o rany, wczoraj odnioslam totalna porazke obiadowa, chyba najgorsza w calej mojej karierze kulinarnej :(((
Kupilam miesko, chyba to byla lopatka albo szynka, juz nie pamietam, bo chcialam jak najszybciej wyprzec to wspomnienie z mojej swiadomosci. Miesko juz bylo przyprwione grubo mielonym pieprzem, maselkiem czosnkowym i galozkami rozmarynu, na razie brzmi niezle co....ale nic bardziej mylnego.
Sztuka piekla sie godzine w piekarniku, skrzetnie polewana co 10 min juicami, nastepnie przez 15 min "odpoczywala" no i potem tylko pokroic w plastry i na talerz.
Do tego ziemniaczki podsmazone na tluszczyku z kaczuszki i buraczki na cieplo.
Zasiedlismy do konsumpcji i po 2 gryzach caly obiad wyladowal w smietniku.
Mieso bylo okropne, tak przeszlo tym rozmarynem, ze nawet moja gorsza polowa nie mogla tego przelknac, a to znaczy, ze chyba nikt by tego nie zjadl, bo moj nie jest wybradny i generalnie zje prawie wszystko.
Obiad zakonczyl sie jajkiem sadzonym i chwilowym wstretem do potraw miesnych.
Teraz kombinuje co dzisiaj upichcic, mam ochote na jakies kluchy, ale nie wiem jeszcze jakie.
Schabowego tez robilam - w zeszlym tygodniu :) Dzisiaj zapiekanka z ziemniakow i pora. Ziemniaki w plasterki, pora w plasterki, ser zolty utrzec na tarce. W naczyniu zaroodpornym ukladamy warstwy: ziemniaki, por, posypac galka muszkatolowa, posypac serem, i znow ziemniaki, por... Wszystko zalac szklanka rozolku (kostka rosolowa rozpuszczona w wodzie, badz wywar). Zapiec. Rewelacja :)
Ja 'fish and chips' w wersji spolszczonej - ziemniaki zamiast 'chips' i ogorki kiszone zamiast zielonego groszku.