Nie wiem czym sie tu podniecac. W tym temacie to bylo juz chyba z 5 oddzielnych watkow i wszystko zostalo juz powiedziane. Teraz to mozna tylko sie pookladac łopatka o glowie. Byle do wrzesnia i bedzie z glowy.
Esha #864
"Nie wiem, ale wiadomo, ile mieszka Szkotów. ;)"
Nie wiadomo, okaze sie dopiero po referendum ilu bylo prawdziffych szkotUff. Reszta to beda zdrajcy i sprzedawczyki.
Mieszkam tu już dziewiąty rok i jest to prawie piąta część mojego życia. Mam tylko jedno i jeśli nic się nie zmieni, zamierzam spędzić go w Szkocji. Nie znajdę nigdy wspólnego języka z jej mieszkańcami i dla wielu będę przybłędą, ale ten surowy kraj zdążyłem już pokochać jak własną ojczyznę. Gdy umrę chcę aby moje prochy były rozsypane w Highlandzie. Nie zrozumcie mnie źle - nie wyrzekam się polskości, mojego Mazowsza, Warszawy, czy mowy. Nigdy nie stanę się Szkotem, ale to miejsce nie jest dla mnie jedynie chwilową przystanią. I tak pojmując swoją sytuację chcę zabrać głos w kwestii szkockiej niepodległości. Zgodnie z własnym rozumem, sumieniem i sercem.
I nie zrozumcie mnie źle - nie agituję i zachęcam do zaniechania agitacji wyborczej w gronie imigracji. Żadne z nas nie ma wystarczającej wiedzy, aby poprzeć swoje decyzje racjonalnym wywodem. Nawet sami Szkoci są podzieleni. Opieramy się na marzeniach, sympatiach, wychowaniu, lękach i animozjach. To zbyt mało, aby przekonywać innych. Ale skorzystajcie z prawa głosu, gdyż tylko tak stajemy się częścią tego społeczeństwa. Na tym właśnie opiera się demokracja.
Nie oczekuję odpowiedzi- myślę, że ją znam. ;)
...ale mogę się mylić. ;)
Z premedytacja odniosłem sie jedynie do dwóch ostatnich zdań Twojej wypowiedzi- w jej wcześniejszej części widzę zbyt wiele zbieżności z moimi pogladami w poruszonych przez Ciebie kwestiach.
Sugerując, że tylko udział w referendum i proste, "zero-jedynkowe" opowiedzenie sie po którejs stronie, jak w jakimś komiksie z Myszką Miki, gdzie istnieją tylko dwie strony mocy, jest jedyną słuszną decyzją, pozbawiasz (Mazio, tylko nie odbierz tego zbyt osobiście, plizzz :) ) prawa do posiadania wewnętrznych dylematów. Tak, to moje miejsce na ziemi, tak, dobrze się tu czuję, ale to nie ja czekałem (lub nie czekałem) ileś tam set lat na tę niepodległość. :) Ograniczasz wybór. :) Są tylko dwa końcowe rozwiązania-ale do każdego z nich (w przypadku tego referendum) prowadzą jednak trzy drogi. :)
Esha: wiesz, że Cię lubię i szanuję. Rozumiem, że to nie oznacza konieczności zgadzania się w każdej sprawie. Mimo to odnoszę wrażenie, że doszukujesz się w mojej wypowiedzi nieistniejącego podtekstu. Nikt nie ma obowiązku głosowania, ale jakość demokracji jest wprost proporcjonalnie uzależniona od stopnia zaangażowania obywateli. Banalnym stwieredzeniemi jest to, że ten system jest niedoskonały. Mimo to społeczności obywatelskie, w których ludzie dbają o wyrażenie swojego głosu w wyborach i obdarzają zaufaniem jego wyrażenia w pełni świadomości, funkcjonują sprawniej niż te, w których tego zaufania brakuje. W wyborach głosuje się tam najczęściej na człowieka i jego program wyborczy, a nie na partię. W zamian za głos zaufania oczekujesz spełnienia konkretnych postulatów i obietnic, rozliczając za nie w kolejnych wyborach, szególnie na stopniu samorządowym.
Metoda to może nie jest idealna, gdyż wiemy jak ułomny jest cały system, ale lepszej jeszcze nie wymyślono. Pozwalając decydować innym zgadzamy się automatycznie z ich wizją świata. Problem w tym, że dość często najaktywniejsi politycznie są wszelkiej maści demagodzy i populiści, którzy potrafią rozruszać jednostki niezadowolone. Efektem ich agitacji są później różnego rodzaju ekstremizmy, których normalny człowiek wolałby uniknąć. Oddając więc swój głos nie tyle wykonujesz obowiązek, co wyczerpujesz swoje możliwości w całym tym systemie. To tylko i aż tyle - czasem potrafi stanowić wielką różnicę. Wiem, że to wiesz i bez mojego wyjaśnienia, ale może komuś się przyda.
