>>osobiscie uwazam ze to nie ma wiekszego znaczenia czy ktos jest zaleczonym narkomanem czy poprostu zna sie na rzeczy
Owszem, ale problem w tym ze ludzie ktorzy nigdy nie brali a znaja sie na rzeczy to prawdziwe rodzynki.
>>czas trwania od po prostu probkowania do nalogowego brania jest rozny
ale ja nie wiem kiedy nastepuje przejscie od jednego do drugiego.
Nie zawsze w ogole nastepuje.
>>Nie widzialam jeszcze czlowieka ktory by powiedziedzial: dzisiaj nie
pije , pale lub cos tam... bo wlasnie przekraczam granice i moge sie
uzaleznic.
No widzisz a ja znam kilka osob ktore przestaly lykac pigsy bo
poszli na impreze "czysci" i nie porafili sie dobrze bawic. W ten
sposob zrozumieli ze nie jest najlepiej i albo rzucili to na dobre
(myself) albo odstawili na dluzszy czas.
>>Nigdy nie masz pewnosci czy wlasnie to ty nie ulegniesz uzaleznieniu.
najlepszym zabezpieczeniem jest unikanie niebezpieczenstwa.
Tu sie zgadzam w 100% ale tylko jesli chodzi o ciezki kaliber. Nie
powiesz mi ze nie wypijesz piwa bo boisz sie ze zostaniesz
alkoholikiem. To samo dotyczy ziola. Zdecydowana wiekszosc moich homies
pali sporadycznie i zuplenie bezpiecznie. Zreszta ziolo zawsze jest
bezpiecznie bo palenia sie "wyrasta" i najnormalniej w swiecie w pewnym
momencie staje sie to nudne. Tak jak nie ma ludzi uzaleznionych od LSD
bo po prostu nie da sie tego pakowac regularnie i dlugo. Za duzo
"badtripow" sie wkreca i masz dosc.
W czwartek byłem na imprezie - juwenalia - kojarzycie ta serie ? ;] Była to moja ostatnia biba w Polsce przed wyjazdem - ekipa zajebista, muza jeszcze lepsza, do tego bro po 3.5 ;] Calutką impreze spędziłem z hasłem "Narkotyki zagłuszają rytm muzyki" Ok, wszystko dla ludzi, ale widok nacpanej 16 latki mnie przeraza. Też można by to powiedzieć "Ćpałem" I to mając nie duzo lat. Zioło zaczołem jarać mając 13 lat, w sumie to 14, ale tak jak to ten koles mówił "Eco palenie" rwane z hodowli znajomka na wsi. Później powrót do ŁDZ`tu miasta dramenbejsu. Chemia. Pierwsza impreza z Old Schoolami, zabawa na piwkach i reszta znajomych na exach. Next biba ? Pamiętacie Versace ? huh, tego nie da się opisać, nie na darmo dropsy nazywają się tabletkami extasy. Uczucie poprostu piękne, do tego ta muzyka wprawiała mnie w taki nastrój, że nic nie było w stanie go zniszczyć. Wychodząc z imprezy zawsze jako ostatni wracałem do domu na pieszo, bo nadal trzymała mnie Amfetamina, która była w tablecie.. Wracałem i rozmyślałem jaka dobra impreza jest za tydzień, bo już nie mogłem się doczekać nastepnej, kiedy znów zjem :) Ale ? Wtedy już nie paliłem Gandy - huh ? Nie, nie dlatego, że już na mnie nie działała - wręcz przeciwnie - "przedawkowałem" - prosty uraz, dobra bombka z białej wdowy i po mnie. Od tamtej pory (4lata) jarałem może 5 razy, i to zawsze po alko, kiedy w sumie już nie wiedziałem co robie i wszystko było mi jedno ;) Ale wracając do tematu exsa. Imprezy się nie kończą, są co tydzień.. Ale ? Przestałem. Znudziło mi sie. Nie widze w tym momencie najmniejszej potrzebu zarzucenia jakiegoś narkotyku do zabawy. Udało mi się stać ANTI DRAG bez zmieniania