Edward Snowden, bohater najgłośniejszej międzynarodowej afery szpiegowskiej ostatnich tygodni, utknął na moskiewskim lotnisku Szeremietiewo i nie bardzo wiadomo, jak dalej potoczą się jego losy. Amerykanin nie może wsiąść do żadnego samolotu, z wyjątkiem takiego, który zabrałby go do USA. Tam jednak, jak zapowiada amerykańska dyplomacja, czeka go “uczciwy proces, w którym osądzone zostaną jego czyny”. A te, zdaniem USA, nie są bynajmniej małej wagi - Snowdenowi zarzuca się bowiem szpiegostwo. Oto afera, która wstrząsnęła światową polityką. O co w niej chodzi?

Kim jest Edward Snowden?
Jak podaje BBC Snowden pochodzi z Północnej Karoliny (USA). Pracę w Narodowej Agencji Bezpieczeństwa USA (NSA) rozpoczął dobrych parę lat temu i mimo braku formalnego wykształcenia, dzięki swoim umiejętnościom informatyka, szybko awansował. W 2007 r. zaczął pracować dla CIA. Jak opowiedział prasie, to co zobaczył w trakcie swojej pracy dla agencji “pozbawiło go złudzeń”, m.in. co do tego, jak działał jego rząd dla świata. Liczył jednak na to, że wybory prezydenckie, w których startował Barack Obama coś zmienią. Najwyraźniej przeżył rozczarowanie.
W 2009 r. odszedł z CIA i podjął pracę w firmie konsultingowej Booz Allen, pracującej m.in. na zlecenie NSA. W wypowiedzi dla hongkońskiej gazety South China Morning Post Snowden przyznał, że zatrudnił się tam, by “zbierać dowody”. Pod koniec maja zniknął ze swojego domu na Hawajach. Okazało się, że wyjechał do Hong-Kongu, który wybrał uznając, że jest to jeden z niewielu regionów na Ziemi, który jest w stanie oprzeć się amerykańskim wpływom. Tutaj, po opuszczeniu USA, czując się w miarę bezpiecznie poza ich granicami, Snowden doprowadził do przecieku, który wywołał wstrząs w mediach.
Co ujawnił Snowden?
Informatyk ujawnił, że amerykańskie służby specjalne (tu:NSA) nieustannie rejestrują i gromadzą dane o połączeniach telefonicznych dziesiątek milionów Amerykanów. Washington Post oraz Guardian opublikowały informację, iż NSA miała dostęp do serwerów największych operatorów internetowych (w tym Facebook’a, Goole’a, Microsoftu, Yahoo, a także YouTube) i śledziła oraz gromadziła przekazywane w ich ramach informacje - maile, rozmowy na czatach internetowych, rozmowy telefoniczne na Skypie, zdjęcia, fakt przesyłania plików, dane o aktywności użytkowników w internecie.
Monitoring odbywał się za pomocą elektronicznego systemu PRISM. W ten sposób amerykańskie służby bezpieczeństwa miały możliwość śledzenia użytkowników Internetu praktycznie z całego świata, w czym niewątpliwie bardzo pomocny był fakt, że przeważająca większość instalacji obsługujących światowy ruch w internecie oraz przepływ danych elektronicznych znajduje się w USA. PRISM istniał od 2007 r., jednak ujawnienie faktu jego istnienia miało miejsce dopiero przez Snowdena. Ujawnienie informacji wywołało oburzenie światowej opinii publicznej i spory wstrząs.
Wstyd dla Wielkiej Brytanii
W następnej kolejności doszło do ujawnienia przez Guardian, że w opisanym międzynarodowym procederze uczestniczyła także Wielka Brytania. Brytyjska rządowa agencja komunikacyjna GCHQ (Government Communications Headquarter), będąca odpowiednikiem amerykańskiej NSA miała dostęp do danych elektronicznych przesyłanych światową siecią światłowodową i sporą ich część dzieliła z NSA.
