Żadnych szoków kulturowych. Od lat kręciły mnie Szkocja, Skandynawia, Nowa Zelandia i Kanada, miałem jakieś rozeznanie.
Faktem jest, że nazajutrz po wylądowaniu zmiotłaby mnie ciężarówka na pasach. ;) Nadjechała z jakiejś "dziwnej" strony. ;P Duuuża była... zwłaszcza gdy zatrzymała się metr ode mnie. ;P
16 godzin po wylądowaniu i 3 godziny po zakończeniu pierwszej nocki wychodziłem z Lloydsa mając otwarte konto- właściwie tylko na ID i "gębę". Wymagali wtedy sterty papierów, jednakże kumpel, który pełnił rolę mojego tłumacza, emanował niesamowitym wdziękiem osobistym i oczarował babkę z banku. ;)
Ok, no dobra... ale ten swpółlokator spod Kielc to palant jakich mało. ;P
Ja tam właściwie nie mogę na początki narzekać, pierwszy rok przemieszkałam w hotelach na koszt mojego pracodawcy, a właściwie zleceniodawcy, bo takie warunki z nim wynegocjowałam przed przyjazdem do UK. W ciągu tego roku zwiedziłam więcej Wysp Brytyjskich niż Polskę przez całe życie, bo asystowałam jego klientów na terenie Szkocji, Anglii, Irlandii Północnej i Republiki Irlandii, połowę mojego czasu pracy pochłaniały podróże.
Szok z tym związany, to chyba taki, że prawie na całych wyspach wszystkie hotele serwują podobne dania (kilka rodzajów steków, kilka potraw indyjskich i nieśmiertelny fish and chips), a jedyny wybór na śniadanie to scottish, english lub irish breakfast, co jest tym samym tylko nazwa się zmienia w zależności od tego, gdzie się je spożywa.
W każdym razie monodieta dobrze wpłynęła na moją linię ;).
HappyCoffee
#15 | Dziś - 13:00
no to sie zacznie...licytacja kto mial/ma lepiej a kto gorzej...
_________________________________
dziwnie to traktujesz, biorac pod uwage tytul;
kto wie, ile kasiekzosiek czeka na walizkach i sie przekona/zniecheci do wyjazdu, czytajac o poczatkach tych, ktorzy i tak juz tu siedza:) przeciez nikt nie sklada tu swiezych zeznan podatkowych:)
odnosnie szoku: szokujacy byl obyczaj rzucia smieciwa pod nogi (plaga prawdziwa), niezwykle lekka wierzchnia odziez u niemowlat (przez rok caly) lub jej brak wrecz, i niesmiertelny paracetamol na wszystkie choroby :)
pewnie cos by sie jeszcze znalazlo:)
w przeciwna strone: umiejetnosc Szkotow smiania sie z siebie samych, ich tradycyjna kuchnia (nie mylic z fish-and-chips), urok tych okolic, szeroki wybor kalosi :))
Zainspirowal mnie temat z dyskusji ogolnej: 'jechac czy nie jechac?'. Pamietacie Wasze pierwsze dni po przyjezdzie na Wyspy? Jakie bylo to miasto? Jaka robota? Jakie mieszkanie? Jakie wrazenia?