towarzystwa. Oni nadal się bawią, nie mam nic przeciwko temu w sumie, ale sam nie wezme. Kto wie, czy gdybym wtedy przez to nie przeszedł i zaczoł teraz.. czy może by mi się to jeszcze bardziej spodobało ? Może bym nie przestał ? Wkurwiają mnie kolesie typu CoOoBa , sory bez urazy ale koleś podaje konkretne i sprawdzone przykłady, tak było .. Nikt nie zna swojego organizmu, jednemu zaszkodzi, jednemu nie. Każdemu proponuje poczytanie troszkę na temat narkotyków, a z właszcza na jakiej zasadzie działają. Na przykład grzby - chalun nie z tej ziemi - a wiecie czemu ? Następuje takie masakryczne zatrucie organizmu, taka masakryczna gorączka, że ma się zwidy - ale jednocześnie inne składniki powodują to, że nie tracimy przytomności, nie jest nam słabo itp. Alkochol ? Blokuje mózdzek , który jest odpowiedzialny za koordynację ;] Tak można by wymieniać długo.. Eh.. Dobra. Idę spać, aby rano wstać .. ;]]
a po czym poznajesz i na jakiej podstawie ze ktos zna sie badz nie, na rzeczy..?oczywiscie ze nie kazdy kto kozysta sporadycznie ze srodkow psychoaktywnych od razu musi sie uzaleznic... ale nigdy nie mozesz byc pewny jak twoj organizm i psychika zareaguje na to.z palenia sie wyrasta albo i sie nie wyrasta .... a jak palenie niewystarcza to sie zaczyna eksperymenty z czyms innnym.... wiekszosc heroinistow zaczynalo od palenia trawki. Znam przypadki ludzi ktozy byli uzaleznieni od samej marihuany- palili kilka skretow dziennie a konsekwencje tego byly tragiczne w skutkach zarowno na poziomie indywidualnym jak i spolecznymco do alkoholu ..... tu jest problem dosc powiedzialabym niewdzieczny...alkoholik przeciez to nie tylko ten zataczajacy sie smierdzacy czlowiek spod sklepu osiedlowego to takze ten kto codziennie po pracy pije kieliszek whisky a o konsekwencjach jego uzaleznienia moze sie wypowiadac jedynie zona lub dzieci - ktozy najczesciej niechetnie oczerniaja swoja rodzine na zewnatrz, do innych ludzi.kiedy byles ostatnio na jakims spotkaniu towazyskim gdzie nie bylo piwa lub innych drinków. Ja juz nie mam ochoty chodzic na imprezy bo jak sobie pomysle.. no i znowu bedziemy zlopac piwsko i nic z tego sensownego nie wynika oprocz picia piwa to mnie sie nie chce tak po prostu bez sensu.... pic piwa - a dlaczego nie umawiamy sie na soki do knajpy albo na ... herbate na to samo wychodzi tylko napoj rozny..
>>wiekszosc heroinistow zaczynalo od palenia trawki.
Bardzo duzo heroinistow leczy sie paleniem trawki i to dosc
skutecznie. Zaloze sie ze kazdy z nich zanim zapalil skreta byl nie raz
pijany. Dlaczego wiec mowi sie ze zaczeli od trawki a nie od alkoholu ?
Bo alkohol jest spolecznie akceptowany, trawka jeszcze nie, a
przynajmniej nie wszedzie.
>>Znam przypadki ludzi ktozy byli uzaleznieni od samej marihuany
- palili kilka skretow dziennie a konsekwencje tego byly tragiczne w
skutkach zarowno na poziomie indywidualnym jak i spolecznym.
No ja tez znam. 7 na 10 z nich nie pali jz w ogole, a pozostale 3
tak raz na 3 miesiace or so. To naprawde staje sie nudne i meczace po
dluzszym okresie czestego jarania. W przeciwienstwie do chemii ktora
sie nie nudzi.
