Do góry

Europa idzie na strajk

Najbardziej znany jest w wersji włoskiej. Nie oznacza to jednak, że reszta kontynentu nie walczy o swoje prawa. W ostatnim półroczu strajki sparaliżowały czasowo miasta Hiszpanii, Grecji, Francji i Czech.

Patentów na strajk pracowniczy jest kilka. Można wyjść na ulicę z transparentami, palić kukły, blokować drogi, można też zwyczajnie odmawiać pracy. Mieszkańcy słonecznej Italii stawiają na skrupulatność i wyjątkowo precyzyjne wykonywanie obowiązków służbowych. Skutek zawsze jest jeden – z powodzeniem uniemożliwiają normalne funkcjonowanie zakładów i instytucji. Jak wiadomo, Polak też potrafi. Jako naród ludzkości przysłużyliśmy się także w dziedzinie manifestacji. Strajk polski to zwykle miks protestu okupacyjnego i głodowego. Polega on na zajęciu terytorium danej instytucji i dodatkowym wywieraniu presji psychologicznej na adresacie protestu poprzez odmowę spożywania pokarmów. Niezależnie od formy, przepisy w tej kwestii nie pozostawiają wątpliwości. Podejmowanie akcji zbiorowych, w tym organizowanie strajków, jest podstawowym prawem pracowniczym we wszystkich krajach Unii.

Bunt zgodny z regułami

Według postanowień Traktatu lizbońskiego Unia Europejska nie ma kompetencji do uchwalania prawodawstwa dotyczącego prawa strajku. To w gestii poszczególnych krajów członkowskich leży wprowadzenie odpowiednich przepisów w tym zakresie. I tak na przykład w Polsce manifestacje traktuje się jako rozwiązanie ostateczne, legalne jedynie po wcześniejszym wyczerpaniu innych dostępnych środków (rokowania, mediacja i arbitraż). Co ważne, w czasie protestu pracownik pozbawiony jest prawa do wynagrodzenia. Podobne zasady obowiązują też na terenie Wielkiej Brytanii. Kraj ten wymaga dodatkowo, by związki zawodowe informowały pracodawcę o planowanych działaniach na 7 dni przed ich rozpoczęciem. We Francji obowiązuje krótszy, 48-godzinny termin zawiadomienia. Zdecydowanie jednak najtrudniej strajkować w Niemczech. W przeciwieństwie do większości krajów europejskich, protest można tam zorganizować jedynie z powodów ekonomicznych. Na znalezieniu odpowiedniej przyczyny utrudnienia się nie kończą. Dopóki obowiązują układy zbiorowe dotyczące wynagrodzeń, czasu pracy itp., o strajku pracowników w zakładzie mowy być nie może. Związki zawodowe muszą najpierw zasiąść do rokowań, które mają zwyczajowo trzy tury. Kiedy wszystkie zakończą się fiaskiem, przychodzi czas na mediacje z udziałem autorytetów z zewnątrz. Dopiero jeśli i to nie odniesie skutku, można zacząć myśleć o strajku.

Buntownicy i subordynowani

Okazuje się, że predyspozycje do zbiorowych protestów to kwestia narodowa. Zgodnie z badaniami nad częstotliwością strajków w latach 2005–2009 w krajach Unii Europejskiej, Europejska Fundacja na rzecz Poprawy Warunków Życia i Pracy (Eurofund) podzieliła członków Wspólnoty na trzy obozy. Pierwszy z nich tworzą kraje najbardziej wojujące, w których każdego roku ze względu na manifestacje gospodarka traci średnio powyżej 60 dni. W ten sposób o gorącą krew można posądzić obywateli Danii, Francji, Belgii, Finlandii i Hiszpanii. Mniej skłonni do takich rozwiązań są mieszkańcy krajów wyspiarskich, takich jak Malta, Cypr, Irlandia i Wielka Brytania. Poza tym w drugiej lidze znaleźli się też Norwedzy i, co może dziwić, Włosi. Z danych wynika, że do zbiorowych protestów najrzadziej dochodzi w krajach Europy Środkowo-Wschodniej (w tym w Polsce) oraz Austrii, Niemczech, Luksemburgu, Holandii, Portugalii i Szwecji. Zastoje związane ze strajkami zabierają tam rocznie poniżej 20 dni.

