Co do problemow dzieci z jezykiem - sporo winy lezy po stronie rodzicow. Taki wyjazd planuje sie przeciez z wyprzedzeniem. Prosze, zapiszcie te dzieciaki na jakis intensywny kurs jeszcze w polsce, po co maja sie meczyc?!Jesli zas chodzi o poziom nauczania - jest po prostu praktyczniejsz i tyle. 7-letnie dzieciaki potrafia obsluzyc komputer lepiej, niz niejeden dorosly. Przyda im sie to w zyciu i pracy bardziej, niz klepanie z pamieci wszystkich zon Henryka VIII-go. ;)
hej radnor czy chodzi o st josephs na broomhousie? Moje dziewczynki tam chodza do szkoly i przedszkola :)A co do calej sytuacji z zaklimatyzowaniem sie dzieciakow w szkole to popieram pimpek. Moja 5 letnia corka rozpoczela szkole w sierpniu ubieglego roku (jakies 2 tygodnie po przybyciu do Szkocji) Podobnie jak syn pimpek, moja corka nalezy do bardzo niesmialych dzieci i ogromnie przezywa wszelkie zmiany wiec wszyscy bardzo obawialismy sie jej reakcji na tutejsza szkole (juz sama nazwa SZKOLA ja przerazala) Na szczescie ku naszemu zdziwieniu juz pierwszego dnia wyszla ze szkoly w podskokach. Wszyscy jej bardzo pomagali- nauczyciele, dzieci itd. Fakt ze przez pierwsze 2 miesiace prawie nic nie mowila tylko kiwala glowa w odpowiedzi na uslyszane pytania, ale w tej chwili jest tak jak mowi pimpek niedosc ze dosc dobrze juz sobie radzi z jezykiem to stala sie bardziej otwarta, odwazna i pewna siebie, sama mnie nieraz zaskakuje :) Wiec nie ma sie czym martwic, dzieciaki sa swietne, najwazniejsze to wspierac je w tym czasie najbardziej jak tylko potraficie. POZDRO DLA WSIECH :)
hej!!!!niech córa sie uspokoi!!!!!!pracuje w szkołach mam kontakt z tutejszymi nauczycielami i.... są rewelacyjni!!!!!!!dziecko ma mozliwosc indywidualnych bezpłatnych zajec poza lekcyjnych równiez językowych, 10000 razy jest pytane czy wszystko zrozumiało, nauczyciele sa cierpliwi i naprawde starają sie pomóc.Mój znajomy ma tu 3 swoich dzieciaków z czego 2 chłopaków 9 i 13 lat są zadowoleni i chwalą sobie....A gdy ja sama zobaczylam jak wyglądają tutejsze szkoły i podejscie nauczycieli to wiem napewno ze moje przyszle dzieci beda napewno tu uczęszczały do szkół.
Tak tylko straszę. ;) Bloki na końcu ulicy są całkiem ładne, jest tam spokojnie, krajobraz nieco szpeci kamienica na wlocie uliczki, wyglada, jakby miała się za chwilę zawalić, no i ten magazyn (czy co to tam jest, już nie pamiętam) pomiędzy kamienicą a blokami. No i na skrzyżowaniu za rogiem, z tego co pamiętam, komisariat, który jeszcze kilka lat temu pracował pełną parą przez całą dobę. ;)
Na szczęście przepatologiczne Niddrie zrównano z ziemią w latach 2007-2010, ostatnie bloki na Greendykes, po którym uganiały się usmarkane dzieciaki zaćpanych mamusiek i "tatusiek" wyburzono całkiem niedawno ( pozostawiono jednak dwa wieżowce, do których boją się zapuszczać nawet dostawcy pizzy), a hektary ziemi po pustych osiedlach (mapy google wciąż pokazują stary układ ulic, pomiędzy którymi -obecnie nie ma tam żadnej chałupy- hula tylko wiatr, obijając się o pordzewiałe latarnie i słupki z kamerami dawnego monitoringu) sukcesywnie zabudowuje się nowymi osiedlami, sklepami, biurami... jednak część dawnego menelstwa nadal zamieszkuje tamte okolice na nieco starszych osiedlach, właśnie naprzeciwko Peffer Bank. ;)
Nie mam pojecia, jak wygląda poziom edukacji w tamtejszych szkołach, jedna z nich nowiutka jest, liczy zaledwie parę lat (w domyśle: nowoczesna?- Niddrie Mill Primary School), druga znajduje się przy Craigmillar Castle Avenue (Primary obok High School, więcej szkół w bezpośrednim sąsiedztwie nie pamiętam... o jakości nauczania w tych placówkach nie wiem nic, ja to raczej domorosły spec od topografii miasta jestem. ;)
Trochę tam nudno, nie bardzo jest gdzie wyjść- ot, jedynie jakiś park, nieco zapuszczony, kilkaset metrów dalej (Craigmillar Castle)... ale nie każdy ma identyczne potrzeby. :)
http://www.edinburgh.gov.uk/info/20...