>>kiedy byles ostatnio na jakims spotkaniu towazyskim gdzie nie bylo piwa lub innych drinków.
Wczoraj :) Chlopaki cmili blanty i wpadlem do nich sie posmiac. Po 2gim przestalem rozumiec ich rozkminy i sie zmylem :)
>>Ja juz nie mam ochoty chodzic na imprezy bo jak sobie pomysle.. no i
znowu bedziemy zlopac piwsko i nic z tego sensownego nie wynika oprocz
picia piwa to mnie sie nie chce tak po prostu bez sensu.... pic piwa -
a dlaczego nie umawiamy sie na soki do knajpy.
Ja sobie chetnie na soczek wyskocze i podebatuje na temat cpania :)
Alkoholu nigdy nie lubilem. Jak bylem w polsce nie pilem prawie wcale.
Tak moze ze 4 razy w roku na wiekszych bibach typu oblewanie
Mistrzostwa Wisly czy sylwester. Nawet gdy udezalismy na rynek to
ziomki browara ja cole. I bawilem sie swietnie.
Pijana osoba wzbudza we mnie wstret, nacpana spora niechec. Natomiast
jak widze zjaranych ziomali rozkminiajachych o "wplywie kolarstwa na
rozwoj faszyzmu w Chinach" to mimowolnie sie usmiecham.
ja tak 3 słowa o marihuanie dodam z własnego doswiadczenia... uzalezniłem sie od niej i współczuje osobom uwazajacym ze trawa nie uzaleznia bo to mit w ktory ja sam wierzylem hehei doskonale rozumiem ten opór, sposób myślenia i nieuswiadomione samouszustwo( istota uzaleznienia). ja przeciez tylko palilem w weekendy, no co to zle bylo? BYLO BAJKOWO ale w pewnym momencie zaczynalem w czwartek a wyczerpany konczylem palenie w poniedziałek...kompletnie rozbity psychicznie byłem trwalo to 1,5 roku( ta intensywna faza)od roku nie zapalilem i ciesze sie z kazdego dnia bez pani M. :) i bez pomocy innych niczego nie zmienilbym w swoim zyciu. zaznacze ze niewojuje przeciwko ludziom ktorzy sobie zapalą pi razy dzrzwi 3 razy w roku i nie sa uzaleznieni- ich sprawa. Pozdrawiam wszystkich BATÓW którzy ( tak jak ja kiedys) maja siłe grzać szkło i czytając moj post mają mnie za nawiedzonego.
:) bezkiltu no miło ze mamy podobny pogląd na te sprawyz tym ze mnie sie nie znudzilo a mialem dosc pustki i przymusu palenia ..., a przy okazji pytam ogół jak to jest ze niektorzy z Was pozwalają sobie na wypowidzi w imieniu wielu ludzi albo tonem: " tak to jest i basta jestem demiurgiem i ogolnie znam sie na tym a reszta bredzi:)"?? -to tak pod rozwage, trudno dyskutowac z kims kto nie slucha tylko brutalnie inputuje hehe . a tak przy okazji to usmiechnalem sie czytając poczatkowy post tego tematu i dochodząc do słówka "ćpun" ;) A na deser to ja bezkiltu tez mialem nieziemskie klimaty jak palilem, poczatkowo w gronie znajomych ale potem juz wolalem sam i zaczelo sie pusto robic wokól mnie ( bardzo namietnie romansowałem z panią M) a potem pomogli mi specjalisci. ok tyle ode mnie w tym temacie trzymajcie sie
mickey26 - to nie trawa jest twoim problemem, tylko twoj slaby harakter. Uzaleznic tak mozna sie od wszystkiego, od czekolady, od gry na kompie, od robienia zakopow. Zwalanie tego na 'narkotyk' to tylko szukanie wymowki dla wlasnych slabosci.