Dzięki dostępowi GCHQ do nowoczesnych dróg kanałów przesyłu informacji możliwe było rejestrowanie danych o 600 mln połączeń i prób komunikacji dziennie. Dane te przechowywane były przez 30 dni od rejestracji. W tym czasie podlegały analizie. GCHQ nie zrobiła wprawdzie niczego nielegalnego, komentował Guardian. Tym niemniej, ujawnienie rewelacji o jej działaniach nie wzbudziło zachwytu ani mediów, ani opinii publicznej. Prawdziwe tsunami miało jednak dopiero nadejść.
Dlaczego wybuchła afera?
29 czerwca, kilka tygodni po pierwszych przeciekach, do prasy przedostała się informacja, która zatrzęsła światową polityką. Okazało się bowiem, że USA nie tylko śledziły użytkowników Internetu, ale także polityków i dyplomatów, w tym - z krajów będących sojusznikami Stanów. Jak przytoczyła BBC, a co ujawnił niemiecki Der Spiegel, amerykańskie służby monitorowały komputery unijnych dyplomatów w Waszyngtonie. Opisywany przez niemiecką gazetę dokument ujawniony w wyniku przecieku wprost określał przedstawicielstwo UE w Organizacji Narodów Zjednoczonych w Nowym Jorku jako “cel operacyjny”. Ujawnione informacje sugerują także, że NSA podsłuchiwała pomieszczenia brukselskiej siedziby Rady Europejskiej i Europejskiej Rady Ministrów, czyli najważniejszych organów UE.
Ujawnienie tych danych sprawiło, że bardzo mocno zachwiało się zaufanie dotychczasowych sojuszników USA do ich amerykańskiego partnera. Nie wiadomo wprawdzie, jakie informacje faktycznie mogły zostać pozyskane, ale wskazuje się, że jeżeli dotyczyły one na przykład sytuacji militarnej i gospodarczej Unii to mogły mieć znaczenie i wpływ na rokowania w sprawie tzw. trade pact (traktatu handlowego, negocjowanego obecnie miedzy USA a UE, na mocy którego miałyby być wprowadzone nowatorskie rozwiązania w zakresie obrotu handlowego między UE a USA, w tym - największa na świecie strefa wolnego handlu).
30 czerwca wieczorem Guardian opublikował informację, że USA monitorowały dyplomatów z łącznie 38 krajów, w tym kluczowych graczy z Europy oraz ważnych sojuszników USA z całego świata. Wśród szpiegowanych znalazły się m.in. Francja, Włochy, Niemcy i Grecja a także Japonia, Indie, Meksyk czy Korea Południowa. Służby bezpieczeństwa używały szerokiej i nowoczesnej rangi środków i metod, w tym wyspecjalizowanych podsłuchów, anten i przekaźników, ich działania miały zatem jak najbardziej zorganizowany i poważny charakter.
Co teraz?
To pytanie zadaje sobie wielu, w tym światowej rangi politycy, którzy muszą coś zrobić z tym szpiegowskim pasztetem.
Reakcje amerykańskiej dyplomacji są raczej powściągliwe. Sekretarz stanu USA John Kerry skomentował sprawę krótko: to nic dziwnego, że podejmuje się działania mające na celu ochronę bezpieczeństwa własnego kraju.
Rzecznik prasowy NSA zapowiedział, że oświadczenie amerykańskiej dyplomacji zostanie przekazane właściwymi kanałami, ale na chwilę obecną chce zaznaczyć, iż amerykańskie służby nie zrobiły niczego, czego nie robiłyby takie same służby w innych krajach.
2 lipca Guardian pisał, iż Waszyngton próbuje zapobiec zaostrzaniu się kryzysu. Prezydent Barack Obama określił całą sytuację, jako bardzo niefortunną oraz zapowiedział, że służby bezpieczeństwa będą musiały złożyć w tej sprawie wiele wyjaśnień, w tym - wytłumaczyć się krajom dotkniętym ich działalnością.
