdążę.
Chyba już nigdy nie będzie lepiej,
nie będzie dobrze wiec się nie spieszę.
Siedzę na ławce patrzę na słońce,
chyba już dzisiaj nigdzie nie zdążę.
Chyba już nigdy nie będzie lepiej,
nie będzie dobrze wiec się nie spieszę.
Chciałbym się jeszcze powłóczyć z Tobą, póki żyjemy i mam Cię obok.
Złączyć się jednym przyjemnym deszczem, pochodzić razem nocą po mieście.
Zimnym zachłysnąć się majem, siedzieć i patrzeć na nasze tramwaje.
Wypić z worka oranżadę i wyprowadzić się na stałe.
Siedzę na ławce patrzę na słońce,
chyba już dzisiaj nigdzie nie zdążę.
Chyba już nigdy nie będzie lepiej,
nie będzie dobrze wiec się nie spieszę.
Siedzę na ławce patrzę na słońce,
chyba już dzisiaj nigdzie nie zdążę.
Chyba już nigdy nie będzie lepiej,
nie będzie dobrze wiec się nie spieszę.
Więc się nie śpieszę.
Więc się nie spieszę.
Chciałbym się jeszcze powłóczyć się z Tobą, póki żyjemy i mam Cię obok.
Chciałbym się jeszcze powłóczyć się z Tobą, póki żyjemy i mam Cię obok.
Chciałbym się jeszcze powłóczyć się z Tobą, póki żyjemy i mam Cię obok.
Póki żyjemy i mam Cię obok.
Póki żyjemy i mam Cię obok.
Mamo piszę do Ciebie wiersz,
Może ostatni, na pewno pierwszy
Jest głęboka, ciemna noc,
Siedzę w łóżku a obok śpi ona
I tak spokojnie oddycha
Dobiega mnie jakaś muzyka
Nie, to tylko w mej głowie szum
Siedzę i tonę i tonę we łzach,
Bo jest mi smutno, bo jestem sam
Dławi mnie strach
Samotność to taka straszna trwoga
Ogarnia mnie, przenika mnie
Wiesz mamo, wyobraziłem sobie, że
Że nie ma Boga, nie ma nie!
Spokojny jest tylko mój dom,
Gdzie Ty jesteś a mnie tam nie ma
Gdzie nie wrócę już chyba, chyba nie
Mamo bardzo Cię kocham, kocham Cię!
Myślałem, że Ty skrzywdziłaś mnie,
A to ja skrzywdziłem Ciebie
Szkoda, że tak późno pojąłem to
Tak późno to, to zrozumiałem
Zrozumiałem to
Samotność to taka straszna trwoga
Ogarnia mnie, przenika mnie
Wiesz mamo, wyobraziłem sobie, że
Że nie ma Boga, nie ma nie! (x2)
Znów wędrujemy ciepłym krajem
Malachitową łąką morza
Ptaki powrotne umierają
Wśród pomarańczy na rozdrożach
Na fioletowo-szarych łąkach
Niebo rozpina płynność arkad
Pejzaż w powieki miękko wsiąka
Zakrzepła sól na nagich wargach...
A wieczorami w prądach zatok
Noc liże morze słodką grzywą
Jak miękkie gruszki brzemieje lato
Wiatrem sparzone jak pokrzywą
Przed fontannami perłowymi noc
Winogrona gwiazd rozdaje
Znów wędrujemy ciepłą ziemią
Znów wędrujemy ciepłym
Krajem
Malachitową łąką morza
Ptaki powrotne umierają
Wśród pomarańczy na rozdrożach
Znów wędrujemy ciepłym krajem
Malachitową łąką morza
Ptaki powrotne umierają
Wśród pomarańczy na rozdrożach
Przed fontannami perłowymi noc
Winogrona gwiazd rozdaje
Znów wędrujemy ciepłą ziemią
Znów wędrujemy ciepłym
Krajem
Malachitową łąką morza...
Więc można kochać i nie wiedzieć o tem
Po przypadkowym, najkrótszym spotkaniu
Dłoń sobie wzajem podać w pożegnaniu
I w dusz spokoju odejść z bezpowrotem
By już nazajutrz, ledwo po rozstaniu
W dzień ów zabłądzić pamięci przelotem
I stając jakby przed czymś cudnem, złotem
Uczuć się nagle sercem na wygnaniu
I odtąd wracać wstecz wciąż, i na próżno
Przesiewać przeszłość wspomnienia przetakiem,
By coś w niej znaleźć, co było żywotem
Lecz smęt mży jeno szarym, suchym makiem,
Jak proch w klepsydrze, co szemrze: "za
późno!..."
Więc można kochać i nie wiedzieć o tem
(i w dusz spokoju odejść z bezpowrotem)
Kiedy wchodzisz w sen
Bywasz bliżej mnie
Zawsze bywam tam, gdzie chcesz
Obłaskawiam noc
Ona jest jak koc
Ona jest twym tłem
I dlatego wiem
Ref. Że jeszcze masz swój czas na sen
Jeszcze ziemia bezwładnie cię nosi
Uspokój się , sięgnij po tlen
Napowietrznie tak pozwól się przeprosić
x2
Kiedy wchodzisz w sen
Jesteś blisko mnie
Uraniona tak
Że wiesz
Ja też stoję tu
Nie dotyka tłum, ale nacji szum i stres
Ref. Że jeszcze masz swój czas na sen
Jeszcze ziemia bezwładnie cię nosi
Uspokój się , sięgnij po tlen
Napowietrznie tak pozwól się przeprosić
Wiem, że czsem się powtarzam, ale kocham ten uwór. Słowa są po prostu 'wow' :)
-----------------------------------
Odkąd tylko jesteś ze mną
noszę w sobie radosne odkrycie
przyszła do mnie zupełnie inna
nowa pora mojego życia
najspokojniej , najpiękniej na świecie
płynę rzeką mych marzeń przy tobie
przez jesienie , lata i wiosny
i przez zimę, zawiane drogi
Mijam wyspy i lądy nadziei
wszystko wkoło zaś jak by mówiło
że niedługo już może za chwilę
dosięgniemy to co się śniło
ty przynosisz mi myśli płomienne
patrzą na mnie uważnie twe oczy
każdą chwilę mi w porę przepowiesz
żadna chwila mnie żle nie zaskoczy
Jesteś latem w zimowe ochłody
jesteś wiosną w jesienne półmroki
pierwszym słońca po deszczu promieniem
pierwszym nieba po burzy obłokiem
i zostaniesz tak w tej podróży
mego świata najmilszą ozdobą
na te cztery pory niepewne
piąta porą na każdy rok z tobą
Malo sie udzielam w tej grupie, ale jednak chcialbym zalozyc temat o tekstach piosenek... Wklejajcie fragmenty waznych dla Was piosenek. Wiersze spiewane.....
Słuchać w pełnym słońcu,jak pulsuje ziemia
Uspokoić swoje serce, niczego już nie zmieniać
I uwierzyć w siebie porzucając sny
To twój bunt, który przemija a nie ty
Nie wiesz nie wiesz nie rozumiesz nic