Narkotyk nie moze byc zly ani dobry, bo to nie istota zywa a tymbardziej daleko jej do czlowieczenstwa gdzie to dopiero zlo i dobro znajduje swoje znaczenie. Narkotyk to substancja, to bezduszna materia - to ty decydujesz co chcesz z nia robic i ty ponosisz za to odpowiedzialnosc.
To taka moda dzisiejszej cywilizacji - znajdywac zewnetrzne usprawiedliwienia dla wlasnych niedoskonalosci. Jestem gryby to to McDonald robi tluste hamburgery. Zastanow sie chwile - kto ci je kaze wpierdalac? ;]
poli ani jedno moje slowo i zdanie nie daje podstaw do uznania ze ja zwalam na marysie a niebiore odpowiedzialnosci ze to ja sie uzaleznilem...Co do braku charakteru to fachowa literatura o uzaleznieniach stoi na innym stanowisku. Wiesz ja nie wypowiadam sie z taka dozą pewnosci o matematyce bo sie na niej nie znam, a wiesz chyba nie zdajesz sobie sprawy jaki przymus wzięcia czy napicia sie towarzyszy uzaleznieniu- ja niestety wiem i to nie jest tak ze ja nie probowałem...wielerazy probowałem , niestety to nie takie łatwe a w pojedynke prawie nierealne:)
Fiona - cyt. "to w jaki sposob palili indianie swoje fajki pokoju w niczym nie przypomina dzisiejszego sposobu palenia. to byl rytual, to bylo swieto, tego nie robilo sie codziennie lub dwa razy w tygodniu mialo to zupelnie inny wymiar - mistyczny," - troche mnie martwi brak wiary w terazniejszy 'mistycyzm'... to ze indianie palili cholera wie co i ucinali sobie pogawedki z manitu - co widac by ci nie przeszkadzalo pewnie ze wzgledu na 'brak uzaleznienia bo od czasu do czasu' - sprawdzic nie da rady ale pewne ze umarli wiec mogli umrzec od narkotykow ;) - nabiera w twoich ustach zrozumienia a nawet swego rodzaju przyzwolenia... wiec czy napewno ludziom wspolczesnym zamiast 'rytuanego palenia faji' wystarczy kosciol raz w tygodniu zeby poczuc 'onego'...? czy moze czegos tu brakuje w naszej konsumpcyjnej rzeczywistosci gdzie ludzie nie przezywaja podobnych zblizen ze 'stworca' i przestaja patrzec w gwiazdy lub w chmury... (tak wiem lornetka i teleskop wystarcza)...wiec moze siegaja po cos co pozwoli poczuc utracony mistycyzm a przy okazji zmienia postrzeganie rzeczywistosci i wprowadza 'chaos' glowie... co dla mnie jest jak najbardziej pozytywnym objawem myslenia gdzie roznica? moze po prostu indianie nie mieli wigwamow odwykowych... dopoki 'wielka reforma kulturalna' od XIV wieku nie sprowadzila ich kilka metrow pod ziemie... jednoczesnie zakazujac palenia faji...co do rozmowy na temat marihuany to podobnie jak niektorzy - ku zdziwieniu wiekszosci mojej ekpiy po prostu mi sie odechcialo... znudzilo i zbrzydlo... nie wydaje mi sie ze bylem uzalezniony jaralem przez prawie 3 lata ile sie dalo. a dalo sie duzo i codziennie.... i rzucilem z dnia na dzien... bez prob i bez okresow przejsciowych... ot tak... po prostu.