Europejscy dyplomaci są bardzo poruszeni. Przewodniczący Parlamentu Europejskiego Martin Schulz oświadczył, iż jest oburzony ujawnionymi praktykami i że są one dobrą metodą nie na budowanie wzajemnego zaufania, a obustronnej nieufności.
Jak podaje portal The Week ostro zareagowały także Francja i Niemcy. Francuski minister spraw zagranicznych Laurent Fabius rzekł, iż o ile informacje pochodzące z przecieków są prawdziwie, to ujawnione w ich wyniku praktyki należy uznać za niedopuszczalne. Niemiecka minister sprawiedliwości Sabine Leutheusser-Schnarrenberger porównała je do metod stosowanych w czasach zimnej wojny. W podobnie ostrym tonie zareagowała Angela Merkel mówiąc, że szpiegowanie sojuszników jest czymś “nie do zaakceptowania”.
Przywódcy państw europejskich, w tym także Angela Merkel, jak i prezydent Francji Francis Holland domagają się wyjaśnień. A sprawa jest nagląca - w poniedziałek dyplomaci mają bowiem wrócić do rozmów o strefie wolnego handlu UE-USA. Holland uprzedza jednak, że o ile USA nie przedstawią właściwego wytłumaczenia ten plan może ulec zmianie. Ostra reakcja francuskiego przywódcy jest uzasadniona - jak się okazało francuskie placówki dyplomatyczne w USA były pod ścisłą obserwacją.
Co zatem naprawdę wydarzy się dalej - nie bardzo wiadomo.
Co się stanie z Edwardem Snowdenem?
Nie bardzo także wiadomo, jaki los czeka autora przecieków. Po pierwszych informacjach w prasie Snowden przedostał się z Hong-Kongu do Rosji, skąd miał zamiar udać się do Ekwadoru, kraj ten bowiem obiecywał mu azyl polityczny. Wszystko wydawało się iść w całkiem dobrym kierunki, a Snowden najwyraźniej liczył na to, że uda mu się jakoś opuścić Rosję. Tymczasem jednak amerykańska administracja unieważniła jego paszport. W ten sposób mężczyzna nie może wydostać się z Rosji w żadnym kierunku - z wyjątkiem USA, gdzie, jak już zapowiedziano, czeka na proces o szpiegostwo.
Analityk poszukuje więc azylu politycznego w krajach, które jak mu się wydaje, mogłyby mu go zapewnić, podaje BBC. Wnioski w tej sprawie rozesłał do kilkudziesięciu moskiewskich ambasad różnych krajów, w tym Austrii, Boliwii, Brazylii, Kuby, Finlandii, Francji, Niemiec, Włoch, Irlandii, Holandii, Nikaragui, Norwegii, Polski, Hiszpanii, Szwajcarii i Wenezueli. Coraz więcej krajów odpowiada mu jednak, że nie mogą uwzględnić jego wniosku, gdyż takowy może zostać złożony tylko na terytorium danego państwa - nie można o to prosić będąc na obszarze innego kraju.
Tymczasem wnioski Snowdena zostały złożone w rosyjskim konsulacie na terenie lotniska Szeremietiewo z przeznaczeniem do doręczenia do ambasad na obszarze Moskwy. Z tego względu odmówiły udzielenia Snowdenowi azylu Austria, Finlandia, Irlandia, Polska, Norwegia Hiszpania i Szwajcaria.
Jak komentuje polski minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski - odmowa ze strony Polski miała miejsce ze względów formalnych, nawet jednak gdyby wniosek został złożony prawidłowo, to on sam “odradzałby” jego pozytywne rozpatrzenie (informacja z Twittera). Snowden z kolei oskarża administrację prezydenta Obamy o wywieranie nacisków na poszczególne kraje świata, by nie zaakceptowały jego wniosku o azyl polityczny. Mówi: - To zastraszanie. Nie mnie, ale tych, którzy mieliby przyjść po mnie i zrobić to samo.
Czy Snowdenowi pomoże Putin?
