Kiedy widzimy jakiś napis w ojczystym języku na obcej ziemi, czujemy się mile połechtani narodową dumą. Kiedy okazuje się, że napis jest średnio przyjemny, czasem czujemy złość, a czasem zażenowanie. Nasz czytelnik, po wizycie w Tesco, poczuł natomiast irytację.
Darek był na zakupach w lokalnym supermarkecie Tesco. Podczas spaceru między półkami, jego oczom ukazał się niegramatyczny napis: "Wsyscy ztodzieje beda karani" – niby jasne, ale Darek zwrócił uwagę na to, że jako naród zostaliśmy specjalnie wyróżnieni. Taki napis wisiał tylko w jednym języku – naszym ojczystym! Nie było nawet odpowiednika angielskiego. Poczuł się urażony. Gdzie jest ta słynna poprawność polityczna?
Zrobił zdjęcie i napisał skargę do dyrekcji Tesco oraz do Government Equalities Office (Rządowy Urząd Równości). Żądał, aby takie napisy pojawiły się również w innych językach albo zniknęły całkowicie. Na odpowiedź nie czekał zbyt długo. Napis usunięto już na drugi dzień a Tesco przesłało list z przeprosinami i obietnicą, że taka sytuacja już się nie powtórzy. Czyli najprostsza z możliwych opcji – chowamy głowę w piasek i udajemy, że nic się nie stało.
Gdzie indziej jest podobnie
W pierwszym momencie nie zdziwił mnie ten napis. Zaraz jednak pomyślałem sobie, że jest tutaj coś nie tak. Z jednej strony domyślam się, z jakich powodów taki napis się pojawił, z drugiej, czuję się jednak urażony. Przecież ten napis jest niezgodny z obowiązującym prawem. W jakiś sposób mnie, jako Polaka, piętnuje – czyli niejako dyskryminuje. Jest jedno "ale". Jeśli miałbym obrażać się na Brytyjczyków, nie mógłbym wspomnieć o innych, podobnych przypadkach w Europie.
Zupełnie niedawno, znajomy z Holandii opowiadał mi o podobnej sytuacji. W sklepach coraz częściej pojawiały się napisy po polsku, "odradzające" kradzież. W Holandii rozwiązano problem w ten sposób, że pojawiły się również napisy po angielsku i holendersku. "Ale fakt pozostaje faktem" – mówi Janek, który do Holandii przyjechał z Wrocławia. "Polacy to bardzo liczna grupa łapana tutaj na kradzieżach."
W zeszłym roku "Gazeta Wyborcza" opisała wstrząsające dane. Według polskich placówek dyplomatycznych oraz doniesień prasowych, w samym tylko Utrechcie na 776 przyłapanych na kradzieży obcokrajowców, ponad 600 pochodziło z Polski. Podobne dane nadchodziły z Francji, z okolic Lille. Nie pozostaje nic innego jak tylko pochylić głowę i posypać ją popiołem.
Podobnie jest na Wyspach. "Moja koleżanka bardzo często proszona jest o pomoc w tłumaczeniu angielskiego-polskim. Pomaga językowo dziewczynom, które są przyłapywane na kradzieży w sklepach z kosmetykami" – mówi Monika, od sześciu lat w Londynie. "Polki pakują drobne kosmetyki w ubranka dzieci, z którymi przychodzą do sklepu. Kiedy są przyłapywane, twierdzą, że nic nie rozumieją.
Jest też inna strona medalu. Darek opowiada nam o przypadkach we wschodnim Londynie, gdzie dochodzi do kradzieży dokonywanych przez Rumunów. Jednak przez brytyjską opinię publiczną, kradzieże te są odbierane, jako dokonywane przez naszych rodaków.
Polak, Rumun – dwa bratanki
Idąc tym tropem, próbuję nawiązać kontakt z menadżerem Tesco, w którym zawisł kontrowersyjny napis. Może jesteśmy myleni z innymi narodowościami? Dla Anglika język rumuński, rosyjski, słowacki czy polski jest tak samo podobny, jak język szkocki i angielski dla nas. Może to po prostu jedno wielkie nieporozumienie? Trzeba się o to zapytać.
Niestety. Zostałem odesłany do biura prasowego sieci Tesco. "Pani menadżer jest niedostępna" – poinformowano mnie w Biurze Obsługi Klienta. Wrodzona wścibskość pcha mnie jednak na stoisko farmaceutyczne, gdzie pan Darek zrobił zdjęcie dla naszej redakcji. Na miejscu nie widzę nic szczególnego. Ot, napisy w języku Szekspira o tym, że wszechobecne CCTV dba o moje bezpieczeństwo.
