Ja mieszkam w Dunfermline, dzielnica nazywa sie Duloch. Duzo nowej domkowej zabudowy i miedzy tymi domkami spokojniutko. Sa tu i domki prywatne, i councilowe, ale jak mowie - spokojnie, cicho, od 2010 mieszkamy i nigdy zadnych problemow z sasiadami. Na krotsze spacery chodze do Duloch Park. Widze w okolicy osoby na wozkach, mozna nawet pokrazyc na wewnatrzosiedlowych uliczkach.
Do szpitala nie jest daleko. Sa duze sklepy ( Tesco, Aldi) o krok, przez ten park wlasnie. Kosciol blisko, jesli ktos potrzebuje. Komunikacja autobusowa przyzwoita.
Ogolnie mysle, ze warto tu mieszkac.
Trzymajcie sie.
Serdecznie dziękuję za szybką, miłą odpowiedź, i co najważniejsze w tej chwili dla mnie... za okazaną chęć pomocy.
Samo wskazanie dzielnicy już wiele znaczy, bo jest takim malutkim światełkiem w tunelu i za to bardzo dziękuję...
Właśnie o takim spokojnym jak piszesz miejscu myślałam.
Zaraz powiem o tym mężowi :)
Jak tylko będę coś konkretnie wiedziała na temat adresu, skontaktuję się z Panią.
Proszę podziękować w moim imieniu mężowi za okazaną pomoc :)
Witam wszystkich bardzo serdecznie.
Jakiś czas temu zarejestrowałam się na tym forum z myślą o tym, żeby w którymś momencie zwrócić się do Was o pomoc w wyborze miejsca zamieszkania w Szkocji, a to z uwagi na to, że mój mąż urodził się w Szkocji i zawsze gdzieś w podświadomości marzył o tym, żeby na tzw. stare lata wrócić do kraju, który najbliższy jest Jego sercu.
Do wtorku nie musiałam się śpieszyć, mieszkamy prawie w centrum Londynu w mieszkaniu z housing associations.
Fantastyczne miejsce, sąsiedzi i co najważniejsze wszędzie blisko, ale jest jedno „ale”... to jest doskonałe miejsce do zamieszkania dla osób pracujących i dopóki pracowałam, było dobrze, jednak od dwóch lat zamieszkanie prawie w centrum ogromnego miasta stało się dla mnie i mojego męża bardzo uciążliwe.
Mój mąż, wspaniały i strasznie przeze mnie kochany człowiek jest osobą niepełnosprawną, porusza się na wózku inwalidzkim.
Jesteśmy starszymi już osobami, ja mam 60, a mój ukochany mąż 70 lat.
Chcę... muszę spełnić Jego marzenia... żeby mógł sam, beze mnie, wyjechać z domu na wózku, jeździć po okolicy i nie bać się, że potrąci Go samochód.
Marzę o tym, żeby nie bać się o niego, jak wyjedzie... pozwolić Mu na chwilę samotności, bo zdaję sobie sprawę z tego, że On też, jak każde z nas takich chwil potrzebuje.
Tu gdzie mieszkamy, nie mogę pozwolić na to, żeby sam gdzieś jechał, bo obserwując Go, zauważyłam, że nie słyszy dobrze sygnału nadjeżdżającej karetki, źle ocenia odległość, co przy ogromnym natężeniu ruchu stanowi dla Niego ogromne zagrożenie.
Teraz jednak, dokładnie od wtorku... nie mam już czasu na długie rozmyślania i zastanawianie się... otrzymaliśmy wyniki badań - mój najwspanialszy mąż, cudowny przyjaciel jest chory na raka.
Ja wiem i nikt nie musi mi tego wytykać, że ten post nie ma tzw. składu i ładu, ale ciężko mi cokolwiek „składnego” i z sensem napisać, jak płacze i ból rozwala mi serce.
Wiem tylko jedno, muszę zrobić wszystko, żeby On spełnił swoje marzenie.
Dzwoniliśmy już do spółdzielni mieszkaniowej i mamy złożyć wniosek, problem w tym, że mam wskazać dokładne nazwy ulic, przy których nie chcemy mieszkać, i te które preferujemy.
Dlatego zwracam się do Was o pomoc... proszę te osoby, które mieszkają w Dunfermline, o pomoc i wskazanie mi dzielnicy względnie bezpiecznej, ponieważ wybierając „na ślepo” obawiam się, że wybiorę dzielnicę, w której nie będziemy czuć się bezpiecznie i mogę wpakować nas w kłopoty, które nas po prostu dobiją.
Wiem, że jeżeli powiem Mu, że przeprowadzamy się i będzie mógł sam wyjeżdżać na spacer, że zobaczy wreszcie swoją wymarzoną Szkocję, to ta wiadomość będzie dla Niego taką iskierką, która rozpali w Nim wolę walki o siebie, nada sens Jego życiu.
W tą środę będzie operowany... nie wiem na ile ta operacja Mu pomoże, ale wiem, pewna jestem, że myśl o tym, że jak zobaczy, że na pewno przeprowadzamy się, przekona Go, że nie jest z Nim tak źle i doda Mu siły, której Mu teraz tak bardzo brakuje.
Proszę pomóżcie mi...