Ryszard Bugajski to pisarz, scenarzysta, reżyser filmowy i telewizyjny. W latach 80. zasłynął głośnym filmem pt. “Przesłuchanie”, który przeleżał na półkach aż do 1989 r. Jego nakręcenie było powodem rozwiązania Zespołu X Andrzeja Wajdy. Ostatnim głośnym filmem Bugajskiego był “Generał Nil”. Teraz reżyser powraca na ekrany z “Układem zamkniętym”.
Jak długo zastawiał się pan nad tym, czy w ogóle reżyserować “Układ zamknięty”?
Szybko się zdecydowałem, ponieważ zaproponował mi scenariusz Mirosław Piepka, jeden ze współautorów. No i po pierwsze to był scenariusz współczesny, a poprzedni mój film, “Generał Nil”, był filmem historycznym i tematami historycznymi… Trochę ich już miałem dosyć, więc chętnie to przyjąłem i zobaczyłem w tym duży potencjał filmowy.
Zbieraliście pieniądze na produkcję filmu od osób prywatnych, ale z tego, co wiadomo, nie wszyscy chcieli być wymienieni jako inwestorzy. Jak pan myśli, co było powodem?
Przede wszystkim złożyliśmy najpierw wniosek do Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej i zostało to odrzucone mimo dobrych recenzji. Tam recenzenci i eksperci dobrze ocenili film, natomiast dyrekcja Instytutu nam nie dała tych pieniędzy, w związku z czym byliśmy zmuszeni… to znaczy albo mogliśmy zarzucić tę produkcję i zapomnieć o tym, albo spróbować zdobyć z pieniądze prywatnych źródeł. I to jest zasługa Mirosława Piepki, który się tego podjął, bo to jest potwornie trudne i niewdzięczne zadanie. Rzeczywiście z kilkuset osobami, jeśli nie więcej, rozmawiał. Część się sama do niego zgłaszała, część on sam znajdował przez jakichś pośredników, przez Business Centre Club. W każdym razie było wielu chętnych, tylko to były często sumy niewielkie, po 10, 5, czasami po 50 tys., a film kosztuje około 6 mln.
Wśród tych wszystkich kilku ludzi, którzy chcieli jednak wspomóc film, nie chciało ujawniać swoich nazwisk i nazwy ich firm. Myślę – bo tylko się mogę tego domyślać – że jednak się trochę obawiali, że film, który krytykuje urząd skarbowy i prokuraturę, instytucje, którym oni też podlegają… Bali się, że po prostu jakieś konsekwencje poniosą. Ja powiem szczerze – myślę, że to jest trochę strach na wyrost, to znaczy nie sądzę, żeby w dzisiejszych czasach władze były w stanie ukarać takich ludzi, szykanować. Gdyby coś takiego nastąpiło, byłby to w ogóle jakiś niebywały temat dla prasy i dla różnych dziennikarzy, dla publicystów. Myślę, że byli trochę ostrożni nadmiernie, dmuchali na zimne.
Wiemy, że jedna z prokuratur w Polsce zbierała informacje na temat waszego filmu, na temat waszych finansów. Nie czuł pan, że pracuje jednak pod presją?
Przyznam, że nie wiem nic o tym, by jakaś prokuratura zbierała informacje. Jeżeli rzeczywiście coś takiego było, to na ten temat ma do powiedzenia więcej producent, ja o tym nic nie wiem. Natomiast do mnie zwróciła się kancelaria ówczesnego ministra Pawlaka zainteresowana wywiadami, jakich ja udzielałem w kilku pismach, i powiedzieli, że się tym bardzo pan premier interesuje, że bardzo chciałby pomóc i że chcieliby przeczytać scenariusz. Daliśmy im ten scenariusz, bo to nie jest żadna tajemnica. To było tuż przed wyborami, tymi ostatnimi w Polsce. Po tym, jak przeczytali ten scenariusz, to już się nie odezwali, czyli pomocy żadnej nam nie udzielili, chociaż taką obiecywali. Myślę, że po prostu chcieli sprawdzić, czy przypadkiem im jakoś nie zaszkodzimy, czy to jest film, który być może zaatakuje partie, premiera, wicepremiera, czy jakiś urząd, Ministerstwo Gospodarki. Po prostu bali się tego.

To oczywiście też nie był słuszny strach, ale ja myślę, że w Polsce w ogóle panuje jeszcze taka mentalność postkomunistyczna, że się ludzie boją, że państwo, urząd zrobi im po prostu krzywdę itd. Oczywiście te wypadki zdarzały się w przypadku naszych bohaterów, którzy byli w sposób bardzo brutalny, niesprawiedliwy potraktowani, natomiast ja nie myślę, żeby to teraz było aż tak złe. Żyjemy jednak w państwie demokratycznym, czego dowodem jest to, że ten film zrobiłem i wchodzi on na ekrany, więc to jest dla mnie rzecz decydująca.
Chciałem się tutaj odwołać do innego pańskiego filmu i chciałem zapytać, czy reżyserowanie “Układu zamkniętego” przypominało panu czasy tworzenia “Przesłuchania”, na początku lat 80. nazywanego przez ówczesne władze “najbardziej antykomunistycznym filmem w dziejach PRL-u”.
Nie. Mogą być jedynie bardzo powierzchowne podobieństwa, bo w istocie jest to zupełnie co innego. Po pierwsze teraz nikt, żadna instytucja państwowa, nie ma prawa wglądu w to, co my robimy, bo robimy to za prywatne pieniądze. Możemy ten film pokazać w kinach, co już się stanie za kilka dni. Tymczasem ja po “Przesłuchaniu” zostałem wyrzucony dyscyplinarnie z pracy, film władza chciała zniszczyć fizycznie, zniszczyć negatyw, byłem prześladowany przez Służbę Bezpieczeństwa, zostałem zmuszony do emigracji z Polski, bo nie mogłem tutaj znaleźć pracy. Jednak teraz jest kompletnie inna atmosfera, ja tutaj się niczego nie bałem, czułem, że jednak robię to, co chcę.
