Guru rodzicielstwa powtarzają to brytyjskim matkom od ponad 100 lat. Gdzie można znaleźć podobne wskazówki? W podręcznikach, z których wiedzę przez lata chłonęły młode kobiety, by dziś jako babcie stwierdzić, że nie ma nic lepszego nad matczyny instynkt, a ten czasami ma się nijak do książkowych zaleceń.

Ponad 1/3 babć uważa teraz, że wszyscy specjaliści, którzy przez lata doradzali, jak chować dzieci, tylko mieszali im w głowach. Doświadczone Brytyjki po upływie dekad dochodzą do wniosku, że kilka rad od matki, teściowej i przyjaciółki wystarczy. A resztę rozterek i problemów rozstrzygnie… instynkt macierzyński.
W ostatnich latach najpopularniejsze rady wychodzą z ust celebrytów. Wcześniej byli autorzy-naukowcy zawodowo zajmujący się tematyką wychowania dziecka. Babcie, które korzystały w latach 70. i 80. z ich rad, przyznają, że dopiero po czasie mogą trzeźwo ocenić przydatność tamtych pouczeń. I z zakłopotaniem przypominają sobie, kogo czytały:
- 1. Sir Frederic Truby King “Feeding and Care of Baby” (1907). Niezwykle popularna pozycja w latach 50. Podawała, ile czasu maluch powinien spędzić na zabawie, ile na kąpieli, a ile na samotnym płaczu. Płaczący maluszek miał być pozostawiany do momentu, aż przestanie łkać. O dochodzeniu przyczyn “żałoby” małego człowieka nie wspominano.
- 2. Benjamin Spock “Baby and Childcare” (1946). Amerykański pediatra przekonywał czytelnika, że dzieciom powinno się pozwalać spać w pokoju rodziców.
- 3. Jean Liedloff “The Continuum Concept” (1975). Antropolog z kolei zaleca w relacji dziecko – rodzice kontakt skóra-do-skóry.
- 4. Penelope Leach, niezwykle popularna ekspert w latach 80., zasłynęła z krytyki pozostawiania płaczących dzieci samym sobie.
- 5. Gina Ford “The Contented Little Baby Book” (1999). Wychwalała kontrolowany płacz maluszka aż do momentu uśnięcia spowodowanego wyczerpaniem.

Teraz najpopularniejszym źródłem informacji jest oczywiście Internet. W sondażu przeprowadzonym przez Grannynet (strona internetowa dla babć) 60 proc. starszych pań odpowiedziało, że nie miało potrzeby sięgania po pozycje książkowe, gdy były w ciąży i później, gdy już wychowywały dzieci.
65 proc. z nich pytało o radę matkę albo teściową. 46 proc. zdawało się wyłącznie na instynkt. 37 proc. słuchało rad lekarza, pielęgniarki lub farmaceuty. 28 proc. radziło się przyjaciółek. 38 proc. korzystało z książek słynnego w latach 50. i 60. lekarza Benjamina Spocka. Inne radziły się w sklepach typu Mothercare czy Marks & Spencer.
Współczesne kobiety częściej niż w ubiegłych dekadach szukają porad na zewnątrz. Kupują książki, śledzą blogi innych matek, wchodzą na konkretne strony internetowe. Dla nich guru są dziś Miss Ford i Tracy Hogg. Niestety, część z nich oferuje wykluczające się porady, część wpędza młode matki w kompleksy albo w poczucie winy. Tymczasem najlepsze i najmniej zawodne źródło jest bezpłatne: własny instynkt.



Komentarze 97
2. Benjamin Spock "Baby and Childcare" (1946). Amerykański pediatra przekonywał czytelnika, że dzieciom powinno się pozwalać spać w pokoju rodziców.
____________________________________________
Nazywanie tego ... Komentarz edytowany przez moderatora - wpisy zawierające wulgaryzmy będą usuwane pediatra to przesada - to byl komunistyczny fanatyk, autor pojecia bezstresowego wychowania, ktore mialo na celu odsuniecie dzieci od rodzicow i rozmontowanie tradycyjnej rodziny. To jego nalezy winic za kilka pokolen debili nieszanujacych zadnych zasad.
Heh, przypomniały mi się rozmowy na temat trudności zasypiania pociech moich przyjaciół w świetle tego, że my całowaliśmy na dobranoc i pozostawialiśmy w łóżeczku. Oni pewnie byli lepszymi rodzicami, a nam wszystkim lepiej się spało. :)
Oj teorie i teoryjki. Nie tylko w sprawie dzieci. Np globalne ocieplenie, szkodliwość tego, czy tamtego, a za kilka lat odwrotnie. W teoriach ekonomicznych jeszcze gorzej. Tzw naukowcy muszą z czegoś żyć.
A wracając do teorii dziecięcych. Pamiętam czasy, kiedy pokarm matki był "be". Tylko tłuste mleko od krowy. Później dodano modę na zagęszczanie mleka mąką, żeby dziecko szybciej rosło. Był, minęło, zaczęła się epoka mleka w proszku, później mleka koziego.
Od kilku lat mamy powrót do pokarmu matki. I tak wkoło.
Jedno "nie lubię" to bardzo mały odzew jak na dzisiejszą aktywność! :)
Łoj, niunia płacząca na zdjęciu słodka jest :)