dorabiasz ideologie do naszych wypowiedzi. ja jem to, co mi smakuje. ten ryz nie jest wspanialy (jak dla mnie), jest bardzo smaczny, jak wiele innych potraw (zarowno miesnych, jak i bez - podejrzewam, ze tu Cie boli). nie ma dla mnie wiekszego znaczenia to, ze lubia go hiszpanie i wlosi (po prostu wiem, ze ten sposob przyrzadzania ryzu, jest wsrod tych nacji bardzo rozpowszechniony). jesli myslisz, ze przezywam Twoja uwage, to jest to nadinterpretacja - po prostu odpisuje na swoje posty.
jak czesto i dzis inspirowalam sie kuchnia wloska, ale po przeczytaniu kilku przepisow, zrobilam po swojemu (pierwszy raz w zyciu) - zupe z owocami morza. polecam.
wywar w zasadzie normalny. pisze w zasadzie, bo tu sie nie kupi naszej, zawiazanej w peczek wloszczyzny, a nie zawsze chce mi sie wyprawiac do polskiego sklepu po np. korzen pietruszki. uzylam, co mialam akurat pod reka (marchew, por, seler - korzen, kapusta pekinska, parsnip - chyba pasternak po naszemu, natka pietruszki, bouquet garni (w takich torebkach, jak herbata), lisc laurowy, kilka skrzydelek kurzecych, kostka knorra pt. fish.
kiedy wywar byl gotow, na patelni rozgrzalam troche oliwy i na niej podsmazylam poszatkowana cebule, potem wrzucialm kilka rozgniecionych zabkow czosnku, owoce morza (mialam akurat zamrozone scallops, mussels, green mussles, king prawns) i troche pokrojonego w kostke lososia. podduszone owoce morza podlalam szklanka wina, a po chwili dodalam trzy oskorowane, pokrojone w kostke pomidory. kiedy pomidory zmiekly, zawartosc patelni wrzucilam do odcedzonego wywaru, doprawilam przecierem pomidorowym, kolorowym pieprzem, sproszkowanym chili i slodka papryka, odrobina cukru, posiekana natka pietruszki, ze o soli nie wspomne ;)
zupa smakowala wysmienicie z czosnkowymi grzankami.
ps. chyba zaloze blog kulinarny, zeby sie nalezycie moc wypisac. smacznego.
Ja 'fish and chips' w wersji spolszczonej - ziemniaki zamiast 'chips' i ogorki kiszone zamiast zielonego groszku.