Jedynym krajem, który na razie skłaniał się do udzielenia pomocy Snowdenowi jest Rosja. Prezydent Putin zapowiedział bowiem, że nie będzie ekstradycji Snowdena do USA (nie ma umowy międzynarodowej, która by na to zezwalała). Rosja mogłaby, jak mówi Putin, zaakceptować pobyt Snowdena na swoim obszarze. Musiałby on jednak zrezygnować ze swojej działalności przeciwko USA. Na to ostatnie nie chce z kolei przystać Snowden, dlatego też ostatecznie wycofał swój wniosek o azyl skierowany do rosyjskiego rządu.
Nie wiadomo co z obiecaną początkowo Snowdenowi pomocą ze strony Ekwadoru. Kraj ten, w swojej londyńskiej placówce dyplomatycznej od roku już przechowuje Juliana Assange, założyciela Wikileaks i źródła ostatnich przecieków tajnych materiałów amerykańskich służb m.in. na temat wojny w Iraku i Afganistanie. W poniedziałek prezydent Ekwadoru Rafael Correa twierdził, że kraj ten udzieli pomocy Snowdenowi, jeśli przedostanie się on do ekwadorskiej ambasady. Tymczasem Snowden nie ma jak opuścić lotniska, gdyż utknął w strefie tranzytowej bez ważnego paszportu. Czy Ekwador faktycznie udzieli ochrony Snowdenowi, trudno więc przewidzieć.
Podobnego rozmiaru przecieki autorstwa założyciela Wikileaks, wspomnianego już Juliana Assange, spowodowały jego banicję polityczną. Od ponad roku przebywa on w londyńskiej ambasadzie Ekwadoru, uciekając w ten sposób przed amerykańskim wymiarem sprawiedliwości. Ciążą na nim także zarzuty napastowania seksualnego, które miało mieć miejsce w Szwecji, Assange zatem nie opuszcza ambasady obawiając się aresztowania i ekstradycji do tego kraju. Jak ocenia - największe zagrożenie widzi bowiem w możliwości zostania przekazanym przez Szwecję właśnie Stanom Zjednoczonym i tamtejszemu wymiarowi sprawiedliwości za czyny, które popełnił, to jest - ujawnienie tajnych amerykańskich materiałów wojskowych.
Źródło: 1. Ewen MacAskill, Julian Borger, Nick Hopkins, Nick Davies, James Ball, GCHQ taps fibre-optic cables for secret access to world’s communications, theguardian.com; 2. Profile: Edward Snowden, bbc.co.uk; 3. Snowden: Leaks that exposed US spy programme, bbc.co.uk; 4. Ewen MacAskill, Julian Borger, New NSA leaks show how US is bugging its European allies, theguardian.com; 5. Ian Traynor, Dan Roberts, Barack Obama seeks to limit EU fallout over US spying claims, theguardian.com; 6. Edward Snowden: Whistleblower given papers to enter Russia, theweek.co.uk


Komentarze 7
Bez paszportu daleko nie zajedzie.
Chyba ze go ruscy wezma pod ochrone i zapewnia mu transport dyplomatyczny w zamian za informacje, ale to raczej malo mozliwe .
Hot temat, jak się nie ma o czym to o pogodzie najlepiej.
m.wallace.
Ale, że jak piszą o Snow Denie to nie oznacza, że to śnieżny dzień??? To jak, o jakiej pogodzie? Poza tym lato mamy, nie?
#3
Kto to lato ma ten ma :(
" ...pan Barroso i pani Viviane Reding. Niedawno wrócili ze spotkania grupy Bilderberg, tajnego spotkania przywódców banków, międzynarodowych koncernów, korporacji. Przypuszczalnie otrzymali instrukcje co do przyszłości Unii Europejskiej. Gdy wrócili, odmówili podania jakichkolwiek informacji dla Parlamentu Europejskiego, ani dla mediów, co właściwie tam robili, a potem obwiniają Węgry o zbyt dużą koncentrację władzy, zbyt mało kontroli i równowagi, zbyt mało przejrzystości." ...
http://niepoprawni.pl/blog/3095/nig...