mickey26 - no wiec widzisz. Co do "fahowej literatury" to ta jako takowa przedstawia tylko jakis wycinek wiedzy ktora istniala na dany w trakcie jej tworzenia. Psychologia to bardzo dynamiczna nauka i jej punkt widzenia na rozne zjawiska zmienia sie bardzo czesto i bardzo diamertalnie. Do tego nie jest to nauka scisla - wiec cokolwiek opisuje to tylko hipotezy i teorie oraz wnioski wlasne samych autorow - a tych jest wiele i wiel. To nie matematyka gdzie 2+2 zawsze jest rowne 4. 10 lat temu wysali by cie na elektrowstrzasy a 60 zrobili lobotomie plata przedniego chcac wyleczyc cie z uzaleznienia. ;]
Wiem doskonale co to znaczy przymus wziecia. Dla mnie bierze sie on zupelnie ze slabosci przed powiedzeniem sobie nie i brakiem woli zeby sie temu przeciwstawic. To czemu tak jest zalezy od wielu czynnikow, stanu psychicznego, otoczenia i tak dalej.
Pozatym marihuana _nieuzaleznia_ fizycznie - wiec jedyne uzaleznienie jakie powoduje jest w twojej glowie, sam je twozysz, sam jej chcesz i sam sie nie mozesz przed nia powstrzymac. To twoj wybor. Zrzucanie tego na jakas substancje to tylko uceczka od konfrontacji z samym soba. Od staniecia twarza w twarz ze swoja mroczna strona i wygrzebaniem szitu ktory w tobie siedzi.
Ludzie maja tendencje do uciekania od odpowiedzialnosci, do tego wspolczesna nauka oparta na badaniach statystycznych im to swietnie ulatwia - bo teraz mozna wszystko zwalic na jakis zewnetrzny czynnik.
Nikt nie kaze ci palic maryski codziennie non stop. Robisz to sam, z braku woli zeby bylo inaczej, zapelniasz pustke z ktora niepotrafisz sobie poradzic. To twoj wybor zeby sie temu poddac. Zwalanie tego na to ze to marichuana jest zla jest dla mnie poprostu idiotyzmem. Z tad tez niezgadzam sie z wieloma szkolami wspolczesnych terapii uzaleznieniowych oraz z tym jaki stosunek do takich substancji ma Panstwo.
Polecam:
http://www.racjonalista.pl/kk.php/s... <- czesc 1
http://www.racjonalista.pl/kk.php/k... <- czaesc 2ga
Dosyc dlugie ale bierze problem dosc szczegolowo i napisane w miare obiektywnie.
jedni potrafia zaprzestac uzywania srodkow psychoaktywnych inni nie. samo zaprzestanie nie zmienia uzaleznionego sposobu myslenia i czasami przenosi sie na inna czynnosc ktora wykonujemy nalogowo. jedni przestali palic marihuane to zaczeli palic tyton i tak w kółko.... ja sie nie uzaleznie/ lub sie nie uzaleznilem - a ja ci mówie: na kogo wypadnie na tego bec..;)uzaleznienie fizyczne nie jest w uzaleznieniu najgorsze. czesto po kilku dniach , tygodniach trzezwosci przemija - najgorsze w uzaleznieniu jest to co jest i dzieje sie w twojej głowie a głownie w swerze emocji. siegniecie po srodki psychoaktywne to twoj wybor ... a potem, po jakims czasie...uzywania.. na kogo wypadnie na tego bec....zniewolenie i cierpienie z którego bardzo trudno jest sie wyrwac nawet gdy bardzo chcesz
Moim zdaniem to czy czlowiek popada w uzaleznienie czy nie jest tylko sprawa asertywnosci i sily charakteru. Jesli potrafisz odmowic i jestes przekonany o tym ze potrafisz przeciwstawic sie pokusie to nie zaczneisz brac narkotykow. koniec kropka. a wracajac do wypowiedzi tego kolesia to po prostu mnie nie przekonala bo jest denna.Ja nie probowalem "twardych narkotykow" i nie mam zamiaru tego robic czyli wiem ze sie nie uzaleznie i nie potrzebuje sluchac moralizatorskich gadek obcych ludzi. PZDR .
http://media.putfile.com/Narkotyki
Polecam, koleś dobrze gada.. Nie są to kolejne moralizatorskie bajki, powiedział bym bardziej historyjka pewnego cpuna.