Nie wiedziałem, że coś piszesz. :)
Prawo do dylematów ma każdy Esho. Ja mam już stronę, która przeważa, ale decyzję podejmę tuż przed wyborami. Mimo to pójdę na nie. Bo mi na tym miejscu zależy. I podkreślam jeszcze raz: nikt nic nie musi. Chodziło mi jedynie o to, że każdy z obu możliwych wyborów, jeśli okaże się dla nas Polaków niefortunny, z jakichś powodów, obdarzy nas kacem z gatunku: lepiej było wziąć udział. Poza tym - nasz udział zostanie zauważony, ktoś te głosy będzie zliczał. Może jeśli zobaczą, że jesteśmy aktywni i jest nas wielu, staniemy się bardziej partnerem i celem zalotów politycznych, a nie tylko tanią siłą roboczą? Bo narazie postrzegają nas chyba jedynie jako przedmiot, a nie podmiot. Nad głowami lata różne gówno wyborcze, w którym partie przerzucają się Polakami, przygotowując do przyszłych wyborów. Nikt nie liczy się z tym, że jesteśmy członkami tej społeczności. Jeśli zaczniemy decydować na miarę naszych możliwości, to może z czasem się to zmieni. W wyborach ogólnokrajowych większość z nas nie ma prawa głosu, ale w sprawach Szkocji zdaje się, że możemy głosować nawet do parlamentu - popraw mnie jeśli się mylę.
Sugerowanie wyzbycie się wewnętrznych dylematów poprzez wybranie jednej z dwóch opcji, w pewien sposób sprowadza problem do spojrzenia na niego przez pryzmat osobistych korzyści- a te, w przypadku wyników tego referendum nie interesują mnie zupełnie- chociażby dlatego, iż jestem przekonany, że będę potrafił odnaleźć się w każdej z tych dwóch sytuacji, a i same ewentualne korzyści -niezależnie od dokonanego wyboru- są mocno wątpliwe, ponieważ nikt nie jest w stanie przewidzieć, co dokładnie przyniesie przyszłość, zaś deklaracje polityków są tylko.... deklaracjami polityków i przypominają bardziej slogany reklamowe i wróżenie z fusów, gdyż nie przewidują tysiąca okoliczności, jakie mogą wyniknąć gdzieś po drodze.
Ja również nie wiedziałem, że coś piszesz. :)
"Mimo to pójdę na nie. Bo mi na tym miejscu zależy."
Z tego smego powodu mozna nie wziąć udziału w głosowaniu.
" Może jeśli zobaczą, że jesteśmy aktywni i jest nas wielu, staniemy się bardziej partnerem i celem zalotów politycznych, a nie tylko tanią siłą roboczą?"
Jakieś gwarancje? ;) Że nie będzie tak, iż murzyn zrobił swoje i może teraz odejść na swoje miejsce przy taśmie? ;)
Nic nie trwa wiecznie, dominująca strona to co jakiś czas... inna siła polityczna. I mnej więcej tak samo tyczy się to straszenia Cameronem- on dziś jest, jutro (lub pojutrze) go nie będzie.
U zwolenników obu opcji widzę same uproszczenia... :) Refeferendum owszem, jest moje- ale niepodległość już niekoniecznie. :)
Nie ma gwarancji, ale nie dowiemy się, jeśli nie spróbujemy. Od Ciebie mój emitowy przyjacielu oczekuję więcej od innych. Bo chociaż potrafić być zgryźliwą małpą, to raz, że bywasz w tym uroczy, a dwa, że nieudolnie ukrywasz przy tym swój intelekt. ;)
Jeśli już w ogóle dywagujemy na temat co będzie potem, to nie ma gwarancji, że "tak" w referendum będzie oznaczać niepodległość dla Szkocji. Czy Westminster odda 1/3 swoich włości ot tak? Jaki to będzie przykład dla Katalonii czy Basków i wielu innych mniejszości europejskich? A może właśnie to przykład potrzebny? Pytań można mnożyć.
Ale udział w głosowaniu z pewnością nie zaszkodzi, bo jeśli już do niego dojdzie, to wtedy się dowiemy. Chowanie głowy w piasek nie sprawi, że ono się nie odbędzie. Dlaczego więc nie wziąć w nim udziału? Bo to nie nasza sprawa? Przecież do cholery tutaj płacę podatki, tutaj mnie leczą, tutaj wydaję kasę. Jeśli sam nie poczuję się obywatelem tego społeczeństwa, to dlaczego oni mają mnie postrzegać inaczej? Nie wiem czy to cokolwiek zmieni, ale w chwili obecnej czuję się jedynie manipulowany i mam wrażenie, że żyję w kategorii politycznej jedynie od wyborów do wyborów, jako pionek w cudzej grze. Może to bedzie jakaś szansa na to, żeby coś się zmieniło na lepsze? Nawet jeśli nie, to nie sądzę, abym w ten sposób jakkolwiek zaszkodził swojej obecności. W końcu wybory nie są jawne i nikt nie dowie się co wybrałem. Będzie jedynie świadectwo mojego udziału. ;)
Znasz to?
