19-letni Marcin Bilaszewski został śmiertelnie dźgnięty nożem po tym, jak stanął w obronie swojej dziewczyny – donosi ''Daily Telegraph''. Do tragedii doszło w sobotni wieczór w londyńskim autobusie, gdy para wraz z grupą 20 znajomych jechała do centrum miasta, gdzie mieli świętować jej 18 urodziny.
Grupa jechała autobusem ze Stamford Hill do stacji metra Finsbury Park. Nagle jeden z pasażerów autobusu zaczął ich obrażać. ''Nikt z nas go nie znał. Zachowywał się bardzo dziwnie. Myślę, że był pod wpływem narkotyków" – wspomina znajoma ofiary.
Jak wynika z opowiadań świadków, kiedy grupa wysiadała z autobusu, napastnik podążył za nimi i uderzył Annę Betlińską. Nastolatek stanął w obronie swojej dziewczyny, chwilę potem został śmiertelnie dźgnięty nożem w brzuch. Napastnik natychmiast zbiegł z miejsca zdarzenia.
Policja poszukuje zabójcy. Sprawca to czarnoskóry mężczyzna w wieku 30-40 lat. Przypuszcza się, że może być już znany policji.
Jak pisze dziennik, Marcin Bilaszewski przyjechał do Wielkiej Brytanii 5 lat temu. Pracował razem ze swoim ojcem jako budowlaniec w północnym Londynie.


Komentarze 23
Młody człowiek zginoł - przykro mi z powodu śmierci Marcina.
smutne to fakt
jednego nie rozumiem? 20osób a sprawca zbiegł.
No właśnie, przecież mogli spokojnie gnoja na buty wziąć.
to byłby rasizm...
Nie rasizm, tylko "słowiańskie wymierzenie sprawiedliwości".