Advice and Conciliation - education
1.3
Waverley Court
4 East Market Street
Edinburgh
EH8 8BG
Odświeżam temat i liczę na Wasze opinie, doświadczenia z życia wzięte i wiedzę. Jestem z małego miasta na północy Szkocji, mój syn ma 14 lat i chodzi tu do High School od półtora roku. Polskich dzieci w tej szkole jak na lekarstwo, a on niechętnie integruje się z tubylcami, ma zaledwie 2-3 szkockich kolegów, z którymi sie "przyjaźni" aby nie spędzać przerw samemu, nie ma rodzeństwa. Generalnie rzecz ujmując gdyby miał wybór wolałby mieszkać i chodzić do szkoły w PL. Widząc smutek i niechęć własnego dziecka zastanawiam się czy przeprowadzka do dużego miasta (Glasgow, Edi może Aberdeen) coś by zmieniła...Czy ktoś może się podzielić jak jego dzieci mają sie w tamtejszych szkołach, jakie życie prowadzą jakie przyjaźnie zawierają?
Jesli chodzi o integrację z "tubylcami" to moja 14-to letnia córka w ogóle nie utrzymuje kontaktów ze szkockimi kolegami ze szkoły. Czasami z nudów pogadają na FB, Instagramie czy Snapchacie ale niechętnie. Sytuacja wygląda całkowicie odmiennie ze znajomymi z klubu. Czasami nawet nocują i nas.
Może to kwestia różnic w rozwoju? Nie mam pojęcia.
Nie mniej córka część rówieśników ze szkoły ignoruje za to ze znajomymi z klubu i reprezentacji Szkocji utrzymuje stały kontakt.
Pamiętam jak pierwszy raz z reprezentacją wyjeżdżała na międzynarodowe zawody. Płacz na lotnisku, że nikogo nie zna itp. Po trzech dniach dostałem sms-a, że chce z teamem zostać dłużej bo jest super.
Może to jest jakieś rozwiązanie?
Jakiś klub, zajęcia pozaszkolne zgodnie z zainteresowaniami i kontakt z rówieśnikami "nadającymi na tej samej fali"?
#83
A jak oceniasz ilość polskich dzieci w Edim, powiedzmy w rejonie szkoły/szkół, w której uczą sie Twoje dzieci, pytam czysto statystycznie?
#84
W moim miasteczku raczej nie będzie to możliwe, głównie dzieciaki grają tu w piłkę, za czym syn nie przepada dlatego zaczęłam myśleć o większym mieście. Z językiem oboje nie mamy problemu, o pracę w dużych miastach łatwiej tylko czy gra jest warta świeczki, życie mam tu już dość poukładane ale jestem gotowa na wiele dla dziecka.
Meggie, 2-3 przyjaciol to zawsze cos :) z ta 'innoscia' to roznie bywa - oni sa 'inni' dla niego, dla nich tez on moze byc 'inny'... a sa i tacy, co 'inni' z natury od dziecka :)
Przeprowadzki z nastolatkiem to ciezka sprawa, nawet lokalne, a co dopiero miedzynarodowe. Takie dzieciaki, zwlaszcza w malych miejscowosciach, znaja sie czesto 'od pieluchy', dzielily sie gilami na zabawkach w przedszkolu i sporo 'przyjazni' ciagnely od podstawowki. Mozna zrozumiec jego chec powrotu do Pl.
Predzej czy pozniej przeskoczy bariery. Moze byc, ze dopiero na studiach. Dlatego mysle, ze nawet taka dwojka czy trojka znajomych w high school to juz cos.
Czy duze miasto rozwiaze problem? Byc moze. Ty najlepiej znasz swoje dziecko. W duzym miescie moze byc o tyle latwiej, ze tu duzy przemial. Co trzeci dzieciak jest inny od innych i jakos ta innosc moze mniej przeszkadzac. :)
No i faktycznie, jak panowie tu powyzej wspomnieli, jesli ma jakies specyficzne zainteresowania, miasto moze dostarczyc wiecej miejsc, by je realizowac i znalezc dzieciaki z podobna pasja :)
Doroslemu z wielka motywacja moze byc ciezko sie adaptowac, a co dopiero nastolatkowi. Najlepiej maja male 'smarki' w takich sytuacjach ;)
witam,wkrotce dołaczam wraz z dziecmi do meza,ktory juz troche siedzi w
szkocji.interesuje mnie jak klimatyzuja sie dzieci w szkockiej
szkole(jak traktuja ich szkoccy rówiesnicy problemy jezykowe
itp).przyznam ze wizja mojej 10 letniej córy w szkockiej
szkole spedza sen z powiek.za wszystkie informacje i porady z
gory dziekuje