"Mieszkaniec tego kraju raz
Na Wiejską wszedł do sejmu
Wśród posłów elegancja luz
Swawolą się nie przejmuj
Jakich tam używano słów
Przy damach rzecz sprawdzona
Tego powtórzyć nie da się
O mowo Cycerono!
Zachodzi w głowę rodak nasz
Kto taką rasę spłodził
Nie moje małpy nie mój cyrk
A co mnie to obchodzi...
Mieszkaniec tego kraju raz
Było to innym razem
Wszedł do świątyni aby tam
Modlić się pod obrazem
Ogłuszył go wodospad słów
Natchnionego księdza
Że grzech że szatan że zła moc
Przeklęta niech będzie seksu jędza!
Więc oraz częściej słychać w krąg
Złorzeczą starzy młodzi
Nie moje małpy nie mój cyrk
A co mnie to obchodzi?
Miliony bez zajęcia rąk
A wciąż w pogardzie praca
Zaklęty niemożności krąg
Tu nic się nie opłaca
Strajkuje ziemi naszej sól
Grónik i hutnik kolej
Doradcy nie wychodzą z ról
Znasz prawo to je olej
Właściwe znaczki w klapy wpiąć
Święci na długopisach
Nie moje małpy nie mój cyrk
Nam to normalnie zwisa!
Gdy znów dostało mi się tak
W dwa końce kręgosłupa
Kryczę: i moje małpy i mój cyrk...
... to moja własna dupa!"
;)
A teraz położę się spać. Przepraszam. :)
Jednak wiesz, ze i tak tutaj zajrzę. Nieco później. :)
Tak sobie pomyslałem, że może drugi humanista zrozumie, o co tak naprawdę mi chodzi... ;)
Tak poza tym... pomimo, iż posiadam jakiś tam swój typ, nie namawiam ani do niegłosowania, ani do głosowania, ani głosowania ze wskazaniem... I stąd wynikają moje wcześniejsze reakcje- zauważyłem, że duskusja zwolenników i przeciwników zakończyła się już dawno, od jakegoś czasu natomiast trwa zwykła kampania jednej ze stron, nawet już nie referendalna, a wyborcza. ;) Na ogół strony przedstawiającej się jako ta "wszechwiedząca"- bo ktoś, gdzieś, w jakiejś książce wyczytał to, co ktoś inny, napisał... a analizy znalazł na dnie filiżanki kawy. Rozumiem, że są to również posiadacze szklanej kuli, kuli z jakiegoś niezwykle przezroczystego kryształu i gdy zagłosuję zgodnie z ich sugestiami, wystawią mi gwarancje i wszelkie możliwe certyfikaty- bo przecież o przyszłości mówią tak pewnym głosem. ;) Sęk w tym, że w całym tym straszeniu Cameronem, doszukiwaniu się prywatnych korzyści, zupełnie zniknęła kwestia wolności, która -patrząc przez pryzmat narodu- naprawdę nie bardzo nas dotyczy. Ja akurat rodzielam te dwie rzeczy: przyszłość i wolność, bo to referendum ma mimo wszystko nieco inny wymiar. ;) Gdyby natomiast zapytano mnie, na jaki kolor pomalować mosty w Queensfery, już dziś zapewniam o moim aktywnym udziale. ;)
Znalazła się niestety wśród Polaków mieszkających w Szkocji grupa nieodpowiedzialnych "aktywistów", którzy tu na emito, jak i na FB, próbują namawiać Polaków do opowiedzenia się w referendum niepodległościowym po którejś ze stron. Jedyne co możemy na tym skorzystać, niezależnie od tego po której stronie się opowiemy, to liczne grono wrogów wśród tubylców; Szkoci sami są w tej sprawie mocno podzieleni.
Przyjechałem tutaj 6 lat temu, żeby spokojnie żyć i pracować, a nie mieszać się do polityki i/lub decydować o przyszłości Szkotów, którzy mieszkają tu od pokoleń. "Aktywiści" dają się rozgrywać lokalnym politykom, którzy będą nas (i innych imigrantów) próbować wykorzystać jako 'mięso wyborcze'. Jestem absolutnie przekonany, że "aktywiści" robią polskiej społeczności w Szkocji tzw. "niedźwiedzią przysługę"... chciałbym wierzyć, że nieświadomie, ale wiele wskazuje na to, że sami chcą coś na tym ugrać.
Moja propozycja: nie bierzmy udziału w referendum, dajmy Szkotom zdecydować w tej bardzo ważnej dla nich sprawie.
P.S. Ja tu zostaję bez względu na to, która opcja zwycięży... chyba, że zajdą jakieś nowe okoliczności.