Protest też się globalizuje

W Unii granice przestają mieć znaczenie. Kwestią czasu było, aż dojdzie do zorganizowania ogólnoeuropejskiego sprzeciwu. I tak pod koniec września minionego roku przeciw cięciom budżetowym solidarnie strajkowało kilkanaście unijnych stolic od Lizbony przez Berlin po Bukareszt. Do unijnej stolicy zjechało wówczas kilkadziesiąt tysięcy związkowców z 30 krajów UE. W Hiszpanii w pracy nie stawiło się ok. 10 milionów osób, czyli prawie 70 proc. wszystkich zatrudnionych. Manifestacje dotarły także do Grecji, gdzie do akcji włączyły się m.in. szpitale i zakłady transportu publicznego.

Sektory podwyższonego ryzyka

Na podstawie wieloletnich doświadczeń można mówić o branżach bardziej i mniej skłonnych do manifestacji. Z analizy danych Eurofund okazuje się, że o swoje prawa najczęściej walczy przetwórstwo przemysłowe. Dobitnie potwierdzają to dobrze nam znane obrazki spod polskiego parlamentu, gdzie górnicy i hutnicy skutecznie odraczają reformę prawa emerytalnego. Kolejni w rankingu są pracownicy sektora publicznego, w szczególności służby zdrowia, administracji oraz nauczyciele. Z zebranych statystyk wynika, że „budżetówka” buntuje się przede wszystkim na Litwie i Malcie, a także w Polsce, Słowacji i Wielkiej Brytanii. Ale kryzys budzi frustrację także w pozostałych narodach. W pierwszym tygodniu grudnia największy od 20 lat protest zorganizowali Czesi. Burzę wywołały rządowe plany obniżenia wynagrodzenia w sferze budżetowej o 10 proc., a także wprowadzenia niekorzystnych zmian w kodeksie pracy. Do „newralgicznych” sektorów można zaliczyć także transport. Na przerwy w kursach autobusów i metra najbardziej narażeni są mieszkańcy Francji. Minionego roku skutki strajku transportowców szczególnie dotkliwie odczuli jednak Grecy. W lipcu w jego wyniku pojawił się tam ogromny problem z dostawą paliwa i produktów żywnościowych.

Gra o wszystko

O co Europa walczy najczęściej? Z ostatnich badań wynika dobrze wszystkim znana prawda: jeśli nie wiadomo, o co chodzi, chodzi o pieniądze. W latach 2005–2009 to właśnie one były powodem większości manifestacji. Wyższych płac żądali najczęściej Francuzi, Litwini, Portugalczycy, Rumuni i Brytyjczycy. Druga pobudka mieszkańców kontynentu to zmiana warunków pracy. Z takimi postulatami w ostatnich czterech latach wychodzili na ulice mieszkańcy Bułgarii, Finlandii, Francji, Holandii i Polski. W tym samym okresie na trzecim miejscu znalazły się protesty spowodowane zwolnieniami, a na czwartym – nową społeczną polityką rządu.

Katalog firm i organizacji Dodaj wpis

Komentarze 17

Sylwia1234
621
#124.02.2011, 12:10

strajki w Polsce....hmmmm... moze nie ma ich za duzo, ale za to mamy inne zbiorowe schizofrenie np. walka o krzyz i Wawel.

Wcale nie jestesmy tacy do tylu... ;)

#224.02.2011, 13:08

Gdzie jest krzyż?

Profil nieaktywny
Shaun_The_Sheep
#324.02.2011, 13:14

Gdzie jest zielona wyspa? - to jest pytanie
http://niezalezna.pl/6515-rostowski...

Profil nieaktywny
Shaun_The_Sheep
#424.02.2011, 14:05
MakasUK
78 455
MakasUK 78 455
#524.02.2011, 14:44

shaun, nikt nie wchodzi w te twoje linki do pisowskich propagandówek :)

Profil nieaktywny
Shaun_The_Sheep
#624.02.2011, 14:53

to skad wiesz, ze propagandowki. GW piasala ?

BD.K
20 493 1
BD.K 20 493 1
#724.02.2011, 14:54

@6
nie - ty wkleiles

MakasUK
78 455
MakasUK 78 455
#824.02.2011, 16:10

#6 :)
wystarczy znać źródło i wiedzieć że te portale tworzą pisowscy specjaliści od propagandy i wszystko staje się jasne :P

Ninja72
19
Ninja72 19
#924.02.2011, 16:24

PiS-Pijaki i Szuje

#1024.02.2011, 16:33

#9

Cóż poradzisz.

vanderval
987
vanderval 987
#1124.02.2011, 18:12

Sylwia1234
#1 | Dziś - 12:10
:... to mamy inne zbiorowe schizofrenie np. walka o krzyz i Wawel."

