“Bezmyślna anarchia” i “bandytyzm” - takimi słowami szef północnoirlandzkiej policji Matt Baggott nazwał sześciogodzinne zamieszki, do których doszło w Belfaście w piątkowy wieczór. Bilans mówi o 56 rannych policjantach i dwóch cywilach. Obrażenia były w większości lekkie, jednak czterech policjantów trafiło do szpitala.

Protestujący rzucali w policję cegłami, płytkami chodnikowymi, butelkami i petardami. Podpalono kilka samochodów. Policja użyła gumowych kul oraz armatek wodnych (26 razy). Aresztowano co najmniej siedem osób za “zamieszkowe zachowanie” oraz porwania pojazdów. Policja obiecuje kolejne zatrzymania, powołując się na statystyki, które mówią, że w tym roku aresztowano i skazano za podobne zachowania ponad 500 osób.
O co poszło?
Do zdarzeń doszło, gdy lojaliści rozpoczęli demonstrację przeciwko republikańskiej paradzie zmierzającej w kierunku Royal Avenue i North Street w centrum miasta. Protestujący zaatakowali policję zanim jeszcze parada dotarła w ten rejon. Demonstranci nie chcieli dopuścić do przemarszu, na który zgodziła się wcześniej Komisja do Spraw Parad.
Zablokowani przy North Queen Street paradujący poszli dalej bocznymi ulicami. Policja zaznaczyła później, że organizatorzy sami zmienili drogę parady, nie zostali do tego zmuszeni przez władze.
Republikańska parada miała być formą uczczenia rocznicy 9 sierpnia 1971 roku, kiedy to zaczęły się internowania w okresie największego natężenia konfliktu republikanów z brytyjskimi siłami bezpieczeństwa. Kilkuset irlandzkich nacjonalistów podejrzewanych o powiązania z Irlandzką Armią Republikańską zostało wtedy uwięzionych bez wyroku sądu.
Godny pożałowania krok w tył
– Ci ludzie nie mieli zamiaru przeprowadzać pokojowego protestu, brak im szacunku do samych siebie i godności - powiedział szef północnoirlandzkiej policji Matt Baggott w oficjalnym wystąpieniu. - Wiem, że 99%, jeśli nie więcej, populacji stoi po mojej stronie całkowicie potępiając tych, którzy zostawili wczoraj wieczorem blizny na reputacji naszego pięknego miasta - mówił dalej.
W związku z tym, że do zamieszek doszło ostatniego dnia World Police and Fire Games, Sekretarz Stanu Irlandii Północnej Theresa Villers określiła piątkowe zajścia jako karygodne i haniebne. - Po tegorocznych letnich sukcesach, do których możemy zaliczyć szczyt G8 i teraz World Police and Fire Games, rozruchy na ulicach są godnym pożałowania krokiem w tył - powiedziała Villers.
Minister Sprawiedliwości David Ford dodał: - Nie było wygranych w piątkowych zamieszkach, ale będzie wiele tych, którzy na tym ucierpią - sklepy oraz bezpośrednio dotknięte grupy społeczne.
Zastępca szefa policji prowincji George Hamilton potępił zajścia i stwierdził, że: - mogą zaszkodzić gospodarce i odstraszyć turystów. Członek DUP Nelson McCausland powiedział też: - To, co miało być wspaniałym wydarzeniem dla miasta, wraz z tysiącami odwiedzających Belfast z okazji World Police and Fire Games, zakończyło się źle, a wizerunek Irlandii Północnej został zszargany przez przemoc.


Komentarze 5
Już dawno mówiłam że tak będzie nikt nie chciał uwierzyć
teraz podam kolejne wydarzenia nas swojej stronie jestem pewna dokąd idziemy i co nas czeka
Jak to zszargany? Raczej potwierdzony :)
#1 to ty prowadzisz portal kasandra.pl ?
1#
Zanalizowala artykul "wrozka"- wybitna ekspertka od problemow spolecznych w Polnocnej Irlandii.
Litosci...
skad wiesz, że nie jest wspolczesnym Nostradamusem w spódnicy?