Nie ma to jak wspomnienie bigosu jedzonego w Warsie lokalnego dworca PKP i do tego herbata podana w szklance musztardówce. Większość tutaj nawet pewnie nie wie, co to Wars albo szklanka musztardówka).
Kaszanka leTKo przysmażana w Warsie też była kultowa, a prywaciarze w swoich budkach serwowali kiszkę ziemczaną.
To były czasy prawdziwych twardych polskich ludzi. A tutaj z powodu niedosolonych pierogów z paczki płaczą.
W dupach im się od tego dobrobytu w kapitalizmie poprzewracało -ot co ;).
[Goniec podchodzi do taksówkarza]
Goniec: Pan jeździ w "Ostatniej paróweczce hrabiego Barry Kenta"?
Taksówkarz: Taaak. A bo co?
Goniec: Bo pojedziemy, najpierw do "Victorii".
[Taksówka zatrzymuje się przy hotelu "Victoria"]
Goniec: Niech pan tu na mnie zaczeka. Muszę w końcu coś zjeść.
[Goniec wchodzi do "Victorii", wychodzi z niej tylnim wejsciem i szybko biegnie do obleśnej knajpy "Apis"]
moja scena:)
Byłam na markecie. Jestem w szoku po tym jak zobaczyłam polskie stoisko. Co za wstyd. Do tego ceny z kosmosu. Po prostu jest mi wstyd że to co oni tam serwują ludzie próbują jako smak polski. Pierogi z paczki. 6 pierogów za £4!!!!!. Ludzie!!!