Wyczuwam w Twojej wypowiedzi nutkę goryczy. Ksiądz Cię przeleciał czy smok wawelski?
Domyślam się że nikt inny nie chciał.

Profil nieaktywny
DwieDupyILysy
#1224.02.2011, 18:47

Zapamiętajcie sobie słowa Mędrca (:

Po czym społeczeństwo pozna, że już lepiej być nie może?
Po tym jak na ulicach zaczną protestować politycy z klechami.

edielectro
63
#1324.02.2011, 19:59

Sylwia1234
#1 | Dziś - 12:10

Tak Sylwia1234, Uważam, że należy uważać uważnie na każdą uwagę, bo inaczej to jest 4321 hop za szybko !!!

czteryzero
1 788
czteryzero 1 788
#1424.02.2011, 21:04

Details of the plans emerged in The Times today amid growing security fears surround the Royal Wedding later this year and the Olympics in 2012.

The SAS has been trained with police firearms units in tactics for engaging gunmen and in entering buildings in hostage situations.

http://www.dailymail.co.uk/news/art...

Profil nieaktywny
DzieckoWeMgle
#1525.02.2011, 08:43

Prawie 9ta a admin jeszcze tematu nie zmienił...
Pochlał?

edielectro
63
#1625.02.2011, 22:14

UWAGA! UWAGA! UWAGA!

New Google Algorithm is Live: News Aggregators Will Be Punished

*
The Alex Jones Channel Alex Jones Show podcast Prison Planet TV Infowars.com Twitter Alex Jones' Facebook Infowars store

Eric Blair & Michael Edwards
Infowars.com
February 25, 2011

Just over a month ago, Google announced that they were changing their algorithm in order to weaken the search engine rankings of sites they deem to be “content farmers.”

Whereas most of Google’s algorithm changes are barely noticeable, the current change that they have been working on since last January will affect 12% of U.S. searches.

There has been much debate about what “content farming” is, and Google has done little to offer a clear explanation, simply stating, “low quality” or “shallow” sites would be affected. This is similar to the vague definition of pornography — you’ll know it when you see it.

The problem with such a vague approach to what is a strictly defined algorithm is that it leaves too much room for a human interpretation. And as we have seen, Google has been exposed as having connections to U.S. intelligence agencies, which doesn’t bode well for alternative news sites that aggregate anti-establishment stories from around the web. Given the other censorship threats facing the Internet, it seems those who might be critical of Internet control and real-time surveillance of average Americans are being targeted.

One definition of content farming sites comes from Danny Sullivan at Search Engine Land:

- Looks to see what are popular searches in a particular category (news, help topics)

- Generates content specifically tailored to those searches

- Usually spends very little time and or money, even perhaps as little as possible, to generate that content

The first point is particularly troubling for alternative news, since these are the sites who often scour mainstream news to discover which topics are of popular interest so that competing commentary can be offered on a given issue. Even in the area of “help topics” there are many alternative news sites, such as our own, who focus on tips for survival, protection from economic crisis, advice for privacy protection and personal security, etc.

* A d v e r t i s e m e n t
*

Again, with the overshadowing definition of “shallow” content, who is deciding this? Furthermore, point two addresses tailoring content for specific searches, which sounds a lot like the “Google Bombs” introduced by Alex Jones and implemented by others as an effective way to compete with the mainstream media pablum, which focuses heavily on celebrities, sports, and other truly shallow and low quality content.

And, finally, point three seems to penalize blogs and other low-cost means of sharing opinions, as if not having a mainstream media budget automatically implies low quality, when provably the reverse is often true. Those who research information and present their own opinions as to the significance of what they have studied generally are doing so out of a passion to expose lies and direct their fellow man to the truth.

Google’s punishment of those who re-post material as an essential tool for sharing information appears to now reduce news aggregators to the status of plagiarists within the algorithm. There are many alternative news sites and blogs which have original material that they freely share, in part or in full, purely to support one another in disseminating the truth. We all know what plagiarism looks like and a link back to the original source should not, for instance, be grounds for labeling a site as shallow.

Stock up with Fresh Food that lasts with eFoodsDirect (Ad)

Google needs to address the vital tool of sharing information, as well as to more clearly define their algorithm in upcoming press releases, or we can only conclude that they have begun to wage war on news sites who aggregate information to present an alternative to establishment media.