“Układ zamknięty” łączy również z “Przesłuchaniem” osoba aktora Janusza Gajosa, który w “Układzie…” tworzy razem z Kazimierzem Kaczorem wspaniały duet. Czy po przeczytaniu scenariusza od razu wiedział pan, kto powinien zagrać główną rolę?
Nie, to było raczej odwrotnie. Najpierw scenarzyści dali ten scenariusz Januszowi do przeczytania, bo oni sobie wymarzyli, że to Janusz Gajos będzie tym prokuratorem, ale on jednak po przeczytaniu nie chciał, nie przyjął tego. Uważał, że ta rola jest zbyt jednowymiarowa, taka postać bez motywacji, nie wiadomo, co właściwie nim kieruje. Więc zrezygnował i odmówił, natomiast zasugerował, żeby dali ten scenariusz mnie, i wtedy dopiero mnie scenarzyści dali to do czytania. Ja zobaczyłem w tym pewien potencjał, no i razem ze scenarzystami – oni tam według moich różnych sugestii wiele rzeczy zmienili, ja potem sam też wiele rzeczy zmieniłem, no i kiedy doprowadziliśmy ten scenariusz do takiej formy, z której ja byłem zadowolony, daliśmy go Januszowi Gajosowi, który też przeczytał i stwierdził, że teraz to on może w tym zagrać.
Jak już miał pan scenariusz, udało się przekonać Janusza Gajosa, Kazimierza Kaczora, co potem było najtrudniejsze do przeniesienia ze scenariusza do filmu?
To jest film skomplikowany pod wieloma względami, bo to nie jest taka zwykła psychologiczna historia, jakiś dramat rozgrywający się w jakiejś rodzinie czy jakiejś instytucji, tylko tu z jednej strony dotykamy zmian ustrojowych, czyli struktury wymiaru sprawiedliwości, urzędu skarbowego, tam padają liczne fachowe określenia, jak np. zakup menedżerski, akcje preferowane, które mają na zebraniu akcjonariuszy prawo do 30 proc. głosów… Te rzeczy trzeba było sprawdzić pod względem zgodności z rzeczywistością, bo tutaj żadnej pomyłki nie chciałem. Z drugiej strony na tym trzeba było utkać ten właśnie, dość delikatny, dramat tych wszystkich osób, które są w to zamieszane. Od właśnie tych pokrzywdzonych, tych biznesmenów, przez prokuratora, który też jest człowiekiem. Pokazuję jego rodzinę, jego żonę, córkę, wnuczkę, robię go pełnowymiarowym człowiekiem. Właśnie zgranie tych wszystkich elementów było właściwie najtrudniejsze.
Są państwo, jako twórcy, po pierwszych pokazach w Polsce. Prapremiera odbyła się w Gdyni. Jakie były pierwsze reakcje widzów?
Nie chcę się chwalić, bo nie słyszałem głosów krytycznych, przyznam. Wszyscy są pod wrażeniem tego filmu. Jakoś się udało nam, naszemu zespołowi filmowców, stworzyć pewną całość, taki integralny utwór, który po prostu się dobrze ogląda. Ludzie, jak mi mówią, szybko się wciągają w tę całą historię i to ich nie nudzi, a to są jednak bite dwie godziny, więc stosunkowo długi czas. Pod względem zawodowym, profesjonalnym, takim warsztatowym film chyba się udał i to jest jednak gwarancją jego dobrego odbioru.
Jakby zachęcił pan widzów w Wielkiej Brytanii i Irlandii do tego, żeby przyszli do kina na ten film?
Przede wszystkim ludzie, którzy nie mieszkają obecnie w Polsce, trochę się może nie orientują, jak wygląda życie biznesmena, w szczególności w naszym kraju, jak się prowadzi interesy, jakie są stosunki pomiędzy przedsiębiorcami a urzędami, które właściwie teoretycznie powinny im pomagać, bo urząd skarbowy jest przecież po to, żeby oczywiście ściągać podatki, ale te podatki powinny być obracane na dobro powszechne, ogólne. Tymczasem okazuje się, że to jest w wielu przypadkach jakaś instytucja represyjna, więc ten obraz, który ja przedstawiam w filmie, nie jest bardzo zachęcający.
Wiem, że są takie reklamy: “Wiesz, dlaczego teraz mieszkasz w Wielkiej Brytanii i nie wracasz do Polski”. Ja uważam, że to jest lekka przesada, to znaczy Polska jest w stanie transformacji, takiej ustrojowej, bo zmiana z komunizmu, przejście do kapitalizmu to nie jest kwestia roku czy dwóch, tylko bardzo długotrwały proces, jak widać. Wiele rzeczy tutaj po prostu źle funkcjonuje, bo społeczeństwo jest nieprzygotowane na pewne zmiany, które są potrzebne, różne zmiany w konstytucji czy coś takiego. Niemniej jednak wydaje mi się, że obraz Polski w tym filmie jest interesujący, to taka Polska prawdziwa. Polska, którą warto poznać, bo to nie jest laurka, to nie jest reklama dla turystów, żeby tu przyjeżdżali i wszystkim się zachwycali, tylko to jest prawdziwy obraz współczesnej Polski.



Komentarze
Zgłoś do moderacji