Jest to wyjątkowa pozycja, której przeciętny czytelnik nie miał jeszcze okazji trzymać w ręku. Do tej pory, informacje zawarte w książce, były zarezerwowane raczej dla znawców tematu, czyli żołnierzy i wykładowców w akademiach wojskowych.
Jest to szokująca relacja z umysłów żołnierzy, ludzi szkolonych do zabijania, kiedy będąc sam na sam z wrogiem, muszą pociągnąć za spust.
Wszyscy są zgodni – to obowiązkowa lektura wszystkich studentów w każdej możliwej szkole wojskowej na świecie. Nikt do momentu jej pierwszego wydania nie wykonał podobnego opracowania. Obowiązkowa lektura dla psychologów, socjologów oraz wszystkich tych, którzy badają zachowania społeczne jak i poszczególnych jednostek.
Myśląc o wojnie raczej nie zastanawiamy się jak ona wygląda. Tym, czym karmią nas w powieściach wojennych, filmach i serialach telewizyjnych, to jedynie wyidealizowany wizerunek walki z wrogiem. Zawsze przecież musi być jakiś wróg. Inaczej wojna nie miałaby sensu. Okazuje się jednak, że będąc na pierwszej linii frontu, żołnierze inaczej postrzegają to, kto nim jest. Inaczej podchodzą do człowieka, który jest po przeciwnej stronie frontu.
Szokującą wiadomością dla przeciętnego człowieka staje się informacja, że większość żołnierzy podczas działań II Wojny Światowej, ani razu nie strzeliła ze swojej broni do wroga. Są tacy, którzy ani razu nie nacisnęli na spust pomimo tego, że czasem brali udział w bezpośrednich starciach. Grossman powołuje się na badania S.L.A. Marshalla, dzięki którym okazało się, że podczas wojny wietnamskiej, zaledwie 15 – 20% żołnierzy, używało broni przeciwko nieprzyjaciołom. Autor próbuje odpowiedzieć na pytanie, dlaczego tak się dzieje. Ci, którzy prowadzą wojny, starają się uzyskać odpowiedź na pytanie, co zrobić, żeby „współczynnik naciskania na spust był wyższy”.
Po przeczytaniu tej książki, nasze postrzeganie życia frontowego oraz przebiegu samej wojny, legnie w gruzach. Dave Grossman zadaje bardzo trudne pytania, a odpowiedzi na nie są czasem jeszcze bardziej trudne. Grossman jednak nie unika ich. W książce znajdziemy mnóstwo szczerych relacji żołnierzy, którzy stanęli oko w oko z nieprzyjacielem. Jest w tych relacjach dużo opisów zachowań, z którymi spotykamy się po raz pierwszy.
„O zabijaniu” nie jest nową książką. Pierwsze wydanie pojawiło się w Stanach w 1995 roku. Na polskie wydanie musieliśmy czekać piętnaście lat. Być może właśnie teraz, kiedy zaangażowanie Polski w różne światowe konflikty jest od lat wysokie, należałoby skorzystać z tej lektury? Być może rodziny polskich żołnierzy, przebywających na misjach, będą mogli lepiej zrozumieć swoich bliskich?
Do polskiego wydania dołączony jest fabularyzowany film dokumentalny Nicka Broomfielda, „Bitwa o Irak”, którego kanwą jest masakra w irackiej miejscowości Al-Hadisa, gdzie amerykańscy marines, w odwecie za śmierć swojego kolegi zabijają 23 cywili, w tym kobiety i dzieci. Oba wydawnictwa tworzą razem unikalną opowieść, o jednej z największych zbrodni człowieka przeciwko swoim bliźnim.



Komentarze 3
Wiecej takich artykułów i ksiązek. Czas zacząc uswiadamiac i przebudzac ludzi którzy żyją w wirtualnej rzeczywistosci. Bo strasznie się dzieje na swiecie. Takich miasteczek jak Al-Hadisa było jeszcze wiecej. Ale te kłamliwe media o tym milczą. Wiekszosc prawdy sam sie dowiedziałem na własną ręke co sie tam dzieje. Bo moi przyjaciele byli w Iraku i Afganistanie. Ale pieniądze sa ważniejsze dla ludzi. Co z tego ze ludzie giną, a rodziny w Afryce zyją za 2 dolary dziennie, że za 5 lat będą widoczne drastyczne zmiany klimatu bo korporacjom jest wiecznie mało. Czemu nikt o tym nie mówi? Dlaczego nikt nie mówi co się stało u wybrzeży zatoki meksykanskiej. Że BP przyczyniła się do zatrzymania i częsciowego zaniku ciepłego prądu morskiego o nazwie Golfsztrom.
Temat rzeka ale jak arcy wazny.
Tyle tylko ze ludzie wola pogadac o cyckach i opracowac opisujace je calki, pojsc na koncert i oddac czesc bostwu, uciec nieco od niewygodnej kognitywnosci za pomoca srodkow odurzajacych, odpalic play-station i dumnie budowac imperium w chmurach lub wdac sie w niebezbieczna strzelanine z zombii, celebrowac kopanie skurzanego worka...(...∞)
Podsumowujac:
Daj ludziom chleba i igrzysk...
...a nigdy nie beda sobie zaprzatac glowy powyzszym.
Szokującą wiadomością dla przeciętnego człowieka staje się informacja, że większość żołnierzy podczas działań II Wojny Światowej, ani razu nie strzeliła ze swojej broni do wroga. Są tacy, którzy ani razu nie nacisnęli na spust pomimo tego, że czasem brali udział w bezpośrednich starciach. Grossman powołuje się na badania S.L.A. Marshalla, dzięki którym okazało się, że podczas wojny wietnamskiej, zaledwie 15 – 20% żołnierzy, używało broni przeciwko nieprzyjaciołom. Autor próbuje odpowiedzieć na pytanie, dlaczego tak się dzieje. Ci, którzy prowadzą wojny, starają się uzyskać odpowiedź na pytanie, co zrobić, żeby „współczynnik naciskania na spust był wyższy”.
Wcale mnie to nie szokuje.
Zapomnieli tutaj równiez dodac ze nie wszyscy zolnierze w calej armi naciskaja spust. Wojna to nie tylko okopy i pierwsza linia ale cale zaplecze, i wiele zolnierzy naciska przyciski ale w dlugopisie.
Druga sprawa ze biorac pod uwage caloksztalt dzialan podczas IIww wiele panstw skapitulowalo podczas Blitzkriegu w pierwszych tygodniach stad tez nic dziwnego ze cale masy nie strzelily ni razu. Na przyklad w pierwszych miesiach operacji Barbarossa wojska radzieckie poddawaly sie masowo gdzie liczba dochodzila do kilku milionów.
Normalka jak na wojnie. Mimo wszystko ksiazke polecam.
ps. Nasz swiatowej slawy gieroj Franciszek Dolas równiez dostal sie do niewoli bez wystrzalu. Chociaz oddal kilka strzalów ostrzegawczych ale to tuz przed wybuchem wojny, a zatem sie mu nie liczy.
Zgłoś do moderacji