Potężny karambol, w którym w czwartek 5 września zderzyło się 130 samochodów, a rannych zostało dwieście osób, w tym osiem bardzo ciężko, a ogółem ponad 40 wymagało przewiezienia do szpitala, wywołał powrót do dyskusji o zaostrzeniu przepisów bezpieczeństwa na Sheppey Crossing.

– To cud, że nikt nie zginął - mówi David Bizley, z organizacji RAC, zajmującej się m.in. bezpieczeństwem na drogach, podaje BBC. I faktycznie, gdy ogląda się zdjęcia samochodów, które uczestniczyły w karambolu, a które wyglądają jak pozgniatane puszki, trudno uwierzyć, że z tych pojazdów wydobyto żywych ludzi.
Cuda jednak są jednak dość kapryśnym zjawiskiem i trudno liczyć, że zawsze będą się zdarzać. Bezpieczeństwo na Sheppey Crossing wygląda zaś na dość kruche: na moście nie ma twardego pobocza, oświetlenia, telefonów alarmowych, a dozwolona prędkość wynosi 70 mil na godzinę, mówi funkcjonariusz policji z Kent, Mike Fuller.
Tymczasem most łączący wysepkę Sheppey z lądem w mokrej okolicy Swale często jest pokryty wilgocią, a unosząca się nad nim mgła ogranicza widoczność. Brakuje na nim także elektronicznych wyświetlaczy, które w razie złych warunków pogodowych pozwoliłyby nadawać komunikat o konieczności ostrożnej jazy i ograniczeniu prędkości, mówi Edmund King z Automobile Association.
Godna uwagi jest zatem inicjatywa, o której zaczęło być znowu głośno zaraz po czwartkowym wypadku, a która miałaby sprawić, że most stanie się bezpieczniejszy dla kierowców. Ken Pugh, z rady gminy Swale, który już od kilku lat domagał się oświetlenia mostu i wprowadzenia na nim ograniczenia prędkości jest zdania, że gdyby go wcześniej wysłuchano do wypadku być może by nie doszło.
Przyczyną potężnej kraksy, która miała miejsce w czwartkowy ranek 5 września, była najprawdopodobniej bardzo zła widoczność. W gęstej porannej mgle samochody wpadały jeden na drugi, tworząc łańcuch ponad stu zmiażdżonych pojazdów, podaje za brytyjską policją BBC.
Sytuację pogarszał fakt, że kierowcy, mimo kiepskich warunków, nie używali świateł. Jadący z tyłu nie mieli pojęcia co się dzieje przed nimi; jeden za drugim uderzali kolejno w pojazdy z przodu. Łańcuch rósł. Kierowca, który wydostał się z karambolu mówił, że przez dłuższą chwilę słyszał tylko trzask kolejnych wpadających na siebie rozpędzonych samochodów i zgrzyt blachy.
W karambolu nikt nie zginął, jednak osiem zostało bardzo ciężko rannych, a dalszych 35 wymagało hospitalizacji z powodu mniej poważnych obrażeń. Most Sheppey Crossing zamknięty był niemal cały dzień
Źródło: Two hundred hurt as 100 cars crash on A249 Sheppey crossing, bbc.c.uk; Sheppey crossing safety calls after 130-vehicle crash


Komentarze 11
"Przyczyną zdarzenia była najprawdopodobniej bardzo zła widoczność. W gęstej porannej mgle samochody wpadały jeden na drugi, tworząc łańcuch ponad stu zmiażdżonych pojazdów, podaje za brytyjską policją BBC.
Sytuację pogarszał fakt, że kierowcy, mimo kiepskich warunków, nie używali świateł"
Ciekawe kiedy ktoś wkońcu wpadnie na pomysł żeby wprowadzić na Wyspach zmiany w Kodeksie i naczyć tych idiotów kiedy mają na tych światłach jezdzić.
Mażliwe że ci z karambolu już się nauczá i załapiá po co sá światła w samochodach.
Co do swiatel to uzywaja, jak najbardziej. Nigdy nie moge wyjsc z podziwu jak w srodku dosc jasnego dnia zacznie padac i polowa uzywa swiatel. Pozniej tego samego dnia kolo godziny 22 gdzie jest ciemno jak w dupie u kunta-kinte nadal tylko polowa jezdzi na swiatlach. Zapewne ci co jezdza bez swiatel po zmroku spozywaja duzo marchwi.
Tak, światła włáczone głównie majà ci, których samochody majà je zamontowane seryjnie i włàczajà się razem z silnikiem :)
Albo jeżdżà na długich po mieście, że o niewłàczaniu kierunków nie wspomnę.