Zbankrutowana Grecja nie ma na leki, szpitale, lekarzy… Bezrobotni Grecy, a jest ich 20 proc., nie mają także prawa do świadczeń. Budżet ugina się pod naporem żądań, wszystkiego zaczyna brakować. Leczyć zaczynają ochotnicy pracujący w czynie społecznym.

Kiedy dawno temu przyszły doktor Giorgos Vichas zaczynał swoje studia medyczne w Atenach jego ideałem było wyjechać gdzieś, gdzie ludzie potrzebują lekarzy. Marzył o romantycznych przygodach daleko od domu. Nigdy nie przypuszczał, że swój ideał pomagania potrzebującym wcieli w życie nie wsiadając do samolotu. Półtora roku temu stał się współzałożycielem kliniki dla osób bez prawa do opieki medycznej. Tych zaś jest w Grecji coraz więcej.
Pakt ratunkowy, na który przystała Grecja w 2011 r., a na mocy którego otrzymała 240 mld pomocy przyznanej przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy, Komisję Europejską i Europejski Bank Centralny wymagał od niej m.in znacznych cięć w budżecie przewidzianym na wydatki sektora publicznego. Nikt wówczas nie zastanawiał się, jak poważny wpływ wywrze takie ograniczenie na społeczeństwo Grecji. Cięcia dotknęły bowiem w znacznej mierze służbę zdrowia.
20 proc. Greków, w tym 29 proc. w wieku produkcyjnym, nie ma pracy, a co za tym idzie - ubezpieczenia. Oznacza to, że w razie zachorowania czy wypadku nie mają prawa do pomocy medycznej. Muszą więc szukać jej na własną rękę, prywatnie - czyli za pieniądze. Ale tych nie mają, bo nie chodzą do pracy. Pomoc więc nie nadchodzi. Pacjenci już chorzy nie mogą kontynuować terapii. Co się z nimi dzieje? …W przypadku chorych na raka, czy inne ciężkie choroby - odpowiedź jest prosta.
To wielki kryzys humanitarny, mający miejsce w środku cywilizowanej Europy.
Grecy próbują ratować sytuację otwierając szpitale działające dzięki obywatelskiemu wolontariatowi, w tym - ochotniczej pracy lekarzy, którzy za swoje etaty nie biorą ani grosza. Takich placówek jest już ponad 40. Jedną z nich jest klinika doktora Visasa.
Państwowe szpitale, którym drastycznie obcięto budżety, a chcą nadal pomagać mówią wprost: codziennie łamiemy prawo, przyjmując ludzi bez ubezpieczenia. Nie wszyscy jednak mają szczęście trafić do takich miejsc.
Brak świadczeń zdrowotnych sprzyja także rozprzestrzenianiu się chorób: od 2011 r. o ponad 50 proc. wzrosła częstotliwość zakażeń wirusem HIV, brak bowiem narzędzi i materiałów jednorazowego użytku. Wzrasta zagrożenie epidemiami, w tym bardzo groźnych chorób (np. malarii albo gorączki zachodniego Nilu). Trudna sytuacja w kraju zagraża także zdrowiu psychicznemu społeczeństwa - np. o niemal 80 proc. wzrosła częstotliwość samobójstw (dane z Krety).
Źródło: William Kremer, Zeinab Badawi, Greece’s life-saving austerity medics, bbc.co.uk.


Komentarze 28
Wielkie mi coś, w Polsce to samo od lat I ludzie żyją. Niech przyjadą do UK I problem z głowy :P
Babcia się zastanawia czy ma z renty opłacić rachunki, kupić jedzenie czy wydać na leki...
Gmmm przeciez poprzedniej pozyczki dostali blisko 50 tysiecy Euro na obywatela, juz przepuscili?
Grecy sa w tym dobrzy Infidel. Dlatego za wsrod najbardziej zadowolonych z zycia narodow Europy.
Tzn moze nie "dlatego" ale pomimo calego kryzysu i tego "dna" jakie media opisuja