Dochodzę do półek z akcesoriami do telefonów komórkowych i moim oczom ukazuje się kolejny, niegramatyczny, polski napis: "Sklepowi Detektywi Pracuja W Tym Sklepie Dla Ochrony Naszxch Klijentow, Zatogi Oraz Towarow – kto im pisze te teksty?" – przemyka mi przez myśl. Robię zdjęcie i przyglądam się innym regałom. Chyba mam szczęście, bo na stoisko z telefonami wkracza pani menadżer zajęta rozmową przez telefon.
Będzie jakieś zebranie, bo wokół szefowej gromadzą się kierownicy poszczególnych działów Tesco. Podsłuchuję rozmowę – nie muszę się z resztą wysilać, Sam Aitken rozmawia na tyle głośno, że słyszę ją dwa regały dalej. Odnoszę wrażenie, że rozmawia z centralą. Natomiast na pewno tematem rozmowy jest nieszczęsny komunikat zauważony przez pana Darka.
Menadżer tłumaczy komuś, że to był pomysł ochrony, nie konsultowany z nikim. Przyznaje jednak, że problem kradzieży wśród Polaków jest zauważalny. Tyle ucho szpiega. W oficjalnym dokumencie wysłanym do pana Darka, Tesco kaja się dalej i informuje, że wszelkie napisy w sklepie Tesco zostały już usunięte, a za wszelkie problemy przepraszają. Pracowników odpowiednio pouczą. To tak w skrócie. Widziałem na własne oczy i słyszałem na własne uszy – pracownicy zostali pouczeni.
Niestety to nie wyjątek
Dobrze, że tak się skończyło. W niektórych, bardziej poważnych przypadkach, kiedy Polacy są obrażani, a skargi są wysyłane z "odpowiedniego szczebla", takiego szczęścia nie mamy – często milczenie i zaprzestanie złych praktyk, jest najlepszą rzeczą, jaką udaje się uzyskać.
W przypadku Tesco, do niezadowolonych dołączyło Zjednoczenie Polskie w Wielkiej Brytanii, którego Zarząd wystosował list, dając swojemu niezadowoleniu upust. "Choć sprawa ma charakter lokalny i nie wynika z odgórnych, wewnętrznych zaleceń Generalnej Dyrekcji" – mówi Wojciech Tuczyński, rzecznik Zjednoczenia. "To uznaliśmy, że jako taka ponosi odpowiedzialność za swe filie" – podkreśla.
Zjednoczenie napisało w liście do Tesco, że uważa, że "generalizowanie skrajnie nieodpowiedzialnych przypadków, a zwłaszcza przypisywanie ich nie cechom charakteru a pochodzenia, jest nieodpowiedzialne i dyskryminujące" – lepiej tego ująć nie można.
Pozostaje jeszcze czekać na odpowiedź ze strony Urzędu Równości. Ze względu na to, że pan Darek złożył oficjalną skargę, urząd musi ją zbadać, zająć stanowisko i upomnieć, kogo trzeba. Po czym, powinien w oficjalnym dokumencie wyjaśnić, w jaki sposób zamierza zapobiec podobnym przypadkom dyskryminacji. Taki dokument podany do opinii publicznej, powinien być przestrogą dla innych.
Tyle założenia. Czas pokaże, co będzie dalej.





Komentarze 123
Bardzo dobrze to się chwali co zrobił p.Darek ,ale niestety jesteśmy postrzegani jako ci co lubją się napić i coś ukraść jest to przykre ale prawdziwe jakiś procent polaków rzuca zły cień na całość. Ale niemożna robić tak jak w wymjenionym markecie bo to oznacza że tylko na nas trzeba uważać a reszta obcokrajowców to brylanty.
robie w Tesco Distribution Centre. 1500 ludzi w tym ok 100 Polakow,
600 Slowakow. Przez 2 lata zwolniono 12 polakow za kradziez towaru (byl przypadek ze w jednym dniu polecialy 4 osoby, wszystko udokumentowane na monitoringu), ok 70% wszystkich zwolnien za kradziez.
Powiem szczerze ze sam bym taka kartke wywiesil.
no i nie ma co sie czuc zle.nie ukradles olej taki napis i koniec a nie,niech sie martwia zlodzieje.ja sie usmialem z tego napisu
tak jak mowisz betonowy - jak to Kazik spiewal: "niech sie wstydzi ten co robi, nie ten co widzi":)